Emocje 9 września 2016

Czy warto zapisać dziecko na zajęcia dodatkowe dla małych dzieci

Pierwsze zajęcia dodatkowe, na jakie poszła moja córka, to tak naprawdę nie były zajęcia “dodatkowe”, bo jedyne, na jakie wówczas chodziła. Miała cztery lata, a ja obawy, jak zniesie rozstanie ze mną, bo w zasadzie się nie rozstawałyśmy.

Oczywiście swoje obawy schowałam głęboko w kieszeń, przywołałam na twarz najbardziej optymistyczny uśmiech, dałam buziaka i posłałam dziecko w świat. Poszła za rękę z koleżanką, nawet się nie obejrzała. Uffff. W klubie osiedlowym rysowała, wyklejała, śpiewała – ot, takie mini przedszkole raz w tygodniu przez godzinkę.

Po wakacjach zmieniłyśmy klub osiedlowy, panią Monikę zastąpiła pani Ania, a mini przedszkole przekształciło się w regularne zajęcia plastyczne. Duśka złapała bakcyla. Od tej pory w domu nie było śmieci, tylko zużyte przedmioty (głównie rolki po papierze toaletowym, ale też plastikowe kubki, folia bąbelkowa, patyczki po lodach), z których można jeszcze tyyyyleee zrobić. Domowy recykling działał całkiem sprawnie, w końcu zaczęło nam brakować miejsca na półkach na te dzieła.

Zajęcia w obu klubach były nie tylko okazją do nauki nowych umiejętności, ale i rozstawiania się z mamą. Jeśli nie miałam nic w planach, siedziałam pod drzwiami i czytałam książkę, jeśli musiałam – szłam na zakupy. Do domu nie wracałam, bo było za daleko. Zawsze informowałam dziecko czy będę, czy wychodzę, a jeśli wychodzę, to kiedy wrócę. Początki były łatwe, później zaczęło być dziwnie. Moje dziecko „zaraziło” się od koleżanek wychodzeniem w trakcie zajęć i sprawdzaniem, czy jestem. Czasem byłam, czasem nie. Zmieniło się tylko tyle, że o swoich wyjściach informowałam też panią Anię, ot tak, na wszelki wypadek. Widziałam, że Duśka niepokoi się, podobnie jak jej koleżanki i szczerze mówiąc, mocno mnie to irytowało. Nie sam fakt, że się boi, ale że boi się, bo one się boją. Niestety dzieci przesiąkają nie tylko przydatnymi umiejętnościami, tymi niepożądanymi też.

Oczywiście oprócz nauki rozstawania Duśka zaliczyła naukę rysowania, malowania, klejenia, lepienia, wyklejania, oklejania, nawlekania, ozdabiania, owijania i sama nie wiem czego jeszcze. Z pewnością miało to pozytywny wpływ na sprawność jej małych rączek.

Przedszkole oferowało własne zajęcia dodatkowe, więc z bólem serca zrezygnowałyśmy z klubu położonego po drugiej stronie miasta. Sentyment pozostał, chodzimy na wszystkie klubowe pikniki. W przedszkolu pozwoliłam Duśce chodzić na wszystkie zajęcia dodatkowe, rytmikę (niby dodatkowa a była obowiązkowa, chociaż płatna), angielski, taniec i lepienie w glinie. Wyszłam z założenia, że jak coś nie podpasuje, to zrezygnujemy. Podpasowało wszystko.

Na początku przedszkola Duśka twierdziła, że będę musiała siedzieć na krzesełku w szatni i czekać na nią. Myślała, że przedszkole to coś, jak klub. A ja w myślach błogosławiłam i ten pierwszy i drugi klub osiedlowy, bo moje dziecko nauczyło się zostawać samo, nauczyło się pamiętać, że mamusia nawet jak wychodzi, to wraca i że to nie trwa długo. Nigdy nie było łez w przedszkolu. A nie, przepraszam, były jak trzeba było wychodzić.

Moi znajomi mają problem z pięcioletnim dzieckiem, które histerycznie płacze, gdy ma zostać samo w przedszkolu. Z tego co wiem, dziecko nie chodziło nigdy na żadne zajęcia dodatkowe dla małych dzieci. Myślicie, że to jest powód?

 

Subscribe
Powiadom o
guest
5 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Barbara Heppa-Chudy
4 lat temu

Aleks zaczął chodzić do domu kultury jak miał 2 lata i jakieś 8 miesięcy. Podobało mu się.
A bym zapomniała, że przecież odkąd skończył 4 miesiące na cotygodniowe zajęcia na basenie ;)

W roli mamy - wrolimamy.pl

To wcześnie zaczął ;)

Aneta Błąd
4 lat temu

My zapisaliśmy się na „sport” dla dzieci kiedy młody miał 14 miesięcy. Potem jak poszedł do przedszkola sport odpadł a przyszły zajęcia w szkole muzycznej. Do tego raz w tyg jazda konna. Widzę w tym same korzyści bo synek ma zaburzenia lękowe a zajęcia pomagają mu wzmocnić pewność siebie i pokonywać małymi kroczkami lęk społeczny. Poza tym chciałabym aby miał w przyszłości jakieś hobby a może nawet pasje więc szukamy pomału już dziś :-)

Agnieszka Jelinek
4 lat temu

Marcin mając 2,5 latka chodził do klubiku da dzieci. Początki nie były łatwe. Do przedszkola poszedł już bez płaczu i histerii.

Monika Wilkuszewska
4 lat temu

ok. roku na zajęcia ruchowo zabawowe od 2,5 roku angielski, od 6 karate, drugi ma 3 latka i zacznie z hiszpański

Ciąża 8 września 2016

Chcesz się czuć pięknie w ciąży? Naucz się czerpać radość z tego wyjątkowego czasu

Piękno zaczyna się wewnątrz, prawda? A w ciąży to piękno jest absolutnie wyjątkowe, choć nie zawsze bywa kolorowo. Ciąża może kojarzyć się fantastycznie, z pełnią szczęścia lub też łączyć się z mdłościami, niedogodnościami, kilkunastoma, a czasem i kilkudziesięcioma kilogramami na plusie. Do tego pajączki na nogach, przebarwienia na skórze, rozstępy, cellulit, opuchlizna nóg, Czy to też jest piękne?

Tak, to może przytłaczać, szczególnie że po porodzie sytuacja nie wygląda wcale lepiej. Ale coś za coś! Zostaniesz mamą i wtedy wszelkie estetyczne dylematy zejdą na dalszy plan. Zanim jednak zdążysz znielubić swoje zaokrąglone odbicie w lustrze, spójrz na siebie cieplej, łaskawszym okiem, na przekór wszystkiemu co cię gnębi.

Zmiany, jakie zachodzą podczas kilku miesięcy w wyglądzie kobiety, są zadziwiające. Nosząc pod sercem malucha, ze zdziwieniem obserwujesz, jak zwiększa się obwód nie tylko brzucha ale i ud, a także wielkość piersi i pośladków. W dobie kultu szczupłego ciała, nie każdą kobietę może to cieszyć, choć jest to wyjątkowe i naturalne. Zamiast martwić się tym na zaś i planować rodzaj ćwiczeń do wykonania tuż po porodzie, zmień swoje nastawienie.

Poświęć sobie i swojemu ciału dodatkową uwagę. Pomyśl, że te kilogramy na plusie to także pełne piersi, promienna cera i włosy w świetnej kondycji. To zasługa wpływu hormonów ciążowych, oraz zwiększonego przepływu krwi w organizmie, która lepiej dotlenia i odżywia skórę. To dzięki temu, większość mam wygląda wprost kwitnąco i świeżo, mimo pewnych niedogodności. Poprawia się często i samo zdrowie, bo w ciąży dbamy o to, by dziecku nie zabrakło zdrowych składników odżywczych. Tym chętniej sięgamy po owoce, warzywa, ryby, których na co dzień może brakować w diecie.

I jeszcze przychodzi mi na myśl wyjątkowy pozytyw – możesz pozwalać sobie na jedzenie tego co lubisz, bo dieta przestaje cię ściśle obowiązywać.

P.S.Nieliczenie kalorii jest kuszące, jednak pamiętaj, że ich nadmierne pochłanianie zdecydowanie się na tobie zemści. Wszystko powinno się dziać w granicach rozsądku.

Nie stresuj się tym, co będzie po porodzie, ale dbaj o swoją urodę – kup kosmetyki przeznaczone dla przyszłych mam, funduj sobie wieczory SPA, nawet we własnej wannie, noś dopasowane rzeczy. Dokładnie tak, podkreślające figurę, a nie żadne workowate przykrycia, które może dadzą tobie poczucie wygody, ale odbiorą ci seksapil, którego nie powinnaś się wyrzekać na czas ciąży. Zafunduj sobie sesję zdjęciową lub poproś kogoś, by uwiecznił cię na pamiątkę. A jak już przechodzisz koło lustra, rzuć okiem na odbicie, czule omieć nim swoje krągłości i pomyśl, jaka jesteś piękna. Każdy ci to powie, że kobieta ciężarna to piękny i rozczulający widok.

I nawet, gdy kręcisz głową przecząco, wierz mi, że za kilka miesięcy wspomnisz to wszystko z niedowierzaniem, że tak szybko minęło, a ty nie zdążyłaś się nacieszyć tym czasem. Ciąża, mimo że trwa “aż” dziewięć miesięcy, mija ekspresem i nawet się nie obejrzysz, jak zatęsknisz na głaskaniem swojego pięknego, okrągłego brzuszka!

Fotografia: Amber Fotografia Kamila Rutkowska

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Znad kołyski 7 września 2016

Koszmar minionych nocy… zęby w natarciu!

Kolejna nieprzespana noc, paskudny ból głowy i twarz co raz bardziej przypominająca zombie, a nie szczęśliwą matkę – wiecie co to jest? Albo raczej co to oznacza?
Ząbkowanie!! 

O tym, że mojemu pierworodnemu wyżynają się ząbki dowiadywałam się zazwyczaj prawie po fakcie, kiedy było już je widać na powierzchni dziąsła. Nie towarzyszyły mu przy tym żadne upierdliwe dolegliwości, poza sporym ślinotokiem, ale to akurat było na swój sposób słodkie. Noce ładnie przesypiał, a w dzień też nie kojarzę, żeby był marudny. Mogę co prawda dokładnie już tego nie pamiętać bo to było już przeszło 5 lat temu, ale skoro nie przychodzą mi na myśl żadne drastyczne sceny z tamtego okresu to znaczy, że było całkiem spokojnie.

Szkoda, że tego samego nie mogę powiedzieć o Poli. Ale jak to mówią, każde dziecko jest inne i rodzic musi doświadczyć różnych przeżyć, by wiedzieć co to znaczy mieć dziecko. I choć mój mały Bąbel ogólnie jest bardzo grzecznym dzieckiem, to jednak z tym ząbkowaniem, zdaje się trochę przesadzać. Wielki test mojej cierpliwości i wytrzymałości jak się patrzy!

Nie wiem kiedy to się zaczęło, bo pierwszy ząbek tak długo się wyżynał, że już prawie zwątpiłam w jego cudowne objawienie. No ale w końcu wyszedł. Uff, mam więc trochę luzu, do czasu aż drugi zechce nam się pokazać – tak myślałam jeszcze do niedawna. O jaka ja naiwna byłam!

Drugi nie chciał być gorszy i postanowił gonić tego pierwszego i to dosyć boleśnie. No więc bywa, że w ciągu dnia Pola w ogóle nie chce bawić się sama, zdecydowanie preferuje noszenie na rękach, najczęściej moich. Przez co strasznie ubolewam nad tym, że matkom nie wyrastają dodatkowe kończyny. Żałuję też, że nie mogę się sklonować, bo kąpanie czy korzystanie z toalety, z dzieckiem uwieszonym na biodrze to raczej kiepski pomysł, a bywa, że ono nie widzi innej opcji!

Tak więc wszystko ostatnio robię w biegu i z dodatkowym balastem. Kompletnie się nie wysypiam bo mój mały Gargamel budzi się często w nocy, urządzając sobie arie płaczu, albo wręcz wrzasku. I pomimo nocnej pory, ciągle chce być na rękach, dlatego w ostatnim czasie drzemałam w pozycji siedzącej, nerwowo kołysząc przy tym moje marudne dziecię. I nie pytajcie co na to mój kark?!

Efekt tej ząbkowej historii jest taki, że kolejny dzień z rzędu budzę się z potwornym bólem głowy, który towarzyszy mi przez cały dzień i za cholerę nie chce odpuścić. Moja twarz pomału woła o pomstę do nieba – choć tu jeszcze egzamin zdaje dobry makijaż i cudowny korektor pod oczy, którym skrzętnie ukrywam coraz to większe sińce. Z braku dostatecznej ilości snu i poniekąd mojej bezsilności – bo nie mogę siłą własnych rąk wyciągnąć tego małego zęba, jestem nerwowa i niewiele mi brakuje by wybuchać złością. Co niestety odbija się czasem na moim pierworodnym… :/

Jakby tego było mało, raz po raz pojawia się u Poli podwyższona temperatura, która trzyma ją po 2-3 dni i jeszcze bardziej jej dokucza, okradając ją z (resztek) dobrego humoru i sił. Przez co ja jestem kompletnie uziemiona. Czasem pozostaje mi jedynie patrzeć jak mnie i mój dom ogarnia artystyczny nieład, co dodatkowo mnie irytuje.

No ale co począć, trzeba to jakoś przetrwać. Liczę na to, że ten nieszczęsny drugi ząb wyjdzie lada dzień i wszystko wróci do normy. Mam też nadzieję, że kolejne będą bardziej dla nas litościwe.

Subscribe
Powiadom o
guest
6 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Anna Trybiec
4 lat temu

Łączę się w bólu :) To już moja 6-ta noc. Wychodzą dolne dwójki :-P Nie rozstajemy się z paracetamolem, maścią znieczulającą i gryzakami z lodówki :) Jakoś trzeba przetrwać :-P <3 <3

Emilia Kazimierska
4 lat temu

U mnie jedna córka skończyła ząbkowanie… To druga zaczęła… Life is brutal!

Milena Kamińska
4 lat temu

Oj wiemy choc nieprzespane noce z powodu zabkowania dawno za nami teraz sa inne powody i wolałam to ząbkowanie

Karolina Bylina
4 lat temu

U starszej to bylo zabkowanie idealne. Nic sie nie dzialo. Mlodsza niestety juz troche daje mi w kosc bo jest placzliwa, szczegolnie jak ida 4 zeby na raz ale Ibuprom zalatwia sprawe. 4 dni i jest ok

Alicja Malinowska
4 lat temu

Kiedy mi wychodziły ósemki też cierpiałam :) Nie dziwię się dzieciakom :)

Barbara Barnuś Rzepka

Znamy to :-)

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close