Emocje 5 lipca 2012

(Za)młoda mama

Jestem młodą mamą, która zobaczy 26 raz spadające liście z drzew. Niedługo po tym moja córka zdmuchnie dwie świeczki. Jestem mamą z głową pełną pomysłów, planów na życie, chowającą w szufladzie dwa dyplomy, na których widnieją nazwy uczelni, mamą na „urlopie” wychowawczym. Kobietą długo czekającą na chwilę, by móc nazwać się mamą.

A jak widzą mnie inni? Małolata, która wpadła. Nie ma obrączki – pewnie jest sama, bo wpadła. Nie ma nic w głowie, bo wpadła. Wpadła, bo nie ma nic w głowie. Pewnie podstawówki nie skończyła. Zero ambicji, planów, zmarnowane życie. A dlaczego? Bo jest młoda i ma przy boku dziecko (pewnie niechciane).

Kiedyś zaczepił mnie obcy mi mężczyzna i wyrzucił mi, że jak można w wieku 17 lat zrobić sobie dziecko? A mnie przecież bliżej do 30tki… Obrączki nie mam z wyboru, dziecko mam z pragnienia. Wyglądam młodziej niż pokazuje metryka, której nie widać, za to pogardliwe spojrzenia starszych Pań czasem depczą mi po piętach.

Młoda mama często nie zasługuje na szacunek, bo… jest młoda. Młoda = głupia. Te luźne, rzucone w przestrzeń uwagi, że dziecko ma dziecko, że w tym wieku… Więc pytam, w jakim wieku już nie dziecko? W jakim wieku One zostały matkami? Przekroczenie 20 było niesmaczne, w tym wieku kobieta POWINNA być matką. Dziś jest dzieckiem. Ale to nie dotyczy tylko starszych Pań. Dawno lub dawniej niewidziani znajomi, ze zdziwieniem odpowiadają „to Wy nie wpadliście?”, „planowaliście?”.

Na placu zabaw widać pewnie zjawisko – starsze wiekiem matki stoją razem, od czasu do czasu spoglądając na „małolaty”, które nie mają pojęcia o życiu. Nie wiedzą jak dziecko ubrać, jak nakarmić, nic nie wiedzą. A dlaczego? Bo są młode, głupie i pewnie wpadły po jednej z letnich dyskotek.Jestem młodą mamą, wiem tyle ile wiedzieć powinnam, mam narzeczonego, jestem na urlopie i wychowuję wyczekane dziecko. Mierzą mnie tą samą miarą co te „ich” małolaty. Niech mierzą.

Ale skąd ta miara? Gdzie szacunek, uprzejmość do bliźniego? Czemu mają służyć te krzywdzące komentarze i spojrzenia? Młoda mama jest gorsza, nawet jeśli nie planowała dziecka? A jeszcze niech ta młoda mama zrobi coś dla siebie, pójdzie do pracy… Jest wyrodna, bo nie opiekuje się dzieckiem tylko kariera jej w głowie. Kształcić się? Trzeba było się uczyć, a nie dzieci rodzić. Na uczelnię? A co z dzieckiem?! Spaceruje w godzinach, gdzie normalnie ludzie pracują – darmozjad. Żeruje jak ten społeczny pasożyt i żyje z Naszych podatków! Pewnie zrobiła sobie dziecko by dostać becikowe.

Całe szczęście grono młodych mam (również młodych duchem!) znacznie się powiększa i ich pozycja w społeczeństwie umacnia się. Przepisu na mamę nigdzie nie znajdziemy, nie ma wytycznych co do wieku, koloru skóry, poglądów, stanu cywilnego czy ilości dzieci. Jedynym wspólnym mianownikiem jest posiadanie dziecka (bez względu na to czy jest wyczekane czy zaskoczyło swoich rodziców). Paradoksem jest zarzucanie młodym ludziom, iż stawiają tylko na siebie i rośnie nam niż demograficzny, z drugiej strony nie ułatwiają im ani postawą wobec młodych rodziców, ani polityką prorodzinną, by mogli godzić rolę rodzica z rolą dobrego obywatela. My jako społeczeństwo musimy jeszcze sporo się nauczyć jeśli chodzi o wydawanie osądów, rzucanie spojrzeń czy luźnych uwag, bo każdy ma prawo przeżyć swoje życie po swojemu.


Drogie Mamy, czy czułyście się kiedyś dyskryminowane, piętnowane czy najzwyklej lekceważone z powodu Waszego wieku? Czy uważacie, że wymagania stawiane kobietom są na tyle sprzeczne, że nie trzeba się nim przejmować lub wręcz przeciwnie – należy stawiać im czoła?

34
Dodaj komentarz

avatar
31 Comment threads
3 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
17 Comment authors
OlaAnitajustynaAngelikaNatalia Legieć Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
przytulia
Gość
przytulia

Jakbym czytała swoje myśli :) Mam 25 lat, wyglądam na 20 (i to tylko wtedy, gdy zamiast trampek zdarzy mi się ubrać „doroślejsze” buty), tytuł magistra, cudownego męża i 2,5 miesięcznego synka :) Wcześniej bardziej się tym przejmowałam, wkurzały mnie pytania listonosza: „jest w domu ktoś dorosły?”, lekceważące spojrzenia urzędników, gdy chciałam coś załatwić i wielkie zdziwienie, gdy podawałam datę urodzin :)… Eh… na szczęście teraz mam Staszka i mam wszystko gdzieś :) Oczywiście, czasami skoczy mi ciśnienie, gdy słyszę „dobre rady”, bo przecież taka młoda, bo niedoświadczona, szybko urywam takie rozmowy, pakuje Stasia w chustę i ruszamy zdobywać świat… Czytaj więcej »

Asiersa
Gość
Asiersa

świetny tekst :) docinki ze strony starszych (i nie tylko) pań są na porządku dziennym :)
Ja nawet zostałam raz wyproszona z placu zabaw przez mamę około 35 letnią, bo Tomek był niegrzeczny ;) Na szczęście inne młode mamy zareagowały błyskawicznie i sprowadziły do parteru „mędrkującą” kobietę :) ja w tym czasie nie umiałam wydusić z siebie ani słowa, bo było mi przykro :( ehhh

Małgorzata Bigaj
Gość

Przytulia Ty to chociaż na 20 mi dają 16 a mam 27 i Karo już prawie dwulatką jest ;) chcą niech gadają a co mi tam, w końcu to ja mam wspaniałego męża i córeczkę, a im pozostaje tylko to gadanie :D
U mnie standardem są pyt o wiek, ale że już tak długo to trwa to przywykłam i cieszę się, że młodo wyglądam, bo w końcu jak będę mieć 40 wszyscy dadzą mi mniej :D
Najczęściej „dobrych rad” wysłuchuję od T, ale jakoś mnie już nawet nie drażnią. Wcześniej miałam więcej złości w sobie a teraz lajcik :p

Pozdrowienia od „małolaty”

Kasia Kowalska
Gość
Kasia Kowalska

Myślę, że bez względu w jakim wieku urodzimy dziecko, tak czy siak znajdą się tacy, którzy będą mierzyć nas wzrokiem lub coś dogryzą. Ja z kolei mam 30 lat i 9-miesięcznego syna. Czuję się młoda duchem i nie uważam się za jakąś bardzo spóźnioną mamę, a kiedy poszliśmy ostatnio do lekarza i zamiast naszego pediatry była inna pani doktor w zastępstwie, w rozmowie usłyszałam: „tak to bywa jak się decydujemy na takie późne macierzyństwo…”
Pytam więc – skoro 25 to za mało, a 30 to już za późno, to kiedy jest odpowiedni wiek, żeby zostać mamą?

Sylwia
Gość
Sylwia

Wiek nie gra roli, ważne co ma się w głowie. Czasem 20 latka może być bardziej odpowiedzialna od 30 kilku latki. Dobra mama to taka która umie zatroszczyć się o swoje dziecko, kochać je najmocniej na świecie i chronić. Nieważne ile ma lat :) bo na to nie ma złotego środka. Grunt to być szczęśliwym w tej roli :)

Asiersa
Gość
Asiersa

myślę, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia :)

Marta Ulińska
Gość

Zgadzam się, ale trzeba przyznać, że łatwiej osądza się nam innych :/ taka ludzka przypadłość

Monia
Gość
Monia

W tym roku skończyłam 30-tkę. Mam trójkę dzieci: 11, 5 i 3 lata. Tez do dzisiaj oglądają się na ulicy jak idziemy z trójką, zwłaszcza ze najstarszy syn jest mojego wzrostu trudno niektórym uwierzyć ze wogóle jestem jego mamą. Nasłuchałam się tez mnóstwo niemiłych rzeczy, ale nie o wiek tu chodzi tylko o to jak potrafimy kochać nasze dzieci. Niektóre mamy w wieku 40 lat nie są przygotowane na dzieci a niektóre 18-latki radzą sobie z tym swietnie. Gdybym mogła cofnąć czas to na pewno nic bym nie zmieniła, może tylko wolałbym mieć mniejszą różnicę wieku między najstarszym a młodszymi… Czytaj więcej »

Sylwia
Gość
Sylwia

Jakbym czytała o sobie :) Mam 26 lat, mgr już za sobą,prawie 1,5 rocznego cudownego synka i wspaniałego męża. Wyglądam młodziej niż wskazuje metryka, Ostatnio pewna znajoma sąsiadki w czasie babskiego spotkania była zaskoczona jak dowiedziała się, że mam tyle lat, męża i dziecko. Obstawiała że mam jakieś 18 max 20 lat. Nie raz słyszałam „opinie” starszych babek, gdy spacerowałam jeszcze z kilku mies. synkiem, Raz nawet coś odpowiedziałam bo nie wytrzymałam :P Babom głupio się zrobiło i nie wiedziały co powiedzieć. Teraz mam to gdzieś. Wyglądam, jak wyglądam i nikomu nic do tego. Czuje się młodo i dobrze mi… Czytaj więcej »

sylwiagkap
Gość
sylwiagkap

Wszystko jest tak jak u mnie, powiem tak: Trzeba być cierpliwym na te wszystkie opinie natrętnych starszych ludzi, oni sami kiedyś byli młodzi, mają rodziny i dzieci a także już wnuki. Może zapomnieli jak to się jest młodym, która z miłości urodziła dziecko, wychowuje i darzy wszystkim co ma. Sama przerobiłam to wszystko, wiem jak ktoś się czuje, nauczyłam się cierpliwości i to, że na pewne rzeczy słowa nie trzeba zwracać uwagi. Najważniejsze jest to co Ty masz w sercu i w jaki sposób przekazujesz je dziecku. Trzymaj się i nie poddawaj, ja w tej chwili mam 30 lat i… Czytaj więcej »

Karolina Wawrzyniak
Gość

ja urodziłam Michałka na 4 miesiące przed 22 urodzinami. Nigdy nie miałam takich problemów jak Ty… choć ja byłam dużo młodsza…. nie wiem u mnie w mieście nie ma takich „problemów” tzn. może patrzą się krzywo, ale kiedy dziewczyna ma 15 lat czy coś w tym stylu…. znam i mam wiele znajomych ,które tak jak i ja są młode i mają dzieci… może dlatego to takie normalne ,że nikt się przez to krzywo nie patrzy. Miałam raz przykrą sytuację tylko i to w szpitalu podczas porodu…… i w ogóle cały ten pierwszy dzień w matce polce był straszny..ale na szczęście… Czytaj więcej »

Hanna Szczygieł
Gość
Hanna Szczygieł

ja zbyt wiele wiekowych przygód nie miałam, zdarzały się mądre rady”starszeństwa”.jednak mam na to niezawodny sposób- ponieważ owa starszyzna, zazwyczaj odczuwa pewna wyższość i zwraca się bardzo bezpośrednio, zazwyczaj ucinam krótkim i uprzejmym (choć w intonacji kipiącym złośliwością): „Przepraszam bardzo, ale nie przypominam sobie, żebyśmy byli na „Ty”! To bardzo skutecznie ucisza i powoduje rozdziawienie oburzonej paszczy- ale bezgłośne ;) A co do naszego społeczeństwa i rządu- to kraj paradoksu, oczekuje się od kobiet aby nie rodziły wcześnie dzieci i robiły karierę, a w tym samym czasie z innych pobudek Ci sami ludzie oczekują żeby rodziły dzieci i były oddanymi… Czytaj więcej »

Bombel
Gość
Bombel

Mogłabym się podpisać pod textem i pod większością komentarzy ;-) Ale powiem tak – moja mama, będąc w moim wieku (26l.) miała już 3 dzieci (!!) :-) i wówczas nikogo to nie dziwiło, wręcz było to w zasadzie normalne – osiągnięcie pełnoletności, ślub, dzieci i życie na swoim garnuszku. Dzisiaj ludzie w takim przypadku robią wielką aferę „no bo jak, tacy MŁODZI?!” A najgorsze w tym wszystkim jest to, że zazwyczaj najwięcej do powiedzenia mają te osoby, które w naszym wieku były dokładnie w tym samym miejscu, a może nawet i nieco w tyle patrząc z punktu widzenia edukacji. Bo… Czytaj więcej »

Madzia_857
Gość
Madzia_857

Widzę, że wszystkie mamy podobne doświadczenia. Ja co jestem na spacerze z córeczką to ktoś zawsze musi nas zaczepić i dzielić się swoimi dobrymi radami, z dnia na dzień mam tego co raz bardziej dość. Co do wieku… ja urodziłam córeczkę w wieku 27 lat i również słyszę opinię, że to za wcześnie albo szepty, że taka małolata ma już dziecko. Z ginekologiem też miałam podobne doświadczenie do Hanny, też myślał, że mam 18 lat :) Myślę, że tego nie da się uniknąć… zawsze znajdzie się ktoś kto „lepiej” będzie wiedział jak wychować Twoje dziecko i w jakim wieku powinnaś… Czytaj więcej »

Kamil Serafin
Gość

Autorko, Pani Magdaleno! Nie ma się czym przejmować! A wręcz odwrotnie. Należy się cieszyć, że będzie Pani mogła wychować swoje dziecko „do końca”, że będzie Pani mogła cieszyć się wnukami etc. Teraz nastąpiła jakaś moda na staranie się o dziecko po 30-tce. Bo trzeba się ustawić, bo trzeba mieć mieszkanie itp. Najpierw kariera później potomstwo. A to nie tak. Człowiek dojrzewa wtedy, gdy musi stać się odpowiedzialnym. A nie wtedy, gdy jest u rodziców przy garnuszku i nie musi zarobić na siebie i swoje potomstwo. P.S. W formie żartu: Gdyby Bóg chciał by kobieta rodziła po 30-tce, to nie uzdolniłby… Czytaj więcej »

Agata Sztole
Gość

ja urodzilam coreczke majac 23 lata Amelka teraz ma 2,5 roczku nie sadze zeby jej czegos brakowalo ma wszystko czego potrzebuje a nawet ponad to a przede wszystkim ma duzo milosci i nie wazne ile sie ma lat i czy wychowuje sie dziecko samemu czy z partnerem wazne by dziecko bylo szczesliwe i kiedys moglo powiedziec nikt nie kochal mnie tak jak mama

Marta Ulińska
Gość

Piękne nastawienie ja za wzór wychowania biorę moją mamę, i naprawdę chciałabym to kiedyś usłyszeć. Bo mojej to ciągle powtarzam :)

Basia Wawrzyczek
Gość

Moim zdaniem powinno być jak najwięcej takich młodych mam! Kobiety teraz bardzo późno decydują się na macierzyństwo. Ja nie miałam takich problemów, zostałam mamą mając 24 lata i byłam przeszczęsliwa! Oboje z mężem planowaliśmy dziecko od razu po ślubie, i się udało, niecały rok po śłubie, trzymałam maleństwo na rękach :)

Beata Prusińska
Gość

Kiedy zaszłam w ciążę, brakowało mi 2 miesięcy do 21 lat. Nie planowaliśmy jeszcze z narzeczonym dziecka, ale nie było to dla nas jakieś zaskoczenie, bo wiedzieliśmy, że chcemy być razem, planowaliśmy ślub, dzieci, często o tym rozmawialiśmy. Zaręczyliśmy się 2 lata wcześniej. Trzy miesiące później byliśmy już małżeństwem. Na uczelni (byłam na 3 roku studiów) często widziałam spojrzenia innych z powodu brzuszka. Nie czułam się z tym źle, obawiałam się jedyne tego jak sobie dam radę na studiach, bo termin porodu przypadał na 2 miesiące przed obroną. Jeżeli chodzi o wykładowców to nikt nie robił mi problemu, oczywiście byłam… Czytaj więcej »

Kasia Skóra
Gość
Kasia Skóra

Moim zdaniem, każdy powinien sam ustawić sobie życie tak jak tego chce i jak tego potrzebuje. Niektórzy odnajdują się w pracy inni w obowiązkach domowych. Niektórzy bardzo cenią czas spędzony z dzieckiem i np nie wracają po urodzeniu dziecka do pracy przez dłuższy czas, inni natomiast przyspieszają swój powrót do pracy (często nie z powodów ekonomicznych). Ale każde rozwiązanie jest dobre, jeśli przynosi szczęście. Szczęśliwy rodzic – szczęśliwe dziecko! U siebie w Klubie Malucha spotykam się z wieloma rodzicami – są w różnych sytuacjach życiowych, w różnym wieku, obsadzają różne stanowiska pracy i są w różnych stanach cywilnych, ale u… Czytaj więcej »

Kasia
Gość
Kasia

Trafiłam tu jakoś przypadkiem… Spodobał mi się ten artykuł. Jakbyś nie miała ani mężczyzny, ani dziecka – dziwiliby się: „Nie znalazła sobie nikogo”, „Nie umie się zakręcić”, „Może jest lesbijką?” „Coś z nią nie tak”, „Pewnie ciężki charakter, skoro taka ładna”. Gdybyś była starsza i samotna: „Stara panna”, „Nie ułożyła sobie życia”, „Trzeba było sobie znaleźć chłopa, a teraz co?”. Gdybyś zaszła w ciążę tuż przed 40.: „To nie czas na dzieci”, „Teraz to już za późno na rodzinę”, „Ciężko w takim wieku wychowywać dziecko”. To wspaniałe, że ludzie mają receptę na nasze życie. Szkoda, że tak się skupili na… Czytaj więcej »

Magda Kupis
Gość

Kasiu masz rację- zawsze znajdzie się jakiś pretekst do gadania. Do napisania tego przyczyniła się pewna sytuacja, kiedy to chciałam kupić córce buty. Szukałam takich, które spełniają „współczesne” kryteria- czyli nie sztywna pięta i podeszwa jak z deski. Po przedstawieniu moich warunków pani ekspedientka (myślę, że już babcia) naskoczyła na mnie, że co to ja nie wymyślam, że ona tyle lat sprzedaje i że jak ja mogę podważać jej autorytet i długoletnie doświadczenie. Wyjaśniłam pani, że to nie ona będzie decydowała o obuwiu dla mojego dziecka i proponuję iść z duchem nauki, która nakreśliła już wiele zmian w poglądach. Zapraszamy… Czytaj więcej »

Kasia
Gość
Kasia

W związku z sytuacją, którą opisałaś, pojawił mi się przed oczami obraz z dzieciństwa, kiedy to z moją Mamą wybierałyśmy buty. Z pewnego sklepu Mama zawsze wychodziła rozdrażniona. Kiedy dorosłam, zrozumiałam, że chodziło dokładnie o taką sytuację jak u Ciebie. Czasem przechodzimy obok tego sklepu, gdzieś w środku widać tę samą ekspedientkę, ale od wielu lat oglądamy ją i jej buty z daleka. Ot, recepta na funkcjonowanie w społeczeństwie wśród pewnych ludzi – omijanie szerokim łukiem.

Aleksandra Greszczeszyn
Gość

Ja mam zupełnie podobnie, ba, w wieku 25 lat mam dwoje dzieci i to żadne z wpadki! Obrączkę noszę, ale z wyboru, bo dziecko pojawiło się dopiero 2 lata po .ślubie. Studiów nie skończyłam trochę z powodu sytuacji, trochę z wyboru i na razie jakoś mnie to nie boli, a studiować można zawsze. gadania ludzi nasłuchałam się tyle, że głowa pęka, ale ja żyję tak, jak sama chcę. To moje życie i nie pozwolę, by ktoś przeżywał je za mnie. P.S. Kiedyś młoda mama to była 16-17 latka, dziś jak się ma 25-26 lat i dzieci to ludzie postrzegają Cię… Czytaj więcej »

Ania Stanczak
Gość

o rany jakbym czytała o sobie… ale ja chyba mam większy jeszcze problem bo jestem jeszcze młodsza mam 22 lata córeczka ma skończone 2 i jestem po ślubie 3 lata, może to wszystkich zaskakuje i mi nie dowierzają ale tak Amelka była planowana w 100% wyczekiwana wiedzieliśmy co robimy i tego chcieliśmy chcieliśmy mieć dziecko. Nie żałuje tej decyzji mam wspaniałego męża który jest kochanym tatą i mam przekochaną córeczkę chyba tylko ja wiem i moja rodzina jak bardzo jej chciałam i że zawsze chciałam być młodą mamą żeby mieć lepszy kontakt z dzieckiem. długo ją karmiłam bo rok i… Czytaj więcej »

Marta Ulińska
Gość

Myślę, że ludzie mylą 2 określenia tzn. wpadkę (moim zdaniem jest to sytuacja gdy młoda dziewczyna wiek gimnazjum, liceum zajdzie w ciąże) oraz młodą matkę (młodą kobietę która świadomie chce i pragnie potomstwa).

Natalia Legieć
Gość

ludzie nie powinni sie wtracac w zycie nawet tych malolat.. co kogo to obchodzi ? ludzie sa okropni;/ nie zdaja sobie sprawy ze niektorym moga sprawic straszny bol swoimi slowami.. ech ja naszczescie wygladam na starsza ale wspolczuje wam dziewczyny.. badzcie silne i nie dajcie sie tym paskudnym ludziom co nie maja co robic tylko obgadywac:)

Ania Stanczak
Gość

właśnie co kogo to obchodzi….

Ania Stanczak
Gość

Natalia zgadzam się z tobą!! nie mają co robić tylko obgadywać… DOKŁADNIE TAK!

Ania Stanczak
Gość

a tak btw to muszą mieć strasznie nudne życie skoro zajmują sie innymi:)

Angelika
Gość
Angelika

Ja urodziłam jak miałam 23 lata. Nienawidzę tych spojrzeń pogardy. Tym bardziej ze postanowiłam rzucić studia prawnicze rok wcześniej. Stwierdziłam ze to nie dla mnie. Dziś prawie po roku czasu jestem uważana za malolate która nic w życiu nie osiągnęła. Wrócę na studia ale jeszcze nie teraz. Mąż na szczęście zarabia tyle ze stać nas na wszystko więc mogę skupić się na dziecku. Z mężem staraliśmy się prawie dwa lata w końcu się udało i zostaliśmy rodzicami. A gdy słyszę zgryzliwe uwagi? Pytam w jakim wieku panie miały dzieci. I na głos zastanawiam się jakie to musiało być trudne wychowywać… Czytaj więcej »

justyna
Gość
justyna

Urodziłam córcie mając 22 lata i dzieki Bogu bo później ze wzgledów zdrowotnych juz mogloby mi sie nie udac. Tekst jest świetny i prawdziwy bo porady i docinki starszych mam wyprowadzaja z równowagi. Ale ostatnio na placu zabawa pewna siebie mama dwójki dzieci patrzyla na mnie z taka zgroza ze szok i z kolezanka tak na mnie gadaly ze poszlam na drugi koniec placu zabaw. ale to ona nie dopilnowala córeczki 1,5 roku która zrobila siku na srodku piaskownicy i wtedy zaczal sie dym jakas mloda mama zwrócila jej uwage nawyzywala ja ze ma pilnowac swojego dziecka bo taka mloda… Czytaj więcej »

Anita
Gość
Anita

Niestety to prawda… Ja mam 24, 2,5 letniego Bartoszka, z mężem prowadzimy firmę, budujemy dom,ja kończę studia i kilka dodatkowych kursów. Wyglądam na mniej, czasami ludzie dają mi 17-18 lat, gdy idę z dzieckiem też czuję te spojrzenia… Społeczeństwo takie jest, nic nie zrobimy. Najważniejsze to nie zwracać na to uwagi i nie dać się stłamsić ! Pozdrawiam wszystkie dumne mamy !

Ola
Gość
Ola

Mam 25 lat ale wyglądam dużo młodziej, jestem w widocznej już ciąży i co prawda nie spotkałam się póki co ze złośliwymi komentarzami ale widzę nie raz wzrok ludzi, którzy mi się przyglądają z dezaprobata… Doskonale wiem co sobie myślą, ze „taka młoda i w ciąży”… Ja zawsze chciałam mieć dzieci, z partnerem jesteśmy razem od prawie 4 lat i wydawało mi się ze nie ma w tym nic dziwnego żeby po takim czasie mieć dziecko… Dopóki nie zaszłam w ciąże… Irytuje mnie niesamowicie nastawienie ludzi, czuje ze muszę każdemu tłumaczyć ze nie mam 18 lat tylko 25… Tylko dlaczego!?… Czytaj więcej »

Emocje 1 lipca 2012

Wyjątkowo pieski dzień – Dzień Psa

Dziś, 1 lipca obchodzimy wyjątkowe święto – Dzień Psa.
Jest to doskonała okazja, by na dłużej się pochylić nad czworonożnymi pupilami i szepnąć im coś miłego do uszka, choć wierzę że ten miły gest ma miejsce nie tyko od święta.

“Już od dawna, od zarania,
Poprzez wszystkie wieki,
Ciągną się popiskiwania,
Skomlenia i szczeki.
Idą pełne animuszu,
Wspólną z nami drogą,
Cztery łapy,
Para uszu,
Oczy,
Nos
I ogon.”

Ludwik Jerzy Kern „Cztery łapy”

Dzień Psa to okazja nie tylko do wyróżnienia naszych ulubieńców, ale również czas by wspomnieć o losie zwierząt, które miały mniej szczęścia w życiu od naszych kanapowców. Mam na myśli schroniska, gdzie bezpańskie psy mają dach nad  sobą, ale w takich miejscach jest ich zbyt wiele, aby można uznać ich żywot za szczęśliwy. Łatwo można im pomóc, wystarczy kontakt ze schroniskiem, żeby dowiedzieć się wszystkiego o ich wsparciu. Można również otworzyć serce na cztery łapy, i odpowiedzialnie oraz świadomie przygarnąć psa do siebie. Podkreślam słowa „odpowiedzialnie” i „świadomie”, gdyż w wyniku pochopnych decyzji, zbyt wiele psów doświadczonych przez życie, zwracanych jest do schroniska niczym wybrakowany towar. Bo piszczał na dwór, bo brudził… a zwierzę jest trochę jak dziecko, trzeba o tym pamiętać, uczymy wszystkiego od początku, bo w innym razie nie możemy się spodziewać, że pies sprosta naszym oczekiwaniom.

Rozpoczęły się wakacje, a wraz z nimi bliższe i dalsze wyjazdy, i niestety często problem co zrobić z psem. Naprawdę, jeśli nie możemy zorganizować opieki na miejscu, w domu, zawsze zostają hotele dla zwierząt, albo ktoś, kto z radością przygarnie psiaka, bo mimo tęsknoty tam będzie mu lepiej, niż czekając przy drodze, na której „pan” wypchnął go z samochodu. Apeluję tu o człowieczeństwo i wyobraźnię, reagujmy, gdy widzimy że ktoś postępuje w ten sposób ze zwierzęciem, nie pozwalajmy również bić, głodzić, maltretować. Pamiętajmy, że pies szybko asymiluje się z rodziną, staje się domownikiem i zawsze tak powinien być traktowany. Kochajmy naszych braci mniejszych – towarzyszą nam od stuleci, jako wdzięczni przyjaciele którzy „w zdrowiu i w chorobie, w bogactwie i w biedzie” zawsze będą trwać przy nas, za niewielką cenę pełnej miski i dobrej ręki pana głaszczącego po włochatym grzbiecie.

A czy Wy, macie miejsca w sercach i swoich “M” dla mniej i bardziej kudłatych przyjaciół domowych pantofli?

Źródło zdjęcia: Flickr

13
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Sylwia
Gość
Sylwia

Od 10 lat naszym domownikiem i teraz przyjacielem zabaw synka jest nasz pinczerek Kacper :) W czasie naszych wakacji zostanie w domu z zaopatrzona lodówką i zapewniona opieką (karmienie, spacerki) ze strony naszej rodzinki którą też zna.

Magda Kupis
Gość

Kilka lat temu zaadoptowałam kundelka ze schroniska, teraz mieszka z rodzicami, bo zżył się z całą rodziną więc nie chciałam go zabierać ze sobą. Moja córka uwielbia psiaki, ma z nimi codzienny kontakt. Na domownika w takiej postaci jeszcze dla mnie za szybko ;P (dla mnie, nie dla dziecka, bo wiadomo że teraz wszystkie obowiązki spadną na dorosłych :))

Madzia
Gość
Madzia

Cale zycie marzylam o piesku. Wybralam podhalancyzka, malutka biala sunia. Sliczna kuleczka,czarne ockzi, jak 2 wegielki, radosny psiak. Ale okazalo sie ze miala niedowlad lapy i swiezba,pryzniesionego z gniazda rodzinnego.Pamietam ten dzien jak dzis,uciesyzlam sie ogrmnie, dostalam ja od mojego meza dzis,a wtedy chlopaka. Rosla ale nie polepszalo sie:(. Dzien 11 lipca,moje urodziny, byl najsmutniejszym a jendoczesnie wesolym dniem. W tym dniu zapadla decyzja,ze sniezynka zostanie uspiona:(. Wylam,jak bobr,zasypiala tak spokojnie na moich rekach:(. Bolalo,ze nie umialam jej pomoc. Poniewaz bardzo marzylam dalej o psie postanowilam,ze nie wezme juz rasowca a pojade do schroniska i wezme, jakiegos pieska. Uratuje,jakiemus zycie… Czytaj więcej »

Marysia
Gość
Marysia

Moja siostra przygarnęła ze schroniska 7 letnią sunie, tak malutką i tak brzydką, że nikt inny jej nie chciał. Psota okazała się być wspaniałą psiną, i nic że schorowana, Kamila predzej narzeczonego z domu wypchnie niż jej sie pozbędzie. Narzeczony wcale nie lepszy, przygarnął bezpańskiego wychudzonego jamnika, to nic że zjadł im meble i wypoczynek, oni mają fisia na punkcie swoich sierściuchów :)

Marta Ulińska
Gość

Psiaki mają szczęście, że właściciele się tak dobrze dobrali ;)

M&Msy
Gość
M&Msy

Jak tylko warunki mieszkaniowe będą odpowiednie na pewno przygarniemy czworonoga :) od urodzenia zawsze Towarzyszyły mi zwierzęta nie tylko psy ale i koty :) papugi, chomiki, myszy.

Katarzyna Jaroszewicz
Gość

To zupełnie jak u mnie:) Chętnie byśmy przyjęli takiego kochanego psiaka, ale niestety nie ma na to warunków. A męczyć stworzonko, to nie dam rady. Jako dziecko tez miałam, psa, papużki faliste i rybki:)

Basia Wawrzyczek
Gość

Oj, mamy, gdybym mogła to bym założyła schronisko! Mam w domu jednego psiaka – yorka, a na podwórzu jeszcze trzy (dwa alaskany i kundelka). Nasza rodzina kocha psiaki!

Marta Ulińska
Gość

Podziwiam, że macie tyle psiaków jak znajdujesz czas na zajmowanie się nimi ?

Żaklina Kańczucka
Gość

Tak to jest jak ma się podwórze, czas i mnóstwo serca, zazdroszczę :)

Ania Stanczak
Gość

kocham psy!! mam labladora jest cudowny!! :)

Emocje 30 czerwca 2012

Trochę na bakier…

Jestem trochę buntowniczką z wyboru. Nigdy nie zgadzam się na coś, co ktoś chce mi narzucić. Mimo, że czasem życie weryfikuje nasze  decyzje, tego jednego nie zmieniło.  Wiele się już w moim życiu wydarzyło, ale wszystko wzmacniało moja wiarę w to, że  jeśli decyduję o czymś sama, to sama do siebie mogę mieć pretensje o porażki, ale też sama cieszę się sukcesami i nie muszę ich z nikim dzielić. Jak zapewne wiecie zwykle  sukces ma wielu ojców, za to porażka żadnego…

W związku z moją buntowniczą naturą miałam zawsze problem z wiarą, bo kiedy próbowała mi coś narzucić ja chciałam wiedzieć dlaczego? po co? kto to wymyślił? Dopóki były to sprawy błahe, wszystko jakoś dało się wytłumaczyć, ale kiedy zaczęłam dorastać pojawiły się poważniejsze problemy…

Kiedy w wieku 15 lat wykryłam guza w piersi, dostałam pierwsze leki hormonalne, które rozregulowały mi cykle miesiączkowe. Okazało się, że bez dłuższego brania tabletek antykoncepcyjnych w celu wyregulowania cyklu nigdy nie będę miała normalnie miesiączki…
Życie samo zdecydowało w porozumieniu z lekarzami, że dla mnie ta metoda antykoncepcji będzie najlepsza. Okazało się jednocześnie, że jestem bezbożnicą, bo zabezpieczam się w ten sposób przed ciążą, mimo że jeszcze nie rozpoczęłam współżycia. Kiedy to uległo zmianie i rozpoczęłam współżycie tabletki zostały ze mną jako faktyczne zabezpieczenie. Nigdy mi to nie przeszkadzało… nie czułam, ze robię coś złego, bo biorę tabletki, bo czasem używamy prezerwatywy… Uważałam i nadal uważam to za normalne.

Seks przed ślubem to przecież też straszny grzech – trudno, nikt w końcu mi nie zabroni, a mnie to nie przeszkadzało, że tak miło grzeszę ;)
Kolejny krok, czyli wspólne mieszkanie przed ślubem był dla nas oczywisty, chcieliśmy być razem, a ślub nie był nam do niczego potrzebny. Stanowisko kościoła w tej kwestii jest jednoznaczne – robimy źle, grzeszymy. My natomiast traktowaliśmy to jako taką swoistą próbę. Chcieliśmy sprawdzić siebie nawzajem.
Czy jesteśmy gotowi na bycie razem w codziennym życiu?
Czy proza życia codziennego nie zabije naszej miłości?
Czy poradzimy sobie razem w tych dobrych ale i tych złych momentach?
Życie pokazało, że razem potrafimy poradzić sobie ze wszystkim, żaden problem, czy trudna sytuacja nie są dla Nas straszne. Jesteśmy dla siebie oparciem. Jak w każdym związku zdarzały się kłótnie, chwile lepsze i gorsze, „prawie rozstania”. Wspólnie daliśmy radę i dzięki temu świadomie podjęliśmy decyzję o ślubie. Jesteśmy ze sobą już prawie 15 lat i z każdym dniem kochamy się bardziej :)

Wśród moich znajomych są zarówno pary hetero- jak i homoseksualne, wyrobiłam sobie więc pogląd na temat takich związków. Uważam, że każdy ma prawo żyć tak jak chce. Ma prawo do szczęścia i poszanowania swoich poglądów. Kościół mojego zdania nie popiera, tak samo jak nie uznaje związków homoseksualnych i uważa ludzi o odmiennej orientacji za chorych i grzeszących. Jest to dla mnie jako wychowywanej na katoliczkę powód do wstydu. Tak – wstydzę się, że wiara w której byłam wychowywana, nie potrafi być tolerancyjna wobec innych ludzi. Choć raczej powinnam powiedzieć, że księża i cała instytucja kościoła czyli “men in black” którzy sądzą najwyraźniej, że wolno im decydować o tym jak my  – “wierni” będziemy żyć, myśleć i co będziemy czuć.

No i wreszcie kwestia zapłodnienia in vitro, którą całym sercem popieram, bo wiem jakie to szczęście mieć własne upragnione maleństwo. Móc nosić je pod sercem, czuć tę bliskość. Oczywiście nie mam nic przeciwko adopcji, ale nie każdy potrafiłby pokochać dziecko adoptowane i dlatego in vitro jest wspaniałą pomocą dla par które naturalnie nie mogą począć dziecka. Kiedy w czasie jednej z mszy w kościele usłyszałam na kazaniu, że popierając in vitro grzeszę – wyszłam z kościoła. Zrozumiałam, że instytucja, która miała być dla mnie wsparciem w trudnych chwilach w życiu, okazała się czymś zupełnie innym.  Jest niejako moim przeciwnikiem. Wprowadza coraz to nowe zakazy i nakazy, których ja nie akceptuję. Może trochę na przekór, ale tak już jest.

Reasumując, moje poglądy i życiowe decyzje sprawiły, że jestem trochę na uboczu, że kościół i wiara stały się mi obce, bo nie akceptują mojego stanowiska w wielu sprawach. Moje poglądy są dla kościoła nie do przyjęcia.
Czy jest mi z tym źle? Nie, wcale mi to nie przeszkadza. Czuję, że żyję w zgodzie ze sobą i to jest dla mnie najważniejsze.
Chciałabym tylko wiedzieć, dlaczego w Polsce, religia katolicka rządzi całym życiem kraju łącznie z polityką? Dlaczego “panowie w czerni” wciskają swoje nosy tam gdzie nie powinni, a w kościołach zamiast wspierać duchowo wiernych, wygłaszają swoje przekonania polityczne? Czemu w wielu krajach księża katoliccy są po prostu “ludźmi” zamiast uważać się za wszechwiedzących i bezprawnych? Czy tylko w Polsce jesteśmy skazani na tzw. “konserwę”?
Niedawno przeczytałam artykuł, w którym wspomniano o malejącej liczbie przeszczepów serca w Krakowie (moim rodzinnym mieście) czy jak sugerują autorzy artykułu jest to wina księży głoszących swoje opinie na temat oddawania organów po śmierci? Czyżby i w tym temacie chcieli mieć ostatnie słowo? Oby to nie okazało się prawdą…

Czy Wy macie lub mieliście problem z wiarą i poglądami? Czy jedno z drugim gryzło się i nie wiedzieliście jak postąpić? Jestem ciekawa Waszego stanowiska w tej kwestii i czekam na komentarze :)

Źródło zdjęcia: Flickr

21
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Bombel
Gość
Bombel

Ja to w zasadzie mogłabym się podpisać pod Twoimi słowami Paulino :) Również wychowywana byłam w wierze katolickiej – zostałam ochrzczona, w szkole uczęszczałam na lekcje religii, przystąpiłam do komunii św., następnie do bierzmowania, co niedz. chodziłam do kościoła i przynajmniej raz w roku spowiadałam się. Zachwianie, że tak to ujmę – mojego „kościelnego życia” nastąpiło wówczas gdy jeden z proboszczy mojej parafii zobaczył mnie raz w towarzystwie „niegrzecznych” (wg niego) chłopców.. Nie wiedzieć czemu i po co, proboszcz puścił na całą dzielnicę mojego miasta famę, że palę papierosy i chleję alkohol z ów towarzystwem, co oczywiście było wierutnym kłamstwem!!!… Czytaj więcej »

gabi hekokf
Gość
gabi hekokf

Paulina, Bombel zgadzam się z wami w 100%. Ja też odsunełam się od kościoła, nie chodzę na msze. Żyję bez slubu kościelnego(mamy tylko cywilny) bo poprostu mnie na niego nie stać, mamy wspaniałą córeczkę niestety dla kościoła jestem grzesznicą.

Kasia Kowalska
Gość
Kasia Kowalska

A ja dla odmiany chodzę co tydzień do kościoła, wiara i Bóg są dla mnie bardzo ważne, a do tego jestem nauczycielem religii. To wszystko nie przeszkadza mi jednak w stosowaniu antykoncepcji, oficjalnym popieraniu in vitro i sypianiu w jednym łóżku… z księdzem :-)

Jestem protestantką, żoną ewangelickiego księdza (lub jak niektórzy uporczywie podkreślają – pastora) i nie muszę wybierać między wiarą a współczesnymi przekonaniami, bo Bóg nie każe nam wybierać między dobrym a Dobrym.

Joanna Pawlińska
Gość

Pod wszystkim, poza mężem pastorem się podpisuję. To do Boga należy decyzja czy in vitro się uda, czy zadziała antykoncepcja. Jak ktoś twierdzi, że kawałek lateksu czy jakaś substancja chemiczna jest w stanie powstrzymać życie zsyłane przez wszechmocnego Boga to sam sobie zaprzecza albo jego bóg nie jest tym samym co mój Bóg.

Marta Ulińska
Gość

Wiara to coś co wynosimy z domu – takie jest moje zdanie. Ja pamiętam i dalej widzę moich rodziców głęboko praktykujących. Teraz ja chce być takim wzorem dla naszego maleństwa, bo wierze, że warto. I właśnie na tym się to wszystko opiera :) ( moim zdaniem)

Basia Wawrzyczek
Gość

A ja popieram Martę. Choć w sprawie in vitro zgadzam się z Tobą Paulino.

Kamil Serafin
Gość

Znów ciekawy temat, który w prosty i bardzo przystępny sposób obrazuje naturę człowieka. Naturę, która wybiera to co dla niej wygodne, a co trochę wadzi – odrzuca. Nie można wierzyć w Jezusa Chrystusa (specjalnie nie piszę o przynależności do jakiegoś Kościoła, w sensie jakiegoś wyznania) nie akceptując bez wyjątku wszystkiego, co nam przekazał. A wszystko to jest zapisane w Biblii. To nie duchowni winni definiować zasady! Zasady zdefiniował sam Bóg w Piśmie Świętym. 2Tym 3:16-17 „Całe Pismo przez Boga jest natchnione i pożyteczne do nauki, do wykrywania błędów, do poprawy, do wychowywania w sprawiedliwości, aby człowiek Boży był doskonały, do… Czytaj więcej »

Bombel
Gość
Bombel

Witam Kamilu, ponownie :) Dawno cię tutaj nie było (widać) :) Czytam Twój komentarz i tak się zastanawiam – czy nie można wierzyć po swojemu? Czy Bogu nie wystarcza fakt, że człowiek w Niego PO PROSTU wierzy? Że myśli o Nim, że z Nim rozmawia.., że nie popełnia tzw. grzechów ciężkich….? Że żyje w zgodzie z samym sobą, że stara się być dobrym człowiekiem – nie czyni złego bliźniemu, stara się pomagać potrzebującym…? Czy Bóg akceptuje i uważa za „swoich” tylko tych, którzy chodzą co niedz. do kościoła, przyjmują komunię św., dają na ofiarę, spowiadają się w każdy pierwszy pt.… Czytaj więcej »

Kamil Serafin
Gość

Bombel – „czy nie można wierzyć po swojemu?” absolutnie nie Bombel – „Czy Bogu nie wystarcza fakt, że człowiek w Niego PO PROSTU wierzy?” absolutnie nie List Jakuba 2:19-20 „Ty wierzysz, że Bóg jest jeden? Dobrze czynisz; demony również wierzą i drżą. Chcesz przeto poznać, nędzny człowieku, że wiara bez uczynków jest martwa?” Jak widać, demony również wierzą, że Bóg jest a mimo to nie są z Nim. Nasza wiara musi być podparta czynami (nie uczynkami typu: przeprowadziłem babcię przez ulicę). Czynami, to znaczy, że jeśli w Niego wierzę, to czynię to co On chce bym czynił, a nie to… Czytaj więcej »

Hanna Szczygieł
Gość
Hanna Szczygieł

nie mogę sie z Panem zgodzić, wierzyć można po swojemu – bo wiara to wiara – bez względu na to czy wierzę w Boga, czy wierzę inne bóstwa czy też że nęka mnie zła karma. Jest wręcz odwrotnie do tego co Pan napisał – czyli mogę nazywać siebie człowiekiem wierzącym i moja wiarę interpretować wedle uznania- ale nie mogę mówić o przynależności do jakiegos kościoła jeśli nie repektuje jego praw. Nie ma w kontekście np. kościoła rzymsko-katolickiego pojęcia „wierzączy-niepraktykujący” bo przynaleznośc do tego kościoła zależy własnie m.in od tego praktykowania swojej wiary, Reasumując mogę wierzyć w Jezusa Chrystusa, nie będąc… Czytaj więcej »

Kamil Serafin
Gość

W tym rozumieniu to owszem, można wierzyć po swojemu. Można wierzyć w makaron lubella na przykład. Ale jeśli chodzi o wiarę w Jezusa Chrystusa, to nie można wierzyć po swojemu tylko tak jak głosi jedyna natchniona księga dotycząca Jezusa, tj. Biblia. Wiele denominacji chrześcijańskich coś dodaje od siebie, wierzy „po swojemu”. A to nie tak. Wykładnia jest tylko jedna – Biblia. Ale choćbym napisał tutaj pięćdziesiąt stron komentarzy i dorzucił ze trzy traktaty teologiczne to nic to nie zmieni w myśleniu innych ludzi. Tylko i wyłącznie dotknięcie Ducha Świętego może przekonać o grzechu, o prawdzie i o wierze w Boga… Czytaj więcej »

Bombel
Gość
Bombel

Drogi Kamilu, dziękuję za odpowiedź na moje pytania. Ale teraz zastanawia mnie coś innego – o jakich czynach mówisz? Poproszę o podanie choć 1 przykładu by nakierować mnie na twój tok myślenia..: „Nasza wiara musi być podparta czynami (nie uczynkami typu: przeprowadziłem babcię przez ulicę). Czynami, to znaczy, że jeśli w Niego wierzę, to czynię to co On chce bym czynił, a nie to co mi jest wygodnie i to co jest w zgodzie ze mną.” I jeszcze jedno – czym się różni kościół zielonoświątkowy od katolickiego?? Swego czasu czytałam trochę na temat różnych religii chcąc dowiedzieć się właśnie –… Czytaj więcej »

Kamil Serafin
Gość

Uczynki o których mowa w liście Jakuba to robienie tego, w co się wierzy. Jeśli wierzę, że Bóg uzdrawia przez modlitwy, przez nakładanie rąk na chore miejsca to praktykuję to, w co wierzę. Nie mogę mówić, że wierzę iż Bóg uzdrawia tak właśnie jak nam powiedział w Słowie Bożym, a nie praktykować tego. Bo wówczas moja wiara jest martwa. Jeśli wierzę, że to Bóg mnie zaopatruje dając mi pracę i dba o mnie jak o swojego syna, bo tak jest napisane w Słowie Bożym, to nie powinienem się martwić czy mi pracodawca przedłuży umowę. Bo wówczas poddaję pod wątpliwość to,… Czytaj więcej »

Bombel
Gość
Bombel

Dziękuję Kamilu.

Wniosek z tego taki, że te wszystkie rzeczy (święconki, kolędy, gwiazdkowe święta,…..etc.) nie czynią z nikogo katolika i w zasadzie każdy może „to” robić, nie będąc przy tym nawet wierzącym..

Mówię o tym, bo kiedyś przy okazji innego, podobnego tematu pojawił się komentarz, w którym czytelniczka napisała (nie zacytuję bo dokładnych słów nie pamiętam, ale mniej więcej brzmiało to tak..): – „jak można nie chodzić do kościoła a później obchodzić święta Bożego Narodzenia czy Wielkanocne, to hipokryzja…”
…… :)

Kamil Serafin
Gość

Teraz jest kolejne pytanie. ;)
Co dla danej osoby oznacza „obchodzenie” świąt Bożego Narodzenia czy Wielkiejnocy.
Ale to już rozważania na inny temat ;)

Pozdrawiam gorąco (taki żart pogodowy)
Kamil

Bombel
Gość
Bombel

A mnie to się jeszcze jedno pytanie zrodziło, apropo np. homoseksualistów..
– Dlaczego w Biblii jest napisane „Szanuj bliźniego swego jak siebie samego” skoro jednak sam Bóg nie toleruje i nie szanuje wszystkich bliźnich.. ??
A może źle to interpretuję?

Kamil Serafin
Gość

No źle, źle ;) Bóg kocha każdego człowieka, a jednocześnie nienawidzi grzechu. Nie pozwala na grzech, nie chce mieć z grzechem nic do czynienia. Boża miłość jest doskonała i On najlepiej wie, kiedy i co z nami zrobić. Nie raz jest tak, że rodzice wyrzucają swojego syna narkomana z domu. Robią to nie dla tego, że go nie kochają! Wręcz odwrotnie. Kochają go bardzo i chcą mu pomóc. Dlatego dokonują takich drastycznych kroków. Tak robią ludzie. A Bóg jest doskonały i sprawiedliwy. O ileż bardziej Jego działanie jest uzasadnione i na pewno właściwe. Możesz zobaczyć sobie takie dwa teksty: http://www.gotquestions.org/Polski/Gniew-Boga.html… Czytaj więcej »

Bombel
Gość
Bombel

Dziękuję!
I pozdrawiam ;)

Kamil Serafin
Gość
Magda Kupis
Gość

Kiedyś chodziłam do Kościoła, czytałam na Mszy, śpiewałam psalmy, byłam w chórze kościelnym, później z wielu powodów przestałam tam chodzić, początkowo ze względów zdrowotnych, gdyż po 15 minutach stania traciłam przytomność, a przecież nie godzi się dziecku zajmować miejsca siedzącego, kiedy to dorosły stoi. Później chodziło bardziej o światopogląd- stałam się bardziej świadomą osobą i przestało mi się podobać to co głosił Kościół, czułam się ograniczana i pozbawiana możliwości samodzielnego myślenia. Czytając powyższe posty, z każdym z nich moje kroki kierowane są w przeciwną stronę…

Kamil Serafin
Gość
top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close