Emocje 11 listopada 2011

Zła matka, czyli awantura o niekapek

W życiu każdej matki przychodzi czas na dokonywanie zmian i przełomów. Z pewnością jednym z nich jest moment wprowadzania kubka niekapka. Nie jest to rzecz specjalnie trudna, ale bez wątpienia nastawienie najbliższych może ją ułatwić, bądź bardzo skomplikować. W moim przypadku nie była to rzecz prosta, o mały włos nie zostałam ZŁĄ MATKĄ, która dla własnej przyjemności gnębi niczemu winne dziecko.

Owe dziecko, czyli mój własny, osobisty syn, nieszczęsny kubek otrzymał w prezencie od mojej Teściowej, a swojej babci, więc nie wpadłaby mi do głowy możliwość pojawienie się jakichkolwiek komplikacji. A jednak.

Pierwszy dzień – bez wzroku czujnej babci – minął spokojnie, Młody cierpliwie uczył się korzystać z nowego nabytku z mniejszym lub większym powodzeniem. Oczywiście żeby nauka była efektywna nie podawałam mu zwykłej butli do picia, więc chciał nie chciał, pił z niekapka. Drugi dzień również zapisałam na plus w opanowywaniu nowych umiejętności, ale dnia trzeciego – tym razem pod czujnym okiem babci – nie poszło tak łatwo. Rano było ok., ale na obiedzie u Teściów Bartek miał gorszy humor i generalnie obraził się na kubeczek. Młody obraził się na kubeczek, Teściowa obraziła się na mnie, bo ja obraziłam się na butelkę z wodą i odmówiłam podania jej dziecku.

Generalnie atmosfera była tak ciężka, że można było w niej siekierę wieszać. ZŁA MATKA – widziałam to w oczach Teściowej i czułam w ponurym milczeniu mego ślubnego. Co gorsza na placu boju zostałam sama – mąż zawinął się do domu, Teściowa w ramach protestu zabrała dziecko od stołu.

Konsekwencja jest najważniejsza, ale nikt do tego twierdzenia nie dodał, że niesie ona ze sobą groźbę wyrzucenia poza nawias rodziny. Mimo wszystko nie żałuję tego, że broniłam swoich metod wychowawczych, bo udało mi się postawić na swoim, ostatecznie po dwóch godzinach synkowi wrócił dobry humor i minęła awersja do nowego sprzętu. Tak było nie tylko z niekapkiem, ale również z jedzeniem łyżeczką, samodzielnym zasypianiem i kilkoma innymi ważnymi zmianami. Na pocieszenie powiem Wam, że i tak zawsze na koniec słyszę „jaki ten nasz chłopczyk jest mądry” bo tak pięknie sam pije/je/śpi, a wtedy mogę z dumą uśmiechnąć się sama do siebie. I tego samego życzę innym rodzicom, bo nikt inny lepiej nie będzie wiedział, kiedy przychodzi ten ważny czas na zmiany w życiu dziecka, a dzięki konsekwencji i sile spokoju, z pewnością uda się tych zmian dokonać.

Subscribe
Powiadom o
guest
21 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Acekiera
Acekiera
9 lat temu

Ja też czasami mam ochotę pić z rożnych kubków ;)
Mam ulubiony kubek z krową ale czasami wolę ten z ptaszkami.
Nie widzę w tym nic złego:)

Kamil Serafin
Kamil Serafin
9 lat temu

Teściowych się nie słucha! :) Robić swoje i do przodu.

Pozdrawiam
Kamil

Fizinka
Fizinka
9 lat temu

Kamil co raz bardziej Cię lubię!! :P ;) :D he he

ROBIĆ SWOJE I DO PRZODU! :) Oł jee! :D

Magdalena446
Magdalena446
9 lat temu

My jesteśmy matkami i robimy co dla naszych dzieci najlepsze. Teściowe już miały swoją okazję się wykazać. Podpisuję się pod słowami Kamila;-)

MrHepik
MrHepik
9 lat temu

Ludzie to sobie potrafia urozmaić życie ;)

Marysia
Marysia
9 lat temu

Witam :)
Panie Kamilu, zgadzam się z Panem , ale muszę jeszcze dopowiedzieć, że przynajmniej z grzeczności Teściową można wysłuchać, jak to się mówi choć „jednym uchem” a dopiero później i tak robić swoje. Ich ” dobre rady” bywają męczące czasami, to w większości przypadków mają na celu dobro ukochanego wnuka. A poza tym u Teściowej są zawsze pyszne obiady i ciasta, i nie ma co za wysoko podskakiwać ;)

mama Dwóch Wspaniałych
mama Dwóch Wspaniałych
9 lat temu

tak to już jest, ze zawsze wszyscy w koło mają wiele „cennych uwag i rad”, ale to właśnie rodzice najbardziej znają potrzeby dziecka, jego przyzwyczajenia, rytm… zgadzam się, ze w nauce czegokolwiek należy być konsekwentnym i wytrwałam, ale odnośnie niekapka – oby dziecko za bardzo się do niego nie przyzwyczaiło. Mój starszy synek już od dawna potrafi pić z normalnego kubka, często pije już jak dorosły, ale mimo to – swój „dzióbek” traktuje jak przyjaciela, zasypia z nim, ma w podróży i jak jest nerwowy/ zmęczony to musi właśnie z niego pić a nie z normalnego. Mam nadzieję, że niedługo… Czytaj więcej »

Marysia
Marysia
9 lat temu

Mój syn szybko nauczył się pić z niekapka, a jeszcze szybciej z normalnego kubeczka, i co mu wpadnie w łapki, to przynosi do napełnienia. Jeśli mam coś gęstego do picia, to nie bawię się w niekapek, ale jeśli mam wybrać się w podróż, to ciężko mi sobie wyobrazić rozchwianą rękę mojego synka, dzierżącą zwykły kubek ;) Na dobrą sprawę, jemu ganz egal z czego pije :) Kobiecym_okiem, wydawać by się mogło, że osoba która robi takie prezenty, sama powinna wesprzeć w nauce picia, ale czasem myślę że rozum- czyli potrzeba nauki nowości- swoją drogą, a serce babci słuchającej płaczu dziecka,… Czytaj więcej »

Kobiecym_okiem
Kobiecym_okiem
9 lat temu

Ktoś musi być konsekwentny, bo inaczej dziecko zwariuje od sprzecznych komunikatów. Rozumiem, że ten kto podarował kubek, powinien wykazać się największą konsekwencją, w końcu jemu powinno najbardziej zależeć. :-)

Skandynaw ;p
Skandynaw ;p
9 lat temu

Pamiętam tę walke, przy obiadku, ja tez się nie oddzywałem bo i by mnie sie po łbie dostało. ;p
Koniec końców Pani Babcia przyznała Marysi, że jest konsekwentna i że dobrze robiła.
Ale w czasie nauki, po obiadku jak Marysia poszła do domu to babcia jeszcze chodzila i mówiła, po co ja ten kubek kupiłam… ;p;p Tak było

Marysia
Marysia
9 lat temu
Reply to  Skandynaw ;p

Skandynaw :) Aby ominąć podobne przyjemności, korzystania z normalnego kubka nauczyłam Młodego bez nadzoru starszyzny ;)

Sara
Sara
9 lat temu

Ja nie mam teściowej ale powiem szczerze, że nieraz pragnęłam aby pojawiła się w naszym życiu bodaj na chwile. Nawet jakbym musiała przetrawić taką małą aferę z kubkiem, zawsze brakowało mi chwili oddechu, a nawet jakiejkolwiek rady od niej.

Marysia
Marysia
9 lat temu

Przykro mi że nie było teściowej przy Twoim boku, bo sama wiem doskonale, jak wielka jest pomoc serdecznej kobiety ( przynajmniej w moim przypadku ) przy dziecku / dzieciach, i ogólnie możliwość rozmowy, jak kobieta z kobietą. Ja mam to szczęście, i potrafię to docenić. Ale wiem też, że nie zawsze Teściowa jest tym „dobrym duchem” małżeństwa, i chyba czasem jest lepiej, że ze swoimi nie zawsze dobrymi intencjami nie miesza w głowach, oraz nie sieje niepokoju w rodzinie. Czasem ten brakujący „element” pozwala utrzymać równowagę. Nawet jeśli bez pomocy bywa kobiecie ciężko.

Grymułka :)
Grymułka :)
9 lat temu

Wkurzyć się na niekapek… hmm, Bartek – syn swojej matki :D

Marysia
Marysia
9 lat temu
Reply to  Grymułka :)

Coś z tego jest, bo zawsze jak Bartek pokaże humorek, to słyszę, że charakter ma po mnie. Choć dwa mocne charaktery pod jednym dachem…nie, no chyba da się jakoś przeżyć ;)

Patrycja Zych
9 lat temu

Wątroba nie mięso-teściowa nie rodzina ;) ja zawsze robię po swojemu. My mamy znamy najlepiej swoje dzieci…

Marysia
Marysia
9 lat temu

Wątroba nie mięso…:) ale ja uwielbiam wątróbkę, nawet jeśli nie jest mięsem, a teściowa…no cóż… ;) mieszkam z moją blok w blok, nie mam więc większej możliwości manewru ;) A tak na poważnie, to robię po swojemu, i czasem mnie krew zalewa, jak Ona robi też po swojemu. Ale nie zawsze jest sens wojować, lepiej nie strzępić za każdym razem języka, bo pomocy teściowej przy małym nie da się przecenić :)

Patrycja Zych
9 lat temu

Dokładnie..nigdy nie wiadomo kiedy ta nasza teściowa może się przydać :)

Andrzej Heppa
4 lat temu

Swoją drogą ,ciekawe jak dzieciaki przez wieki,aż tak do początków XXI wieku obywały sie bez niekapków?

Go Sia
4 lat temu

Mieszkałam z (już eks) teściową 3 lata .. najgorsze trzy lata mojego życia .. wszystko było negowane , szczególnie sposób w jaki wychowywalam synka , przez co teraz ma 5 lat i kompletny brak szacunku do mnie :( choć już jest lepiej niż kiedy tam mieszkaliśmy , ale nadal wiele do zmian , ciężkich zmian ..

Emocje 7 listopada 2011

Kobieta kobiecie wilkiem na drodze

Wózek – nieodłączny atrybut młodej matki podczas spacerów, zakupów i innych wycieczek.
Dziecko – nierozłączny towarzysz tych matczynych wypraw.
A że żyjemy w kraju cywilizowanym, to zazwyczaj włączamy się z tym wózkiem i dzieckiem do ruchu drogowego  – przechodząc na drugą stronę ulicy.

Od wielu miesięcy prowadzę osobiste „badania empiryczne”, posługując się najpopularniejszą metodą naukową – metodą obserwacji.  Rejestruję płeć kierowców, którzy przejeżdżają obok mnie i mają mnie gdzieś, gdy stoję przed przejściem dla pieszych. Owe obserwacje zaczęłam, gdy mój brzuch znacząco wyprzedzał resztę mojego ciała, później, aż do teraz, gdy czekam z wózkiem.

I do jakiego wniosku doszłam w swojej eksploracji otaczającej mnie rzeczywistości?
Kobieta kobiecie wilkiem na drodze!

Ile razy bym nie przechodziła przez ulicę, to nigdy kobieta nie zatrzyma się autem przed pasami, żeby mnie przepuścić.
W odróżnieniu do facetów, którzy widząc matkę z wózkiem zatrzymają się!

Dlaczego tak jest? Nie mam pojęcia! Sama nie posiadam prawa jazdy i jeżdżę samochodem tylko jako pasażer obok mojego męża. Mąż po pierwsze jest mężczyzną, po drugie – przepuszcza na przejściu zarówno mamy jak i tatusiów z dziećmi.

O co więc chodzi z tymi kobietami za kierownicą?
Spróbuję pokusić się o postawienie kilku domysłów:

– Może kierowca – kobieta myśli sobie o mnie: sama tyle razy stałam z wózkiem/ z dzieckiem/  z brzuchem, to „ta” (czyli ja) też może.

– Albo kierowca – kobieta ma dla odmiany słabą pamięć i nie pamięta jak sama takowy wózek pchała.

– Możliwie też że kierowcę – kobietę drażni moja figura ;), w przeciwieństwie do kierowcy – mężczyzny, któremu się podoba moja sylwetka i dlatego się zatrzyma, by sobie dłużej popatrzeć ;).

– A może to kwestia opanowania techniki jazdy? Bo trzeba zredukować biegi, zahamować, zatrzymać się, potem nacisnąć sprzęgło, wrzucić jedynkę – tyle czynności. A jeszcze się coś nie uda i samochód zgaśnie. Na wszelki wypadek lepiej się nie zatrzymywać jak już się ruszyło.

– Inna opcja, że kierowca – kobieta ma tyle na głowie: zastanawia się właśnie, co na obiad dziś zrobić, a co za tym idzie, jakie składniki spożywcze kupić, jak zdążyć odebrać dziecko z przedszkola, a wcześniej sprawę w ZUSie załatwić, zrobić pranie i z apteki lekarstwo odebrać i jednocześnie prowadzić samochód zgodnie z przepisami. Myśli o tylu rzeczach na raz, że nie dostrzega możliwości bycia uprzejmą.

I żeby było jasne – korona mi z głowy jeszcze nie spadła, jak tak musiałam przepuścić kilka/ kilkanaście samochodów i nie traktowałam nigdy tego, jak obrazy majestatu. Nawet szczególnie się nie wkurzałam jak tak kolejne panie olewały mnie i moje dziecko przejeżdżając obok – no może czasem, gdy było zimno, wietrzno i deszcz zacinał. Po prostu przechodzę jak mam możliwość i tyle. Bo zawsze się jednak ktoś zatrzyma żeby przepuścić – jeśli nie pierwszy to dziesiąty samochód.

Publikując na łamach bloga moje „wyniki badań”, a poważnie – to dając upust swojemu rozżaleniu, że nie jesteśmy wobec siebie solidarne, szczerze liczę na burzliwą dyskusję. Mam nadzieję, że mnie zakrzyczycie twierdząc, że nie mam racji! i że tylko ja mam takiego pecha! A Wam się to w cale nie zdarza. I że same jako kierowcy, jak tylko są ku temu warunki, przepuszczacie inne kobiety na przejściu!

Subscribe
Powiadom o
guest
32 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Fizinka
Fizinka
9 lat temu

Hmmm a mnie się zdarza czasem że kobieta-kierowca puści mnie na pasach :D Ale to faktycznie jest CZASEM! ;) Mężczyźni bywają w tej kwestii bardziej uprzejmi i kulturalni :) Nawet posilają się o uśmiech w moją stronę :D i kiwnięcie ręką mówiące mi -„Proszę” :) Co do Twoich domysłów,uważam że wszystko w jakimś tam stopniu są trafione!! Kobiety -bywają obrzydliwie zazdrosne i potrafią drugiej zrobić na złość tylko dlatego że ta jest ATRAKCYJNA! Kobiety -bywają wybitnie złośliwe! (wiem to po sobie :P :D hehe ) Kobiety -często gęsto nie potrafią prowadzić samochodu i nie wiem po co się w ogóle… Czytaj więcej »

Paulina2209
Paulina2209
9 lat temu

zawsze jak widzę wózek dziecko czy brzuch zatrzymuje samochód i czekam aż dobrze przechodnie znajdą sie na chodniku. nigdy nie ruszam jak mnie minie tylko czekam. kiedyś widziałam jak facet! ruszył gdy matka przeszła z wózkiem i drugim dzieckiem za rękę ale chłopczykowi upadła zabawka wyrwał się i cofnął. dużo nie trzeba było do tragedii. na szczęście nic się nie stało.

myślę że to nie o płeć chodzi bardziej o różne inne czynniki w tym zamyślenie, roztargnienie i w końcu komuś się może śpieszyć

Fizinka
Fizinka
9 lat temu
Reply to  Paulina2209

Ale żeby AŻ tylu ludziom NA RAZ się spieszyło ?!?!?! :)
Jak sobie pomyślę ile się czasem naczekam,jaki długi sznur aut muszę „puścić przodem” to aż nie wierzę :P :)

Basia
Basia
5 lat temu
Reply to  Fizinka

Spieszy się teraz wszystkim….takie czasy. A co do tematu – ja gdy prowadzę STARAM się zatrzymywać przed pasami jeśli ktoś czeka. Ale szczerze rzadko zwracam uwagę kto to jest. Z reguły w codziennym życiu mam bardzo podzielna uwagę. Ale gdy jadę samochodem patrzę na drogę, znaki, przejścia skupiając się na jeździe i jej bezpieczeństwie. Tak samo jak nie zauważam zazwyczaj ze to jakiś znajomy mnie minął, nie zwracam uwagi kto stoi na przejściu tylko czy ktoś stoi. Dopiero jak juz zatrzymam auto to zwrócę na to uwagę. Tak mam. Nie wiem dlaczego. Mąż potrafi widzieć ładne domy, jakieś samochody na… Czytaj więcej »

Marysia
Marysia
9 lat temu

Faktycznie, częściej niż kobiety, to mężczyźni przepuszczają na pasach, ale sama nie jestem pewna, czy to efekt „wózka u boku” czy raczej wyglądu kobiety czekającej na przejście ;) A tak poważnie, rzadko kiedy zdarza mi się czekać na zatrzymanie się kierowcy, może ma na to wpływ, że mieszkam w średniej wielkości mieście, i tu ludzie w korkach nie czekają, i aż tak bardzo nie muszą pędzić na złamanie karku?

Natalia Smykowska
9 lat temu

Ja nie zauważyłam takiej zależności…chociaż jak tak sobie pomyśle i przypomnę kogo widzę za kierownicą jak samochód zatrzymuje się przed pasami to kojarzę jedynie mężczyzn…(?!) Muszę poobserwować :)
Ale NIENAWIDZĘ jak przechodzę po pasach na drugą stronę a samochód rusza jak jestem przy krawężniku! Przejeżdża wtedy mi niemal po piętach! Bo przecież zatrzymuję się przy końcu żeby wprowadzić wózek pod (niestety…) bardzo wysoki krawężnik… jak mnie to denerwuje!

a dodam jeszcze tylko jedno, że zarówno mój mąż jak i ja bardzo często zatrzymujemy się przed pasami jadąc autem ku ogromnemu niezadowoleniu reszty kierowców :P

Kamil Serafin
Kamil Serafin
9 lat temu

Wiem, że jak napisze to facet to kobiety mogą się podirytować. Ale kobiety za kierownicą nie widzą za wiele. I to nie jest niczyja wina. Zwyczajnie tak jak WIĘKSZOŚĆ facetów nie nadaje się do szycia czy pieczenia ciast tak też większość kobiet nie nadaje się do prowadzenia pojazdów. Nie jest tak, że auto może prowadzić każdy. Trzeba mieć do tego predyspozycje. Niestety „wyzwolonym” kobietom wmawia się od lat, że mogą robić wszystko to co faceci. Otóż nie. Różnimy się od siebie. Bóg stworzył nas do innych celów. Facet to myśliwy, rolnik a nie stróż domowego ogniska. Kobieta zaś to właśnie… Czytaj więcej »

Marysia
Marysia
9 lat temu
Reply to  Kamil Serafin

Panie Szanowny, nie mogę zgodzić się z Pana poglądami, choć cieszę się, że Pan je nam wszem i wobec przedstawił…. Zgadzam się z Panem, że nie każdy może prowadzić auto- a i owszem, potwierdzam- niewidomy tego nie zrobi, ale kobieta jak najbardziej… Z największą przyjemnością zapiszę się na kurs, i zdam egzamin celująco, by móc udowodnić , że kobiety jeżdżą znakomicie, i mimo mojej wady wzroku, zobaczę więcej, niż nie jeden mężczyzna. Pisze Pan, że mężczyźni to myśliwi, niestety nazbyt często strzelają ślepakami ;p Równouprawnienie mamy, więc nie chcę być wciskana w zbyt ciasne ramy! czasy średniowiecza minęły już dawno-… Czytaj więcej »

Kamil Serafin
Kamil Serafin
9 lat temu
Reply to  Marysia

Dziękuję za włączenie się do dyskusji. Ale do rzeczy. Samo zdanie egzaminu celująco, nie robi z NIKOGO (obojętnie czy kobieta czy mężczyzna) kierowcy. Pamiętam jak w wieku 17 lat tego dokonałem i bardzo zbulwersowałem się, gdy nauczyciel w szkole samochodowej powiedział mi: Serafin! Ty masz prawo jazdy. A kierowcą zostaniesz jak zrobisz ze 100 000 kilometrów. Teraz ja powtarzam to samo tym, którzy dopiero co odebrali dokument. Trzydzieści godzin nauki to nic. Człowiek staje się kierowcą po doświadczeniach. Ja dość szybko, bo po pół roku rozbiłem samochód i nauczyłem się nie szarżować. Ale wracając do wątku kobiet za kółkiem. Moja… Czytaj więcej »

Marysia
Marysia
9 lat temu
Reply to  Kamil Serafin

Witam ponownie! czytając Pana wypowiedź, trudno jest mi powstrzymać się od sformułowania własnej. Moja teściowa jeździ autem od 20 lat. Nie mniej, nie wiele osób chce z nią jeździć. A moja Mama od 5 lat, i z dumą mogę brać z niej przykład :) Dla Niej zaparkowanie Jeepem nie stanowi kłopotu , a dla mojego Ojca, nie stanowi kłopotu powierzyć Jej samochód :) Kolejno: Zaręczam Pani, że równouprawnienie to wymysł niedowartościowanych kobiet, które nie kochają samych siebie, że o mężach nie wspomnę. Widocznie ma Pan zbyt mało kontaktu z kobietami mojego charakteru, gdyż moje poparcie równouprawnienia, idzie w parze z… Czytaj więcej »

Kamil Serafin
Kamil Serafin
9 lat temu
Reply to  Marysia

Można jeszcze rzucać szereg kontrargumentów ale nie ma po co.
Wszystko już zasadniczo wiadomo.

Jeśli tylko będę miał coś do powiedzenia, to pewnie podyskutujemy.

Pozdrawiam
Kamil

Fizinka
Fizinka
9 lat temu
Reply to  Kamil Serafin

Kamil już Cię lubię! ;) :D

I chciałam powiedzieć (nieskromnie) ,że JA akurat mam predyspozycje do bycia super-kierowcą ;) :P :D :D hihi

Paulina2209
Paulina2209
9 lat temu

a mi się wydaje że najmniej nadają się chłopcy, którzy dopiero co zrobili prawko i już muszą się pochwalić jakimi cwaniakami są przed kumplami. też odbiegłam od tematu przepraszam

Kamil Serafin
Kamil Serafin
9 lat temu
Reply to  Paulina2209

Ja nie poruszałem kwestii wieku. Można dalej dyskutować jak prowadzą dziadkowie po 65 roku życia, jak prowadzą ludzie nie noszący okularów pomimo iż powinni itd. itd. Ale to jest inna rzecz.

Karolinamagda
Karolinamagda
9 lat temu

z mojego doświadczenie wynika że kobitki właśnie puszczają mnie na pasach gdy idę z wózeczkiem, i ja sama jako kierowca również staram się zawsze przepuszczać nie tylko kobietki z wózeczkami czy dziećmi

baby_55
baby_55
9 lat temu

Osobiscie uważam, że faktycznie wiele kobiet nie potrafi prowadzić samochodu, co do tego nie ma watpliwości, ale jest też wielu mężczyzn którzy nie potrafią i tu też jest to kwestia bezdyskusyjna. Jednak płeć w tym temacie nie ma znaczenia a orientacja przestrzenna, podzielność uwagi i pokora, bo zbytnia pewność siebie to pierwszy krok do wypadku… Znam co najmniej kilku mężczyzn którym nie pożyczyłabym samochodu i co najmniej kilka kobiet, ale i takich którym spokojnie bym powierzyła też sie kilkoro znajdzie obojga płci. Co do kwestii równouprawnienia, to cała rzecz polega na tym aby każdy miał prawo swobodnego wyboru zarówno zawodu… Czytaj więcej »

Kamil Serafin
Kamil Serafin
9 lat temu
Reply to  baby_55

Subiektywnie rzecz biorąc, nie sądzę bym kogoś obraził czy to personalnie czy ogólnikowo. Ale jeśli tak, to przepraszam. Co do takich samych płac za taką samą pracę. To jest temat do dyskusji. Na pewno, jeśli chodzi o ustalenie płacy nie można brać pod uwagę tylko i wyłączenie tego czy pracownik to kobieta czy mężczyzna. To jest bezsprzeczne. Jedynym kryterium powinno być to, jak ten pracownik wykonuje swoją pracę. Jak szybko, jak dokładnie, jak sumiennie itd. Jeżeli kobieta pracująca jako mechanik pojazdów samochodowych wykona pracę szybciej i dokładniej od mężczyzny, to w moim zakładzie zarobiłaby więcej niż też mężczyzna. Nie można… Czytaj więcej »

baby_55
baby_55
9 lat temu
Reply to  Kamil Serafin

Odnosząc się do zatrudnienia Pana w salonie bielizny damskiej, widocznie ma Pan zbyt małe doświdczenie w tym zakresie ;) Przy dzieciach nie zawsze wszystko da się przewidzieć i nie można tak po prostu zacisnąć pasa bo zawsze może coś wyskoczyć, co zrujnuje nam domowy budżet dopiety na przysłowiowy ostatni guzik, więc te 400zł jest nieraz ogromną pomocą. Czytając o Pana pracy w marketach nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że jest Pan jednym z niewielu mężczyzn, którzy prawie „wyginęli jak mamuty” :) Wracając do tematu płacy to specjalnie napisałam, że chodzi o dobrze wykonaną pracę. Nie chodzi mi też o jakieś… Czytaj więcej »

nudzinka
nudzinka
9 lat temu
Reply to  Kamil Serafin

Bardzo fajnie, ze mamy na blogu meski punkt widzenia :)
Przydaloby sie wiecej panow komentujacych, bo robi sie ciekawa dyskusja.

Marysia
Marysia
9 lat temu
Reply to  Kamil Serafin

Może trzeba małżonce pyszny obiad zrobić, to zmięknie, i przynajmniej pozwoli się Panu wykazać ? ;) To może być bardzo ciekawe doświadczenie, również dla klientek :) I jeszcze takie jedno pytanie. Jeśli kobieta pracuje w markecie i zarabia 1200 – 1300 netto to jaki sens jest chodzić do pracy i jednocześnie opłacać opiekunkę do dziecka za 800 – 900 złotych? Owszem jeśli te 400 złotych uratują domowy budżet, to nie ma dyskusji, ale czy nie lepiej zacisnąc pasa i pozostać ze swoim dzieckiem w domu? Wie Pan, to nie zawsze jest takie proste, kobieta też człowiek, i czasem dla samego… Czytaj więcej »

Marysia
Marysia
9 lat temu
Reply to  Kamil Serafin

Może trzeba małżonce pyszny obiad zrobić, to zmięknie, i przynajmniej pozwoli się Panu wykazać ? ;) To może być bardzo ciekawe doświadczenie, również dla klientek :) I jeszcze takie jedno pytanie. Jeśli kobieta pracuje w markecie i zarabia 1200 – 1300 netto to jaki sens jest chodzić do pracy i jednocześnie opłacać opiekunkę do dziecka za 800 – 900 złotych? Owszem jeśli te 400 złotych uratują domowy budżet, to nie ma dyskusji, ale czy nie lepiej zacisnąc pasa i pozostać ze swoim dzieckiem w domu? Wie Pan, to nie zawsze jest takie proste, kobieta też człowiek, i czasem dla samego… Czytaj więcej »

Acekiera
Acekiera
9 lat temu

rozbawił mnie argument z figurą :)))))))))
A tak na poważnie to moje obserwacje pokrywają się z Twoimi – autorko artykułu.
I to już śmieszne nie jest niestety:(

Kobiecym_okiem
Kobiecym_okiem
9 lat temu

A propos tego, co piszesz, jestem skłonna do diagnozy pt. „sama przez to przeszłam, to niech i ona (tzn. ta matka z wózkiem) zobaczy, jak to jest”. Niestety. :-( Też pisałam o tym na swoim blogu, ale w związku z czymś innym, tzn. z ustępowaniem miejsca kobiecie w ciąży. http://mojesedno.blogspot.com/2011/04/slepota-nabyta-w-metrze.html

Marysia
Marysia
9 lat temu
Reply to  Kobiecym_okiem

Ciężko się z tym nie zgodzić :/

Kobiecym_okiem
Kobiecym_okiem
9 lat temu
Reply to  Marysia

Wiesz, mnie w pierwszej ciąży zdarzyła się sytuacja w sklepie (którą może też kiedyś opiszę na blogu), która doprowadziła mnie do płaczu z bezsilności nad głupim zachowaniem innych kobiet. Pani ekspedientka nie kwapiła się mnie obsłużyć (byłam z brzuchem na 2 tygodnie przed porodem) i użyła argumentu, że…przecież ona sama wie, jak to jest! Doprowadziła mnie tym do zwątpienia i w tym momencie stwierdziłam, że to chyba mechanizm „sama wiem, jak to jest, więc niech i inne się męczą”…

Fizinka
Fizinka
9 lat temu
Reply to  Kobiecym_okiem

to chyba mechanizm „sama wiem, jak to jest, więc niech i inne się męczą”… – no właśnie!! Tak myśli zdecydowana większość osób z którymi mam styczność!! :[
Czego ja osobiście nie rozumiem!! Bo JA podchodzę do tematu zupełnie z innej strony – „Wiem jak to jest,więc POMOGĘ innym”!
I życzyłabym,zarówno sobie jak i innym,żeby każdy miał takie podejście!Byłoby nam w życiu zdecydowanie łatwiej!!
;-)

Kobiecym_okiem
Kobiecym_okiem
9 lat temu

Abstrahując od głównego tematu – czyli przepuszczania kobiet z wózkiem przez inne kobiety – dzisiaj wpadły mi w ręce Wysokie Obcasy – numer październikowy, w którym p. Hanna Samson napisała ciekawy felieton o zaobserwowanym przez siebie zjawisku niewpuszczania innych kierowców na pas jezdni przez kierowców – kobiety. Każdy ma jakieś swoje obserwacje na zbliżone tematy – niezależnie od tego, czy jest mamą czy nie …

Katarzyna Jaroszewicz

Na polskich drogach ciężko o uprzejmość i kulturę jazdy. Wszystkim tak się spieszy, że inni im przeszkadzają. Ja będąc kierowcą wpuszczam jak ktoś chce zmienić pas (pod warunkiem, że włączy kierunkowskaz) lub przejść przez pasy, szczególnie gdy pada, przecież mi na nos nie pada, a przechodnie mokną i dodakowo narażeni są na ochlapanie przez pojazdy.

Anna Oparowicz
7 lat temu

widzę, że człowiek, człowiekowi wilkiem, zrobiło się popularną maksymą w kontekście matek https://wrolimamy.pl/wpis-konkursowy-dzieciece-klimaty/

Joanna Pawlińska
Joanna Pawlińska
7 lat temu

Ja się zatrzymuję bardzo często przed przejściem, nie zwracam uwagi na płeć. Czasami na utrudnienia, typu wózek, dziecko, starszy człowiek. W pełni świadoma, że takie osoby nie przelecą szybko na drugą stronę. Praktycznie zawsze zatrzymuję się kiedy pogoda na zewnątrz nie zachęca do spacerowania. Wychodzę z założenia, że ja mam ciepło i sucho to tym co mają gorzej mogę odrobinę życie ułatwić. Zrobiłam już trochę kilometrów w życiu, cały czas robię postępy w umiejętnościach prowadzenia, nie mówię o sobie „dobry kierowca” chociaż nie jeżdżę źle. Natomiast co do obserwacji autorki, mam wrażenie że wynika to z innego postrzegania czasu i… Czytaj więcej »

Kasia, kierowca
Kasia, kierowca
7 lat temu

Ja tam zawsze przepuszczam (jak prowadzę), bo mnie wkurza chamstwo kierowców na drodze.

Go Sia
4 lat temu

Ja z kolei zawsze się uśmiecham jak mija mnie sznur samochodów , około 15-20 i już się pogodzilam z myślą że postoje aż na skrzyżowaniu zapali się czerwone światło to ten ostatni , zupełnie ostatni przed tym czerwonym swiatelkiem zatrzymuje się i mnie przepuszcza .. ale .. już raz mąż miał stluczke przez to że facet przed nim przepuszczal , mąż się zatrzymal , a facet za nim już nie i w niego wjechał .. kilka dni temu wracając z pracy sam przepuscil babę na pasach , a ona jakąś nie zdecydowana weszła na jezdnię , zrobiła dwa kroki i… Czytaj więcej »

Dom 4 listopada 2011

Słoiczki czy gotowanie – oto jest pytanie

Szczęśliwie, od urodzenia Adrianka, karmię go piersią. Uwielbiam tę naszą bliskość i to kiedy patrzy na mnie swoimi wielkimi niebieskimi oczami ssąc pierś. Nie zamieniłabym tego na nic i najchętniej dalej karmiłabym tylko piersią. Jednak każde dziecko musi zacząć jeść normalne posiłki (lub to, co ma je na początku przypominać czyli różnego rodzaju papki), bo niestety na samym mleczku nie będzie się rozwijało prawidłowo.

Kiedy pewnego dnia podczas wizyty u pediatry usłyszałam, że niedługo będziemy wprowadzać nowe jedzonko, w mojej głowie zaczęły się pojawiać liczne pytania, na które musiałam znaleźć odpowiedź.

  • Po pierwsze – czy chcę podawać synkowi zawartość słoiczków, których jest w sklepach cała masa?
  • Jeśli tak, to jakiej firmy (znów duży wybór)?
  • Ile będzie nas to kosztowało?
  • Jeśli nie słoiczki to, czy gotowanie samodzielne, będzie zdrowsze?
  • Skąd brać produkty do gotowania, jeśli się zdecyduję?
  • Gotować codziennie czy raz na jakiś czas?

Te i inne pytania, kłębiły się w mojej głowie. Zaczęłam więc przeszukiwanie Internetu, strona po stronie… Pojawiały się tam podpowiedzi dość skrajne, zaczynając od entuzjastów słoiczków, którzy nade wszystko cenią sobie wygodę, a kończąc na mamach, które wolą wiedzieć co dokładnie wkładają dziecku do buzi, gotując samodzielnie.

Każdy przedstawiał swoje, jakże istotne argumenty. Tylko ja nadal nie wiedziałam, co będzie lepsze, bo każdy miał trochę racji. Z jednej strony producenci słoiczków spełniają rygorystyczne normy, więc posiłki dla dzieci powinny być wysokiej jakości. Z drugiej – nasuwa się pytanie: Co sprawia, że takie danie w słoiczku ma 3 lata gwarancji?
Co do samodzielnego gotowania – nie do końca wiadomo, z jakiego źródła pochodzą produkty, z których przygotujemy posiłek dla naszego dziecka. Wiemy jednak, że jest rozwiązanie tańsze – zwłaszcza jeśli przygotujemy większą ilość i zapasteryzujemy w słoiczkach.

Zdałam się zatem na mój instynkt, który podpowiadał mi, że samodzielne gotowanie będzie dla mojego synka najlepszym wyborem.

Postanowiłam, że aby ułatwić sobie życie, zapasteryzuję trochę dań w słoiczkach na zapas. Znalazłam słoiczki odpowiedniej wielkości, zamówiłam ich większą ilość, w międzyczasie gromadziłam przepisy i szukałam odpowiednich produktów. Mężowi udało się znaleźć kolegę, który ma owoce z pewnego źródła, a znajomi przywieźli od swoich rodziców warzywa. Ruszyłam do pracy i po kilku dniach miałam już całą masę gotowych dań dla synka i przy okazji zrobiłam co nieco dla nas. Poukładałam wszystko w szafkach i teraz kiedy chcę podać coś synkowi, otwieram szafkę, wyciągam słoiczek, podgrzewam i gotowe.

Jestem dumna z mojej pracy nad menu mojego dziecka i cieszę się, że mój synek będzie jadł zdrowe posiłki. Ważny dla mnie jest fakt, że nie zbankrutujemy wydając fortunę na słoiczki.

A jak Wy radzicie/ radziłyście sobie z rozszerzaniem diety swoich maluchów?

Subscribe
Powiadom o
guest
23 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Fizinka
Fizinka
9 lat temu

Ja póki mam czas i chęci wszystko dla mojego małego księciunia przygotowuję SAMA :) Gotowanie sprawia mi przyjemność,a jeszcze jak widzę że to co zrobiłam smakuje i szybko znika z talerza – cieszę się podwójnie!! :)
Moje dzieciątko jest zdrowe i pięknie rośnie także czuję ogromną satysfakcję! :)
Mam nadzieję że już zawsze będzie mi się chciało tak pichcić :P i że moje dziecię zawsze będzie tak pięknie jadło! :)

divette
divette
9 lat temu

Do 6 miesiąca karmiłam tylko piersią. I dziecko rozwija się prawidłowo ;)
A teraz? Mała dostaje to co my. Pcha palce do owsianki, ciamka chleb,zlizuje masło i wciera w siebie kalafior, brokuł, cukinie i ziemniaki. Jedzeniem trudno to nazwać, ale smakuje. Dalej wystarcza jej moje mleko. A co najpiękniejsze mam pełne poparcie pediatry, który na ostatniej wizycie powiedział, że niektóre dzieci nie mają takiej formy mając rok i najnowsze badania wykazują 3 lata jako optimum karmienia piersią.
Moje dziecko jest szczęśliwym i samodzielnym maluchem. A wszystko dzięki czemuś co ludzie nazywają blw :)

Fizinka
Fizinka
9 lat temu
Reply to  divette

A co to jest „blw” ? :P :) :D

divette
divette
9 lat temu
Reply to  Fizinka

Baby led weaning- prowadzenie stał ych pokarmów z ominięciem etapu papek. Pozwala się dziecku jeść to co dorośli, razem z nimi, tak jak oni.

Barbara Heppa-Chudy
9 lat temu

Aleks do 6 miesiąca pierś, a potem słoiczki ze sklepu. Próbowałam też sama przygotowywać co nieco, ale niestety – nie smakowało mu (może jestem kiepską kucharką ;) ).
Słoiczkowy etap trwał krótko, później już gotowałam zupki – takie jak dla nas, ale z drobnymi modyfikacjami typu brak soli – i obiadki (już nie papki, tylko krojone warzywa, rybka na parze itp).
I tak jak Fizinka – mam w domu małego smakosza – smakuje mu wszystko – wyjątek: buraczki i barszcz ;)

Marysia
Marysia
9 lat temu

Ja uwielbiam gotować dla synka, choć nie wiem czy aż tak mu moje obiadki smakują, czy ogólnie takim jest głodomorkiem, ale wszystko znika z talerza :) a że gotuję najchętniej na parze i z własnych warzyw, wychodzi to na zdrowie całej rodzinie, bo jadamy razem przy stole :) Oczywiście małemu przyprawiam przede wszystkim ziołami, żadnych sztucznych polepszaczy. Ale gdy sytuacja nie pozwala mi na zrobienie posiłku, zdarza się otworzyć małemu słoiczek, i nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia :)

Natalia Smykowska
9 lat temu

Pierwsze stałe posiłki były ze słoiczka – nie wiedziałam jeszcze ile jest w stanie zjeść mój maluch a stanie nad kuchenką nad jedną marchewką, która i tak lądowała na ubranku dziecka lub w koszu wydawało mi się co najmniej stratą czasu…dopiero gdy mały przywyknął jako tako do nowych rzeczy – zaczęłam gotować sama :) robię zawszę większą porcję i przechowuję w pojemniczkach w lodówce lub mrożę…a to dlatego, że o ile słoiczki z warzywami i owocami nie wydają mi się niczym złym – o tyle te z mięskiem już nie koniecznie…ale to tylko taka moja wewnętrzna fanaberia po aferze ze… Czytaj więcej »

Barbara Heppa-Chudy
9 lat temu

Dokładnie tak jak piszesz – zupka nie na mięsku, ale z dodatkiem tłuszczu. Ja to też gdzieś wyczytałam i się stosowałam.

margolcia
margolcia
8 lat temu

ja sama zawsze gotowałam mojej małej, i do zupek obowiązkowo zawsze dodawałam świeżego dobrej jakości masełka lub oliwy.Słoiczków nigdy nie dawałam bo Jula najzwyczajniej w świecie ich nie chciała i jak tylko zorientowała się że to nie moja zupka to wszystko lądowało na śliniaczku :)

Marysia
Marysia
9 lat temu

Jak najbardziej gotuję ze zdrowym tłuszczem np. oliwa z oliwek, bo w nim rozpuszczają się witaminy, a cholesterol zawarty w masełku, potrzebny jest do rozwoju układu nerwowego dziecka. I też czytałam ten artykuł, po nim wiele mam na pewno się poprawi ;)

Fizinka
Fizinka
9 lat temu

Ja również gdzieś wyczytałam o dodawaniu tłuszczy – masła bądź oliwy i tak też robię ;)

Divette dzięki za wyjaśnienie :) Przyznaję że niigdy tego nie słyszałam :P My papki jedliśmy na samym początku naszej wielkiej przygody z jedzeniem :) Teraz podaję mojemu (7miesięcznemu) synkowi takie jedzonko z którym musi się trochę pobawić – tj. próbować/uczyć się gryźć :) :D

Aldona Seemann-Gnida

Oleńce gotowałam obiadki i teraz dla Beniaminka też gotuję. Warzywa kupuję w ulubionym warzywniaku a owoce mamy swoje. Na zimę gotowi jesteśmy- musy, soki, kompoty itp. Oczywiście na bieżąco jakieś owoce też kupujemy :) Wracając do obiadków, Ola nie bardzo lubiła papek. A o słoiczkach nawet mowy nie było. Pluła tym. Więc szybko jakieś kawałki warzyw pojawiły się na talerzu. Uwielbiała sama 'jeść'. Mnie to bardzo cieszyło, że jest samodzielna. Syn też nosem kręcił jak dałam mu słoika. Nie chcą jeść słoikowego jedzenia. Nie chcą jeść wszelkich kaszek/kleików dla dzieci. Grysik to jest to, co moje tygryski lubią najbardziej :)… Czytaj więcej »

Acekiera
Acekiera
9 lat temu

Przy pierwszym dziecku czułam sie troche zagubiona jeśli chodzi o rozszerzanie diety, do tego wszystkiego dołączyła alergia pokarmowa. Korzystałam ze słoiczków + moje mleko + trochę sama gotowałam+BLW ale nie restrykcyjnie.
Teraz będzie inaczej, do 6msc tylko pierś, później pierś + domowe jedzenie+BLW Pewnie awaryjnie pojawią się słoiczki – ale po kilku artykułach i książkach dot. koncernów produkujących jedzenie dla dzieci to słoiczków będę unikać.
Ale i tak wszystko wyjdzie „w praniu ” :)

Marysia
Marysia
9 lat temu

Trzymam kciuki, aby wszystko poszło zgodnie z planem :)

Sylwia
Sylwia
9 lat temu

Gotowanie, choć przyznam się bez bicia że nie raz nie dwa synek zjadł słoiczek. Na początku podawałam kilka razy słoiczek póki nie mielismy swoich warzywek. Teraz na zimę mam pomrożone swojskie warzywa i mięsko z których gotuję obiadki. Owoce przerobiłam na soki i musy. Mamy zapas na okres zimowy :)

Marysia
Marysia
9 lat temu
Reply to  Sylwia

Pewnie że dziecku nic nie będzie od „ratunkowych ” słoiczków, a domowe weki i pomrożone warzywa i owoce, to jedna z lepszych inwestycji w zdrowe żywienie malucha :) Ja osobiście bardzo lubię tak inwestować, choć czasem ręce odpadają od ilości przerobionych słoików :)

Sylwia
Sylwia
9 lat temu
Reply to  Marysia

Ręce odpadają, ale jak fajnie później popatrzeć na stół zastawiony gromadą przetworów :) Super też zimą wejśc do piwnicy penej soków, grzybków czy dżemów

Marysia
Marysia
9 lat temu

Ja mam całą piwnicę zastawioną, i wolę nie chwalić się sąsiadom o moich skarbach, bo na wypadek wojny, nie ja jedna stanę do niej w kolejce ;)

Angelika
Angelika
7 lat temu
Majka Wojciuch
Majka Wojciuch
7 lat temu

Moje dziecko jak spróbowało zupek które sama robiłam całkowicie zrezygnował z kupnych słoiczków dlatego chcący- niechcący musiałam mu gotować .Wkrótce córeczka zaczyna przygodę z zupkami i znów zacznę gotować :)

Aneta Zaręba- Maksymiuk
Aneta Zaręba- Maksymiuk
6 lat temu

Moja córcia od początku na obiadkach mamy. My nie pasteryzujemy a mrozimy kilka słoiczków na potem i przyznam, że córa nie zje słoiczka choćby nie wiem kto ją karmił. Odwraca głowę albo wypluwa i dla mnie to znak, że mamine obiadki najlepsze. Teraz je to samo co my ale kilka slłoiczków w pogotowiu pomrożone.

Laura ma 4mce
Laura ma 4mce
5 lat temu

Bede gotować sama, bo moje papki bedą takie jakie chcę!! Mogę zrobić smak kalafiora z jabłkiem jeśli będe miała taką zachciankę. Mogę zrobić o konsystencji do picia lub ze sporymi kawałkami do gryzienia. Mogę popakować po 200,100 lub po 20ml.

Kamila Matyś
Kamila Matyś
3 lat temu

Jasne, że lepiej jest samej zrobić i zblendowac bo ma się realny wpływ na to co maluch zje, ale nie zawsze ma się taką możliwość. Ja sama pracuję i nie za każdym razem zdążę zrobić obiad dla syna, dlatego u mnie są słoiczki i od czasu do czasu Staś je dostaje. Zdecydowaliśmy się z mężem na te holle od ekopiramidy, bo mają zdrowe składniki, zero chemii i duże urozmaicenie w smakach.

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close