W szkole 11 grudnia 2015

Zły Mareczek czyli nauka tańca dla dzieci

Zajęcia dodatkowe dla dzieci, jak sama nazwa wskazuje – są dodatkowe. Czyli jak dziecko nie chce na nie chodzić to nie musi, nie ma takiego obowiązku, w przeciwieństwie do obowiązku szkolnego. Problem pojawia się w momencie, gdy rodzic ma więcej ambicji niż dziecko chęci.

U nas jest dokładnie odwrotnie, to Duśka ma więcej ambicji niż ja chęci (i możliwości finansowych) i jak tylko usłyszy o jakichkolwiek zajęciach od razu pyta, czy ona też może chodzić. Gdybym wyrażała zgodę na wszystko jak leci, doba musiałaby mieć przynajmniej sto godzin, a ja jakiś magiczny portfel, w którym pieniądze same by się rozmnażały. W rzeczywistości moje dziecko chodzi w szkole na dodatkowy angielski, bo oczywiście chce, a my uznaliśmy, że to ma sens i pewnie jej się przyda, oraz na tańce, bo chciała, a my nie widzieliśmy w tym problemu. Na szczęście tak się złożyło, że nauka tańca dla dzieci w klubie odbywa się w godzinach popołudniowych w te dni, w których Duśka wcześnie kończy lekcje w szkole. Jest czas na zjedzenie obiadu i chwilę oddechu. Nie ma pośpiechu, nerwów, przymusu, jest sama radość. Nooo, prawie sama radość. Jeden mały detal psuje nam obu humor.

Detal ma na imię… nieważne, nazwijmy go Mareczek. Po co Mareczek chodzi na tańce nie mam pojęcia. Ponoć chce. Szczerze w to wątpię, jakoś nie widać po nim chęci i zapału do nauki kroków. Nie oszukujmy się, nauka tańca to jednak co innego niż swobodne skakanie w rytm muzyki, szczególnie tańca klasycznego. Bez odrobiny skupienia nie da się opanować walca, czy samby. A co robi Mareczek? Biega. Wygłupia się. Ucieka podczas ustawiania w pary. Odmawia tańczenia z dziewczynkami. Chowa się za zasłonką. Chowa się pod sceną. Wychodzi pod pretekstem pójścia do łazienki. Czasem da się ustawić w pary i namówić do tańczenia. Wróć. Da się ustawić w pary i namówić do aktywności ruchowej, która jednak z tańcem ma niewiele wspólnego. Duśka mówi, że nie lubi tańczyć z Mareczkiem bo on się wygłupia, a nie tańczy. Jednym słowem Mareczek skutecznie rozwala każde zajęcia, na których się pojawi. Niestety pojawia się prawie na wszystkich, rodzice bardzo tego pilnują.

Dlaczego Mareczek nie został usunięty z grupy mimo wielu ostrzeżeń? Nie mam pojęcia. Pewnie to niepedagogiczne, bo mimo wszystko nie wierzę, że chodzi tylko o pieniądze. Opłata za tańce jest odczuwalna dla domowego budżetu, ale nie aż tak wygórowana, by szkoła tańca zbiedniała przy usunięciu Mareczka z grupy.

Ja wiem, że dzieci są różne, są spokojne, nerwowe, zdyscyplinowane i nadpobudliwe ruchowo. Są anielsko grzeczne i diabelsko niegrzeczne. Wiem, że dzieci wysyła się na zajęcia dodatkowe w różnych celach, by się czegoś nauczyły, ale również by spaliły nadmiar energii, czasem zajęcia traktowane są przez rodziców jako swoista terapia. Być może Mareczek mimo wszystko odnosi jakieś korzyści z bywania w klubie, ale umówmy się – to nie są zajęcia indywidualne tylko grupowe, czyli korzyść powinna odnosić cała grupa. Rodzice Mareczka płacą? No płacą, tyle że rodzice reszty dzieci też płacą, a ich dzieci chodzą na naukę tańca bo naprawdę tego chcą. I krew mnie zalewa, jak przez połowę zajęć uwaga instruktora skupiona jest na jednym dziecku. Nie, nie jestem zazdrosna. Gdyby to dziecko wykazywało talent, który należy rozwijać – w porządku. O talenty trzeba dbać. Ale jeśli to dziecko wykazuje jedynie chęć przeszkadzania to przykro mi – mam ochotę osobiście sprowadzić je ze schodów i wystawić na ulicę.

Drodzy rodzice, jeśli macie w domu takiego Mareczka, jeśli jakikolwiek instruktor, trener czy inny prowadzący regularnie skarży się na dziecko – zabierzcie je z tych zajęć, widocznie nie są dla niego. Nie narażajcie się na ciągłe wyrzuty, nie narażajcie dziecka na nieustanne zwracanie mu uwagi. Nie narażajcie też siebie na nieprzychylne spojrzenia innych rodziców.

Moim prywatnym zdaniem Mareczkowi lepiej by zrobił sport indywidualny, na przykład pływanie.

 

Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Joanna Pawlińska
5 lat temu

Polecam zajęcia w MDK, opłata, przynajmniej u nas nieodczuwalna dla budżetu, no może na początku roku, kiedy opłat jest dużo, to może zaboleć, ale opłata jest za rok i miesięcznie wychodzi kilkanaście złotych.

Natomiast z takimi rodzicami zawsze jest problem, bo nauczyciel tak do końca nie może usunąć dziecka z grupy. Nawet jak sam ma ochotę się pozbyć kłopotu. Jedynie nacisk wszystkich pozostałych rodziców na rodziców Mareczka może spowodować, że się obrażą i pójdą gdzieś indziej.

Milena Kamińska
5 lat temu

Oj tak

Emocje 10 grudnia 2015

Wychowywanie utalentowanego dziecka

Utalentowane dziecko to powód do dumy dla rodziców a zarazem kłopot. Problem stanowią zdolności, które pociecha posiada i ich rozwój. Nie ma skutecznej recepty na wychowywanie takiego dziecka. Szkoda, bo nie raz przydałby się gotowy plan, ukazujący krok po kroku jak należy postępować. Znacznie ułatwiłoby to proces wychowawczy i edukacyjny.

Jestem mamą utalentowanego matematycznie 4,5-latka i ten mały człowiek to wyzwanie dla mnie, jako rodzica chcącego podtrzymywać ten dar. Nieustanna walka o to, by pielęgnować zdolności a zarazem nie zabierać czasu beztroskiej zabawy. Staram się więc, by talent syna był dla niego przyjemnym przeżyciem. Zachęcam go do osiągania tego, co rzeczywiście chce osiągnąć, budowania poczucia własnej wartości i doceniania posiadanych umiejętności (w końcu nie każdy czterolatek wykonuje w pamięci obliczenia do 1000) pozwalając jednocześnie odpoczywać i bawić się – tak jak to robią inne dzieci w jego wieku. Kto ma przedszkolaka ten wie, że to wulkany w stanie erupcji. Wiele zdolności w początkowym okresie można rozwijać poprzez łączenie nauki z zabawą to bardzo upraszcza pracę. Nie ma nic lepszego niż kreatywna zabawa z własnym dzieckiem i takie były nasze początki. Wszystko zaczęło się w wieku 2,5 lat, gdy zauważyłam wzmożone zainteresowanie literami i cyframi. Mały bardzo szybko nauczył się alfabetu układając puzzle (drewniany pociąg z literkami). Liczenie poznał dzięki schodom na klatce liczonym codziennie przy okazji spaceru. Zresztą  liczyć można było wszystko począwszy od samochodów kończąc na zwierzętach i kamykach. Jednak takie zadania (liczenie konkretów) z czasem przestały wystarczać. Zaczęło się liczenie, co 2, co 10, czy co 100 by trochę urozmaicić liczenie przedmiotów. Z wiekiem coraz częściej zaczęły pojawiać się pytania, od standardowego ile to jest 2+2, po rozwiązywanie opisowych zadań (Na polu pasło się 100 owieczek, 22 z nich porwał wilk. Ile pozostało na pastwisku?) czy odczytywanie godziny ze wskazówkowego zegara bądź rozkładów jazdy na przystankach autobusowych. Pierwszą pomocą dydaktyczną były zwykłe klocki, puzzle z działaniami obrazującymi dodawanie i odejmowanie, gry planszowe, (których fanem jest po dzień dzisiejszy) czy małe paluszki, ale ba krótko w końcu ma się ich tylko dziesięć :). Super zabawą okazało się także płacenie za zakupy (błyskawiczna nauka wartości pieniądza i wstęp do podstaw ekonomi w jednym). Prawdę mówiąc nie wiem, kiedy synek zaczął liczyć w pamięci. Przeszedł do tego tak naturalnie, że nie zapamiętałam tego momentu. Początkowo były to proste działania jednak z czasem nasza zabawa „w zagadki”- jak ją nazywamy, nabrała tępa. Przyznam z nieukrywanym podziwem, że on ma chyba w głowie  kalkulator – nie raz potrafi wykonać obliczenie szybciej niż ja. Ostatnio Kuby biblioteczka wzbogaciła się nawet o słownik matematyczny z którego obecnie zgłębia tajniki matematyki a kolekcja gier wymagających analitycznego myślenia wciąż rośnie. Na swoim stoliczku zawsze musi mieć pod ręką czyste kartki bym mogła zapisać na nich działania do rozwiązania. Zdecydowanie bardziej lubi pisać i liczyć niż rysować szlaczki.

Moment pójścia do przedszkola rozpoczął nowy okres w życiu Kuby. Zdolne dziecko to w późniejszym okresie także pośredni kłopot dla całego systemu edukacji przedszkolnej i szkolnej. Wychodzi poza przyjęte ramy edukacyjne, ramy, które uśredniają umiejętności a dzieci uzdolnione często postępują nieszablonowo, nie raz cechuje je egocentryzm. Ich umiejętności przewyższają kompetencje rówieśników, przez co nudzą się na zajęciach dydaktycznych. Sukcesem jest trafienie na odpowiedniego pedagoga, który dostrzeże potencjał drzemiący w dziecku i pomoże mu się rozwijać. Rozbudzi tlący się ogień pielęgnowany przez rodziców. Powiem szczerze,  utalentowane dzieci szybko się nudzą przy powtarzaniu tych samych czynności – zatem przed ich rodzicami i nauczycielami stoi kolejne zadanie: trzeba poszerzać i wzbogacać program oraz indywidualizować wymagania. W pewnym momencie kończy się rola rodzica, jako „kompendium wiedzy” i wskazana jest pomoc specjalisty w danej dziedzinie by iść do przodu. Ich wzajemna praca oraz chęci ze strony dziecka połączone z jego indywidualnymi predyspozycjami przyniosą wymierny sukces. By potwierdzić umiejętności synka i umożliwić nauczycielkom dodatkową pracę z nim udaliśmy się na diagnozę do Poradni Psychologiczno – Pedagogicznej. Dzięki otrzymanej opinii nauczycielki posiadają wytyczne dotyczące pracy z dzieckiem uwzględniając jego indywidualne predyspozycje i zdolności a ja, jako rodzic uzyskałam wiele cennych rad dotyczących wychowania, pielęgnowania zdolności wpływających na wyjątkowość mojego syna.

Przy wychowaniu utalentowanego dziecka potrzeba wiele siły by walczyć o stworzenie możliwości dogodnego rozwoju swojej pociechy, samozaparcia w działaniu i nieskończonych pokładów cierpliwości Cytując klasyka i swoje doświadczenie mogę rzec: “Tylko spokój może nas uratować”. Wiele czasu trzeba też poświęcić na zgłębianie wiedzy w danej dziedzinie i programów nauczania początkowego, by w atrakcyjnej dla dziecka formie rozwijać jego indywidualne uzdolnienia a za razem nie szkodzić mu wykładając wiedzę w niekompetentny sposób. Trzeba mu tłumaczyć, że talent i inteligencja to połowa sukcesu. To dar i siła napędowa działań, ale bez pracy i skrupulatności na niewiele one się zdadzą. Pokazać mu, że świat stoi przed nim otworem, ale trzeba go przyjmować z pokorą, bez postawy roszczeniowej i pracować na swój sukces. Małymi kroczkami budować naturalny pęd ku wiedzy, chwalić, ale również pozwolić popełniać błędy, przeżyć gorycz porażki, ponieważ nauka na własnych błędach jest kluczowym elementem procesu edukacyjnego. Nigdy nie pozostawiać pytań bez odpowiedzi, nie zbywać jak natręta i nie zabijać naturalnej chęci poznawania świata – nie ma głupich pytań (nawet jeśli słyszymy je już po raz setny) a gdy nie znamy odpowiedzi zawsze razem można poszukać jej w internecie czy poczciwej encyklopedii. Jednak w tym wszystkim najważniejsze to zrozumieć i zapamiętać, że dziecko jest przede wszystkim dzieckiem, a dopiero potem dzieckiem utalentowanym!

Subscribe
Powiadom o
guest
4 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Dominika Mrozek
Dominika Mrozek
5 lat temu

Życzę wytrwałości. Oszlifowany diament będzie jeszcze bardziej błyszczał.

Sylwia
Sylwia
4 lat temu

Dziękuję :)

Matka Prowincjonalna
Matka Prowincjonalna
4 lat temu

myślę podobnie, jak Ty i wiem, też poniekąd jako nauczyciel, że z dziećmi zdolnymi jest „ciężko” i trzeba włożyć dużo pracy i wysiłku, by je uczyć, zainteresować, a nie zniechęcić. Fajny wpis i gratuluję mądrego synka :)

Sylwia
Sylwia
4 lat temu

Dlatego potrzebna jest współpraca ze strony rodziców jak i nauczycieli. Każdy ze swojej strony dołoży cegiełkę i pomoże wydobyć talent. Mam nadzieję, że na swej drodze syn spotka nauczycieli z zapałem do działania :)

Boże Narodzenie 9 grudnia 2015

Jak zrobić płatki śniegu z papieru?

Płatki śniegu z papieru – niezwykle prosta, zimowo-świąteczna dekoracja, którą bez trudu wykonasz razem ze swoim kilkuletnim dzieckiem. Jej niewątpliwą zaletą jest to, że można wykorzystać ją w dwojaki sposób, np. jako choinkową ozdobę, zamiast tradycyjnych bombek lub jako girlandę (łańcuch), zdobiącą okno, ścianę czy lampę…. – wedle uznania.

Do wykonania papierowych płatków śniegu potrzebujesz:
– białą cienką kartkę (blok rysunkowy),
– kubek lub szklankę – do obrysowania kształtu,
– ołówek,
– nożyczki,
– klej,
– nitkę, sznurek lub tasiemkę,
– kolorową bibułę,
– opcjonalnie: brokat, cekiny bądź inne „świecidełka”.

Sposób wykonania:
1. Na białej kartce papieru ustaw kubek/szklankę i obrysuj jego kształt. To samo zrób na kolorowej bibule. Wytnij oba kółka.
2. Białe kółko trzykrotnie złóż na pół. Następnie wzdłuż krawędzi wytnij dowolne kształty, np. różnych rozmiarów trójkąty (są najłatwiejsze do wycinania).
3. Delikatnie rozłóż wycinankę i przyklej ją na wycięte wcześniej koło z bibuły.
4. Powstały płatek śniegu przewiąż nitką, sznurkiem lub tasiemką – jeśli chcesz mieć pojedyńczą ozdobę. Natomiast jeśli chcesz stworzyć girlandę, połącz ze sobą kilka płatków śniegu.
5. Opcjonalnie, powstały płatek śniegu możesz dodatkowo ozdobić brokatem lub cekinami – wedle uznania.
2

3

4

5

6

7

Gotowe! Prawda, że proste? =)

Subscribe
Powiadom o
guest
3 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
asia/wkawiarence.pl
asia/wkawiarence.pl
5 lat temu

pamiętam te wycinanki z czasów szkolnych :) ale świetnie, że go dzięki Tobie sobie przypomniałam. Jutro mam spotkanie rodziców z dziećmi w przedszkolu, bedziemy ozdoby choinkowe robić. I juz się martwiłam co ja takiego wymyślę, bo słaba jestem z tego typu DIY :) super i dziękuję

Sylwia Wnuk
5 lat temu

Świetna zabawa przy tym ;)

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close