7 skutecznych sposobów na usunięcie sierści z tapicerek i ubrań


Kto ma psa lub kota, ten ma problem z sierścią, nie licząc bezwłosych ras. Zazwyczaj sierść nie jest jakimś wielkim problemem, dopóki nie czekamy na gości lub sami wychodzimy z domu. Nie ukrywajmy — kłaczki na ubraniu nie dodają stylizacji uroku i bywają bardzo irytujące, szczególnie dla tych, którzy zwierząt nie mają.

Ja mam psa z nieproblematyczną, czyli łatwą do usunięcia sierścią, ale moja dobra znajoma ma dwa Husky i nawet mnie zatrważa myśl, że wejdę do jej domu w czarnych (nie brudnych;) skarpetkach, a wyjdę w białych. Ok tego nawet ja nie lubię.

Ale, że jestem #MamaDobraRada i na to znalazłam sprawdzone sposoby, którymi chętnie się podzielę:

      1. Szczotka dla zwierzaka

Myślisz, co to za rada? Najważniejsza! Jeżeli wyczesujesz regularnie psa lub kota, większość martwej sierści pozostanie na szczotce czy grzebieniu. Zobaczysz jaka jest różnica, o ile zainwestujesz w dobre akcesoria, które faktycznie będą wyczesywać, a nie jedynie głaskach sierść.

  1. Turboszczotka do odkurzacza

Dobry odkurzacz z odpowiednią końcówką skutecznie usuwa sierść nie tylko z dywanów, ale i tapicerek. Zwykła końcówka do odkurzacza może sobie nie poradzić, ale ta ze szczotką zbiera kłaczki dokładnie, nawet te, które są twarde i ostre, więc wbijają się w tapicerkę.

  1. Gumowa rękawica

Bardzo lubię ten patent. Jak nie mam gumowej rękawicy, zwykłe jednorazowe lateksowe rękawiczki zwilżone wodą też sobie poradzą ze zbieraniem sierści z tapicerki. Wystarczy “głaskać” materiał, aby ściągnąć z niego sierść. Ostatnio ćwiczyłam to z powodzeniem na płaszczu zimowym :)

  1. Rolka do ubrań

Oczywiste rozwiązanie, nie wiem, czy jakieś zwierzoluby mogą bez niej funkcjonować? Rolką z silnie “klejącą” powierzchnią można ściągnąć sierść także z obić krzeseł.

  1. Pralka z programem do zwierzęcej sierści

Pralka z funkcją pupil pomaga rozprawić się z kłaczkami, które tak lubią przywierać do ubrań. Odpowiedni program podczas prania kilkakrotnie wypłucze ubrania i intensywnie je odwiruje, co sprawia, że więcej sierści ulega uwolnieniu i odczepia się od tkaniny.

  1. Suszarka do ubrań

Tego akurat nie sprawdziłam, bo nie posiadam takiego sprzętu. Za to moja znajoma ma i twierdzi, że suszarka (ale nie pralko-suszarka) zdjęła jej problem sierści z głowy, a raczej ubrań. Dajcie znać, jeśli też to stosujecie!

  1. Płyn elektrostatyczny

Znacie? Ja jeszcze nie, ale już biegnę do sklepu, bo patrząc po opinii w internetach, działa. A więc płyn elektrostatyczny, którym można spryskać tapicerkę lub ubranie, zapobiega elektryzowaniu. Z tego powodu sierść nie przykleja się tak do materiału i zdecydowanie łatwiej jest ją zdjąć.

Jeśli macie jeszcze inne pomysły warte zastosowania, dzielcie się nimi w komentarzach :)

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Nie musisz być najlepsza. Wolę, żebyś była sobą


Nigdy nie mówię Duśce, że musi najlepiej napisać klasówkę, najładniej powiedzieć wiersz, czy w ogóle cokolwiek zrobić najlepiej. Nie. Nie musi. Dla mnie ważne jest, że zrobi najlepiej, jak potrafi, że się postara, że jej zależy. A wynik? A dajcie spokój, czy Wy pamiętacie swoje oceny z podstawówki? Czy one faktycznie tak bardzo zaważyły na Waszym życiu?

O moich nauczycielach z podstawówki już Wam kiedyś pisałam. Owszem, czegoś tam mnie nauczyli, może nawet dużo, ale też umówmy się – sporo z tej wiedzy, którą mi do głowy wciskali, kompletnie mi się nie przydało. Zresztą – wiedza jest teraz na wyciągnięcie ręki – wszechobecny internet nie pozostawi bez odpowiedzi nawet najgłupszego pytania. Nie wierzycie? To zapytajcie wujka G. o życie seksualne larw płowowłosych :P.

Chciałabym, żeby moje dziecko wyniosło ze szkoły coś więcej, niż tylko podręcznikową wiedzę, która w wielu punktach będzie nieaktualna już w okolicach matury. Chciałabym, żeby nie uczono jej przyswajać wiedzy, bo wykuć na pamięć to i małpa da radę, ale faktycznego tej wiedzy rozumienia i korzystania z niej. I jeszcze, żeby wiedziała, gdzie najlepiej szukać. Bo internet to też wielki śmietnik i nie wszystkim stronom warto ufać.

Chciałabym, żeby moje dziecko umiało pracować z ludźmi, dogadywać się z nimi. Wiem, że lubi pracę w grupach, wraca wtedy ze szkoły szczęśliwa. Praca w grupie uczy nie tylko zachowań społecznych, ale i odpowiedzialności zbiorowej. I chociaż ta ostatnia bywa życiową pułapką, to jednak dobrze jest umieć mieć świadomość, że odpowiada się nie tylko za siebie, ale też za innych.

Chciałabym, żeby Duśka nauczyła się oceniać ludzi nie za to, jak wyglądają, ale za to, kim są. Tak, wiem, że to nie tylko rola szkoły, moja i męża też. Niemniej jednak to właśnie w szkole często bardziej liczy się nowy ciuch niż jakakolwiek umiejętność.

I chciałabym jeszcze, żeby moje dziecko wiedziało, że nie musi być we wszystkim najlepsze. Nie wiem, kto tę głupotę w ogóle wymyślił. Bądź najlepszy i bądź najlepszy. I tak do każdego, jakby wszyscy mogli być najlepsi. Nie mogą, nie da się. Jedyne, co daje wszechobecny wyścig szczurów, to frustracje, depresje i niską samoocenę. Nie chcę tego dla mojego dziecka. Niech sobie znajdzie swój kierunek i będzie w nim dobra. Warto być dobrym w czymś konkretnym.

Oczywiście cieszę się, jak Duśka przynosi ze szkoły dobre oceny, niby czemu mam się nie cieszyć? Ale jak zdarza jej się przynieść słabszą, to się nie martwię. Nie mówię jej też, że koniecznie musi poprawić. Będzie chciała, to poprawi.

Czasem mnie zaskakuje:

– Dostałam dziś szóstkę z angielskiego, bo się zgłosiłam z tego wiersza, co jest na poniedziałek.

– Jak to się zgłosiłaś? Już dziś? Miałaś się przez weekend go nauczyć przecież?

– No tak, ale tyle razy mówiliśmy go na lekcji, że jakoś się nauczyłam.

I nawet nie z tej szóstki cieszę się tak bardzo, jak z tego, że ma odwagę próbować. Bo to oznacza, że nie boi się porażki, nie uda się, to się nie uda, trudno. Ważne, że próbowała. Podobnie podchodzę do jej udziału w konkursach typu Alfik. Chce, niech próbuje, niech się sprawdza.

Duśka stanowczo odmawia udziału w konkursach, gdzie trzeba wyjść na scenę i coś powiedzieć, albo zaśpiewać. Nie i koniec i kropka pe-el-be. Nie to nie. Nie zmuszam. Nie każę jej się przełamywać na siłę. Jak już wyżej pisałam – nie trzeba być dobrym we wszystkim. Ja też nie lubię stać na scenie :P. Może kiedyś to się zmieni, a może nie. Nie wszyscy muszą lubić publiczne wystąpienia przed tłumem ludzi.

Obserwuję rozwój mojego dziecka i widzę, ile jeszcze pracy przed nami. Jak dużo zależy ode mnie, od mojego męża, od tego, co jej przekażemy i czego ją nauczymy. Szkoła? Tak, jest potrzebna, jest ważna. Ale nie jest najważniejsza. Jest jakimś etapem w życiu i tyle. Trzeba ją wycisnąć jak cytrynkę, wyssać ile się da i iść dalej. Ale to jej powiem dopiero za jakiś czas ;)

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Zwierzę to nie zabawka. Naucz dziecko odpowiedzialności z Aqua Dragons In Space


Pewnie każdy z was choć raz usłyszał rozpaczliwą prośbę dziecka, aby kupić lub adoptować wymarzonego pupila. Oczywiście sprawa posiadania zwierząt w domu zależy od wielu czynników, takich jak: metraż lokum, ilość osób w mieszkaniu, możliwości finansowe pozwalające utrzymać i w razie potrzeby leczyć zwierzaka, odpowiednia ilość czasu na pielęgnację oraz naukę czystości czy posłuszeństwa. Kwestia alergii u dziecka również wpływa na decyzję o posiadaniu zwierzaka.

Ja mam psa i akwarium, a mimo to moje dzieci nadal co jakiś czas wspominają o chęci posiadania innego zwierzaka. A to chomik, a to świnka morska, albo królik. Obawiam się, że opieka nad nowym pupilem spadłaby na mnie, a ja nie jestem aż tak dyspozycyjna i chętna do tego, by zająć się kolejnym domownikiem. Jak wybrnąć z sytuacji patowej? Jest na to sposób – Aqua Dragons, czyli Smoki Morskie. 

Aqua Dragons to żywe istoty, które należą do rodziny skorupiaków, z gromady skrzelonogów, które istniały już w czasach prehistorycznych! To nie lada gratka dla miłośnika dinozaurów. Te oryginalne stworzonka mogą osiągnąć około 2 cm długości i żyją ok 2 miesięcy, przez które dziecko musi się nimi troskliwie zająć. Mają również niezwykły wygląd – oczy, ogon i długą grzywę, a także falujące “skrzydełka”. 

Aqua Dragons In Space to nowa, jeszcze lepsza odsłona Aqua Dragons. Zdecydowaliśmy się na kolekcjonerską edycję Aqua Dragons – “In Space” (“W Kosmosie”), której ogromną zaletą jest towarzysząca jej historia podróży kosmicznej, co wyjątkowo stymuluje wyobraźnię dzieci. U mnie nie ustają pytania dotyczące tych niewielkich stworzeń, tym bardziej, że kosmiczna podróż Smoków w kosmosie potwierdza stosowny certyfikat dla każdego zestawu. Musicie wiedzieć, że zanim jajeczka trafiły do akwarium, zostały wysłane w kosmos 17 kwietnia 2017 r. Smoki podróżowały w kapsule unoszonej przez balon helowy. Lot trwał 2,5 godziny i był rejestrowany. Filmy z kosmicznej podróży są dostępne w kanale YouTube lub za pośrednictwem dedykowanej bezpłatnej aplikacji Aqua Dragons In Space. 

Dla z natury ciekawskich dzieci to wielka radość zobaczyć, jaką podróż odbyły te tajemnicze stworzenia. Co więcej, dziecko samodzielnie wybudzi je ze stanu uśpienia.

Samo założenie hodowli Smoków Morskich nie jest kłopotliwe. Akwarium dołączone do zestawu w postaci asteroidy należy wypełnić na mniej więcej 3/4 wysokości wodą źródlaną lub mineralną butelkowaną – koniecznie niegazowaną i niskozmineralizowaną. Zbiornik należy ustawić w miejscu jasnym, słonecznym, ale nienarażonym na intensywne promieniowanie. Szczególnie latem podgrzanie do zbyt wysokiej temperatury spowoduje przegrzanie i śmierć zwierzątek. 

Temperatura pomieszczenia powinna zawierać się w przedziale od 17 do maksymalnie 31 stopni Celsjusza. Smoki potrzebują tlenu, dlatego niezwykle ważne jest regularne natlenianie wody za pomocą dołączonej do zestawu pipety. Czynność tę należy wykonywać 3 razy dziennie, każdorazowo przez około minutę czasu. 

Jeśli przestrzegamy tych podstawowych zasad, z jajeczek, które wsypuje się z saszetki prosto do zbiornika, stworzenia wykluwają się mniej więcej w ciągu dwóch – trzech dni. Wtedy można zaobserwować maleńkie kropeczki, które widać początkowo przez lupę dołączoną do akwarium. 

W przeciągu około tygodnia widać już gołym okiem Morskie Smoki. Należy jednak pamiętać, że każda hodowla jest inna, a jej przebieg zależy od wielu czynników. W przypadku wątpliwości, co do jej prawidłowości, można skontaktować się z dystrybutorem, który na fanpage’u (link do fb) pozostaje z nami w stałym kontakcie i odpowiada na pytania. 

Gdy smoki wyklują się, zaczynamy je karmić pokarmem dołączonym do zestawu. Na początku wystarczy połowa łyżeczki co dwa – trzy dni, w zależności od ilości wyklutych stworzonek. Nie wolno wymieniać wody z akwarium, a gdy wyparuje jej część, można dolać wodę mineralną (niegazowaną i nisko zmineralizowaną) lub źródlaną z butelki. 

Aqua Dragons In Space to doskonały “materiał” do nauki odpowiedzialnego zajmowania się podopiecznymi przez dzieciaki. Ja jestem przeciwniczką traktowania zwierząt jak zabawek i Smoki Morskie stanowią idealną okazję nie tylko do podglądania życia toczącego się w wodzie, ale także rozwoju empatii i odpowiedzialności u małych opiekunów. Dzieci muszą napowietrzać wodę specjalną pipetą, karmić stworzenia, troszczyć się o to, by Smokom nie było zbyt zimno lub zbyt gorąco. 

Wbrew pozorom ten mały zbiornik jest lekcją wielkiej odpowiedzialności dla dziecka i stanowi doskonały materiał edukacyjny. Przy okazji rozwija wyobraźnię i ciekawość świata – mówiąc o Aqua Dragons In Space możecie przybliżyć dzieciom świat zarówno biologii, astronomii, jak i prehistorii. 

Niesamowita historia podróży kosmicznej to doskonały sposób na odciągnięcie uwagi dzieci od telewizora czy komputera, i skierowania jej na coś bardziej ciekawego i wartościowego. Nie trzeba zbyt wiele myśleć, wystarczy rzucić hasło “dinozaury i kosmos” i od razu tworzą się niezwykłe historie, w których główni bohaterowie mierzyli kilkanaście metrów, ważyli wiele ton i szczycili się niesamowitym i przerażającym uzębieniem. Mój starszy syn, jak na siedmiolatka, całkiem dobrze orientuje się w prawach rządzących kosmosem i szybko wyjaśnił młodszemu bratu, dlaczego wielkie asteroidy były niebezpieczne nie tylko dla wielkich gadów. A to tylko jedna z wielu możliwości snucia ciekawych opowieści.  

My mamy dwa zestawy. W zestawie pierwszym Aqua Dragons In Space  (Zestaw podstawowy) znajduje się akwarium w kształcie asteroidy ze świecącą w ciemności podstawą, powiększająca pokrywka zbiornika, świecąca w ciemności miarka do pokarmu, 1x torebka z jajkami, 1x torebka z pożywieniem, certyfikat autentyczności ze specyfikacją lotu kosmicznego. 

W drugim zestawie, Aqua Dragons In Space (Zestaw Deluxe) znajduje się podświetlane ledowo akwarium w kształcie asteroidy z podstawą świecącą w ciemności, wbudowana lupa w akwarium, pipeta napowietrzająca, łyżeczka do podawania pokarmu (świeci w ciemności), 1 x saszetka z jajkami smoków, 1 x saszetka z pokarmem, certyfikat potwierdzający podróż kosmiczną i naklejka mierząca temperaturę. Gdy pokarm się skończy, można kupić go w sklepie. 

Jak już wyżej wspomniałam, zestaw Deluxe Aqua Dragons In Space posiada podświetlenie ledowe, a w przypadku obu zestawów (Deluxe i podstawowy), świecące w ciemności podstawki oraz miarki do karmienia. Takich elementów nie zawierała poprzednia edycja zestawu, a te innowacje są zdecydowanie bardziej atrakcyjne dla maluchów. To zaleta, ponieważ dzieci nie muszą rezygnować z podglądania zwierząt wraz ze zgaszeniem światła. Dzięki łagodnemu podświetleniu i emitowaniu światła przez podstawkę, mali obserwatorzy mogą w skupieniu obserwować niezwykły spektakl z nocnego życia Smoków Morskich. 

Nie ja jedna doceniłam Aqua Dragons In Space – te ciekawe stworzenia wyróżniono tytułem Dobra Marka 2017/2018 – Jakość, Zaufanie, Renoma, przyznanym w dziewiątej edycji plebiscytu najpopularniejszych produktów i usług w kraju. 

Jeśli wam również podoba się taka forma opieki nad zwierzętami i nauki w jednym, szukajcie informacji o oryginalnych Aqua Dragons in Space na stronie jedynego polskiego dystrybutora Gonzo Toys. 

Lista sklepów, w których można znaleźć Aqua Dragons In Space znajduje się na stronie www.gonzotoys-sklep.pl. Znajdziecie tam zestawy w bardzo dobrej cenie z okazji zbliżającej się Wielkanocy.

Na FB www.fb.com/gonzotoys fan HYPERLINK “https://www.facebook.com/gonzotoys/?ref=br_rs%5C”page HYPERLINK “https://www.facebook.com/gonzotoys/?ref=br_rs%5C” HYPERLINK “https://www.facebook.com/gonzotoys/?ref=br_rs%5C”Fb HYPERLINK “https://www.facebook.com/gonzotoys/?ref=br_rs%5C” HYPERLINK “https://www.facebook.com/gonzotoys/?ref=br_rs%5C”Gonzo HYPERLINK “https://www.facebook.com/gonzotoys/?ref=br_rs%5C” Toys producent przez cały czas służy pomocą i odpowiada na pytania dotyczące hodowli.

Śledźcie fan page 16 marca 2018r., odbędzie się konkurs, w którym do wygrania będzie zestaw Aqua Dragons in Space Deluxe!

Zajrzyjcie również na Gonzo HYPERLINK “https://www.instagram.com/gonzotoys/” Toys Instagram. Czeka na was jeszcze więcej informacji i zdjęć.

A tymczasem idę nadzorować karmienie Smoków. I wiecie co? Ci niezwykli przybysze z kosmosu, zawładnęły serduchami moich dzieci – dla nich opieka nad nimi jest fascynującym przeżyciem. Choć muszę stale przypominać dzieciom o innych domowych obowiązkach, o karmieniu prehistorycznych stworzeń i napowietrzaniu wody pamiętają sami. A to o czymś świadczy, prawda?

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Po co komu facet na porodówce? – poród rodzinny czy w samotności?


Zanim zaszłam w pierwszą ciążę wizja rodzinnego porodu była dla mnie nie do przyjęcia. Bo po kiego grzyba ciągnąć swojego partnera tam, gdzie mogą rozgrywać się sceny rodem z horroru Hitchcock`a, ze mną w roli głównej?! Po co się przed nim tak obnażać  (dosłownie i w przenośni) skoro chcę pozostać dla niego jak najdłużej atrakcyjna? A historii o tym, jak to facet poczuł niechęć do swojej kobiety po wspólnym porodzie przecież nie brakuje! 

No cóż, historie historiami, a życie życiem…

Tak się akurat złożyło, że jak już zaszłam z pierworodnym synem w ciążę, moje myślenie zaczęło się zmieniać. Im bliżej „godziny zero, tym bardziej byłam przekonana, że jednak nie chcę i nie powinnam być wtedy sama. Na szczęście moja druga połowa – z własnej i nieprzymuszonej woli ;-)  – doszła do takiego samego wniosku.

Jak się później okazało, to była bardzo dobra decyzja, bo mój mąż okazał się dla mnie ogromnym wsparciem – nie tylko pod względem psychicznym, ale również i w szczególności pod względem fizycznym. To on pomagał mi utrzymać pion i prowadził do toalety, kiedy ledwo stałam na nogach (bo po nieprzespanej nocy, przyszło mi ponad 16 godzin walczyć z bólem, jakiego dotąd nie znałam). To on na przemian podawał mi pomadkę do ust, które strasznie wysychały i wodę do picia, której ja nie miałam siły podnosić. To on trzymał mi miskę, gdy przez dobre 7 godzin rzygałam jak jakiś menel po solidnej imprezie. Rozmasowywał mi nogi, kiedy podczas parcia raz po raz atakowały mnie paskudne skurcze w łydkach i udach. Skakał wokół mnie to z jednej, to z drugiej strony. Stawał na głowie, żeby sprostać zadaniu i jak najbardziej mi pomóc. A do tego patrzył na mój ból i cierpienie, wiedząc, że nie może tego powstrzymać. Widział krew i wszystko to, czego nie pokazują w filmach. Z pewnością nie było mu łatwo, ale dał radę. A ja do dziś, od 7 lat powtarzam, że bez niego nie dałabym wtedy rady.

W drugiej ciąży nie mieliśmy żadnych wątpliwości i od samego początku wiedzieliśmy, że znowu będziemy rodzić razem. Co prawda, ten poród był zupełnie inny – wywoływany z powodu odejścia wód płodowych i  zdecydowanie krótszy (trwał około 7-8 godzin), więc nie wymęczyłam się tak długo, jak za pierwszym razem. Ale za to trafił mi się beznadziejny personel – o położnej, która popsuła mi ten poród, już kiedyś opowiadałam. Więc choć „atrakcji” było mniej i mój mąż nie musiał się tak przy mnie gimnastykować, to jednak jego obecność i trzymanie za rękę w trakcie tortur jakich dopuściła się na mnie położna, były na wagę złota.

Z kolei za trzecim razem psychicznie nastawiałam się na poród w samotności – mąż miał zająć się dwójką brzdąców, które już były w domu, a ja miałam pójść urodzić nam trzecie dziecko i prędko wrócić – tak sobie wymyśliłam. Jak się później okazało, to był głupi pomysł! I po kilku godzinach, kiedy rozwarcie zaczęło postępować, a skurcze mocno nasilać, wiedziałam, że wcale nie chcę tam być sama. Ten potworny ból (najgorszy ze wszystkich trzech porodów) sprawił, że koniecznie zapragnęłam mieć męża obok. Dlatego bardzo się cieszyłam, że do opieki nad naszymi dziećmi udało się zwerbować moją mamę i mąż mógł do mnie dojechać.

Jego obecność dodawała mi dużo sił i otuchy. Poza tym pomagał mi się poruszać – wchodzić na fotel porodowy, przewracać z boku na bok, przytrzymywał nogi podczas parcia, masował plecy, pozwalał zgniatać dłoń, gdy już nie mogłam wytrzymać z bólu ;-) No i wysłuchiwał moich gorzkich żali, gdy już miałam serdecznie dość:  „Po co mi to było?! Za jakie grzechy?!” i „ Nigdy więcej!!” ;-D

Tak więc osobiście nie wyobrażam sobie porodu w samotności – bo umówmy się, nawet najlepsza położna nie zastąpi bliskiej osoby. Cierpienia nam co prawda nikt nie ukróci i nikt nas nie wyręczy – a szkoda! ;-P, ale wszelka inna pomoc, jak choćby głupie podanie wody, czy ręki jest nieoceniona. I wbrew tym wszystkim historiom, które słyszałam, mój mąż wcale nie przeżył traumy, nie poczuł do mnie obrzydzenia i nie kopnął w tyłek. Wręcz przeciwnie!  

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Top W Roli Mamy na Facebooku