7 sposobów na „dobre rady” dla młodych mam


Jeśli właśnie zostałaś mamą i myślisz, że teraz to już będzie tylko fajnie, spieszę sprowadzić Cię na ziemię. Teraz to się dopiero zacznie! Z każdej strony będą płynęły dobre komentarze w ilościach, których nie udźwignie Wikipedia. Niektóre nawet przydatne, większość wkurzająca. I co wtedy?

  1. Nie noś na rękach, bo się przyzwyczai. – Jeśli jeszcze nie usłyszałaś tego zdania, to możesz się uważać za szczęściarę. Na ogół tę kwestię wypowiadają kobiety z poprzedniego pokolenia, trwające w przekonaniu, że zimny chów to najlepsze, co możesz dać swojemu dziecku. Nie tłumacz, że nosiłaś dziewięć miesięcy i bardziej już nie da się przyzwyczaić. Zamiast tego powiedz, że dźwigasz, żeby schudnąć i jak nikt nie widzi, to przerzucasz z jednej ręki na drugą. To jest tak głupie, że mało kto będzie umiał skomentować.

 

  1. Karmisz? – To oczywiście skrót myślowy, w domyśle: „Czy karmisz piersią?”. Niezależnie od tego, czym faktycznie karmisz swoje dziecko, z kamienną twarzą odpowiedz: „Tak, piersią, z kurczaka. Młodego oczywiście”. Dorzuć kilka „cytatów z najnowszych badań” o wpływie mięsa drobiowego na rozwój noworodka.

 

  1. Pracujesz? – Mowa oczywiście o pracy zawodowej. Przecież to, że masz dziecko nie zwalnia Cię z obowiązku przynoszenia miliona monet do domu. Nie tłumacz, że dziecko małe, że do żłobka/przedszkola się nie dostało, że niania droga, że pracy nie ma, że… nieważne. To i tak nikogo nie przekona. Zamiast tego powiedz, że nie musisz, bo Twój komputer sam wykopuje dla Ciebie bitcoiny. O ile nie trafisz na maniaka komputerowego i znawcę tematu, jesteś bezpieczna. Przeciętny człowiek nie ma pojęcia o kryptowalutach.

 

  1. Czym Ty jesteś taka zmęczona? Przecież dziecko pół dnia śpi. – Nooo, jak które i jak kiedy. Nie opowiadaj, co robisz cały dzień i tak ktoś, kto nie ma dzieci, nie zrozumie, że pranie, sprzątanie, gotowanie, zmywanie, prasowanie (i co tam jeszcze chcesz do tej listy dorzucić) bez dziecka, to nie to samo, co zrobienie tego samego przy małym dziecku. O ile tego pytania nie zada Ci twój osobisty mąż (jego za taki numer zostaw samego z dzieckiem na dziesięć godzin), odpowiedz, że praktycznie nic nie robisz, ale nie wypada się głośno przyznawać, więc prosisz o dyskrecję.

 

  1. Moje dziecko przesypiało całe noce od początku, na pewno coś robisz źle. – Żeby Cię jeszcze bardziej wkurzyć, powiem Ci, że moje faktycznie przesypiało. Ale nie pytaj mnie, jak to zrobiłam. Ja nic nie zrobiłam, ono takie było. To, że Twoje budzi się co dwie godziny, to ani Twoja wina, ani zasługa. Nie tłumacz. Konfidencjonalnym głosem przyznaj się, że sama budzisz swoje dziecko co dwie godziny, bo bardzo za nim tęsknisz w nocy.

 

  1. To ono jeszcze nie siedzi? – Wyścig szczurów zaczyna się praktycznie na porodówce. Ten już otwiera oczy, ten podnosi główkę, ten już oddał smółkę i zrobił normalną kupkę. W opinii wielu znajomych , o ironio losu, także tych dzieciatych, Twoje dziecko powinno usiąść najpóźniej w czwartym miesiącu życia. Odpowiedz, że siedzi, ale tylko przed telewizorem, jak ogląda Discovery. „Bo przecież wszystkie dzieci oglądają, prawda? No jak to, wasze nie? Serio?” Znowu posłuż się wynikami „najnowszych badań” na temat wpływu programów popularnonaukowych na rozwój mózgu niemowląt.

 

  1. Jeśli trafi Ci się wyjątkowa osoba, która strzela radami z prędkością karabinu maszynowego, spokojnie wyjmij zeszyt, długopis i ze słodką minką poproś o powtórzenie. Zapisz, oczywiście, że zapisz. Kiedyś pośmiejesz się z tego Ty, Twoje dziecko, wnuki i prawnuki. Poza tym sam proces pisania niejako odizoluje Cię psychicznie od presji, jaką niewątpliwie poczujesz. Zamiast analizować po kolei każde zdanie, skup się na pisaniu. Nie zapomnij dodać, że przeczytasz wszystko dokładnie, jak tylko brzdąc wieczorem zaśnie.

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

“Kiedy czwarte dziecko?” kontra “Oszaleliście?”


Ten, kto ma dzieci, dobrze wie, ile wyrzeczeń, zaangażowania i czasu wymaga zarówno ich powołanie na świat, jak i wychowanie. Cztery razy byłam w ciąży, w tym trzy szczęśliwie (cudem) donosiłam. Nie obyło się bez problemów, długich dni spędzonych na oddziale patologii ciąży. Ale radość na końcu – bezcenna.

Z tego powodu ci, którzy mają dzieci, powinni mieć odrobinę wyobraźni i taktu, oszczędzając sobie pytania, które zawsze podnosi mi ciśnienie: “Kiedy czwarte, bo przydałaby się córeczka?”

A jednak to przede wszystkim oni serwują mi taki temat. Gdy to pada, zastanawiam się, czy to tak na serio i co odpowiedzieć. Bo opcje są dwie:

  1. Albo trafia mi się jakiś miłośnik rodzin wielodzietnych, który zazwyczaj sam nie ma odwagi/chęci/możliwości założyć własnego stadka;
  2. Albo ktoś, kto dobrze mi nie życzy, dorzucając w myślach do pytania “dzieciorobie”, a następnie z uśmiechem odpiera: “szalona jesteś”, gdy mówię, że jeszcze jedno mogłabym mieć. Serio, raz to usłyszałam na temat mojego męża, a moja przyjaciółka usłyszała to o sobie.

Przy okazji pół żartem, pół serio na szybko pada kalkulacja 4×500 = nie muszę pracować…

Pewnie, że nie muszę, nawet mając trójkę, ale chcę, bo nie widzi mi się siedzieć w domu na garnuszku państwa. Nie lubię leżeć i machać z nudów nogą, a lenistwo i postawa roszczeniowa są mi obce.

W zależności od tego z kim rozmawiam, różne reakcje obserwuję i aż mi jest czasem głupio w ogóle odpowiadać, bo ludzie i tak swoje myślą.

No to kiedy czwarte dziecko?

Na pewno nie wtedy, kiedy wy mi “każecie” lub na odwrót – ”zabronicie”.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Deser z jogurtem, musem z mango i płatkami owsianymi – pycha!


Naszła mnie dziś ochota na coś dobrego i słodkiego. Nic konkretnego, żadne sklepowe czekoladki, czy inne batoniki. Bardziej przemawiała za mną słodycz owoców. Tak, owocowy deser w pucharku – lekki, nieociekający cukrem – to było to, co chodziło za mną od rana!  

Szybki przegląd lodówki, kilka składników i wizja naprawdę prostego smakołyku. Ale przecież sekret tkwi najczęściej właśnie w prostocie, prawda?!

Przygotowanie zajęło mi chwilę, nie wymagało specjalnych zdolności kulinarnych i nie wywróciło mojej kuchni do góry nogami, a to bardzo sobie cenię ;-)

Czym więc udało mi się zaspokoić moje kubki smakowe? Ano zwykłym jogurtem, musem z mango i dodatkiem uprażonych płatków owsianych z orzechami. Cztery niewyszukane składniki , a jaka rozkosz dla podniebienia! Koniecznie spróbujcie!

Składniki (na trzy małe pucharki – lampki od wina ;-) ):
– jogurt naturalny – 3 małe opakowania,
– mango – 1 sztuka,
– płatki owsiane – mniej więcej pół szklanki,
– orzechy włoskie – garść,
– miód – 1 łyżka lub do smaku,
– opcjonalnie kawałek brzoskwini w syropie (z puszki) – jeśli blender nie będzie potrafił zmiksować mango na gładki mus.

Sposób przygotowania:
1. Orzechy włoskie kroję na drobniejsze kawałki.
2. Płatki owsiane wraz z orzechami wrzucam na suchą patelnię i prażę, aż zrobią się złoto-brązowe. Pod koniec dodaję miód, mieszam i odstawiam na bok, do ostygnięcia.
3. Mango obieram ze skóry, kroję na mniejsze kawałki i miksuję w blenderze – tak, by powstał gładki mus.
4. Z przygotowań to w zasadzie tyle. Teraz wystarczy wszystko warstwami ułożyć w pucharku. A więc na dno daję jogurt, na niego uprażone płatki owsiane, znowu jogurt i mus z mango. Powtarzam tak do wykorzystania składników lub miejsca w pucharku :-P Wierzch posypuję posiekaną gorzką czekoladą.

Prawda, że proste?! ;-)

Dodatkowym atutem tego deseru jest fakt, że może posłużyć jako (drugie) śniadanie, słodka przekąska na mały głód w ciągu dnia (śmiało można go zabrać ze sobą, np. do pracy), czy fit kolację. I cudowne dla mnie jest też to, że smakuje również moim dzieciom, które uwielbiają wybrzydzać i gardzić tym, co im podaję ;-)

Smacznego!

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Prosty do zastosowania wzór, który przyda się w życiu każdemu rodzicowi


W Polsce nauka jest obowiązkowa do ukończenia 18 lat i minimum do tego czasu każdy z nas uczęszcza do różnych szkół. Uczymy się wielu mniej lub bardziej potrzebnych rzeczy, ale nikt w całym procesie edukacji nie uczy nas, jak być kompetentnym i świadomym rodzicem.

Większość dorosłych chciałaby jednak wiedzieć, co i jak robić, by wychowywać dobrze dzieci, by stały się pełnowartościowym człowiekiem. Część z tych osób ma ułatwione zadanie, bo wyniosło z domu właściwe wzorce rodziny i roli rodziców. Pewien ułamek jest dociekliwy, więc sięga po odpowiednią książkę, korzysta z różnych warsztatów, pyta i rozmawia z innymi rodzicami w piaskownicy, wyciąga wnioski. Jest też odsetek, który intuicyjnie wybiera najlepsze metody i rozwiązania. I jest też grupa, która ma chęci, ale nie ma wiedzy i żadnych narzędzi.

A w wychowaniu i kształtowaniu małego człowieka sprawdza się wiele prostych wskazówek niczym wzorów matematycznych. Nie wiem, czy matematyka była Waszym ulubionym przedmiotem, ale jestem pewna, że bez mrugnięcia okiem jesteście w stanie wyrecytować tu i teraz, jak obliczyć np. pole powierzchni kwadratu.

I dzisiaj chciałam się z Wami podzielić jednym z takich „wzorów”, niezbędnym każdej mamie i każdemu tacie:

Kochasz – rozmawiaj codziennie.

Jeśli jesteście na etapie, że Wasze dzieci niedawno nauczyły się mówić, to wiecie, że chętnie z Wami rozmawiają – opowiadają, co robią, pytają „co to?”, potem „dlaczego?”.

Nie zbywajcie maluchów, cierpliwie odpowiadajcie, obserwujcie i słuchajcie. Myślę, że ten etap jest jednak najłatwiejszy, bo zazwyczaj cierpliwie reagujecie, chcąc, by dzieci były mądre, miały odpowiedni zasób słów i wiedzę o otaczającym świecie.

Problem pojawia się, gdy nasza latorośl jest starsza, bardziej samodzielna i w zasadzie przestaje nas potrzebować w wielu codziennych aspektach swojego życia. Wtedy tak cieszymy się jej samowystarczalnością i niezależnością, że zapracowani, wiecznie goniący, oddychamy z ulgą, gdy nie musimy już z dzieckiem bawić się, albo pomagać przy zadaniu. Ten czas możemy wykorzystać na nadrobienie domowych zaległości albo po prostu na odpoczynek. I tutaj pojawia się niebezpieczeństwo – jeśli teraz nie będziecie rozmawiać, to nie liczcie, że za kilka lat dzieci przyjdą do Was ze swoimi problemami.

Zwróćcie uwagę jeszcze na jedną kwestię – kiedyś mieszkało się w domach wielopokoleniowych, miało się większy kontakt z kuzynostwem, nie było internetowych komunikatorów. Dzieci miały więc więcej okazji, by z kimś porozmawiać – z babcią, czy przyjaciółką na podwórku. Widzę duże zagrożenie w tej sferze, tak niezbędnej każdemu człowiekowi.

Zdefiniujmy więc, czym jest, albo raczej czym nie jest rozmowa. Na pewno nie jest rzuconym pytaniem „Jak było w szkole?”, nawet jeśli pada odpowiedź: „fajnie”, a my kontynuujemy: „to fajnie”. Rozmową nie jest też wydawanie poleceń (Posprzątaj!, Chodź na obiad!, Idź wziąć prysznic!). Rodzic powinien zapraszać i zachęcać do rozmowy, czyli stwarzać klimat, by dziecko chciało rozmawiać.

Kiedy i gdzie? W zasadzie można by odpowiedzieć kiedykolwiek i gdziekolwiek – każda okazja jest dobra, a najlepsza jest wtedy, gdy dziecko tego potrzebuje (póki jeszcze potrzebuje). Ale dziś chciałam Was zachęcić do wypracowania określonego rytuału.

Doskonałą porą jest wieczór, który sprzyja rozmowom, wtedy też rozwiązują się języki. Najlepiej wejść do pokoju dziecka – bo tam ono czuje się bezpiecznie, u siebie – usiąść na jego łóżku, czy podłodze i otworzyć się na to, co mówi. Proszę, zostaw telefon w kuchni, wyłącz telewizor – niech nic Was nie rozprasza (dzieci dokładnie wiedzą, kiedy rodzic jest rozkojarzony). Dialog powinien dotyczyć wielu i różnych tematów, wcale nie chodzi o to, by poruszać trudne, kłopotliwe sprawy. Pogadajcie o pierdołach – mój dziewięciolatek często zamęcza mnie opowieściami, co zbudował w Minecrafcie i opowiada wierszyki wymyślone na przerwie z kolegami. Ale między tymi historiami, pojawiają się też tematy ważne, czasem rzucone jakby przy okazji, które jednak przegadujemy, a które może nie ujrzałyby światła dziennego w innych okolicznościach.

Jak długo powinna trwać takie spotkanie na pogaduchach? Jeśli wcześniej tego nie robiliście, zacznijcie od 15 minut, a potem wydłużajcie. Myślę, że pół godziny dziennie już przyniesie zamierzony efekt.

To teraz czas na zadanie domowe dla każdego, kto przeczytał do końca mój tekst:

zapamiętać i stosować wzór — Kochasz – rozmawiaj codziennie.

Tego trzeba się nauczyć się tak samo, jak równania matematycznego. I warto to zrobić, bo w przeciwieństwie do wzorów funkcji trygonometrycznych, ten konkretny na pewno przyda Ci się w życiu.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Top W Roli Mamy na Facebooku