Ogólnopolskie badania nt. bezpieczeństwa dziecka w sieci. Weź udział i wypełnij ankietę


Instytut Motorola (Lenovo)  w 2015 roku w 7 krajach przeprowadził badania na temat znaczenia smartphone’ów w życiu współczesnego człowieka. W badaniach wzięło udział ponad 7 tysięcy ludzi.  Badania wykazały, że aż 54% osoby w chwili pożaru, w pierwszej kolejności szukałoby swojego telefonu, niż ratowało kota. Ponadto wielu badanych przyznało, że zasypia z telefonem z dłoni, czy korzysta z niego podczas pobytu w toalecie, pod prysznicem. Natomiast 40% powierza mu sekrety, których nie przekazało by swoim najbliższym przyjaciołom.

Do tego typu zachowań przyznali się dorośli, ale można mieć wrażenie, że podobnie zachowuje się dzisiejsza młodzież i dzieci. Korzystają oni z Internetu bez żadnych ograniczeń. Tymczasem wydaje się, że potrzebują ochrony przed niebezpiecznymi danymi.

Portal Twoje Dziecko w Sieci wraz z W Roli Mamy przygotował ankietę skierowaną do rodziców, której celem jest ustalenie, co my – rodzice wiemy na temat bezpieczeństwa naszych dzieci w Internecie. Czy wiemy, ile czasu spędzają w sieci? Co tam robią – grają, oglądają filmy na YouTube czy korzystają z serwisów społecznościowych? Czy siedząc przed komputerem są bezpieczne?

Wypełnij ankietę i wyraź swoją opinię.

Link do ankiety http://twojedzieckowsieci.i-test.pl/

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Wypełnione!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Bezradna ona, zaradny on – MEN przydziela role w rodzinie


Jakby tak policzyć na sztuki, to komputerów mamy w domu więcej niż krzeseł. I nie ukrywam, z pięciu sztuk, trzy należą do mnie. Nooo, może dwie i pół, ale tak między nami – nie pamiętam, kiedy mąż do tego niby wspólnego usiadł.

No dobrze, przyznam się, oprócz komputerów obsługuję w domu kilka innych urządzeń. Pralkę na przykład. Chociaż zaraz, pralka to też w sumie komputer, tylko taki prostszy, jedno pokrętło, dwa przyciski i gotowe. Tak czy siak, pralkę się programuje, prawda? Ha, umiem programować. I sama do tego doszłam, w szkole takich rzeczy nie uczono.

Teraz podobno uczą. I to już od pierwszej klasy. I nie jakąś tam pralkę zaprogramować, tylko od razu coś poważniejszego. Ekspres do kawy, lampkę, radio, odkurzacz… Nie, ja tego nie wymyśliłam, tak twierdzi MEN. Ja akurat twierdzę coś odwrotnego. Moje dziecko w pierwszej klasie w ogóle nie miało lekcji programowania, w drugiej… też nie ma. Właściwie w drugiej klasie na zajęciach komputerowych robią mniej niż w pierwszej. Na pytanie, co było na komputerach, słyszę:

– Muzykę robiliśmy.

Albo:

– Kończyliśmy matematykę.

Ewentualnie:

– Rysowaliśmy w Paincie, co kto chciał.

Programowanie? A tak, jest na zajęciach dodatkowych. Nie powiem, całkiem fajne rzeczy w tym scratchu robią, ale sporo wody w rzekach upłynie, zanim mi dziecko kawę zaprogramuje. Pomijam taki drobiazg, że najpierw będę musiała kupić nieludzko drogi ekspres do kawy, taki co ma wbudowane WiFi.

Tak wygląda rzeczywistość, a co twierdzi w swoim spocie MEN? Ano to, że dzieci uczą się programowania od pierwszej klasy i już na oko dziesięciolatek jest w stanie przeprogramować dom tradycyjny na inteligentny. Kogoś chyba mocno fantazja poniosła. Po pierwsze – te stare sprzęty nijak nie dadzą się zaprogramować, po drugie – ten domorosły programista pisze dwoma palcami, to co ma na ekranie laptopa, musiałby pisać chyba z godzinę. Odrabianie lekcji też chyba sobie zaprogramował, bo niby kiedy miał na to czas?

No i to, co mnie najbardziej gotuje: jak ten za przeproszeniem szczeniak się do matki odzywa? Skąd ten pełen wyższości lekceważący ton? Że niby matka to taka głupia blondynka, co sama ze ścierą lata, żeby dzieci czysto w domu miały?! Faktycznie głupia – powinna młodego z kanapy zgonić i ową szmatę mu wręczyć. Niech się uczy życia od podstaw. I dlaczego dla równowagi nie ma tam ojca walczącego z rurą od odkurzacza i córki, która mu zdalnie uruchamia tego elektronicznego pająka do zjadania co większych paprochów z dywanu? Za drogo było? Spot byłby za długi? Czy może kłóci się to z wizerunkiem modelu rodziny, jaki ostatnio jest propagowany?

W naszym domu wygląda to jakby inaczej. Faktycznie, to ja ścieram kurze, myję okna, ale odkurzanie i zmywanie to nie moja bajka. No dobra, jak męża nie ma w domu, to pozmywam i poodkurzam, jednak jestem w tym domu więcej czasu. Ale jak jest, to się do tych rzeczy nie tykam. I chyba jestem konsekwentna, bo niedawno moje dziecko ze zdziwieniem zapytało:

– Ale jak to? Naprawdę w innych domach to kobiety zmywają? We wszystkich? To to nie jest męskie zajęcie??

Czy to znaczy, że wychowałam małą feministkę? Nie, wychowałam dziewczynkę, w przyszłości kobietę, która wie, co to jest podział obowiązków domowych i męskiego wkładu w odwalenie owych obowiązków nie nazywa pomocą. Bo pomoc byłaby wtedy, gdyby to były moje obowiązki, a mąż by mnie wyręczał, bo akurat ma dobry humor i dzień dobroci dla mnie.

Tak, uważam, że ta reklama jest szkodliwa przez swoją stereotypowość – jak do szmaty to kobieta, jak do komputera to chłopiec (w przyszłości mężczyzna)? I to on ją musi pouczać, bo ona biedna nie wie, że tak można, taka zacofana i niewspółczesna? Do szkoły nie chodziła, czy jak? Telewizji nie ogląda, internet ją gryzie?

Czepiam się? Może i tak, ktoś musi. Inaczej wrócimy do czasów z ubiegłego wieku, ON – ten mądry, zapracowany, wszystkowiedzący i wiecznie zmęczony, po powrocie z pracy siada z gazetą przed telewizorem… a nie, przepraszam, siada z tabletem przed komputerem, i ONA – wepchnięta gdzieś między gary, pieluchy, szmatę i mopa, bez prawa do odpoczynku, ba – bez prawa do zmęczenia, bez pomocy i wsparcia, bo przecież sama chciała mieć rodzinę, to niech się męczy.

Tradycyjny model rodziny w ostatnich latach nieco się zmienił. Odkąd kobiety wzięły na siebie część obowiązków związanych z utrzymaniem domu, czyli po prostu poszły do pracy, typowe zajęcia domowe przestały być obowiązkiem kobiety. Pranie, sprzątanie, zmywanie, zakupy, gotowanie etc. odwala ten, kto akurat ma czas. Albo to z małżonków, które się do konkretnych czynności zobowiązało. I tego się trzymajmy, jak ognia unikając nazywania męskiego wkładu w prowadzenie domu pomocą! Bo niby czemu to on pomaga jej, a nie ona jemu? Zwłaszcza jeśli to ona więcej zarabia i dłużej przebywa poza domem?

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Tego nie ma jak skomentować. Żenada @Ministerstwo Edukacji Narodowej

  2. Jakie reformy takie reklamy -calkowite nie przygotowanie w tym temacie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Podwójne szczęście, czyli ciąża rok po roku


NARODZINY dziecka wywracają świat do góry nogami. To prawdziwa jazda na rollercoasterze. Możecie wykupić pół IKEI, możecie przeczytać wszystkie książki Juula i oglądnąć wszystkie kanały Agnieszki Stein, zapisać się do szkoły rodzenia, a i tak nigdy nie będziecie gotowi na to co nastąpi. Czekaliśmy na nasze SZCZĘŚCIE 8 lat. Przeczytaliśmy wiele magazynów, artykułów, książek, blogów, zaopatrzyliśmy się w szumisia, karuzelę, chustę, wózek z górnej półki, przewijak, rzutnik gwiazd, kosz Mojżesza, zrobiliśmy remont w mieszkaniu… „Psu na budę” jak mawia moja babcia.  

Znacie to uczucie gdy przygotowujecie się do ważnego egzaminu, idziecie pewni siebie, a gdy komisja zadaje pierwsze pytanie to czarna rozpacz? Nic. ZERO. Wielka pustka w głowie i zimne poty. Jakby ktoś odciął dopływ krwi do mózgu. Ja tak właśnie się czułam. Po kilku tygodniach nabrałam wprawy, a po kilku miesiącach zostałam prawdziwą mamą. Kiedy hrabina miała niespełna 7 miesięcy zobaczyłam ponownie dwie kreski na teście. Będziemy mieli bobasa! Pamiętacie reklamę Coca Coli o rodzicach? U nas było podobnie Sajgon w  domu, wszędzie zabawki, odbite małe dłonie na szybie, ja awangardowo rozczochrana, mąż z czerwonymi ze zmęczenia ślepiami karmi hrabinę, chusta tarza się po podłodze, brakuje tylko psa do kompletu i wtedy wkraczam i obwieszczam dzierżąc test, że za 9 miesięcy pojawi się kolejne SZCZĘŚCIE w naszym życiu.

Okres ciąży przy małym, niechodzącym dziecku, które lubi być noszone na rękach był dla mnie bardzo trudny. Trochę pomagała chusta ale z czasem bolało mnie już wszystko i nawet w chuście nie mogłam nosić hrabiny. Pamiętacie swoją pierwszą ciąże i ten błogostan? Narkolepsja o 13.00, serial o macierzyństwie, pączek do kawy i leżenie pod kocem. Przy drugim dziecku wygląda to nieco mniej sielsko, a jeżeli pierwszy dzieć jeszcze pełza po podłodze, lub dopiero zaczyna chodzić, to okres ciąży w niczym nie przypomina stanu błogosławionego.

Sen. Królestwo za Sen! Pierworodna to wulkan energii, ba! to supernowa! Pamiętam jak powieki same mi się zamykały, w krzyżu łupało jak po wykopkach a młoda miała mamozę na najwyższym poziomie. Mamo tu! Mamo nie! Mamo choć! Moje SZCZĘŚCIE nie opuszczało mnie ani na chwilę. Kupiłam kojec, wrzuciłam do niego zabawki, naiwnie marzyłam żeby młoda pobawiła się przez kilka minut sama lub poszła spać, niestety pierworodna kocha życie i nie chciała go marnować na jakiś tam sen. Przez wiele tygodni miałam wrażenie, że lunatykuję. Gdy czas narkolepsji ciążowej minął poczułam się jak nowo narodzona. Przed samym rozwiązaniem moje dziecię dawało mi szczególnie w kość, miałam wrażenie, że czuje co się święci. Nocne pobudki zintensyfikowały się do miliarda. Nie wiedziałam czy zdążyłam zasnąć gdy znów musiałam wstać. Pod względem logistycznym wyjście na spacer to była orka na ugorze. Odliczałam dni do rozwiązania.

Nadeszła godzina zero. Poród był naszą pierwszą i najdłuższą rozłąką. Po powrocie do domu pierworodna była na mnie obrażona, nie pomogły prezenty, angażowanie w pielęgnację, książeczki o dzidziusiach ani tłumaczenie. Hrabina widząc jak opiekuję się noworodkiem wybrała tatę, teraz on stał się jej nieodzownym kompanem zabaw. Rzadko chwalę swojego męża (żeby nie rozpieścić), ale po NARODZINACH drugorodnej gdy czułam się jak w Matrixie, mąż bardzo mi pomógł. Codziennie miałam dzień świra. Jeść, płakać, nosić, nosić dwie jednocześnie, płakać, pić, kąpać, nosić, tulić ( jeszcze nie umarłam? – nie, nadal mam czucie w rękach zatem nadal nosić, jeść, tulić). Były momenty, że chciałam ją znowu schować do brzucha, chociaż na kilka godzin, rzucić to wszystko i wyjechać w Bieszczady! Ale matki nie biorą zwolnienia od macierzyństwa.

Nie liczyłam na wielką siostrzaną miłość, wiedziałam również, że zazdrość będzie czymś naturalnym. Pierworodna wisiała na mnie jak miś koala, nie pozwalała karmić siostry, było sporo krzyku i płaczu. Nie będę wam pisać, że było sielso-anielsko jak na Instagramie, bo to nieprawda. Było bardzo ciężko, byłam zmęczona, chciałam dać obydwu córkom 100 % siebie ale to nie było możliwe. O czasie dla „mamy” nie było mowy, gdy jedna spała budziła się druga. Nawet kąpiel była wyzwaniem, pierworodna złościła się widząc jak kąpię młodszą córkę, pragnęła mojej uwagi, a ja pragnęłam cysternę KAWY…

W tej chwili się z tego śmieję, dziewczyny coraz lepiej się dogadują. Młodsza ma 8 miesięcy, starsza 24 – różnica między nimi powoli się zaciera, młodsza gaworzy a starsza jeszcze nie mówi, ich dialogi są przezabawne. Razem oglądają książeczki, rano tulą się do siebie i piszczą z radości. Śpimy razem, razem się kąpiemy, razem bawimy na kocu. Dziewczyny zaczynają dostrzegać swoją obecność. Tak – są czasami łzy, jest też śmiech i radość, dobre i złe chwile, ale przede wszystkim każdego dnia towarzyszy nam wielkie SZCZĘŚCIE.

Nie powiem wam kiedy starać się o drugie dziecko, ani jaka różnica wieku jest najlepsza. Nie zrobię tego, ponieważ sama dostałam setki porad i większość z nich była nietrafiona. Sami wiecie, czy czujecie się na siłach czy nie. Nie powinniście nikogo słuchać prócz siebie i partnera, tylko wtedy będziecie SZCZĘŚLIWI.

Serdecznie zapraszamy na fanpage Matki Hrabiny

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. 4lata i cztery miesiące różnicy

    1. podobno idealna różnica wieku ;-p

    2. Matka Hrabiny

      Super różnica, łatwiej już coś wytłumaczyć :-D

    3. Dwóch chłopaków wiecznie się bijących o wszystko obecnie 8 i prawie 4 lata i jest meksyk :-)

  2. Ech wcale ale to wcale mnie ten artykuł nie pocieszył!!! W domu 4,5latek oraz 16miesieczny bobo a w lipcu 2 kreski na teście…za 3 tyg będzie 3 bobo jak żyć i nie oszaleć?!?! ❤

    1. a kto powiedział, że szaleństwo jest złe ;-p szczerze mówiąc są dobre i złe chwile. Mi było i jest ciężko bo mam wymagającą starszą córkę, młodsza też nie daje sobie w kasze dmuchać.

    2. U nas póki co szaleństwo jest na porządku dziennym bo starszak jest bardzo wymagający? średniak w nagrodę spokojny i ugodowy! Ciekawe jaki będzie 3 synek?!?

  3. Ciężko jest z małą różnicą ale zastanawiam się jak to jest z bliźniakami Agata Lipińska?

  4. Rok to ja z depresji wychodziłam. Nie wyobrażam sobie w ciąży wtedy wy-chodzić.

    1. ciężko ale jak mawiają jeszcze będzie dobrze, jeszcze będzie pięknie

    2. Ja dopiero po 2,5 roku zaczęłam to rozważać po pierwsze dlatego ze mąż chciał i co ważne 5 min drogi odemnie otworzyli maly szpital położniczy i byl tam super lekarz:-) w sumie nie żałuje

    1. 3 lata różnicy to też wyzwanie, młodsze dziecko zaczyna przedszkole a starsze szkołę.

    2. A pozniej trzecie baby po 6 latach

  5. Mówią, że najlepiej poczekać 5 lat, człowiek czeka a potem dostaje awans, albo zmienia pracę, albo się nie doczeka bo życie zdecydowało, że będzie szybciej… albo jak już ma wszystko poukładane, dom, samochód i awans to z ciążą ciężko. Myślę, że rok różnicy to super sprawa na przyszłość – jest się z kim bawić, czas sprzyja, trzeba przetrwać pierwsze 16 lat :-P

    1. Matka Hrabiny

      Mówią, że jak pójdą na studia to już z górki ;-)

  6. Miedzy moimi corkami jest roznica 4 lata i uwazam ze to byl b.dobry moment na drugie dziecko.

    1. Też mi się tak wydaje, że te 4 lata to idealny wiek

  7. Ja mam bardzo wymagającego 4,5latka i nie wiele spokojniejsza 14mc córkę i żałuję że między mini jest taką różnica wieku a nie mniejsza,bo nie potrafią się razem bawić :(

    1. to minie. Ja mam teraz 5,5 latka w domu i 2,3 latkę – czyli podobna różnica wieku – a dzieci coraz częściej potrafią się wspólnie bawić. Wszystko przed wami.

    2. Ale teraz to ogarnąć jest trudno.syn chce czas że mną, córka zadzrosna i na odwrót. A razem ciężko ich pogodzić bo każde z nich chce co innego.

    3. Przybijam wirtualną piątkę, ja tez czekam aż zaczną się bawić. Na razie większość zbliżeń kończy sie walką o dostęp do Matki, mi brakuje jeszcze ze 2 rąk i przynajmniej jednej buzi do całowania. Kłócą się nawet o to kto będzie siedział na prawym kolanie a kto będzie dotykał mnie policzkiem…

    4. U mnie też :/starszy siadzie na kolana to córka rzuca się na.podloge i udaje ze placze żeby ją wziasc. Za długo usypiam core to syn specjalnie ja budzi bo się nudzi.nawet kąpiel mają wspólną,żeby kłótni nie było. Wymieniać tak można bez końca..

  8. Moja córka jutro kończy 16 miesięcy i chyba bym zwariowała, jakbym teraz albo w przeciągu najbliższych kilku miesięcy miała noworodka w domu… Nie ma opcji moja młoda jest bardzo absorbująca i wymagająca, moze dlatego mam takie podejście

    1. Matka Hrabiny

      16 miesięcy pewnie wszędzie jej pełno,żywe srebro :-)

  9. Moja córka za 5 dni kończy pół roczku, a termin porodu mam na 13 września :)także też równo rok po roku…

    1. Matka Hrabiny

      Jazda bez trzymanki,gratulacje i trzymam kciuki!

  10. Tak czytam ten tekst i banan sam mi rośnie na twarzy :) No słowo w słowo jakbym o sobie czytała:) Pierwsze moje dziecię miało dokładnie skończone 7 miesięcy kiedy dowiedziałam się,że znów zostanę mamą.Oj nie zdawałam sobie sprawy co mnie czeka;)Ale moje odczucia dokładnie opisałaś:)
    Z jednej strony dzieci z taką różnicą to istny Sajgon w domu,a z drugiej nie mogłam się napatrzeć jak jedno jest za drugim jak się razem bawią <3
    Piszesz,że młodsza ma 8 miesięcy…
    Kiedy moja druga pociecha miała niespełna roczek pomimo antykoncepcji znowu zobaczyłam dwie kreski na teście
    To dopiero była jazda bez trzymanki;):)
    Tak więc rodząc trzecią pociechę druga miała 20 miesięcy a pierwsza 35 miesięcy.
    Oj bywało ciężko…..

    1. Matka Hrabiny

      Ja czuję pod skórą, że jeszcze nie powiedziałam ostatniego słowa hahaha :-)
      Też masz w domu miliard ubrań? Ja walczę z ciuchami normalnie lumpeks bym mogła otworzyć i niczego nie mogę schować bo dziewczyny rosną ekspresowo i co rusz zamiast chować to targam kolejne pudło z ciuchami :-)

  11. U nas najstarsza miała 5,5 roku jak urodziła się młodsza a po 2,5 roku urodziła się najmłodsza :)

  12. U mnie jest różnica 19miesięcy. Była to świadoma decyzja ale pierwszy rok ze zbuntowanym 1,5 latkiem i noworodkiem to totalne szaleństwo… Teraz jest już ok ;) dzieciaki bawią się razem, a ja mam więcej czasu. I chociaż było ciężko to nie żałuję tej decyzji :)

    1. U mnie podobna sytuacja, chociaż nie jest łatwo, w domu dwulatek w fazie buntu i 5-cio miesięczna siostra która ząbkuje i jak tu nie oszalec z moimi skarbami ;)

    2. Znam ten ból ;) ale z miesiąca na miesiąc jest coraz łatwiej :)

  13. Pierwsze,4,5 roku,drugie,3 lata,trzecie rok i 3 mce,czwarte przyjdzie na swiat w czerwcu,pracy mnostwo,radosci jeszcze wiecej :-)

    1. Ile szczęścia ! Gratulacje, a powiedz czy najstarsze już się bawią ze sobą czy jeszcze obok siebie?

    2. Dwojka najstarszych bawi sie razem juz od dluzszego czasu,mlodszego tez powoli wciagaja do zabawy,np.urzadzaja wspolny piknik,bawia sie w chowanego,berka,super tez dostosowuja sie do jego mozliwosci,tzn biegaja powoli,pozwalaja mu sie zlapac itp…ale bywaja tez momenty kiedy im przeszkadza,np zabiera kredki kiedy rysują czy ksiazki jak czytaja,wtedy dochodzi nawet do rekoczynow… :-P

    3. Dwojka najstarszych bawi sie razem juz od dluzszego czasu,mlodszego tez powoli wciagaja do zabawy,np.urzadzaja wspolny piknik,bawia sie w chowanego,berka,super tez dostosowuja sie do jego mozliwosci,tzn biegaja powoli,pozwalaja mu sie zlapac itp…ale bywaja tez momenty kiedy im przeszkadza,np zabiera kredki kiedy rysują czy ksiazki jak czytaja,wtedy dochodzi nawet do rekoczynow… :-P

    4. Mnie zachwycają te chwile gdy widzę, że one zaczynają dostrzegać swoją obecnosc i wchodzą ze sobą w interakcje. Nie oczekuję, ze teraz będą sie razem bawiły ale mam nadzieję, że za dwa lata zostaną przyjaciółkami. Widać, że twój pierworodny przejawia wiele empatii, to wspaniale. W dzieciach jest tyle miłości.

  14. Ja też nie powiedziałam,bo kilka lat później urodziłam jeszcze czwartego bobaska;):)
    Ubrań u mnie to chyba nie miliardy tylko jakieś biliony nie mówiąc o zabawkach :)

  15. U nas starszy Synek miał 4,5 roku kiedy urodził się młodszy :-) Teraz bobo ma już roczek a starszy brat 5,5 roku i jest ok! Starszy pomaga przy małym,bawi się z Nim (rzuca piłkę, pokazuje książeczki, układa i burzy klocki,chowa się przed Nim a mały Go szuka —> czasem jest naprawdę głośno ).Tylko ze są też chwile kiedy starszy mowi,że mnie potrzebuje -teraz- ,a ja- teraz- musze przewinac/nakarmic/uśpić czy po prostu popilnowac małego gdy śmiga po podłodze i co wtedy…?Te Jego oczka…smutne…Wtedy myślę, że najlepiej mieć rok po roku dzieci.Bo tak..hmm…On jest juz duży i mnie rozumie,ale to nadal chłopczyk. Ostatnio powiedział mi,że nie lubi kiedy jesteśmy sami w domu (sami czyli On,maluch i ja),pytam dlaczego i mówię, że przecież Tata zanim był maluch-tez pracował dużo i Babcia tez nie zawsze była u nas,a On mówi (uwaga!) : Bo wtedy miałaś dla mnie czas…Rozpadłam się. .. Staram się każda chwile jednemu i drugiemu dawać, o sobie nawet nie mysle,z Mężem mamy resztki czasu dla siebie po całym dniu, po pracy i wogole…
    Tak to czasem wygląda właśnie i nie ma co koloryzowac, że każdego dnia jest super…Są całym moim światem tylko ta doba jest stanowczo za krótka dla mnie…

  16. U mnie rok po roku nie zamieniłabym tej różnicy za żadne skarby no z wyjątkiem bliźniąt .Wszystko robią razem nie było przerwy w pieluchach więc nie zdążyłam się odzwyczaic.Co prawdza pierwsze miesiące były ciężkie ale to kwestia organizacji głównie.U mnie z bratem było 4.5 r i dla mnie to była przepaśc bo mnie jako nastolatce w pewnym okresie brat przeszkadzał musząc się nim opiekowac.

  17. Co prawda nie moja tematyka. Ale bardzo ciekawy wpis :D

  18. ja mam dwie córki z jednego roku.Pierwsza Oliwia ur 24 styczen 2003 a Zuzanna 29 grudzien 2003 :) Nigdy więcej heheh lepiej chyba od razu bliźniaki :) Potem kolejne dzieci to juz róznica 3 lat, Paulina 2007, Szymon 2010 i LEna 2013 :)

  19. Mój syna ma teraz 7 miesięcy i widmo dwu kresek na teście jest dla mnie przerażające. Choć już nie tak jak zaraz po narodzinach Benka :) Serdeczne Gratulacje!

  20. U mnie bedzie 13,5 miesiaca roznicy :-)
    Podejrzewam ze nie będzie latwo na poczatku ale potem bedzie ekstra :-)

  21. Wczesniaczka po 20miesiacach. Bywa ciezko, bo obydwie sa charakterne, ale da sie przezyc Aktualnie starsza ma 29msc, a mlodsza 9msc i teraz zaczyna sie jazda, bo mlodsza zaczyna chodzic

  22. U mnie 4 lata różnicy. Starszy syn, mlodsza corka. Jak dla mnie układ i różnica idealna. Szczerze podziwiam mamy, które decydują się na mniejszą różnice wieku między dziećmi. ;)

  23. U nas 16 miesięcy różnicy, łatwo nie było, ale teraz jakoś się dogadują.

  24. U mnie 5 latek ☺i młodszy prawie 3 latek.Rocznikowo różnica 2 lat a miesiącami 2,5 roku i dopiero teraz mogę powiedzieć że się dogadają ☺a w lipcu dołączy kolejny braciszek I tu już różnica po między starszym a tym najmłodszym będzie 5 lat a między drugim synem 3 lata.Zobaczymy jak wyjdzie to w praktyce

  25. współczuje- Jesteś cieszysz się, że Masz rozstępy, Jesteś grubsza i nieatrakcyjna i mąż za parę lat Cię żuci dla młodszej, a jak nie to będzie cały czas marzył o innej i oglądał pornole z dziewczynami, które nie dadzą mu tyle co Ty I zostaniesz potem sama z dzieckiem nikt nie będzie Cię chciał z obciążeniem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Spełnię Twoje trzy życzenia! Wchodzisz w to?


Pamiętacie bajkę o Aladynie i czarodziejskiej lampie z jeszcze bardziej tajemniczym dżinem? Kto z nas nie chciałby znaleźć takiej lampy, i mieć szansę wypowiedzieć trzy życzenia? Tylko czego by tu sobie życzyć? Chwili spokoju na przeczytanie choć jednego rozdziału książki? Wypicie ciepłej kawy przy śpiewie ptaków? A może….

A morze jest szerokie i głębokie. Nie łudźmy się – lampa nie istnieje, dżin tym bardziej, więc rodzic sam musi zadbać o tę chwilę z książką, czy ciepłą kawę. Powiem wam jedno – mam na to sposób, tylko uprzedzam, rodzic potrafi wsiąknąć w ten świat wraz z dzieckiem. Więc kawa i tak będzie zimna.

Tym światem są wszelkie gry planszowe i karciane. Jedne potrafią wciągnąć nas na godziny, a inne idealnie spełniają swoje zadanie jako szybka rozgrywka, tuż przed wyjściem, gdy tak bardzo chce się jeszcze raz zagrać. Świat gier planszowych łączy całe generacje, wnuczki grają z dziadkami, dzieci z rodzicami, wspiera rozwój emocjonalny i społeczny dziecka, rozwija myślenie logiczne i co najważniejsze czas spędzony wspólnie, z dala od wszelkiej technologii jest  niezastąpiony.

Powracając do naszych życzeń, a gdyby tak naprawdę, ktoś mógł je spełnić? Przedstawiam Wam grę karciankę, jakiej jeszcze nie widzieliście. “Trzy życzenia” to gra wydawnictwa Rebel, która jest przeznaczona dla dzieci w wieku od 8+, dla 3 do 5 graczy. W niewielkim pudełku znajdziemy 18 kart życzeń, 10 drewnianych żetonów, 5 kart pomocy i łatwo zrozumiałą instrukcję.

Na czym polega fenomen tej gry? Zaskoczyć was może czas rozgrywki – to raptem 5 minut, a dla bardziej wprawionych graczy 3 minuty. Przyda się niezawodna pamięć, spryt i odrobina szczęścia. Dla mnie jest to memo z elementami gry w Piotrusia Pana, podrasowana do poziomu hard. Do tego jest pięknie graficznie opracowana.

Gracz w swoim ruchu może wykonać dwie akcje – podejrzeć jakąkolwiek kartę na stole (swoją, innego gracza, czy karty pośrodku), następnie zmienić pozycję dwóch dowolnie wybranych kart (np. karty innych graczy), lub przetasować swoje 3 karty po czym zerknąć na jedną ze swoich kart. Twoim zadaniem jest zebranie trzech kart – supermocy, daru i harmonii. Niby proste zadanie – jednak wszystkie karty są zakryte, musisz polegać na swojej pamięci i intuicji. Do ostatniej chwili nie wiesz czy wygrasz, gorzej jak trafisz na kartę specjalną “podróż w czasie” – i tak przegrywasz. Jeśli wygrasz jedną rozgrywkę, dostajesz  kosteczkę. Po kilku rozgrywkach wystarczy podliczyć kostki, by wyłonić zwycięzcę. W swoim ruchu możesz też zaryzykować i po czwartej rundzie ogłosić koniec gry, ale czy jesteś pewien, że masz wszystkie trzy życzenia?

Grę “Trzy życzenia” można śmiało rozegrać na stole, podłodze, a nawet na kanapie. Pudełko jest niewielkie,dlatego zmieści się do dziecięcego plecaka, damskiej torebki. Świetnie sprawdza się zarówno wśród dzieci i dorosłych, polecam zwłaszcza na popołudnia i wieczory. Zabawa gwarantowana.

Wpis jest elementem współpracy z Rebel.pl 

Główne zdjęcie: JD Hancock via Foter.com / CC BY

Zdjęcia gry: A. Jelinek

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Wydaje się świetna

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Top W Roli Mamy na Facebooku