Biblioteko! Przybywamy!

Biblioteko! Przybywamy!


Mirella

25 września 2012

W życiu każdego dziecka prędzej czy później przychodzi taki czas, gdy znajome książeczki z półki się oczytają, a nowych jak na lekarstwo. Oczywiście można dziecku kupować książki, nawet należy, ale jak dużo i jak często? Jedna książeczka na miesiąc dziecka nie  zadowoli, dwie na tydzień niestety mogą wygenerować całkiem spory koszt miesięczny. Smutna prawda jest taka, że nie każdego na to stać. Na szczęście jest inny sposób, znany od setek lat: biblioteka!

I tak oto pewnego popołudnia uznałam że najwyższy czas zabrać Duśkę do tego magicznego miejsca. Dlaczego magicznego? Właściwie to nie wiem, dla mnie zawsze takie było i już. Kocham książki i uwielbiam biblioteki, mają jedyny i niepowtarzalny nastrój i… zapach!

Nasza biblioteka zajmuje stary drewniany budynek, i jak to w starym budownictwie było, nie oszczędzano na miejscu, przestronne sale, duże okna, a w kątach prawdziwe piece kaflowe. Oczywiście już nie są ogrzewane węglem, mają grzałki elektryczne, ale uwierzcie mi, nic nie daje tak cudnego ciepła jak kafle piecowe, nieważne co jest w środku pieca. To wszystko sprawia że nasza biblioteka jest miła i przytulna, naprawdę chce się tam iść.

Dla dzieci osobna sala, książki na niskich pólkach, z boku kącik do rysowania, przyjemne dziecięce mebelki, niebieskie krzesełka które Duśka natychmiast ustawiła w jednym rzędzie :)) Nie wiem dlaczego nie pasowały jej przy stoliku, może szykowała na czytanie bajek przedszkolakom bo takie atrakcje też nasza biblioteka ma w ofercie. Poza tym chodziła, oglądała, podziwiała: „mamo, zobacz jaki kotek!” „mamo, zobacz jaki ładny miś!” Tak wiem, w bibliotece się nie krzyczy, nauczenie jej tego jeszcze przede mną. Na szczęście poza nami nikogo nie było, a pani bibliotekarka z wyrozumiałością podeszła do nowej małej czytelniczki i nawet podarowała balona na zachętę. Bo oczywiście mała czytelniczka musiała sobie wybrać książeczki. Potraktowała sprawę z rozmachem i celowała w najgrubsze! Ale dała się przekonać, że te mniej grube też są wartościowe. Właśnie zaprzyjaźniamy się  z żółwiem Franklinem. Znacie Franklina? Lubicie?

Po co ją tam zaprowadziłam zapytacie? Czy nie jest za mała? Czy nie mogłam jej sama wybrać książek i przynieść do domu?

Pewnie mogłam, tylko jaki to ma sens?

Wymyśliłam sobie że każda wyprawa do biblioteki będzie dla nas przygodą  i wyprawą po nową zdobycz, im cenniejszą tym lepiej. Chcę żeby Duśka złapała tego bakcyla czytelnictwa, którego ja złapałam już daaawno temu i ciągle mnie trzyma. Oczywiście nie mam tyle czasu na czytanie co dawniej, ale zawsze mam w domu coś do poczytania, nie wyobrażam sobie żeby mogło być inaczej. Szczególnie lubię nowe powieści ze starymi bohaterami, zawsze mam ochotę rozpocząć czytanie od pytania: co u was słychać? Tak tak, dla mnie to nie są  papierowe postacie, dla mnie to starzy dobrzy znajomi.
Mam nadzieję wyrobić w Duśce podobne nawyki i podobne zamiłowanie do książek. Z muzyką klasyczną się udało to dlaczego z książkami ma się nie udać?

I tak, nie zaczęłam za wcześnie, uważam że aby  osiągnąć sukces to muszę to zacząć robić już teraz, dopóki dziecko nie zostanie wchłonięte przez nowoczesne gadżety z internetem na czele. A YouTube już ogląda i ma swoje ulubione bajki! Nie mam nic przeciwko komputerom i internetowi, Wy chyba tez nie skoro mnie czytacie, ale smutna prawda jest taka, że odciąga to dzieci od czytania już w pierwszych klasach podstawówki.

Oczywiście, że nauczę Duśkę obsługi komputera tyle ile sama umiem, a umiem to i owo, bo zdaję sobie sprawę z tego, że w dzisiejszych czasach kto nie umie obsłużyć komputera ten ginie, i jest to proces który będzie postępował coraz bardziej (ciekawa jestem kiedy zaniecha się nauki pisania ręcznie). Ale też chcę ją nauczyć odpoczywać od komputera, chować się w magicznym świecie papierowych książek, gdzie żaden komunikator ani żaden powiadamiacz mailowy nie zapiszczy, pokazać jej to piękno książek które sama odkryłam i które do tej pory mnie zachwyca. I mam nadzieję, że zwyczaj drukowania książek na papierze nigdy nie zaniknie, chociaż jak patrzę na tablety to  mam poważne obawy…

Na koniec jeszcze do czegoś się przyznam: ciągle kocham Kellermana, Grisham mnie srodze zawiódł. I bardzo żałuję że Stephen White nie jest już w Polsce wydawany. Może to i nieambitna literatura ale czy nie można czasem obniżyć lotów? :)) Duśka chyba najbardziej kocha „Ryby, żaby i raki” Brzechwy.

Tak to wygląda u nas Drogie Czytelniczki. A gdybym Was zapytała jakie są ulubione czytadła Waszych dzieci? A Wasze? Jak wyglądają wspólne wizyty z dziećmi w bibliotece? Podzielcie się, podpowiedzcie to i owo.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Malwina Wołowska

    Świetny pomysł z tą wyprawą do biblioteki. Też go wykorzystam ale póki co mała jest za mała:)

    1. Mój mały też jest jeszcze za mały :P ale jak przyjdzie odpowiedni moment na pewno się wybierzemy :)

  2. Mój 1.5 roczny szkrab owszem, jest zainteresowany książkami, ale tylko pod kątem oglądania :) Kiedy zaczynam mu coś czytać, wyrywa mi książkę i robi z nią co chce.. :P więc jeszcze nie ma ulubionego czytadła :)
    Jeśli chodzi o mnie to b. lubię twórczość Paulo Coelho i Katarzyny Grocholi.
    A aktualnie przerabiam „Jedz, módl się i kochaj” Elizabeth Gilbert.
    Co prawda przez nadmiar obowiązków idzie mi to dosyć powoli, ale nieważne, kiedyś na pewno dobiję do ostatniej strony :) Tym bardziej, że widziałam już film (z J. Roberts w roli głównej), który baardzo mi się spodobał, więc jestem jeszcze bardziej ciekawa książki.. :)

  3. Nasz Adiś jest jeszcze za mały na książeczki z biblioteki, na razie wspólnie cyztamy jego ulubione książeczki z serii Mały chłopiec, obrazki dla maluchów czy okruszek poznaje, upodobał je sobie i nieraz trzeba każdą po kilka razy przeczytać Adi nam pokazuje różne rzeczy na obrazkach, dodaje do tego dźwięki i jest wtedy taki szczęśliwy :)
    oczywiście do biblioteki też sie wybierzemy jak już bedzie większy :) mimo, że jesteśmy daleko od Polski są tu w bibliotekach polskie książki dla dzieci i dorosłych więc warto się wybrać :) co do mnie to ja lubię literaturę lekką łatwą i przyjemną ;) tzw „romansidła” które przeważnie dobrze sie kończą :) nie jestem zbytnią fanką litertury ambitnej, ale może dlatego, że pracując umysłowo na wysokich obrotach potrzebowałam zawsze czegoś lekkiego, nie wymagającego intensywnego myślenia żeby się zrelaksować i tak mi już zostało :)

    1. Malwina Wołowska

      moja mała tez za mała. Ma swoje ale „twarde”

  4. Dawno tam nie byłam.. jedynie po książki które były potrzebne mi do szkoły Amelka lubi wszystko co jej czytam staram się wybierać bajeczki …. nie czytam Andersena itp bo jak dla mnie to nie są ładne bajeczki jak śnieżkę kazała macocha zabić i przynieść jej serce albo jak ojciec zostawił dzieci w lesie …. STRASZNE jak dla mnie. a ja lubie bardzo Alchemika itp ;)))

    1. A Śnieżka to moja ulubiona bajka i w ogóle uwielbiam braci Grimm, Śnieżkę opowiedziałam Duśce jak miala pięć miesięcy ;) Natomiast co do Andersena to fakt, jego bajki są koszmarne i tych na pewno dziecku czytać nie będę.

      1. Malwina Wołowska

        też nie lubię Andersena:)

  5. Muszę koniecznie zabrać syna do biblioteki – wcześniej o tym nie pomyślałam. A przecież to takie proste!

    1. Malwina Wołowska

      I tanie:)

  6. Najpierw Ci przyklasnę, za tekst i za to że tak fajnie małą wprowadzasz w świat baśni :) Mi też zależało żeby Wiki złapała bakcyla, zaczęło się od oglądania obrazków, opowiawania co przedstawiają, potem czytanie przed spaniem, codziennie po kąpieli, to był nasz rytuał. Teraz sama sobie czyta, lubi to… Ma swoje ulubione całe serie książek, przeczytała już chyba wszystkie „Martynki” a teraz zaczytała sie w takiej serii o pieskach, kotkach. Bardzo jestem z niej dumna, jak zbliża sie 21, powinna już spać i dobrze o tym wie, a ja słyszę z jej pokoju „Mamo, czy mogę jeszcze jeden rozdział?” Wtedy wiem że moja praca nie poszła na marne i że czytanie ją wciągnęło. Często przychodzi cała zapłakana, wręcz szlochająca, straszny z niej wrażliwiec… czasem mnie to martwi, ale chyba nie ma w tym nic złego…
    Ja też lubię czytać, szkoda ze czasu tak mało… Teraz czytam biografię Marlyn Monrou, polecam :)

  7. Sylwia Chojnowska

    Od dzisiaj mój 3 latek posiada własną karte czyletnika i jest pełnoprawnym członkiem biblioteki. Zadowolony wypożyczył ksiązeczki i z przejeciem tłumaczył bibliotekarce co wybrał.

    1. Gratuluję! Duśka też jest dumną posiadaczką karty, zawsze w bibliotece sama podaje swoje książeczki, kartę i sama wypożycza nowe. A i owszem, duma mnie rozpiera :D

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Bez majtek, czyli jak dobrze zadbać o krocze po porodzie

Bez majtek, czyli jak dobrze zadbać o krocze po porodzie


Hanna Szczygieł

23 września 2012

Choć słowo „krocze” zdaje się przyprawiać niektórych o pąsowe lica, nie powinno zawstydzać żadnej mamy, taty czy Medyceusza. Jak pięknie nie ubierałybyśmy w słowa cudu narodzin, w większym lub mniejszy stopniu zostawia on „ślady” na naszym szeroko pojętym „siedzeniu”. Co zrobić, żeby straty były jak najmniejsze? Jak najlepiej zadbać krocze po porodzie?
Choć niektórzy niedowierzają, metody są bardzo proste – wręcz babcine! Zapraszam do lektury kilku zasad, które pomogą Wam szybko usiąść z powrotem na pupie!

Przed porodem:
Obecnie nie praktykuje się golenia krocza do porodu, leży to po stronie pacjentki. Goli się jedynie mały fragment warg sromowych większych – jeżeli trzeba będzie dokonać nacięcia – jednak w czasie porodu może nie być na to czasu, lepiej samemu przygotować się w domu. Możesz również poprosić o pomoc męża lub położną – nie łatwo o „fryzjerskie” zdolności ze sporym brzuszkiem.

Dlaczego się ogolić – czyli plusy na zapas:
Przede wszystkim chodzi o ewentualne nacięcie/pęknięcie krocza, które trzeba zszyć. Włoski nie ułatwiają zadania, nie powinny znaleźć się w ranie.
Bardziej subiektywnym plusem jest utrzymanie higieny podczas połogu – ogolone krocze łatwiej jest utrzymać w czystości.

Zaraz po porodzie:
Jeżeli odczuwasz silny ból i dyskomfort zaraz po porodzie, poproś położną o lód na krocze – szybko przynosi ulgę i pozwala wrócić myślami do Maleństwa.

Nacięcie lub drobne pęknięcie krocza:
Bez względu na to czy poród odbył się z nacięciem krocza czy bez, nie da się ukryć, że odczujemy dyskomfort podczas siadania przez jakiś czas. Daj „pupie” odpocząć! Nie siadaj na łóżku, wejdź i zejdź z niego w pozycji na kolanach, karm piersią na leżąco – nie trzeba się przecież z tego powodu dodatkowo umartwiać!

Problem z siedzeniem? Skorzystaj z miękkiej poduszki lub koła poporodowego (w jego roli dobrze sprawdzi się również zwykłe kółko ratunkowe na basen lub podróżny wałeczek na szyję w kształcie rogala).

Gojenie rany krocza, czyli wiatr w żagle!
Wielki spór o majtki i piżamy. W szpitalu niechętnym okiem widziane są niektóre majtki i piżamy ze spodniami. Powód prosty jak konstrukcja cepa!
Aby krocze szybko się goiło wymaga dostępu powietrza! Chodzi również o Twoją wygodę – podczas kontroli krocza na oddziale o wiele wygodniej jest podnieść lekko koszulkę niż walczyć ze spodniami w kolanach ;)

Majtki czy bez? Czyli kilka praktycznych porad.
Kiedy tylko masz okazje BEZ! Wykorzystaj szpitalną nudę na odpoczynek i regenerację. Również w  domu, jeśli masz okazję nabierz “wiatru w żagle”:
Wietrz krocze regularnie. Połóż się wygodnie na plecach, rzecz jasna bez majtek, pod pupą ułóż solidną wkładkę, nogi zgięte w kolanach rozłóż wygodnie. Cała przykryta kołdrą nie stracisz na intymności, a krocze po porodzie dostanie swoją porcję świeżego powietrza.

Jak wybrać majtki? Powinny być wygodne i przepuszczać powietrze. Mówimy tak zwykłym bawełnianym i babciowym „majciochom” oraz majtkom jednorazowym poprodowym wykonanym z SIATKI! Mówimy NIE – majtkom jednorazowym z pełnego materiału (przypominają serwety chirurgiczne i inne jednorazowe stroje medyczne) niestety nie przepuszczają tak dobrze powietrza.

Higiena.
Nie raz słyszałyście o szarym mydle! Święte słowa, jednak nie trzeba popadać w skrajności – używaj kosmetyku do higieny intymnej, który stosowałaś dotychczas: wiesz, że Cię nie uczuli i nie powoduje u Ciebie podrażnień. Najlepsze są proste kosmetyki takie jak zwykłe mydło. Unikaj kosmetyków perfumowanych, barwionych, z brokatem – jeszcze będzie czas na karnawał ;)

Możesz zakupić płyny do higieny intymnej przeznaczone do użytku w połogu – nasza rada przetestuj je przed porodem, nie ma nic gorszego niż swędzenie, szczególnie gdy nie możesz się podrapać (bo np. masz założone szwy).
Podmywaj się po każdej wizycie w toalecie (nawet gdy poszłaś tylko na siusiu)!
Osuszaj starannie krocze – najlepiej papierowym ręcznikiem lub chusteczką.
Podcieraj i podmywaj się zawsze w kierunku odbytu – nigdy odwrotnie! Nie chcemy zawlec naszych naturalnych bakterii kałowych tam gdzie nie potrzeba!
Możesz korzystać z nawilżanych chusteczek lub nawilżanego papieru toaletowego – sprawdź wcześniej czy dany produkt nie podrażnia Twojej skóry!
Często zmieniaj wkładki – higiena i komfort to podstawa!
Jeśli będziesz dbała o czystość oraz wietrzyła krocze – szybko zapomnisz o nieprzyjemnościach!

Źródło zdjęcia: Flickr

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Malwina Wołowska

    Higiena przede wszystkim. Ja używałam szarego mydła w płynie bo to w kostce jakieś takie tłuste było. Szybko się pogoiło ale początki były ciężkie:)

  2. Wszystkie te rzeczy bardzo mi sie przydały :) dodatkowo wykorzystałam też butelke ze spryskiwaczem w której miałam rozpuszczone tantum rosa i pryskałam przy każdej wizycie w toalecie, świetnie odświeża a poza tym łagodzi pieczenie i inne podobne problemy, za radą położnej przykładałam tez waciki nasączone rivanolem, poniewaz pojawił mi sie lekki obrzęk w okolicy szwu i powodowało to dyskomfort, po kilku takich sesjach 15-20 minutowych obrzek zniknął i wszystko świetnie się wygoiło :)

    1. Malwina Wołowska

      ogólnie czuje się bardzo duży dyskomfort po porodzie:)

  3. moja kruszynka miała 62cm i 4,5 kg. rodziłam naturalnie niestety byłam nacinana a rana dosc dlugo sie goila. do waszych porad dorzuciła bym jeszcze suszarke ;) -polecona przez siostre. po podmyciu suszyłam krocze suszarka(oczywiscie z odległosci i na niskim biegu)
    co do majtek w domu uzywałam jednorazowych i wkladek poporodowych.dla mnnie to było najlepsze rozwiazanie

    1. Malwina Wołowska

      to duża była ta Twoja kruszynka:)

  4. o rany ja pamiętam to uczucie to dziwne uczucie… Myślałam że już nigdy nie będe się kochać z mężem !!! w dodatku miałam poważne problemy z hemorojdami…

    1. Malwina Wołowska

      no fakt, uczucie dziwne

  5. Pamiętajmy, że nie tylko po porodzie, ale i przez całą ciążę musimy szczególnie dbać o higienę intymną! http://kobiecosc.info/poznaj-swoje-cialo/zdrowie-intymne/?article=2

  6. Ja tez zdecydowalam sie na monalise , moje miejsca intymne tak sie zmianily chyba najbardziej ucierpialy w skutek ciazy i porodu:( Bez wiekszych trudnosci stracilam kilogtamy i wrocilam do formy ale tam ciagle czulam duskomfort , rezultaty po zabiegu mialam super wszystko idealnie poprawione mozna sie cieszyc zyciem :)

  7. +Ja polecam płyn do higieny intymnej Femma, jest wydajny, ma delikatny zapach, jest wygodny w stosowaniu (ma wygodną pompeczkę)nie podrażnia, nie uczula, pozwala utrzymać naturalne ph, chroni przed infekcjami,łagodzi podrażnienia.

  8. Kasia Przybylska

    Mi do stanu przed ciąży pomógł wrócić Mucovagin. Mogę polecić :)

  9. ja również mogę polecić Mucovagin. Jest zarówno w żelu jak i w globulkach, które dla mnie były wygodniejsze :) szybko przyniósł mi ulgę właśnie już po porodzie.

  10. Na dolegliwości związane z suchością pochwy, brakiem odpowiedniego nawilżenia podczas stosunku to rzeczywiście tylko mucovagin pomaga. Lubię go uzywać nawet zamiast lubrykantu, bo jest bezpieczny nawet dla kobiet w ciąży :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Gdzie się podział ten mężczyzna sprzed lat…?

Gdzie się podział ten mężczyzna sprzed lat…?


Fizinka

21 września 2012

„Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
nie dopuszcza się bezwstydu,
(…)
wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje.”

Ona – zawsze miała pod górkę. Wystarczyła chwila szczęścia, a los podstępnie i jakby z zazdrości rzucał Jej, a to kamyki, a to kłody pod nogi. Kilka dobrych lat tkwiła w toksycznym związku, z toksycznym facetem, aż w końcu powiedziała – Basta! Zaczęła nowe życie, a w tym nowym życiu pojawił się On…

On – miły, zabawny, troskliwy, życzliwy, cudowny! Miał być lekiem na całe zło. Pomógł Jej uwierzyć w siebie, prawdziwych mężczyzn i ogromną miłość. Przyrzekł, że „uczyni wszystko aby ich małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe”.

Z ich wielkiej miłości zrodziło się nowe życie. We troje mieli tworzyć wspaniałą rodzinę, ale… Ale życie nie zawsze usłane jest różami, nie zawsze pisze kolorowe scenariusze. Mimo, iż Ich „problemy” nie były wielkiej wagi, powodowały mniejsze bądź większe kłótnie.

Ona chciała rozmawiać, On wolał milczeć. Ona szukała rozwiązania, On ucieczki. Chcąc nie chcąc, oddalili się od siebie. Brak szczerych, serdecznych rozmów robił swoje…

I wtedy nadarzyła się okazja – przyjęcie weselne. Udali się razem, całą rodziną, we troje. Miało być miło, wesoło, tanecznie i było, lecz do pewnego momentu… Bo COŚ się wydarzyło, choć tak naprawdę nie zdarzyło się NIC! On nawkładał sobie ów „COŚ” do głowy, zrobił z igły widły i … odszedł, bez słowa, po cichu… Zostawił rodzinę, daleko od domu.

Kiedy Ona zastanawiała się – Co się stało? On spakował torbę i wyszedł. Prawdę powiedziawszy – uciekł.

A Ona, miotana skrajnymi emocjami (rozpaczą, złością, bólem, gniewem, żalem,..) znów czuje się jak wtedy, w toksycznym związku, z toksycznym facetem. Różnica jest tylko taka, że w tamtym życiu była bezdzietną panną, a dziś jest zamężną mamą…

Opierając się na tej (i nie tylko) historii, nie mogę się oprzeć by nie zapytać – czy wszyscy mężczyźni są tacy sami? Czy każdy mężczyzna stara się tylko NA POCZĄTKU wspólnej drogi, a później jest mu wszystko jedno??

Czy Wy – mężczyźni, nigdy tak naprawdę nie dojrzewacie do roli męża/ ojca/ głowy rodziny?? A może, to my kobiety jesteśmy „jakieś inne”? Wymagamy od Was zbyt wiele? Zna ktoś odpowiedź na tego typu pytania?? Macie jakąś receptę na wspólne, szczęśliwe życie? Jeśli tak, podzielcie się proszę z Nami.

*fragment 1 Listu do Koryntian (1 Kor 13,1−8)

Źródło zdjęcia: Flickr

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. oj tez bardzo bym chciala znac taka recepte..wiem napewno ze trzeba bardzo duzo rozmawiac ale jak jak ta druga osoba nie chce? duzo jest podobnych wyzej wymienionych sytuacji

    1. No właśnie, co jak ta druga osoba nie chce rozmawiać??
      Przywrzeć ją do ściany, związać, zmusić,…???

      1. to strasznie trudne… nie da sie jednoznacznie odpowiedzieć na żadne z tych pytań bo różni są ludzie, różnie traktują pewne sprawy i w każdym związku znajdzie sie inna recepta na szczęście…
        u nas jest wybuch wulkanu (czyli ja wykrzykuję co mnie gryzie a Krzysiek ripostuje choć zawsze kulturalnie bez obrażania tego drugiego)
        potem oboje milczymy trochę a potem przytulamy się i rozmawiamy
        długo pracowaliśmy nad naszym związkiem ale udało się i tak jak jest nam odpowiada :) ale zanim do tego doszliśmy było kilka mnieszych i większych kryzysów, na szczęście udało sie je przetrwać :)

      2. Malwina Wołowska

        fajnie,że potraficie się porozumieć:)

      3. U nas kiedyś pomagało takie samo milczenie. Wiadomo nikt o zdrowych zmysłach na dłuższą metę nie wytrzyma takiej nie zdrowej atmosfery i w końcu nadchodzi czas na rozmowę.

      4. Malwina Wołowska

        to dobrze ze w koncu dochodzilo do rozmowy

      5. ja kiedyś nie chciałam ;) zamykałam się w łazience !!!!!!!! ale już jest lepiej już tak nie robię… mnie mąż nauczył rozmawiać kiedy jest problem a nie zamykać się w sobie

      6. Cudnego masz męża.. ;)

      7. o tak jest cudowny!! bo to on zawsze dążył do kompromisu jak była kłutnia ja mogłam się nie odzywać a on 5 minut nie wytrzymał… zresztą on jest z księżyca ;) odbiega kompletnie od normy ;) naprawdę!! ;))!!

  2. Czasami odnoszę wrażenie, że mój mąż niekiedy stara się nawet bardziej niż ja. .Kryzysy były po drodze bo to nieuniknione po ponad 8,5 rok wspólnego życia. Docierać się trzeba. zawsze na początku któraś ze stron na okres milczenia i typowego „focha”, później następuje długa i wyczerpująca rozmowa, mniej lub bardziej burzliwa. Każde z nas wyrzuca, co mu leży na wątrobie, godzimy się i staramy poprawiać to co przeszkadza drugiej stronie. W związku trzeba iść na kompromis. Szanować drugą osobę i nawet w kłótni unikać przykrych słów, bo one bardziej potrafią zranić niż niejeden czyn.

    1. Malwina Wołowska

      Fajnie, że masz męża, któremu tak zależy. a kompromis jest ważny:)

      1. Też się z tego cieszę. Jakoś razem dbamy o ten nasz kramik :) On jest z tych którzy wola rozmawiać niż zamiatać pod dywan.

  3. U nas mija 10 lat wspólnego życia, parę kryzysów po drodze też było, widzę jak rozpadają się związki znajomych, z winy i jego i jej. Niestety ja nie znalazłam recepty za „szczęśliwe zakończenie” idziemy z prądem, zobaczymy co czas przyniesie. Najważniejsze jest uczucie, reszta się dokula ;)

    1. Malwina Wołowska

      10 lat to dużo czasu:) A masztu rację, przede wszystkim uczucie, reszta się jakoś poukłąda:)

  4. Życie we dwoje, na poważnie, w tej szarej codzienności bywa trudne, ale wystarczą najmniejsze chęci by próbować naprawiać to co się psuje i sklejać to co się rozkleja.

    Jednak moim zdaniem, większość z nas, zamiast działać uważa, że wszystko się samo naprawi, problem się sam rozwiąże, z czego to wynika? Chyba z lenistwa..

    Poza tym, większość z nas zapomina (albo w ogóle nie myśli) o tym, że miłość i związek są jak roślina, jak kwiat, który trzeba cały czas pielęgnować, dbać o niego, podlewać.. bo inaczej uschnie i zwiędnie.
    Wydaje się to być takie banalne i oczywiste.. szkoda że nie dla wszystkich.

    1. Malwina Wołowska

      zgadzam się, trzeba pielęgnować związek,ale nie dla wszystkich to jest jasne:)

      1. Przydałyby się jakieś grupowe korepetycje.. :)))))

  5. Oboje z mężem od samego początku (jesteśmy ponad 7 lat razem, a 4 po ślubie) wiedzieliśmy, że nad związkiem trzeba pomimo cudownej, szalonej i pięknej miłości pracować – choć to trudne i na początku wydaje się nawet niepotrzebne. Tego nauczyły nas nasze własne przykre doświadczenia rodzinne – gdy wyrasta się w rodzinach, gdzie zamiast rozmowy krzyczy się, zamiast przebaczania tylko ciągle wypomina stare krzywdy, to daje to wiele do myślenia. Więc dzisiaj jesteśmy świadomi ogromu naszego szczęścia i troszczymy się o niego, jak tylko potrafimy. A mój Ukochany (choć tak samo jak ja ma swoje myszki) jest najfantastyczniejszem mężczyzną na świecie, kocha mnie i szanuje, nie wstydzi się swoich uczuć, jest niezmiernie odpowiedzialny za całą naszą rodzinę i troszczy się o nas najlepiej jak potrafi…
    Kłopot dzisiejszych czasów polega być może na tym, że ludzie mniej rozmawiają, a ogólny trend jest taki – co się popsuje, to wyrzucamy, pełno jest wszędzie wszystkiego, a związek dwojga ludzi to kolejne „dobro konsumpcyjne”, które gdy się „znudzi” (zwykle jednemu…), to zostaje po prostu odłożone, bezmyślnie – bo nie każdemu chce się popracować, trochę poświęcić na rzecz wspólnego dobra…

    1. Malwina Wołowska

      prawda…niestety

    2. Najgorsze jest to, że wszystkie te osoby, które się poddają i wymieniają partnera na „lepszy” model nie uważają tego za coś złego, wręcz przeciwnie – za coś zupełnie normalnego, za zwyczajną kolej rzeczy..

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Teściowa –(po?) twór żywy!

Teściowa –(po?) twór żywy!


Hanna Szczygieł

20 września 2012

Co to jest? Czterdzieści żabek i jedna ropucha? …Teściowa wiesza firanki!
Chyba prawie każdy zna ten dowcip na wylot! A to dopiero przedsmak, kanonady jaką przyszykowali przez lata zięciowie na spółkę z synowymi!

Teściowa – odwieczna „rywalka” żony i pogromczyni „męża”? Mądry przewodnik po małżeństwie, czy krucjata krzyżowa z butami w nie swoje życie? Jak naprawdę jest? Każda inna i jedyna w swoim rodzaju! Choć ja na swoją „teściową” narzekać nie mogę, dziś trochę na wesoło i w krzywym zwierciadle!

Narzekać nie mogę, ponieważ mama mojej drugiej połówki (tak jak i moja własna) jest daleko od nas, nasze osobiste kontakty są bardzo rzadkie i zawsze w innym kontekście niż szara codzienność– choć jak niektórzy twierdzą, odległość dla teściowej nie jest żadną barierą ;) Podobnie jak przestrzeń, czas czy pokonanie prędkości światła, a analizując te wszystkie historie, skromna polska teściowa urasta do rangi Chucka Norrisa! I bardzo dobrze co byśmy zrobili, gdyby nie te wszystkie „żarciki” – są jak miód na nerwy zszarpane drobnymi nieporozumieniami i jak mantra przy otwartej wojnie o władzę w małżeństwie!

Zapraszam więc Was na wycieczkę po społecznie usankcjonowanych przywarach statystycznej teściowej! Czas upuścić trochę pary! ;)

Teściowa :

  1. Składa się z:
    • odnóży do przychodzenia,
    • głowy do zawracania,
    • rąk do „ręczę Ci, że…!”,
    • nieśmiertelnej duszy (i nie tylko),
    • siedzenia – do manifestowania niewygody Twojej sofy,
    • talentu wychowawczego (który ujawnia się dopiero przy wnukach),
    • szczególnych zdolności – których Ty nie posiadasz lub posiadasz w mniejszym stopniu,
    • aparatu mówiącego – w skład którego wchodzą: usta, telefon, skype i inne urządzenia zakłócające Twój spokój,
    • brzucha – do pochorowania się po Twojej kolacji,
    • uszu do … – chyba nie musimy tego wymieniać☺ !
    • teścia, zięcia lub synowej – do systematycznego treningu,
    • jadu – do konserwacji i nabywania życiowego wigoru,
    • umysłu – do wykonywania algorytmów, będących przeciwieństwem Twoich komunikatów,
  2. Jest jak spektrometr – wyczuwa przesolenie w niesolonych potrawach.
  3. Jest najlepszą metodą antykoncepcyjną!
  4. Jest jak samotna wyspa –„dookoła woda, a w środku „Cholera” – teściowa w wannie;)”
  5. Jest  kąśliwa – „a wiesz, że mamusia była wczoraj u tego słynnego dentysty? – Tak? A co, kanały jadowe jej udrażniał?”
  6. Jest jak Gordon Ramsay – nigdy jej nie dorównasz i może Cię wyrzucić z Twojej własnej kuchni.
  7. Z punktu widzenia ewolucji, Teściowa jest tworem idealnym!

Mam nadzieję, że moja „teściowa” również potraktuje temat z przymrużeniem oka! [ a jak długo można patrzeć na teściową z przymrużeniem oka? Dopóki muszka nie zejdzie się ze szczerbinką!]  A przy okazji chcę podziękować jej za ponad 4 lata wzajemnie zgodnej egzystencji – oczywiście nie myślcie, że nie zdarzyło nam się zetrzeć. Jednak jestem zdania, że nie warto z błahostek budować murów na miarę średniowiecznej twierdzy. A teściowa, która potrafi z siebie również zażartować i traktować swój zaszczytny tytuł  z humorem, to prawdziwy skarb!

Rozmawia dwóch małżonków. Pierwszy mówi, wzdychając:
– Nie ma na świecie bardziej złośliwej i przewrotnej istoty niż kobieta.
Na to drugi:
– Jest! Jej matka!
A jakie są Wasze teściowe? A czy nasze główne bohaterki – lubią żarty o „sobie”, czy też mają nam je za złe? Zapraszamy wszystkie teściowe, synowe i zięciów do dyskusji! Ponoć w każdej legendzie czy stereotypie jest choć ziarnko prawdy… Ale czy to coś złego – wszak wszyscy jesteśmy tylko ludźmi!
Tak więc drogie Panie, po obu stronach barykady: znacie dobry żart na temat, chcecie upuścić sobie pary lub poradzić się kogoś – piszcie bez skrępowania, na tę okoliczność ogłaszamy zawieszenie broni!

Źródło zdjęcia: Flickr

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. ja nei mam takiego szczęścia i moja teściowa mnie nie lubi… juz nic nie zmienie już nie mamy na to siły i nie warto..

    1. Malwina Wołowska

      czyli „prawdziwa” teściowa:)

  2. No cóż Ja i moja tesciowa „lubimy” się na odległość, choć odkad dowiedziała się, że dzięki mnie wreszcie zostanie prawdziwą Babcią bo dorobi się wnuczki zamiast kolejnego wnuka to lubi mnie nawet bardziej :)

    1. Malwina Wołowska

      to dobrze, że tak wyszło:)

  3. Świetny tekst!
    Ja mam szczęście, bo z teściową mieszkamy niedaleko, bardzo nam pomaga i jest naprawdę fajnym człowiekiem. Choć i nam zdarzyła się nieraz wojna pokoleń, a jak przez pół roku przyszło nam mieszkać razem w jednym mieszkaniu, to wszystkim chyba ulżyło po przeprowadzce… a teściowa mojego męża to żadna teściowa tylko Danka, tak normalnie, po imieniu, więc też stosunki dobre.
    A kiedyś jak dzieci podrosną i się pożenią i powychodzą za mąż, to ciekawa jestem, jaka ze mnie będzie teściowa :D

    1. Malwina Wołowska

      Fajnie,że się tak dogadujecie:)

  4. A wiecie ile zębów powinna mieć teściowa?
    Dwa: jeden do otwierania piwa zięciowi a drugi, by ją bolał :)

    1. Malwina Wołowska

      dobre:)

  5. moja mama zmarła 7 lat temu za to od prawie 7 lat mam „nową” bo tak właśnie traktuje teściową ;)

    1. zazdroszcze kontaktów z teściową..

      1. Malwina Wołowska

        i ja:)

    2. Malwina Wołowska

      fajnie, że masz kogoś na kogo możesz liczyć:)

  6. Moja Teściowa jest w porządku nie mogę narzekać, nie tylko pomaga nam jak może, ale dzięki Bogu służy dobrą radą tylko w tedy, gdy Ją o to proszę. Wychodzi z założenia- żyj i daj żyć innym, traktuje mnie na równi ze sobą, za co jestem jej wdzięczna, choć czasem trudno mi to okazać, bo ja nie należę do ludzi o łatwym charakterze ;)

    1. Malwina Wołowska

      fajnie, ze tak ci się „udała” teściowa

  7. Malwina Wołowska

    Ja nie mam teściowej.Wyszła z domu jak mój Krzyś miał 5 lat i słuch po niej zaginął.

  8. Patrzę na to zdjęcie i widzę moją Teściową, jak z okna podgaduję mnie
    przez lornetkę co robię i z kim…..

    1. Malwina Wołowska

      czyli „prawdziwa teściowa”:)

  9. Hehhe dzień teściowej :-D szukam takiego kwiatuska :-P

  10. Ja mam zajebistą teściową :D

  11. Moja teściowa jest super :)

  12. a ja nie mam teściowej tylko drugą Mamę :) która jest super! A mój mąż ma tak samo ;)

  13. Moja teściowa jest chyba najbardziej nieznośną kobieta… nie mam na nią już nerwów. Swoich rodziców widuje rzadko bo daleko mieszkają za to ona pojawia się bez zapowiedzi co 2-3 dni. A 30 min rozmowy z nią to już za dużo. Mój mąż zwracał jej uwagę żeby ograniczyła te swoje wizyty ale to jak „grochem o sciane” nic nie da się jej wytłumaczyć. A gdy urodziła się niedawno nasza córeczka to już w ogóle nie można się jej pozbyć. Chcę planować nam życie. Mówić co mamy robić. Dodam że we wszystkim co robimy widzi wszystko w czarnych barwach. Zamiast motywacji. Pobcinal skrzydła. Nie da dojść do słowa a jak już coś powiesz to ona i tak cię nie słucha bo rację ma tylko ONA. Nie radzę sobie z nią psychicznie. Udaje miłą ale dłużej tak nie pociągne. Nie tylko ja bo mąż też ma jej dość. Rozmowa z nią albo nic nie da albo ona obrazi się na amen. Nie wiem co robić;(

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Top W Roli Mamy na Facebooku