Rozwój 4 lutego 2022

Bóle wzrostowe u nastolatków – jak rozpoznać i leczyć

Bóle nóg u dzieci nie muszą oznaczać symulowania. Chociaż mogą ;-) Jednak bardzo często dziecko skarży się na rzeczywiste bóle, które dorośli lekceważą, bo „za mały jesteś, żeby cię nogi bolały”. To jak to jest z tymi bólami wzrostowymi u nastolatków?

Jak często u nastolatków występują bóle wzrostowe?

Na początek wyjaśnijmy, że nie chodzi tu o bóle związane z zakwasami po intensywnym wysiłku fizycznym. Mówimy o bólach, które pojawiają się nagle i nie da się przypisać im żadnej racjonalnej przyczyny, choć mogą (ale nie muszą) pojawiać się po treningach sportowych. Najczęściej występują w porze popołudniowej i wieczornej, ale bywa, że pojawiają się w nocy. Jeśli są bardzo intensywne, mogą obudzić dziecko.

Szacuje się, że co trzeci nastolatek doświadcza bólów nóg, zwanych też bólami wzrostowymi. Dolegliwość ta najczęściej dopada dzieci między ósmym a dwunastym rokiem życia (chociaż niektóre źródła podają, że bóle wzrostowe mogą dotyczyć już trzylatków), jednak może pojawić się i później. Częściej dotyczy dziewczynek.

Bóle wzrostowe najłatwiej określić słowem: „nieprzewidywalne”. Mogą pojawiać się codziennie lub raz na kilka miesięcy.

 

Jakie są przyczyny bólów wzrostowych u nastolatków?

Niestety tutaj medycyna jest bezsilna, jednoznacznych powodów nie udało się ustalić. Bóle wzrostowe nazywane są też idiopatycznymi, czyli samoistnymi. Statystyki wskazują jednak grupę pacjentów bardziej narażonych na ich występowanie. Są to dzieci z płaskostopiem, obniżoną gęstością kości, większą ruchomością stawów, a także – co może wydać się zaskakujące – dzieci/nastolatkowie uprawiający sport.

 

Jak rozpoznać bóle wzrostowe u nastolatków

Bóle wzrostowe dotyczą dolnych partii ciała, dlatego często nazywane są bólami nóg lub kolan. W rzeczywistości dotyczą nie tylko samych kolan i obszaru pod nimi, ale także łydek, goleni, tylnych części ud. Ból może dotyczyć jednej lub obu nóg, pojawia się nagle i nie promieniuje do góry. Jeśli więc dziecko skarży się na bóle nóg, ale też rąk oraz np. żeber, nie powinniśmy wiązać tego z bólami wzrostowymi.

Bóle wzrostowe diagnozuje się trochę „naokoło”. Jeśli u dziecka nie występują zaburzenia poruszania się, w szczególności chodzenia, lekarz nie znajdzie żadnych powodów do niepokoju, a wyniki krwi są w normie, najczęściej przyczyną dyskomfortu są właśnie bóle wzrostowe. Jednak nie powinno się stawiać diagnozy samoistnie. Jeśli napady bólowe pojawiają się często, trzeba skonsultować je z lekarzem, ponieważ nie muszą, ale mogą być symptomem poważniejszej choroby.

Czy można leczyć bóle wzrostowe?

Nie tyle leczyć, ile łagodzić i nie tylko można, ale nawet się powinno, bo po co skazywać dziecko na niepotrzebne cierpienie? Bóle wzrostowe mogą trwać od kilkunastu minut do nawet kilku godzin. Ich intensywność potrafi wycisnąć łzy z oczu nawet u największego nastoletniego twardziela.

 

Aby ulżyć dziecku w bólu, można:

– zaproponować mu ciepłe okłady lub ciepłą kąpiel,

– zrobić delikatny masaż w okolicy bolących miejsc,

– zasugerować proste ćwiczenia rozciągające.

 

Jeśli domowe metody nie zadziałają, a dziecko ukończyło 12 lat, na bolące miejsce można przykleić plaster rozgrzewający. 

Czy bóle wzrostowe pojawiają się w okresie intensywnego wzrostu?

Tutaj zdania są bardzo podzielone. Większość naukowców przychyla się do tej teorii, wskazując między innymi związek bólów z porą nocną, kiedy wzrost kości jest najintensywniejszy. Są jednak zdania obalające tę tezę, wręcz uznające ją za archaiczną. Fakt, iż sama nazwa bóle wzrostowe pojawiła się blisko sto lat temu, jednak do dziś nie udało się jednoznacznie ustalić, czym też owe bóle są. Jedna z teorii głosi, że faktycznie oznaczają intensywny wzrost kości, druga, że jest dokładnie odwrotnie. Bóle miałyby się pojawiać nie w okresach największego i najszybszego przyrostu kości, ale pomiędzy nimi. Czym by jednak one nie były i kiedy by się nie pojawiły, na pewno nie można lekceważyć informacji od dziecka na temat bolących nóg.

 

Zdjęcie: archiwum własne – Mirella 

Zobacz inne wpisy o tej tematyce:
Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Aneta
Aneta
4 miesięcy temu

Ah pamiętam ten ból. Niestety tego doświadczyłam i nie miałam wówczas pojęcia, co obecnie dzieje się z moim ciałem :( Nie mogłam stać, ciężko było się poruszać. Na szczęście nie trwało to u mnie zbyt długo.

Rozwój 3 lutego 2022

Co pamięta dziecko w ciągu pierwszego roku życia? Jego pamięć jest dobra, choć krótka

Co pamięta niemowlę? To pytanie ciekawi wielu rodziców. Choć wydaje się, że nowo narodzone jeszcze “nic nie ogarnia”, tak naprawdę naukę zaczyna wcześnie, bowiem zapamiętuje odgłosy już w życiu prenatalnym.  

Gdy kobieta przytula swoje dziecko do piersi, kołysze je, maluch szybko się uspokaja. Dzieje się tak, ponieważ noworodek ma zakodowane w pamięci to, co było dobre. Dźwięki i ruch, znane mu z życia prenatalnego, kojarzą się mu z bezpieczeństwem. Co jeszcze, i jak długo, pamięta taki maluch w ciągu następnych miesięcy swojego życia?

Wbrew pozorom pamięć takiego maluszka jest bardzo dobra, choć na początku wyjątkowo nietrwała. Dwie minuty mają trwać świeżo nabyte wspomnienia noworodka. Ale taki maluch, poza wspomnianym biciem serca i ruchem kołysania, kojarzy także brzmienie głosu mamy i taty oraz melodie, które słyszał, będąc jeszcze w brzuchu. 

Następnie jego uwagę zaprzątają bodźce, obrazy i zapachy, które mają dla niego znaczenie — np. kojarzenie bliskości mamy, jej piersi (lub butelki) i karmienie. Maleństwo uczy się rozpoznawania przedmiotów, ale trzymiesięczny maluch ma wyjątkowo krótką pamięć. Choć przez skojarzenia wie już, kiedy na przykład nastąpi karmienie. 

Pamięć dziecka dojrzewa z czasem, czego przejawem może być fakt, że niemowlę skojarzy nieprzyjemny przebieg ostatniej kąpieli, gdy na przykład nalała się mu woda do oczu, i może bać się kolejnej. Mniej więcej pięciomiesięczne dziecko wie również, że miało w buzi smoczek albo zabawkę w ręku, bo gdy te przedmioty upadną, rozpoczyna poszukiwania. Półroczny maluch rozpozna również swoją przytulankę, nawet jeśli zostanie schowana przed nim na całe dwa tygodnie.

Co pamięta niemowlę? Według naukowców siedmiomiesięczny maluch porządkuje zdobytą wiedzę do odpowiednich “szufladek” w mózgu, a roczne dziecko jest już w stanie nie tylko pamiętać przedmioty i osoby, które są w jego otoczeniu, ale także odtwarzać doświadczenia. Taki maluch nie bez przyczyny robi na pożegnanie “pa pa”. Zapamiętał i kojarzy, że tak się robi przy rozstaniu.

Zdolność do zapamiętywania nie pozostawia jednak trwałych wspomnień z okresu niemowlęctwa i wczesnego dzieciństwa. Dzieje się tak przez istnienie tzw. amnezji dziecięcej. Naukowcy uważają, że początkowe wspomnienia “przechowywane“ są w pamięci do trzynastu miesięcy wstecz. Później ulegają utraceniu. Pierwsze chaotyczne wspomnienia wypierają z czasem usystematyzowane, które zostają z nami już na dłużej. 

źródło: mamotoja.pl

Co pamięta niemowlę?

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Detektyw Bombel – przygodowa gra karciana dla przedszkolaków

Detektyw Bombel to niewielkich rozmiarów przygodowa gra karciana o bardzo prostych zasadach, skierowana do dzieci w wieku przedszkolnym (4+). Rozgrywka jest szybka, trwa około 10 minut i (teoretycznie) może w niej wziąć udział od jednej do dwóch osób – zgodnie z informacją na opakowaniu. Jednak w praktyce nic nie stoi na przeszkodzie, by przyłączyło się więcej ludzi, można wówczas ze sobą współpracować i wspólnie szukać wyznaczonych kart.

Jak sam tytuł wskazuje, dzieciaki wcielają się w role detektywów, którzy muszą zbadać różne miejsca (w szkole, wesołym miasteczku i na wyspie piratów), przyjrzeć się rozmaitym bańkom oraz odpowiadającym im obrazkom. Ich zadaniem jest odnalezienie trzech lub czterech (w zależności od wybranej przygody) kart oznaczonych gwiazdką.

Przekładając to na bardziej łopatologiczny język, żebyście zrozumieli istotę baniek 😊

Wybieracie temat przygody, np. Wyspa piratów. Rozkładacie wszystkie karty kolorem (bańkami) do góry. Z lewej strony kładziecie kartę początkową, oznaczoną szachownicą, po prawej kartę zadania z wizerunkiem gwiazdek.

Odkrywacie kartę początkową i wybieracie pierwszą bańkę, do której chcecie zajrzeć, np. do bańki ze stoiskiem z puszkami. Szukacie więc jej wśród wszystkich rozłożonych kart, następnie odsłaniacie i przyglądacie się kolejnym bańkom. Ponownie wybieracie jedną i zaglądacie, co zostało w niej ukryte. Gra toczy się tak długo, aż odnajdziecie  wszystkie karty gwiazd – w tym przypadku cztery pluszaki. 

Na koniec sprawdzacie, ile popełniliście błędów, tzn. ile odkryliście kart z czerwoną ramką, tzw. ślepych uliczek – im mniej tym oczywiście lepiej. Jeśli jednak trafiliście na jakieś ślepe uliczki, oznacza to, że musicie jeszcze trochę popracować nad swoją intuicją, spostrzegawczością i pamięcią.

Dużym plusem tej gry jest właśnie trening umysłu, jeśli nasza pamięć dobrze funkcjonuje, szybko dojdziemy do mistrzowskiego poziomu i ekspresowego rozwiązywania zadań. Jeśli jednak w jakimś stopniu nas zawodzi, to mamy świetną okazję, by ją poprawić.

Gra, jak widać, ma niezwykle proste zasady, dzięki czemu mój niespełna czterolatek doskonale sobie z nią radzi. Dla mnie, jako rodzica, dużym atutem jest to, że dzieciaki mogą rozgrywać jednoosobowe rundy, bez mojej pomocy, dzięki czemu mogę zająć się choć na chwilę sobą.

W kompaktowym pudełku, zamykanym na magnes (co też jest dużą zaletą, bo karty nie wysypują się z opakowania) znajdują się trzy różne przygody: pomarańczowa, czyli Zabawa w chowanego w szkole, fioletowa to Wesołe miasteczko i niebieska Wyspa piratów. Dodatkowo mamy jeszcze kilka kart zielonych z przykładową, instruktażową historyjką.

Z racji tego, że Detektyw Bombel jest niewielkich rozmiarów, wręcz bym powiedziała, że to gra kieszonkowa i zmieści się do każdego dziecięcego plecaczka, świetnie sprawdzi się poza domem.

Moje dzieciaki bardzo polubiły tę grę, chętnie po nią sięgają i ogromnie się cieszą, gdy uda im się nie popełnić więcej niż jednego błędu. Kiedy jednak zdarzy się, że trafią na kilka ślepych uliczek, nie załamują się, tylko podejmują kolejną próbę – co z kolei bardzo cieszy mnie, że się nie poddają i cierpliwie dążą do celu. A z tym u (małych) dzieci bywa różnie, przynajmniej w przypadku gier – nie znam takich, które lubiłyby przegrywać, nawet w rozgrywce jednoosobowej 😉

Jeśli więc macie dzieci w wieku przedszkolnym, które lubią bawić się w detektywów, to podrzućcie im „Bombelki” – jak to mówi Stasiu 😉

Zdjęcia: Fizinka

Recenzja powstała w ramach współpracy z wydawnictwem Rebel.

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close