Czy wiesz, co powinno umieć roczne dziecko? Ja, szczerze mówiąc, nie mam pojęcia


Nadmiar internetu powinien być zakazany. Tak sobie, z łaski na uciechę, z nudów, dla odmóżdżenia, zrobiłam test o tym, co umie moje roczne dziecko. Co prawda moje dziecko ma lat dziewięć, ale może to nawet lepiej. Wynik testu kazał mi iść do lekarza, bo z moim dzieckiem na bank jest coś nie tak. Hmmm…

Sam test wydawał mi się mocno nieprecyzyjny. Na przykład na pytanie o to, co zrobi moje dziecko, jak je posadzę na podłodze, zgodnie z tym, co pamiętam, odpowiedziałam, że nic. Dobrą chwilę nie robiła nic. Aktywizowała się potem. Autorom testu nie podobała się moja odpowiedź. Trudno. Nie było moim celem zadowalanie ich. A piszę Wam o tym, żebyście brali poprawkę na tego rodzaju testy.

Mam w domu całkiem normalną dziewięciolatkę. Ani fizycznie, ani umysłowo nie odstaje od rówieśników. W jej klasie są dzieci, które, tak jak ona, poszły do szkoły jako sześciolatki, są takie, co poszły w wieku siedmiu lat. Są też dzieci, które nie zdały i mam wrażenie, że różnica między najstarszym i najmłodszym w klasie dzieckiem wynosi ponad dwa lata. I wiecie co? Nikt nie pyta, kiedy dziecko pierwszy raz usiadło, stanęło, zaczęło chodzić, mówić, korzystać z nocnika. Nawet o tym, które dziecko już na starcie nauki znało wszystkie literki i cyferki, jakoś się milczy. Tymczasem internet robi wszystko, by młodych rodziców nastraszyć. Nie wiem, po co. Komuś się bardzo nudzi.

Jeśli więc Droga Mamo, masz w domu roczniaka, nie panikuj.

– Twoje dziecko ma prawo nie chodzić. To, że „nie podeptało roczku” nie jest powodem do niepokoju. Delikatnie możesz zacząć się martwić pół roku później, ale do tego pewnie nie dojdzie. Sporo dzieci zaczyna samodzielnie chodzić dwa – trzy miesiące po pierwszych urodzinach.

– Twoje dziecko nie musi komunikować się za pomocą słów. Nawet dwóch czy trzech. Jednak powinnaś się zaniepokoić, jeśli nie gaworzy.

– Twoje dziecko nie musi tuż po pierwszych urodzinach mieć silnie rozwiniętego poczucia własności i krzyczeć „moje, moje”, gdy ktoś dotyka jego zabawek. Na dobrą sprawę w ogóle nie musi przechodzić tego etapu. Tak, jestem pewna, Duśka ten „obowiązkowy” punkt programu ominęła. Za to dziś dobrze wie, co jest jej i czym chce się dzielić, a czym nie.

– Twoje dziecko nie musi budować wieży z klocków. Przy dobrych wiatrach zrobi to za pół roku. Za to chętnie będzie uderzało klockiem o klocek.

– Twoje dziecko nie musi korzystać z nocnika. Tak naprawdę mało roczniaków to potrafi. Dopiero dzieci półtoraroczne zaczynają rozumieć, co w trawie piszczy, a i to nie wszystkie. Jednak zanim na dobre skończy się okres pieluchowania, miną dwa, czasem nawet trzy pierwsze lata życia dziecka. I nie ma w tym nic nienormalnego.

Dziecko sąsiadki robi wszystko, co powyżej, a nie ma jeszcze roku? No super. Tylko co to zmienia? To nadal nie oznacza, że Twoje dziecko rozwija się nieprawidłowo. Ono rozwija się w swoim tempie i dopóki widzisz postępy, nie ma powodu do zmartwień. Oczywiście, jeśli Twoje roczne dziecko nie tylko nie chodzi, ale także nie siada, nie raczkuje, nie umie zrobić „papa” i klasnąć w dłonie, kompletnie nie reaguje na Twój głos, masz prawo być zaniepokojona.

​Nie ogarniasz siatek centylowych? Ja też nie. Nigdy ich nie rozumiałam. Ze słów naszego rodzinnego lekarza wynika, że Duśka mija się wagowo i wzrostowo. Jest albo za wysoka, albo za chuda :P

Jeśli koniecznie musisz, poszukaj wiedzy w internecie, ale trzymaj się z daleka od wszelkiego rodzaju forów i miejsc, gdzie mamusie prześcigają się w licytowaniu, czyje dziecko pierwsze zrobiło to i tamto, albo przestało to i tamto robić. Napisać można wszystko. Uwierzysz, jeśli Ci powiem, że Duśka miała pół roku, jak pokazywała palcem literki? Nie? No i słusznie! Jak była w tym wieku w domu nie było żadnych alfabetów edukacyjnych. Chyba w ogóle nie było zabawek edukacyjnych.

Pierwszy rok życia dziecka jest równie emocjonujący, co dołujący. Przebywające non stop z dziećmi matki powoli tracą kontakt z rzeczywistością. Ich świat kurczy się do wielkości słoiczka z kaszką. Spragnione uwagi, kontaktu z dorosłymi, wyżywają się w internecie, przechwalając, jak cudowne jest ich dziecko. Zauważyliście, że taki stan rzeczy, nie trwa dłużej niż dwa lata? Jakoś nie zauważyłam obwieszczania z dumą, czyje dziecko umie jeździć na hulajnodze, rowerze, rzucać piłką, robić babki, kopać w piaskownicy, samodzielnie huśtać się na huśtawce itp. Bo wiecie co? To po prostu nie ma znaczenia. Serio. Dlatego odpuśćcie sobie nerwowe ocenianie Waszego dziecka przez pryzmat umiejętności innych dzieci. Dorośli ludzie różnią się między sobą niemal na wszystkich płaszczyznach. Dlaczego więc od dzieci wymaga się, by były identyczne pod każdym (no może poza wyglądem) względem?

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Momo – kolejny chory wytwór ludzkiej wyobraźni


Wczoraj, w internecie, natknęłam się na post ostrzegający rodziców przed Momo. Od razu pokazałam to mężowi, bo postać Momo już wcześniej przewinęła się przez rozmowy z najstarszym synem – i nie były to rozmowy szczególnie sympatyczne. A dlaczego?

A dlatego, że Momo to kolejny chory wytwór ludzkiej wyobraźni. Wytwór, który może wyrządzić dziecku realną krzywdę. Momo jest postacią, którą można napotkać m.in. na filmikach na You Tube i zdjęciach w sieci. Wygląda przerażająco, co mnie uderzyło, a moje dziecko przestraszyło. Akurat miałam otwartą stronę z jej wizerunkiem i jak Bartek ją zobaczył, stracił rezon i nie miał ochoty na nią dłużej patrzeć. On się boi Momo, podobnie jak wiele innych dzieci. Boi się nie tylko ze względu na jej wygląd, ale przede wszystkim dlatego, że Momo ma w zwyczaju – wg. krążących o niej informacji – mordować dzieci, które nie śpią o północy. Ponoć jeśli ktoś zaryzykuje rozmowę przez komunikator z Momo (z tego, co widziałam na filmiku, ktoś się w nią wciela, żeby dzieci straszyć), musi wypełnić jej polecenia, inaczej Momo zemści się, mordując rodzinę dziecka!!! Od mojego Bartka wiem, że o Momo nie wolno nikomu powiedzieć, bo ona się pojawi i zrobi coś strasznego.

My możemy pukać się w głowę i olać temat, ale dziecko ze strachu, ze swoją naiwnością i plastyczną wyobraźnią, może zrobić coś głupiego, nieodwracalnego. Poza tym strach, wręcz przerażenie towarzyszące dziecku nie jest czymś dobrym.

W rzeczywistości Momo to rzeźba japońskiego artysty, który swą nietypową wizję ziścił. Nie miała ona ona celu straszyć i nakłaniać do robienia dziwnych lub niebezpiecznych rzeczy. Tymczasem chory człowiek (ludzie) do jej niemiłego wyglądu dorobili chorą ideologię, zachęcając dzieci do wykonywania poleceń pod groźbą kary śmierci dla bliskich. Niewiarygodne i zatrważające, że ktoś bawi się kosztem psychiki dzieci. 

I nic, że moje dzieci ostatnimi czasy  (od kilku tygodni wcale) nie korzystają z internetu – mają znajomych, którzy chętnie dzielą się informacjami na temat Momo. Rozmawiałam z Bartkiem o Momo, on wie, że ta postać nie istnieje, że to tylko rzeźba, ale mimo tego widzę w jego oczach niechęć do tematu, strach. “Laleczka” zrobiła więc swoje :(

Mam nadzieję, że takie treści krążące po necie będą piętnowane, a rodzice uważniej przyjrzą się temu, co oglądają ich dzieci.  

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

10 zastosowań cytryny w domu, które pokochasz


Cytryna to owoc o specyficznym, kwaśnym smaku, który ciężko ot tak zjeść, za to idealnie nadaje się do napojów, deserów a także doprawiania przeróżnych dań. Ale na kuchni nie kończą się możliwości zastosowań cytryny, o czym szczególnie dobrze wiedzą miłośnicy eko sprzątania. Jeśli jesteście ciekawi, do czego możecie wykorzystać cytrynę, zapraszam do dalszej części wpisu:

  1. Przeciw pleśni

Sól i sok cytryny wymieszaj na gęstą papkę. Nałóż ją na dłuższy czas (najlepiej kilka godzin) na miejsce, gdzie występuje pleśń, a następnie wyczyść gąbką.

2. Dla czystych okien

4 łyżki soku z cytryny dodaj do 2,5 litra wody. Tym skutecznie i naturalnie umyjesz okna.

  1. Do podłóg
  • Pół szklanki cytryny
  • 1 część octu
  • 3 części najlepiej gorącej wody

Takim płynem można wyczyścić w sposób ekologiczny podłogi.

  1. Na matowe krany i emalię

Jeśli krany stały się matowe, zaczyna osadzać się na nich osad z kamienia, przetarcie przekrojoną cytryną, a jeszcze lepiej – obłożenie zakamienionych miejsc na kilka godzin plasterkami lub ściereczką nasączoną sokiem, powinno pomóc.

  1. Wybielacz do tkanin

Zagotuj wodę w garnku, przelej do miski i dodaj pół szklanki soku z cytryny. Zanurz w niej na godzinę przed planowanym praniem białe ubrania (o ile nie są z bardzo delikatnej tkaniny, jak np. z jedwabiu).

  1. Odświeżacz do lodówki

Kilka plasterków cytryny wyłożonych w lodówce na talerzyku rozwiąże problem nieświeżego zapachu.

  1. Sposób na czystą mikrofalówkę

Do miseczki z wodą wyciśnij jedną cytrynę, a następnie dołóż jej miąższ. Włącz urządzenie na 3 minuty, ustawione na najwyższą moc. Po upływie tego czasu uchyl odczekaj, by wnętrze ostygło i przetrzyj środek mikrofali ściereczką – nawet zapieczony brud łatwo odejdzie.

  1. Czyste paznokcie

Niekiedy, np. po obieraniu buraków lub przebieraniu wiśni, paznokcie wymagają porządnego szorowania. Przecięta na pół cytryna doskonale wyczyści i wybieli płytkę paznokcia, zdrowo i szybko przywracając blask.

  1. Pachnidło do szafy

Ususzoną skórkę cytryny warto skropić olejkiem eterycznym i włożyć do płóciennego woreczka, a następnie umieścić w szafie. Subtelnie i skutecznie odświeży jej wnętrze.

  1. Czyste deski do krojenia

Posyp deskę solą i przetrzyj ją przekrojoną na pół cytryną lub gąbką nasączoną sokiem z cytryny. Spłucz pod bieżącą wodą. Deski będą czyste i odkażone, jak nowe.

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Naturalne sposoby na podniesienie poziomu dopaminy i walkę z chandrą


Lato skończyło się tak samo, jak się zaczęło. Nagle i niespodziewanie. Jednak o ile początek lata był powodem do radości, o tyle nagły koniec spowodował u wielu osób (w tym u mnie) gwałtowny spadek nastroju. Do depresji raczej daleko, ale to co jest, też mi się nie podoba. Dlatego przekopałam internet w poszukiwaniu naturalnych sposobów na jesienną chandrę.

Serotonina i dopamina – te dwa neuroprzekaźniki (cokolwiek by to nie znaczyło) odpowiadają za dobry humor. Niski poziom serotoniny i dopaminy skutkuje kiepskim samopoczuciem, niechęcią do działania, sennością i ogólną niemocą. Mało tego – do kompletu pojawia się bezsenność. Ani efektywnie pracować, ani skutecznie odpocząć. Można oczywiście szukać pomocy w farmaceutykach, ale zanim naprawdę nastąpi taka konieczność, lepiej wspomóc się naturalnymi sposobami.

 

  1. Walcz z rutyną

Rutyna jest niejako wpisana w bycie mamą. Rytm dnia powtarza się codziennie zdumiewająco konsekwentnie i nawet weekendy nie przynoszą upragnionej odmiany. A nawet jeśli dziecko chodzi do przedszkola czy szkoły to i tak ciężko o przełamanie monotonii. Niemniej jednak próbować trzeba, bo rutyna niestety ma bezpośrednie przełożenie na obniżenie poziomu dopaminy. Nawet jeśli owe próby będą się ograniczały do zamiany prasowania na mycie łazienki to i tak warto. A do kompletu można każdego dnia tygodnia chodzić na spacer w inną stronę.

 

  1. Włącz muzykę

Ponoć współczesna muzyka działa uzależniająco. Nie wiem, nie słucham współczesnej muzyki, bo kojarzy mi się bardziej z tłuczeniem kotletów niż prawdziwą muzyką. Opcjonalnie cofam się w czasie dwadzieścia albo dwieście lat i przyznaję, to działa. Muzyka zawsze stawia mnie na nogi. Dobra muzyka zwiększa poziom dopaminy, zła ponoć niekoniecznie. Jeśli drażni trzeba ją zamienić na inną.

 

  1. Spróbuj medytacji

Szczerze mówiąc, nie wiem, na czym to polega i czy faktycznie działa. Znawcy twierdzą, że tak. Medytacja zwiększa poziom dopaminy, pozwala uporać się ze stresem, poprawia humor i samopoczucie. Ponoć podczas biegania mózg sam przestawia się w tryb medytacji. Trzeba by zapytać jakiegoś biegacza. Nie zauważyłam tego efektu przy pływaniu, jeździe na rowerze ani na rolkach.

 

  1. Pokochaj aktywność fizyczną

W zdrowym ciele zdrowy duch, a regularne uprawianie sportu stale podnosi poziom dopaminy, serotoniny i endorfin. Ćwicząc możemy liczyć na lepszy humor, przypływ energii i chęci do działania. Jednak umówmy się – najpierw musimy znaleźć swoją ulubioną dyscyplinę sportową. To ma być przyjemność i cel sam w sobie, a nie żmudny i nielubiany środek do celu.

 

  1. Podnieś poziom tyrozyny

Tyrozyna to aminokwas niezbędny między innymi przy syntezie dopaminy. Więcej tyrozyny to automatycznie więcej dopaminy. Chociaż tyrozyna jest aminokwasem, który organizm sam sobie wytwarza, to nie zawadzi wprowadzić do diety produkty, które podniosą jego poziom. Tyrozynę znajdziemy w awokado, bananach, migdałach, zielonej herbacie i ciemnej czekoladzie. W sumie wychodzi na to, że trzeba jeść produkty tuczące, a potem napędzać metabolizm zieloną herbatą i to nam poprawi humor :P Chętnie bym spróbowała, ale nie wolno mi pić zielonej herbaty.

 

  1. Pokochaj kreatywność

Tak naprawdę nie lubię tego słowa, uważam, że niewiele znaczy. Niemniej jednak znawcy tematu twierdzą, że ludzie kreatywni rzadziej popadają w depresję, a możliwość tworzenia czegokolwiek jest jednym z lepszych sposobów na poprawę humoru. Przy czym umówmy się, to może być naprawdę cokolwiek. Jeśli uda nam się ciasto według przepisu, który próbujemy pierwszy raz, punkt z kreatywnością możemy uznać za zaliczony. A jeśli mamy talent do rysowania, malowania, dziergania na szydełku czy rzeźbienia w zapałkach, to tym lepiej. Ja nie mam, za to potrafię zrobić kreatywny bałagan. Nie wiem, czy to się liczy.

 

  1. Unikaj uzależnień

Ha, łatwo powiedzieć. Sama jestem uzależniona od kawy, internetu i czytania. I szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie odwyku od tych rzeczy. Chociaż dobrze wiem, że bez kawy byłoby mi lepiej i czasem robię sobie detoks, potem i tak do niej wracam. Internet to moje miejsce pracy więc jakby nie ma szans, żeby się odciąć. A książki to książki. Nie ma o czym mówić.

Niemniej, jednak jeśli uzależnienia dotyczą poważniejszych i groźniejszych dla zdrowia nałogów, warto zrobić uczciwy rachunek sumienia i sprawdzić, czy czasem nie ciągną nas w dół.

 

  1. Łap słońce

Jesień jest, jaka jest, słońce nie zawsze daje radę przebić się przez chmury. Dlatego jeśli już się pojawi, dobrze jest wyjść na spacer. Tak naprawdę chodzi nie tyle o słońce, co o światło, dlatego warto zadbać o to, by w domu było jasno. Dobre żarówki emitujące ciepłe, białe światło mogą zdziałać cuda. I odwrotnie – życie w półmroku automatycznie przekłada się na spadek nastroju. Nie masz humoru? Włącz światło!

 

Jednak umówmy się, powyższe sposoby zadziałają tylko w przypadku osób zdrowych, którym przytrafił się chwilowy spadek energii i nastroju. W ten sposób nie wyleczymy depresji. Z nią trzeba udać się do lekarza.

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Top W Roli Mamy na Facebooku