Na zakupach 22 stycznia 2013

Cóż to był za chrzest

Podczas przeglądania rodzinnych fotografii wpadły mi w ręce zdjęcia wykonane podczas chrztu Młodego. Odżyły wspomnienia związane z tym wyjątkowym dniem, który – jak się okazało – był większym przeżyciem dla nas, rodziców, niż dla naszego syna. Ileż to trudu włożyliśmy w przygotowania, ile czasu spędziliśmy na lekturze poradników dla młodych rodziców, którzy taką uroczystość będą przeżywać po raz pierwszy… Na szczęście w praktyce organizacja chrztu okazała się nieco łatwiejszym zadaniem niż początkowo myśleliśmy i mimo licznych obaw z naszej strony wszystko potoczyło się gładko.

Pamiętam, że pozytywnie zaskoczył nas brak zbędnych formalności związanych z ustaleniem daty chrztu. Ksiądz podał nam najbliższy dostępny termin, a my zgodziliśmy się do niego dostosować. Uniknęliśmy też problemów z wyborem chrzestnych, gdyż od dawna było jasne, że tę rolę będą pełnić nasi bliscy przyjaciele. No i po kilku latach stwierdzam, że wybór był słuszny, zaś nasi przyjaciele świetnie w roli chrzestnych sobie radzą.

Pamiętam, że szczególnie zależało nam na pochwaleniu się Pierworodnym, który w naszym mniemaniu miał być najpiękniejszym dzieckiem w całej grupce chrzczonych tego dnia maluchów. Ot, taki rodzicielski egoizm połączony z dumą i uwielbieniem dla własnej pociechy. Dziś może się to wydawać śmieszne, ale najwięcej problemów sprawił nam właśnie wybór ubranka do chrztu. Chcieliśmy, by nasz synek wyglądał elegancko oraz by w swej uroczystej kreacji czuł się dobrze. Byłam zaskoczona szerokim wyborem ubranek dla niemowląt projektowanych z myślą o tej uroczystości. Po odwiedzeniu niemal wszystkich okolicznych sklepów oraz przejrzeniu setek stron internetowych wybraliśmy wreszcie strój, który spełniał nasze oczekiwania. Choć kusiły nas eleganckie garniturki uznaliśmy, że naszemu Młodemu zapewnimy przede wszystkim wygodę. Wybraliśmy zatem dość prosty komplecik, który ujął nas swą skromną elegancją. Białe body zapinane w kroku, białe spodenki na gumce oraz szykowna, biała bluzeczka z długim rękawem na naszym synku prezentowały się wspaniale. Całość uzupełniła obowiązkowa czapeczka z daszkiem. Jak się okazało na takie wygodne rozwiązanie zdecydowało się więcej rodziców, zaś skromne i wygodne kompleciki zdobyły znaczną przewagę nad garniturkami i ozdobnymi sukienkami. Dzieci wyglądały w nich uroczo, zaś w wygodnych ubrankach dotrwały spokojnie do końca mszy.

Drogie Czytelniczki kiedy chrzciłyście swoje dzieci?
Czy też przywiązywałyście dużą wagę do skompletowania stroju dla małego bohatera uroczystości?
Jeśli macie ochotę, pochwalcie się w komentarzach zdjęciami maluchów.

 

4
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
2 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Barbara Heppa-ChudyPaulina Garbieńmilena Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
milena
Gość
milena

Chrzest był dla mnie bardzo waznym dniem dlatego musiało byc u mnie wszystko zapięte na ostatni guzik. wybór chustki białej, świeca obrazek album na zdjęcia z dedykacja od rodziców i ubiór, formalności w kościele, tort, zaproszenie gości, rezerwacja sesji zdjęciowej i wiele wiele innych drobiazgów. Z chrzestnymi było już wiadomo od dawna kto będzie wiec nie było z tym problemu. wszystko sie udało, był to piękny dzień . Córkę chrzczę w świeta wielkanocne, lany poniedziałek 1 kwietnia i jestem własnie na etapie załatwiania wszystkich spraw :-) Poniżej są zdjęcia syna, słabej jakości :-) bo oryginały mam na starym zepsutym komputerze… Czytaj więcej »

Paulina Garbień
Gość

jaki przystojny mężczyzna :)

Barbara Heppa-Chudy
Gość

Ale elegancik :)

Paulina Garbień
Gość

synka chrzciliśmy gdy miał 2,5 tyg. był maleńki bo zaledwie 3kg więc ubranko musiało być malutkie. wybraliśmy śpioszki, sweterek i czapeczkę szydełkowe. Dla córeczki którą będziemy chrzcić w kwietniu dopiero wszystko szykujemy, więc jeszcze trochę przed nami :) strój na pewno będzie starannie dobrany :)

Emocje 21 stycznia 2013

W zakamarkach pamięci

Pamiętacie swoje dzieciństwo? Wyraźnie? Z perspektywy czasu wielu nam wydaje się, że było bezproblemowe. Nie pamiętamy wielu trosk, które wtedy często spędzały sen z naszych dziecięcych powiek.

Jednym z moich smutnych wspomnień, jest pewien dzień, gdy obudziłam się z popołudniowej drzemki, a moich rodziców nie było w domu. Została babcia, która powiedziała, że mama i tata poszli do kina. Byłam bardzo nieszczęśliwa i płakałam wycierając łzy w pluszowego misia – jak mogli tak mnie zostawić i sobie pójść?! Myślę, że miałam wtedy 4 lata. Może mniej. Doskonale pamiętam swój smutek. I … ciepłe ramiona babci.

Pamiętacie chwile spędzone z dziadkami? Te momenty chyba rzeczywiście były beztroskie i wiązały się z samymi dobrymi przeżyciami. Babcia i dziadek to te osoby, które zawsze znalazły dla nas czas – by wysłuchać, pobawić się, poczytać, przyrządzić coś smacznego – specjalnie dla nas. U dziadków czuliśmy się bezpiecznie, a w ich towarzystwie zawsze było wolno więcej.

Moje wspomnienia z dzieciństwa związane z dziadkami silnie wiążą się z zapachami i smakami. Podobno retrospekcje związane ze zmysłem węchu i smaku są wyjątkowo trwałe w porównaniu z innymi.
Czasem poczuję jakiś zapach i od razu zmysł zostaje pobudzony do wspomnień, a pozostałe też jakby się uaktywniają i tak pojawiają się w mojej głowie obrazy minionego czasu. Smak herbaty z malinowym sokiem, smak gołąbków, jajecznicy na maśle, pieczonej kaczki – to doznania, które otwierają drzwi do przeżyć  związanych z moimi dziadkami. Zapach wykrochmalonej pościeli, zbożowej kawy, drzewa różanego z którego był zrobiony różaniec babci, zapach pasty do polerowania podłóg, maść w okrągłym pudełeczku z kotem, zapach jabłek w ogrodzie – wrażenia, które przywołują obrazy z dziecięcych chwil spędzonych z babciami i dziadkami.

Chciałam Was dziś zaprosić do wspomnień doprawionych szczyptą nostalgii i miarą miłości do Waszych dziadków, której nie da się określić. Przypomnijcie sobie zapachy, smaki i emocje z dzieciństwa, które pamiętacie do dziś. Podzielcie się ze mną i innymi czytelnikami swoimi „zmysłowymi” wspomnieniami z dawnych lat, retrospekcji chwil spędzonych z dziadkami…

źródło zdjęcia: flickr

5
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Magda Kupis
Gość

Często mi się śni, że jestem u dziadków te kilkanaście lat wstecz. Mój dziadek odkąd pamiętam chorował, ale mimo swoich problemów zdrowotnych zawsze nas wyczekiwał, bardzo kochał wszystkie dzieci. Najbardziej utkwiły mi w pamięci powitania i kiedy jeszcze był na tyle zdrowy zabierał nas na działkę. Nasze małe nóżki dreptały w słońcu spory odcinek, kiedy już bolały siadałyśmy z siostrą na bagażniku roweru i dziadek wiózł nas do celu. Zapach malin wygrzewających się w letnim słońcu kojarzy mi się właśnie z nim. Opowiadał nam śmieszne historie, zadawał zagadki (później znaliśmy je wszystkie na pamięć, ale to zupełnie nie miało znaczenia).… Czytaj więcej »

Milena Kamińska
Gość
Milena Kamińska

Ja i moja siostra bardzo dużo przebywałyśmy u dziadków. Często brali nas na całe tygodnie.Do dziś pamiętam zapach omleta jajeczka na miękko, ciasteczek i ciast różnego rodzaju, owocowego kompociku, smak kluseczek własnej roboty rosołku z domowego kogucika, zapach Maści ( do dnia dzisiejszego) „kotka”, ciepło termoforu, dźwięk rąbania drzewa na opał, mogłabym tak nieskończoność

Kordzińska-Śniegota Weronika
Gość
Kordzińska-Śniegota Weronika

Hmm… Nigdy nie mialysmy z Dziadkami takiego kontaktu,jak kuzynki… Jednak gdy dzis mysle o dawnych czasach widze babcine pierogi, drozdzowke i pierniki! Czuje specyficzny zapach jaki unosil sie juz na klatce schodowej. I slysze kolysanki- te same, ktore dzis spiewam naszemu Maksowi… Widze tez Dziadka- wysokiego, surowego, takiego, ktorego troche sie balam. Jest tez Babcia- usmiechnieta, „babcina”, wygladajaca tak, jak w moich oczach powinna wygladac Babcia. Jest kakao i historie z dawnych lat. Teraz Babcie zastepuje Dziadek-usmiechniety, zaczepiajacy nasze Maluchy- a Babcia juz tylko z nami w myslach…i zal,ze nie wykorzystalo sie okazji…

Sport 16 stycznia 2013

Zimowe bieganie

Zima nie jest najbardziej sprzyjającym czasem dla osób kochających bieganie. Niskie temperatury i  niesprzyjająca aura skutecznie potrafią zniechęcić do wyjścia na zewnątrz, a co dopiero przetruchtania kilku kilometrów. To co zdążyłam poczuć na własnej skórze, to szczególnie mało sympatyczne  bieganie w nieodpowiednim obuwiu po śniegu.

Nigdy nie udało mi się “wyciąć orła” jednak niejednokrotnie łapałam w akcie desperacji pion wymachując jak szalona rękoma. Niestety nie posiadam jeszcze odpowiedniego obuwia, więc jedynie zazdroszczę tym, którzy biegają wygodnie i suchą stopą. Wiem że jest możliwość zakupienia specjalnych kolców mocowanych do butów, co zapobiega poślizgnięciu się, jednak ja nigdy z tego nie korzystałam, więc nie mogę się na temat ich skuteczności czy wygody wypowiedzieć.

Ja (czego nie pochwalają moi koledzy wuefiści) zimą lubię biegać po chodnikach ponieważ z reguły są nieźle odśnieżone, więc nie muszę specjalnie skupiać nad tym na co za chwilę nastąpię. Co prawda mam za oknem możliwość biegania w pięknej scenerii lasu, jednak nie pociąga mnie perspektywa skręconej kostki, bo pod warstwą śniegu zwyczajnie nie widać zagrożenia (choć zupełnie inaczej wygląda bieganie po wydeptanych ścieżkach). Pod śniegiem nawet niewielki kamień obsuwający się pod stopą, o czym już zdążyłam się boleśnie przekonać, potrafi wyeliminować z biegania na dobrych kilka tygodni.

Kiedy już wiemy gdzie będziemy biegać, należy zastanowić się nad wyborem najlepszej ku temu pory. Jeśli wolimy bieganie na miękkiej nawierzchni (leśne czy polne dróżki) to nie zaszalejemy po ciemku, chyba że posiadamy zmysł echolokacji, albo bardziej po ludzku lampkę czołówkę :). Z chodnikami czy poboczami mniej ruchliwych ulic łatwiej jest według mnie wieczorem, ze względu na mniejsze natężenie ruchu, ponieważ nie  będziemy przeciskać się przez tłum piechurów, a światło lamp dobrze oświetli nam trasę naszego biegu. Dobrym pomysłem jest również odblaskowy element stroju, zwiększający naszą widoczność i bezpieczeństwo.

Ja tradycyjnie umilam bieg słuchaniem muzyki, naprawdę pomaga mi to w osiągnięciu zamierzonego dystansu, oraz skupieniu się na czymkolwiek innym niż śniegu padającym ostro w twarz ;) Tego musicie sami spróbować, czy odcięcie się muzyką, pomoże Wam czy przyniesie wręcz odwrotny skutek.

I pozostaje jeszcze kwestia ubioru, co nie zawsze jest  takie oczywiste o tej porze roku. Z reguły zanim zbiorę się do biegania, zawsze sprawdzam ile stopni pokazuje termometr zewnętrzny, czy wieje i sypie śnieg. Ja działam według swojego schematu, tak do 0 stopni ubieram termoaktywny komplet legginsy i koszulka na długi rękaw, z tej samej serii bluza z golfem, czapka i rękawiczki, ponieważ dłonie marzną mi ekspresowo.

Tak do 7 stopni poniżej zera, dorzucam do powyższego drugą parę skarpet, komin na szyję i koszulkę na krótki rękaw pod komplet i jak dla mnie jest idealnie. Ilość warstw może nie robi wielkiego wrażenia, ale należy wziąć pod uwagę termoaktywne właściwości stroju i to że ruch szybko rozgrzeje nasze ciała. Dobrze jest również zadbać o skórę twarzy i rąk, zabezpieczając je odpowiednim kremem ochronnym przed mrozem.

Wszystko to co zostało tu przedstawione, to są moje doświadczenia. Chcąc wiedzieć więcej o zimowym bieganiu proponuję skorzystać z literatury fachowej, ponieważ ja absolutnie nie poczuwam się do bycia specjalistką w tej materii, raczej zakochanym w bieganiu laikiem praktykiem ;)

A jeśli któreś z Was nie odpuściło biegania po wakacjach i chciałoby się podzielić własnymi pomysłami na bezpieczne i przyjemne bieganie zimą, zapraszam do pozostawienia komentarza. Dzielcie się wiedzą, sama chętnie skorzystam z doświadczenia innych biegaczy :)

Źródło zdjęcia: Flickr

13
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anna Z
Gość
Anna Z

Ja niedawno zaczęłam biegać. Nie wiedziałam wcześniej, że to taka super sprawa.

Żaklina Kańczucka
Gość

Podoba mi się takie podejście :)!

Monika Nagórna
Gość

Nie ma nic przyjemniejszego niż bieganie, ale bieganie takie swobodne bez celu, kiedy to możemy się wyładować lub też odwrotnie uspokoić się i nabrać energii. Najprzyjemniej biega się w spokojnym miejscu np. w parku, w lesie… na łonie natury, z daleka od gwaru ulicy, smogu i innych zanieczyszczeń. Bieganie to samo zdrowie.

Basia
Gość
Basia

Kolorowe kredki w pudełeczku noszę,
Kolorowe kredki bardzo lubią mnie,
Kolorowe kredki kiedy je poproszę,
Namalują wszystko to co chcę.

Katarzyna Sawicka
Gość

Super kredeczki,
jak z okładeczki!
Synek mój po wszystkim rysuje
i niczym kompletnie się nie przejmuje.
Wiec bardzo prosimy podaruj je nam,
a rysuneczek synka na pewno Ci dam :)

Anna Kozubek-Bortniczuk
Gość

Przed drugą ciążą dość często biegałam. Niestety teraz nie mam z kim synka zostawić, więc odpuściłam…za to mały daje mi taki wycisk, jest lepszy niż niejedna siłownia….w śniegu nie biegałam nigdy, ale taki bieg w zimowym lesie musi być super….

Lidia Madalińska
Gość

chapeau bas :) dawno, dawno temu miałam ambitny plan – biegać! I pobiegłam… chyba ze dwa razy – zdyszana, zziajana, z jęzorem u ziemi i z wytrzeszczem oczu wróciłam do domu i jakoś samo się to bieganie zaprzestało :) Szumnie jednak powiem, że z mojego doświadczenia wiem (!), że łatwiej dolę (bądź niedolę) biegacza znosi się, gdy ktoś biegnie obok Ciebie – wtedy pojawia sie element konkurencji: „skoro on/ona może, to ja(!) nie dam rady?” wtedy człowiek choćby ostatkiem sił, to jednak powłóczy noga za nogą, bo przecież gorszym być… nieeee….

Gosia Sójka
Gość

Nie biegacz inny motywuje, ale system – wyznacz sobie , że 3 x w tygodniu wychodzisz z domu na 30 min wysiłku. Najpierw przyzwyczaj organizm to tych pór. Zacznij od marszu, potem marsz/bieganie/marsz, nastęnie bieganie/marsz/bieganie.

Jad Janusz
Gość

Widzę, że nie tylko ja pozostałam na etapie planowania. Po lekkiej zadszyszce odpoczywam do dziś. Ale zgadzam się że bieganie z kimś (sąsiadem, psem) dodaje jakiejś energii, sensu. Nawet nie chodzi o konkurencję a o dodatkową motywacje. Może jakbym oglądała moje ciało codziennie w lustrze i z rana w wiadomościach podawali jakie to to dobroczynne właściwości ma bieganie to po tygodniowym przygotowaniu wybiegłabym na dłużej

Żaklina Kańczucka
Gość

Widzę więc że nie tylko ja lubię się dobrze zmęczyć:) Fakt, najtrudniej jest znaleźć motywację i choć godzinkę w ciągu na tego typu przyjemność. Ale zaręczam, gdy to już się stanie, nawet nie zauważycie jak szybko to ustrojstwo wciąga. Ostrzegam, bieganie uzależnia :D!

milena
Gość
milena

jak juz nie raz pisałam nie jestem bardzo za bieganiem choć bardzo żałuję i zazdroszcze tym co biegają a sposób na bezpieczne bieganie zimą? kupić bieżnie i biegać w domu. no tak ale zaraz ktos powie o swiezym powietrzu. Możemy otworzyc okno :-)

GGG
Gość
GGG

Nie ma nic lepszego niż bieganie zima. To zimą trenujemy siłę. Mowiac o bezpieczeństwie nie proponuje biegania w mieście ze słuchawkami na uszach-nie słyszysz co się dzieje wokoło ani w butach do tego nie przystosowanych.

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close