Emocje 2 lutego 2014

Cześć, mam na imię Marysia i biję moje dzieci

Co Wy na to, że nowo poznana osoba, matka z dwójką dzieci pod pachą, przedstawia się w ten sposób? Niemożliwe? Pewnie nie, bo przecież kto o zdrowych zmysłach przyzna się, że bije swoje pociechy, z reguły bezbronne dzieciaki. Albo baba głupia albo bezczelna albo zmyśla. Ja na pewno nie zaczynam od tego rozmowy, choć gdy się ktoś mnie zapyta, czy biję moje dzieci, odpowiem – nie, lecz kiedyś zdarzyło mi się dać klapsa.

I to pewnie nie tylko mi. Poprawność polityczna narzuca odpowiedź “klaps jest zły, nie biję swojego dziecka”. Ja w wielu przypadkach wyczuwam tu hipokryzję. Dobrze jest gdy faktycznie rodzic stosuje się do hasła “kocham, nie biję”, ale gorzej gdy tylko ktoś tak mówi a w czterech ścianach to wygląda zgoła inaczej.

Otóż to, nie biję, choć w ostateczności padł  klaps (tak, wiem, już słyszę gdzieś w tle “co za różnica”). Było to bardziej efektem złości, bezsilności czy rozpaczy. Z pewnością nie napawało mnie to dumą.

Szczęśliwie nie mam takiej potrzeby żeby na co dzień karać w ten sposób moje dzieci. Choć może powinnam zaznaczyć – moje starsze dziecko, bo niemowlęcia uderzeniem nie mogłabym “poczęstować”. Zresztą klaps nigdy nie miał na celu zadać bólu, ale otrzeźwić młodego gdy ostro przegiął ze swoim zachowaniem. Otrzeźwić – nie upokorzyć czy fizycznie niszczyć. Nie powinnam się wypowiadać w cudzym imieniu, ale nie tylko ja rozgraniczam to w ten sposób.

W pierwszej kolejności stosuję w wychowywaniu dzieci “pokojowe” metody, rodem z programów o super niani. I cieszę się, że działają, bo głowa mnie o to nie boli co mam dalej robić, jak działać, gdy nie starcza mi sił, pomysłów czy żelaznej konsekwencji w zaprowadzaniu ładu i składu u syna. Wolę tłumaczyć, ale gdy to zawiedzie, zdarza mi się podnieść głos, a nawet uderzyć po ręku gdy ten, mimo moich próśb i innych środków zaradczych, po raz milionowy wyciąga rękę tam gdzie nie powinien – np. w stronę odkręconego palnika z ogniem.

Niestety, tragiczne historie dzieci, które mało nie spaliły się od podpalenia flanelowej piżamy, usprawiedliwiają w moich oczach strzał po ręku, bo jeśli nie po dobroci i w tłumaczeniu, to może tak dziecko “jak nie zrozumie to zapamięta”. I nie uwierzę, że tylko mi się taka sytuacja zdarzyła, a reszta rodziców jest absolutnie na “NIE” i nigdy czegoś takiego nie zrobiła.

Sadystyczne podejście? Nie wydaje mi się. Wyraźnie rozgraniczam klaps od bicia, tym łatwiej, że w dzieciństwie nie raz ojciec skórę sprał więc wiem, na czym to polega. Mówi się, że dupa nie szklanka, nie pęknie, co potwierdza moje doświadczenie. I może taka nauka nie należała do najprzyjemniejszych, jednak była skuteczna, drugi raz tych samych błędów nie popełniłam. Nasi rodzice nie mieli wątpliwości jak wychowywać dzieci, zresztą wtedy większy szacunek był i dla zasad i dla człowieka. Rodziców moich kocham i podziwiam za to, że dali sobie z nami radę, a my wyrosłyśmy na przyzwoitych ludzi. Nie została mi trauma z dzieciństwa, nie noszę na ciele ani na duszy śladów ojcowskiego paska, nie jestem wypaczona ani zaprogramowana na agresję względem moich dzieci.

Mam też świadomość że klaps jest karalny, choć osobiście wolę, aby państwo nie ingerowało w wybrane przeze mnie metody wychowawcze, tak, że za chwilę nie będę mogła podnieść głosu na dziecko. Co więcej uważam, że to nie stosowanie klapsa daje przyzwolenie na bicie i tworzenie patologii, ale spaczona psychika człowieka.

Żeby była jasność sytuacji, nie namawiam do dawania klapsów ani stosowania przemocy, sama trzymam się od tego jak najdalej mogę, ale zwyczajnie i po ludzku rozumiem, że błędy a nawet ten nieszczęsny klaps każdemu rodzicowi mogą się przydarzyć. Najważniejsze żeby każdy z tego odpowiednie wnioski wyciągnął. Rodzic powinien sam sobie odpowiedzieć jak chce dziecko wychowywać, i robić to tak, aby móc uczciwie spojrzeć dziecku prosto w oczy z pewnością, że zrobiło się wszystko, żeby było szczęśliwe. Bez przegięcia w jedną czy drugą stronę.

Subscribe
Powiadom o
guest
30 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Edyta Wilk
7 lat temu

Mam na imię Edyta i moja córka kiedyś dostała klapsa. Tak wyszłam z siebie i stanęłam obok. Co mnie zaskoczyło? Ja tej sytuacji już nie pamiętam dokładnie, ale dzieci pamiętają. Kiedyś wkurzyłam się na Młodszą i Starsza powiedziała: Mamo nie będziesz jej biła? Mi się gorąco zrobiło… Jeden klaps… To dla moich dzieci oznacza bicie! Uderzenie w pupę. Z jednej strony sobie pomyślałam: Dziewczyny wy nie wiecie w ogóle co to znaczy bicie. Z drugiej… Jeju nigdy więcej. Matko policz do dziesięciu lub grzmotnij kubkiem o podłogę. Jak one wszystko pamiętają!!!! Jednak dokładnie rozumiem rodzica, w którym się czasem zagotuje.… Czytaj więcej »

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
7 lat temu
Reply to  Edyta Wilk

Ja to co robię gdy się we mnie gotuję, to wychodzę z pokoju, po prostu obracam się napięcie i Auf Wiedersehen! Swoją drogą, nie raz gdy słucham starszych ludzi, pojawia się aprobata nawet nie dla klapsa, ale ogólnie dla bicia, jako środka wychowawczego. Nie dziwię się specjalnie, bo dzieciaki teraz są niemiłosiernie rozpuszczane, a kilkadziesiąt lat temu podobne zachowanie czy brak szacunku wobec starszych byłby nie do pomyślenia. I nie było poradników jak wychowywać, żeby nie krzywdzić dzieci.

Edyta Wilk
7 lat temu

Ja krzyczę. Po prostu wydaje z siebie głośne aaaaaaaaaaa i wtedy Młode wiedzą, że przegięły. Zaczynają mnie przytulać i często gęsto powiedzą coś takiego, że wybucham śmiechem. Wyczaiły to i teraz same starają się mnie rozśmieszyć. Trudno nie mieć nerwów.Trudno je opanować, ale w sumie da się. Jestem chronicznie przemęczona i to mnie dobija. Mam dzieci wstające z kurami a chodzące spać koło północy, wiecznie gadające, śpiewające i skaczące i czasem chciałabym wyjąć na chwilę z nich baterie ;) Nie da się. Czasem takie aaaaaaaaaaaa pozwala się wyładować. A klaps jest niedobry. Przemoc wobec kogokolwiek jest niepoprawna politycznie… Niemniej nie… Czytaj więcej »

mamazpowolania.blogspot.com
mamazpowolania.blogspot.com
7 lat temu

A ja nie rozumiem i mam nadzieję nigdy nie zrozumieć jak można dać klapsa. Patrzę na swoją córkę i widzę bezbronne, zależne ode mnie cudne stworzenie. Nie wymagam od niej bezwzględnego posłuszeństwa, zdaję sobie sprawę, że jest odrębną jednostką, ma swój charakter, temperament, emocje, szanuję jej odmienne zdanie. Jeszcze nie zdarzyło mi się podnieść na nią krzyku, ale nie zarzekam się że to się kiedyś nie stanie, jednak musiałaby to być faktycznie krytyczna sytuacja np. zagrożenia jej bezpieczeństwa. Nie wychowuję córki bezstresowo, ale po prostu nie umiem sobie wyobrazić, że mogłabym ukarać ją cieleśnie.

Józek
Józek
7 lat temu

Zaloze sie ze twoje dziecko ma ponizej 2lat? Pamietam jak sasiadki obgadujac inna wyrazily dezaprobate w stosunku do jej krzykow na dziecko. Dzis jedna z nich robi to znacznie glosniej… Moral z tego taki, ze z wiekiem dziecka zmenimy poglady…

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
7 lat temu
Reply to  Józek

Oj, święte słowa, dopóki człowiek sam tego nie przerobi, to nie specjalnie ma pojęcie o czym mówi.

Aneta Flow
Aneta Flow
7 lat temu
Reply to  Józek

Zgadzam sie!

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
7 lat temu

Mam gorącą nadzieję, że wytrwa w tym Pani, bo ja przyznam zarzekałam się e nigdy mi się to nie zdarzy, niestety, w jednej sekundzie to nigdy przestało istnieć. A proszę mi wierzyć, dzieci kocham miłością nie do zdarcia.

Jagoda Polak-Wątor
Jagoda Polak-Wątor
7 lat temu

Dokładnie wiem o czym napisałaś. Zanim mój synek się urodził wiedzieliśmy, że nie będziemy stosować kar cielesnych. Synek ma teraz 3,5 roku i przyznaje sie, że zdarzyło mi się dać klapsa czy trącić w rączke. Był to wynik mojej bezradności braku sił i zmęczenia. Synek bardzo lubi testować moja wytrzymałość i wymyśla różne psoty. Kiedy jednak coś co robi w jaki kolwiek sposób zagraża jego zdrowiu i życiu np. odkręcanie kurka z gazem etc wybucham krzykiem. Jest to chwila moment. Zaraz już spokojnie staram sie mu wyjaśnić, że tak nie wolno i dlaczego ale w pierwszej chwili reaguje krzykiem. Zawsze… Czytaj więcej »

Arhuna
Arhuna
7 lat temu

Kiedyś byłam niania dwójki urwipolciow. Zawsze przysiegalam, że nie będę używała przemocy, ale przy nich dostałam na to zielone światło od ich szwajcarskiej matki- bo, jak ona twierdziła, czasem inaczej się nie da. I co? Raz jeden mialam sytuację, gdy Młody o mało nie wyskoczył na ulice. Biegnąc do niego chwycilam go za rękę tak, że został ślad na nadgarstku. Miał później ogromne pretensje, że to bolało, ale ja się wówczas bardzo przestraszylam. Oczywiście musiałam tak zrobić, ale też byłam o krok od wytarmoszenia go- właśnie z bezsilności i strachu. Probl em pojawia się, gdy przekroczymy pewną granicę. Na trzylatka… Czytaj więcej »

Milena Kamińska
Milena Kamińska
7 lat temu

ja stosuje kilka metod aby poradzić sobie z moimi urwisami np. tabela z buźkami, karny kącik ale mimo to zdarzyły się sytuacje gdzie klaps zawitał, później tego bardzo żałowałam, staram sie rozmawiać i tłumaczyć,

Aneta Zaręba- Maksymiuk
Aneta Zaręba- Maksymiuk
7 lat temu

W sumie psychologowie twierdzą, że krzyk jest znacznie gorszy niż inne kary dla dzieci bo wywołuje lęk i poczucie winy wiec nie ma złotego środka niestety. Myślę, że każdy sam powinienwybrać metodę wychowawczą a potem ponosić jej konsekwencje i nie oceniać wyborów innych.

Dave
Dave
7 lat temu

Ja się przyznam, że raz klapsnęłam delikatnie córkę i miałam takie wyrzuty sumienia, że coś okropnego. Przysięgłam sobie nigdy więcej, niech mnie ręka boża strzeże. Ale czy ustrzeże??? Tego nie wiem. Aktualnie dzieci dają mi tak popalić, że czasem ręka aż świerzbi. Biorę wtedy dwa głębokie wdechy i próbuję innych metod. Póki co to maluch, bo mają 3 i 1 rok, więc też to inaczej postrzegam. Wszystko pokaże czas. Mi w dzieciństwie udało się zaliczyć kilka ” ręcznych tłumaczeń” i co żyję, nie mam traumy. Nie mniej jednak chciałabym, aby moje skarby nie przyprawiały mnie o takie myśli.

Aneta Flow
Aneta Flow
7 lat temu

Nie zdarzyło mi się jeszcze, ale nie zamierzam dopuścić do sytuacji, w której moje dziecko narazi swoje życie, ponieważ nie będzie zdawało sobie sprawy z powagi sytuacji. Są zdarzenia, gdy nie ma czasu na tłumaczenie i nadzieję, że dziecko zrozumiało. Zresztą – każde dziecko jest inne: jedno dostaje klapsy codziennie i ma to gdzieś, dla innego już podniesiony głos jest traumą. Nie istnieje jeden przepis na wychowanie, bo dzieci to indywidualne jednostki i nie powinno się ich wrzucać do jednego wora. P.S.Komentarze pokazują, ze polskie prawo jest beznadziejne. Klapsy są wszędzie i karać za nie wybiórczo to hipokryzja.

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
7 lat temu
Reply to  Aneta Flow

P.S.Komentarze pokazują, ze polskie prawo jest beznadziejne. Klapsy są wszędzie i karać za nie wybiórczo to hipokryzja.” Zgadza się ! Państwo zamiast nakładać kary za klapsa, powinno ułatwić rodzicom wychowywanie, np łatwiejszy dostęp do psychologa dziecięcego, a może nawet komu trzeba wizyty wspomagające rodzinę nie tylko gdy stanie się już coś złego, albo rodzic się zagalopuje i z jednego klapsa, wychodzi dzień w dzień bicie. Ja czekałam 3 miesiące na wizytę u psychologa dziecięcego, to była inicjatywa moja i męża, żeby indywidualnie otrzymać wskazówki jak omijać błędy w wychowaniu syna, bo trzeba przyznać, że niezły aparat z niego. A jak… Czytaj więcej »

anna
anna
6 lat temu

Tak…właśnie wczoraj: swieza sytuacja, mlody trzylatek mój takie robił fochy na ulicy,że po prostu podnioslam glos i powiedziałam: albo sie uspokoisz, albo idziemy do domu!! W tym momencie obce babsko starszyło mnie policją,ze SIĘ ZNECAM NAD DZIECKIEM!!Tylko jakby dziecko wpadło pod samochód to byłyby komentarze: a gdzie matka była???Co za kraj…

Żaklina Kańczucka
6 lat temu
Reply to  anna

dobrze że ludzie reagują, ale żal tylko że w sytuacjach gdzie nie jest to konieczne, a tam gdzie się dzieje dramat „nikt nic nie wie”

Ktystyna
Ktystyna
6 lat temu

Usprawiedliwianie klapsa tym, że jest lekki albo ratujący życie jest debilizmem. Klapsy, szturchnięcia, delikatne klapsy w pupę – tak muśnięcie motylka – taki maluni klaps, że go w sumie nie było – kogo Wy oszukujecie?! Bzdury! Nie możesz się opanować przed użyciem siły wobec osoby (powtarzam OSOBY) słabszej od Ciebie – to nie miej dzieci! Gdyby tak mąż większy i silniejszy dał Ci lekkiego klapsa albo pacnął po rączce bo nie chcesz siedzieć spokojnie to też by było usprawiedliwione? Banda głupich bab krzywdzących swoje dzieci i dorabiających do tego bzdurne teorie.

Beata Grudzień
6 lat temu

Jestesmy kobietami, matkami i nami też rządzą emocje. Zadna z nas na zimno nie planuje bicia – lecz działamy odruchowo, impulsywnie w strachu . Potem nam głupio moze zalujemy ale nir jestesmy maszynami doskonałymi.

Dorota Grześ
6 lat temu

mnie też się zdarzyło, trudno… teraz już nie

Renata Wojtysiak
6 lat temu

Nigdy nie uderzyłam (czyt. nie dałam klapsa, jak kto woli). Nie ma takiej siły, która mnie do tego skłoni. Złoszczę się, fochem rzucę, dam karę. Ale nie uderzyłam i nie uderzę.

Anna Pasieka
6 lat temu

Moj syn 3 lata jak tylko podniose glos mowi mamo nie badz na mnie zla. Zdarzylo mi sie pociagnac mocniej za reke czy szturchnac. Ale staram sie panowac nad soba. Potem przepraszam i tlumacze ze kazdy czasami ma prawo sie zdenerwowac. Mysle ze trzeba z dzieckiem rozmawiac o uczuciach.

wierna czytelniczka
wierna czytelniczka
5 lat temu

Nigdy nie pisałam, ale czytam, edukuje się, szkole w dziecinie współczesnego wychowania . Powiem od siebie ,ze dzieciństwo odebrałam karne, dyscyplina fizyczna miała nieodzowne swoe miejsce , był rygor, był dryl, była musztra, były klapsy, były porcje pasem, oczywiście to wszystkow ramach kary za zle sprawunki, za brak posłuchu, za bunt itd…. Jestem bardzo twardą osoba, psychicznie , ale impulsywną szybko wytrącające mnie z równowagi, powsiagliwą w okazywaniu troski, czulosci. Mój mąż sprowazda mnie na tą dobrą strone, okazuje u milosc,, czulosc, troske choć kiedyś przychodizlo mi to z trudem. ‘ Poznałam męza jak był samotnym ojcem, ja nigdy nie… Czytaj więcej »

Alicja B.
Alicja B.
5 lat temu

A ja tak nie uważam. Jak będziesz bić dziecko to nie zyskasz jego szacunku, tylko będzie się Ciebie bało, a w przyszłości wypomni wszystkie doznane krzywdy.\Poza tym bicie dzieci jest zabronione w konstytucji RP. To jest znęcanie się nad słabszymi !

Magdalena Jankowska
Magdalena Jankowska
4 lat temu

Wreszcie tekst – dość stary wprawdzie – który nie demonizuje tematu bicia dzieci bądź sławetnych klapsów. Nie to, bym była zwolenniczką tej metody wychowawczej. Wszelkie publikacje, zachęcające do przyznania racji jednej stronie, uznania jej za jedynie słuszną – napełniają mnie jednak po prostu ogromnym niepokojem. Tym większym, jeżeli jako argument podaje się wprowadzoną/obowiązującą ustawę. Komentarze takie jak pewnej mamy na FB, że z łezką w oku wspominać będzie dzień czy też dni, gdy dziecięciu po raz trzeci spadła szklanka soku na ziemię albo gdy pocięło spodnie nożyczkami – zakrawają dla mnie na jakiś fanatyzm. W takich sytuacjach mam zwyczaj pytać:… Czytaj więcej »

Ewelina
Ewelina
2 lat temu

W większości komentarzy rodzice skupiają się na sobie. Rodzic poniesie konsekwencje swoich metod, ok, ale głównym beneficjentem błędów wychowawczych zawsze jest dziecko. Nic dziwnego, że większość z rodziców usprawiedliwia klapsy, skoro sama była bita, ale chyba czas najwyższy to przerwać i nauczyć się w to miejsce innych, skutecznych metod. Rozumiem, że rodzic może nie być kompetentny, może nie umieć używa innych metod niż klaps, czy metod radzenia sobie se stresem, bo bicie to efekt emocji rodzica, nie zachowania dziecka. Za własne emocje odpowiada rodzic, nie dziecko. Na początek warto wziąć za nie odpowiedzialność. Choć oczywiście usprawiedliwienia można mnożyć. Do bycia… Czytaj więcej »

kamila komar
kamila komar
2 lat temu

Przykro mi, że była Pani bita w dzieciństwie. Pani ojciec źle postępował i nie można tego usprawiedliwiać. Czy to pomogło w wychowaniu Pani na dobrego człowieka? Moim zdaniem dzieci można wychować na dobrych ludzi bez bicia. Pani ojciec był widocznie słaby i nie potrafił inaczej. Przykro mi z tego powodu. Rozumiem Pani stanowisko tylko dlatego, że sama byłam bitym dzieckiem i jeszcze 10 lat temu gdy miałam 20+ lat i nie miałam dzieci tak jak Pani uważałam w swoich teoretycznych rozważaniach. Teraz kiedy mam własne dziecko obiecałam sobie, że nigdy go nie uderzę i znajdę w sobie siłę by iść… Czytaj więcej »

Iga
Iga
2 lat temu

ga Miłek Pani która to napisała szuka usilnie usprawiedliwienia na swoje zachowanie, na przemoc , którą zastosowała wobec dziecka Była bita i powiela ten sam schemta, wyniosła go z domu. Jej rodzice nie widzieli nic w tym złego więc i ona sama nie widzi. Klaps to przemoc! Klaps jest biciem i nie ma tu miejsca na usprawiedliwienia!

Skrzat
Skrzat
1 rok temu

Rodzice mnie nigdy nie uderzyli. Przynajmniej nie pamiętam. Jako młoda dziewczyna stanowczo twierdziłam, że bicie, klaspy i inne cielesne reprymendy wnoszą samo zło do rodziny. Kiedy sama jestem matką, nabrałam innych doświadczeń. Często wychodzę z siebie i ,,trzepnę w łapkę” czy dam klapsa w sytuacji krytycznej. Nie promuję takich zachowań, jednak po latach widzę, że życie weryfikuje nasze poglądy.

Katarzyna
Katarzyna
4 miesięcy temu

Ja mam swoje zdanie dość zdecydowane w tej sprawie.Uważam, że żadne bicie czyli klapsy też ani krzyczenie nie jest dobre dla dziecka. Jestem o tym przekonana. Praktyka jest niestety taka, że krzyczę i dzisiaj walnęłam córkę trzy razy płaszczem przeciwdeszczowym, w który się zawinęła. Przestraszyłam się, że się udusi, a oprócz tego… byłam cholernie zmęczona, głodna, bo zabrakło nam do pierwszego i jeszcze nie wydobrzałam po tym doświadczeniu. Jak miałam jedno dziecko, a trwało to 14 miesięcy, to nawet na nie krzyczałam i nigdy nie uderzyłam. Ale dwójka dzieci rok po roku to już zupełnie inne nerwy. Do tego różne… Czytaj więcej »

Zabawa 31 stycznia 2014

Takie czasy

Przeczytałam wczoraj ciekawy wpis, w którym  Zuch pisze, że wychowujemy przegranych. W pierwszej chwili trudno nie przyznać mu racji – zaszły spore zmiany w podejściu do wychowywania dzieci, wolno im mniej niż nam było w ich wieku. Można by uznać, że działa to ze szkodą dla budowania własnych doświadczeń, czego konsekwencją może być nieporadność życiowa.

Mój partner i ja jesteśmy żywym przykładem ewolucji o której pisze Zuch. On, rówieśnik Zucha, często opowiada historie z dzieciństwa, na które nasuwa mi się tylko jedno pytanie : „Twoi rodzice Ci na to pozwalali?”.

Dla rozjaśnienia sytuacji powiem Wam, że dzieli nas 6 lat, mieszkaliśmy na jednym osiedlu, kilka bloków od siebie, a jakby w dwóch różnych światach. On pamięta czasy kiedy nasze miasto było w budowie – w 90% zostało zniszczone po wojnie i po dziś dzień nie zostało w pełni odbudowane. Najlepszą zabawą było szukanie skarbów w gruzach, bunkrach i innych niebezpiecznych miejscach. Z jednej „wyprawy” wrócił z rozwalonym nosem, bo kiedy schylił się sprawdzić co wykopali, jego kolega postanowił kopać dalej. Ja w tym czasie pewnie budziłam się z popołudniowej drzemki. Niewiele starszy, jako 10-latek na cały dzień wybywał na ryby. Zabierał wędkę i na rowerze jechał nad Odrę lub „pawie oczka”. Do dziś nie znam większości miejsc z jego opowieści i sama nigdy się tam nie wybiorę.

„To co Ty robiłaś w dzieciństwie?” dopytywał. Bawiłam się w pobliżu naszego bloku, pytałam o zgodę na przejście na drugą stronę ulicy i średnio co godzinę musiałam meldować, że wszystko jest w porządku. Czy nie robiliśmy szalonych rzeczy? Pewnie nie tak szalone jak on, ale też mieliśmy bazy, wykradaliśmy kwiaty sąsiadkom z ogródka przy bloku, by pochować znalezionego motyla (też mi zbrodnia, nie?), graliśmy w „noża”. Raz jako czterolatka wraz ze starszą o dwa lata siostrą po namowie nieznanej nam Cyganki poszłyśmy ją odprowadzić do domu. Wyprowadziła nas kawał drogi nieuczęszczaną ścieżką nad parkiem. Kiedy wróciłyśmy do domu (do dziś nie wiem jak udało nam się do niego trafić) okazało się, że razem z Cyganką zniknęły moje złote kolczyki.

Zmiany widać nie tylko w naszych opowieściach, widać je również przyglądając się współczesnym dzieciom. I tu chyba kończy się racja Zucha, a przynajmniej jej część, bo ja widzę to w zupełnie inny sposób. Najkrócej pewnie można powiedzieć: no cóż – takie czasy.

Dawniej odpowiedzialność społeczna za to co się wokół nas działo była czymś naturalnym. Rodzice nie bali się puszczać dzieci bez nadzoru, bo wiedzieli, że każdy dorosły (ciotka, sąsiad czy obca osoba) widząc je źle się zachowujące poczuwał się do pouczenia. Nikt się nie oburzał, że sąsiadka widząc pourywane główki kwiatów przeznaczonych na pogrzebanie owada, kazała bez porozumienia z rodzicami posadzić nowe wręczając odpowiedni sprzęt w dłonie. Z szacunkiem do tamtych czasów słucham opowieści mamy o pomocy sąsiedzkiej. Zdarzało się, że jedna kobieta zostawała z gromadką dzieci, by reszta sąsiadek mogła przygotować posiłek, którym dzieliły się z pilnującą mamą. Dziś to jest chyba nie do wyobrażenia. Każdy zamknięty w swoim mieszkaniu i swoim życiu. Zwrócenie uwagi wiąże się nierzadko z awanturą sąsiedzką. Wszystkie moje „ciocie” to nasze dawne sąsiadki, a dziś właściwie nie wiem z kim dzielę klatkę schodową.

Innym powodem różnic jest większy poziom wiedzy nie tylko specjalistów a całego społeczeństwa. Poziom wykształcenia jest wyższy a za tym idzie potrzeba eliminowania potencjalnych niebezpieczeństw. Rozwój techniki pozwala na „innowacyjne” rozwiązania – kto kiedyś pomyślał o kasku, pasach w samochodzie czy specjalnym fotelu dla dziecka. Dziś są niezbędne i to nie dlatego, że czasy są gorsze – jest więcej aut na drogach, więcej kierowców, samochody są szybsze i więcej „mogą”. Dawniej dzieci biegały i grały na ulicy, dziś rzadko który dorosły się nią przechadza, bo pewnie zostałby wytrąbiony. Prawdą jednak jest, że czasem sami zapędzamy się w kozi róg – wszystko musi być uregulowane prawnie (nawet wiek dziecka pozwalający na samodzielne zabawy na podwórku), nie czuć już tej wspólnoty i współodpowiedzialności. Nie obchodzi nas to co dzieje za drzwiami naszych domów.

Zatem nie wiem czy chodzi o wyręczanie dzieci idąc na łatwiznę, nie pozwalanie im zbierać doświadczenia (zakaz używania noża przy obiedzie uważam za nadopiekuńczość i tu w zupełności podzielam zdanie Zucha) czy powodem są zmiany w relacjach społecznych. Zgadzam się jednak, że rodzice zapominają że każdy z nas sam powinien zapisać swoją czystą kartę z którą się rodzi. Jednak nie powinniśmy odnosić się z dosłownością do naszych wspomnień, bo wiele zmieniło się od tego czasu…

Nie jestem typem matki nadopiekuńczej (choć pewnie powinnam dodać jak na te czasy), ale nie wyobrażam sobie całodziennych wojaży kilku czy kilkunastoletniej córki bez nadzoru, a konkretniej bez wiedzy gdzie się znajduje. Być może podejście do wychowania chłopców i dziewczynek różni się pod względem dawania swobody, może dowiem się tego w przyszłości. Ale dziś wiem, że Tola będzie miała bezwzględny zakaz wycieczek nad Odrę (chyba, że do tego czasu doczekamy się deptaka. Póki co teren wzdłuż rzeki nie jest zagospodarowany, a w pobliskim parku przy Odrze są bunkry zamieszkałe przez bezdomnych) i samotnego chodzenia po zmroku. Reszta niestety nie jest do przewidzenia, więc trudno już dziś o tym mówić. Chciałabym by nauczyła się być samodzielna, odważna, ale rozsądna. Nie rozczulam się nad nią, nie robię za nią rzeczy, które może wykonać bez żadnych problemów, cieszę się jak dochodzi do pewnych umiejętności czy wniosków sama. Do tego wszystkiego potrzebna jest swoboda działania, ale nigdy większa niż jej możliwości.

Subscribe
Powiadom o
guest
13 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
tomek q (jakchcemy.pl)

Podejrzewam, że każdy po chwili namysłu będzie miał swoje zdanie. Czytałem Zucha i generalnie zgadzam się, czytam tutaj i w zasadzie też się zgadzam :). Dziwne.
A pewnie i tak moje (nasze) podejście jest jeszcze trochę inne. Przy pierwszej pannie byliśmy dużo bardziej nadop niż przy drugiej i tym bardziej przy trzeciej.

Agnieszka
Agnieszka
7 lat temu

a ja mam to szczęście, że mieszkam w jednej z dwóch starych kamienic, spokojne podwórko, raz na jakiś czas przejedzie tyłem samochód, za podwórkiem ogródki. Ola ma 4 lata i nie boję się wypuścić jej samej na podwórko. Jeśli są koleżanki wiem, że znajdę ją w którymś ogródku albo na drugiej części placu. Mam wtedy tylko otwarte okno, żeby słyszeć jak woła:) Nie ma problemu z zostawieniem dzieci z sąsiadką i zrobieniem czegoś w domu. Nie wyobrażam sobie mieszkania w blokowisku. Może i mam dość daleko do sklepu, ale mam też spokój i jestem szczęśliwa:) pamiętam rzeczy, które robiłam w… Czytaj więcej »

(nie)Magda(lena)
(nie)Magda(lena)
7 lat temu
Reply to  Agnieszka

Nasz plac zabaw jest ogrodzony (jak i cały plac przed blokiem) i monitorowany z możliwością podglądu online a i tak miałabym obawy by córkę tam puścić samą. Ale to dopiero trzylatka więc może za rok zmienię zdanie ;)

Anna
Anna
7 lat temu
Reply to  Agnieszka

Moje otoczenie – dom z ogródkiem, zamykana brama, kawałek od głównej drogi.
Samego w ogrodzie bym syna (lat 5) nie zostawiła. Wiem, że by nie wyszedł, ale historie o zaginionych dzieciach powodują u mnie gęsią skórkę.

Józek
Józek
7 lat temu

E tam, gadanie. Przewrażliwione mamuśki chuchają, dmuchają a później dziwią się, że dziecko boi się własnego cienia.

Asia
Asia
7 lat temu

Odnośnie sąsiadów…. Pamiętam, że u nas, w bloku 10 piętrowym, prawie każdy, bardziej lub mniej – kumplował się ze sobą. My – dzieciaki przychodziliśmy do siebie na wzajem, ot tak, pobawić się. Nasze mamy umawiały się regularnie na kawę i plotki. Podrzucały sobie na wzajem pociechy, gdy trzeba było coś załatwić. Pamiętam, że gdy w domu zabrakło cukru, soli, kawy, jajek,…czegokolwiek to nie trzeba było na zbity pysk lecieć do sklepu, wystarczyło zapukać do drzwi obok i pożyczyć :) Pamiętam, że zawsze kiedy któraś z Pań domu piekła jakieś ciasto, przynosiła kilka kawałków sąsiadom do skosztowania. Pamiętam też, że zdarzało… Czytaj więcej »

Magda
Magda
7 lat temu
Reply to  Asia

Wydaje mi się, że w tym waśnie tkwi sekret zmian- nie znamy najbliższego otoczenia, więc ciężko nam mu zaufać i pozwolić na dużą swobodę naszym dzieciom.

Mama Tobiasza
Mama Tobiasza
7 lat temu

Skoro Zuchowi tak to „przeszkadza” to jak wytłumaczy to, że my „dzieci samowolki” jesteśmy dziś tak nieufni? W końcu te nasze doświadczenia z dzieciństwa nas tak ukształtowały, a dzisiejsze zachowanie rodziców to tyle tego efekt. Więc czy faktycznie ta swoboda była aż tak dobra?

Mama Tobiasza
Mama Tobiasza
7 lat temu
Reply to  Mama Tobiasza

W końcu liczy się długofalowy efekt :)
Poza tym, czy dzisiejsze dzieci mają aż tak źle?

Daga
Daga
7 lat temu

a ja odnoszę wrażenie, że pozwalam więcej zrobić memu dziecku, niż moi rodzice pozwalali mi. Do dziś nie zapomnę tego szoku, kiedy moja matka spostrzegła, że mój raptem pół miesięczny bobas bawi się trzepaczką do białek, warzechą itd. :)

Mirella
Mirella
7 lat temu
Reply to  Daga

Pół miesięczny czyli dwutygodniowy? Przyznaję, że nie bardzo mogę to sobie wyobrazić, nad łóżeczkiem wieszałaś? Przecież tak małe dziecko nie podniesie samo zabawki…

Milena Kamińska
Milena Kamińska
7 lat temu

ja ogromnej swobody nie miałam, zawsze wracałam do domu o wiele wcześniej niż moi znajomi, meldowałam gdzie jestem itp na początku tego nie rozumiałam buntoałam się ale po czasie uważam że to wyszło mi na dobre, boje sie o bezpieczeństwo moich dzieci i chciałabym dać im swobodę ale granicach zdrowego rozsądku

Aneta Flow
Aneta Flow
7 lat temu

Karmelek jest bardzo ostrożny, więc nie boję się o ewentualne wypadki, ale niesamowicie boję się uprowadzenia. Wiele rodziców zapomina o tym, ze uprowadzenia to biznes w wiekszosci i to doskonale zorganizowany. W miejscu gdzie pracuję (galeria handlowa) kobieta zgłosiła zniknięcie dziecka, zamknięto wszystkie drzwi natychmiast i znaleziono dziewczynkę w windzie, przebraną za chłopca z obciętymi włosami, zaledwie kilka minut po uprowadzeniu. Moja córka jest samodzielna, nie ma taryfy ulgowej w żadnej czynności, ale tej samodzielnosci odmawiam jej w miejscach publicznych.

Uroda 28 stycznia 2014

Jak się stałam sexi mamą – Press Day Panache

Poniedziałek już za nami. Szkoda, że minął – ciiii, może nikt nie usłyszy, bo aż trudno się przyznać, że lubię poniedziałki. Ten był wyjątkowy w całej swej postaci. Niepowtarzalny jak chwila, gdy grubymi płatkami sypie z wolna śnieg, oryginalny jak błysk światełek na miejskiej iluminacji, aromatyczny jak lilie w holu jednego z najlepszych hoteli w Warszawie, był po prostu DELUXE, a  wszystko dzięki Panache!

Ten dzień wypełniło swoją delikatnością i seksapilem wydarzenie Press Day Panache, który odbył się w Hotelu Bristol w Warszawie. Na zaproszonych gości czekała nie tylko lampka wyśmienitego szampana, ale także jedyna w swoim rodzaju atmosfera, ciepła, otwartości, uśmiechu, miejsca gdzie nawet marzenia mogą się spełnić.

Nie zabrakło wielu ciekawych dyskusji, a także atrakcji. Wszędzie kolory, …. Zalewały i zachęcały do dotykania, a im człowiek zagłębił się w tym dotyku to już nie chciał puścić tej wyjątkowej bielizny. Tak moi Drodzy, bielizny, nie byle jakiej, po prostu wyjątkowej. Jak jedna z wielu chętnie skorzystałam z porady brafitterki, i nie tylko ja byłam w błędzie. Otóż Moje kochane Panie, większość z nas, o czym przekonałam się w poniedziałek, nosi źle dopasowane biustonosze. Przyznaję się, ja też się myliłam i to  o 10 cm, i dwie miseczki. Komfort dopasowanego biustonosza – przykro mi, ale nie do opisania. Podejrzewam, że także niewiele z Was wie, że źle dopasowany biustonosz może być przyczyną częstego bólu głowy i napięcia mięśni szyji. Dlatego jeśli macie możliwość szukajcie porad, dobierzcie swój prawidłowy rozmiar, np. tutaj. Wam także należy się komfort!

Rozpieszczaniu nie było końca. Każdy mógł skorzystać z manicure OPI w wykonaniu dziewczyn z Depilove. Kolory i tutaj zachęcały i nęciły – gdyby nie praca zdecydowałabym się na jakiś pomarańcz, albo soczysty żółty odcień.

I na koniec ważna informacja : wiosenno-letnia kolekcja bielizny marek Panache wchodzi właśnie do sklepów specjalizujących się w profesjonalnym doborze bielizny. Baza adresowa sklepów dostępna na stronie www.panache.pl . Gorąco polecam każdej z WAS!

Serdecznie dziękuję So Chic za to wyjątkowe zaproszenie dla naszego bloga!

panache8

panache7

Panache1

panache3

panache4

panache5

panache6

panache

Zdjęcia: Rachela

Wpis jest elementem współpracy z Panache

Subscribe
Powiadom o
guest
6 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Dagmara
Dagmara
7 lat temu

oj zazdroszczę :)
Podejrzewam, że raczej mam źle dobrany biustonosz. Szkoda, że nie mieszkam w większym mieście, gdzie są większe możliwości

Ewcia
Ewcia
7 lat temu

Oj tak dobry biustonosz to podstawa :)
Jak trochę zaoszczędzę to zdecyduje się na zakup – bo przedstawia się obiecująco :)

Asia
Asia
7 lat temu

Ach ten kobiecy świat…. ;-)
Zazdroszczę! ;-)

Budująca Mama
Budująca Mama
7 lat temu

Ja zazdroszczę dużego wyboru. Mój biust to ciężki problem ;) ale daję sobie z nim radę. Mam super dobrane biustonosze, niestety producenci skutecznie dyskryminują duże rozmiary, a I, J? Kto to nosi… Pewnie tylko babcie… 70 pod biustem? Nie możliwe… Nie będziemy takich szyć, bo się nie opłaca… Na szczęście jest kilku producentów, którzy nie zapominają o wyszukanych klientkach :)

Rachela
Rachela
7 lat temu
Reply to  Budująca Mama

W ofercie panache znajdziesz na pewno dla siebie rozmiar – cześć kolekcji zaczyna się dopiero od D :)

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close