W przedszkolu 23 października 2011

Dziecko w kościele, czyli jak powinno być

Co mnie podkusiło, żeby iść do kościoła na mszę dla dzieci, pojęcia nie mam! Pewnie godzina mi wyjątkowo pasowała. Raczej omijam te msze, nie czuję się ich adresatką. Tym razem schowałam się w kaplicy z nadzieją, że będzie trochę spokojniej. No cóż, nadzieja matką głupich, jak to mówią…

Przede mną stał/siedział chłopiec – na oko ośmioletni, nie sam, z rodzicami. Jego głównym zajęciem podczas mszy było skakanie w objęciach mamy.

Obok mnie siedział starszy pan, taki z przedwojennymi zasadami – do Kościoła garnitur i biała koszula to minimum. Pan wytrzymał do połowy mszy i zwrócił chłopcu uwagę – powiedział coś takiego, że tam w sąsiedniej ławce młodsza dziewczynka grzecznie stoi, a on się brzydko zachowuje. Na co mamusia chłopca odparowała błyskawicznie: „ Ale to jest msza dla dzieci!”. Pan na to: „ Wszystko jedno, to jest Kościół!” Potem już tylko musieliśmy wysłuchać jak mamusia kilka razy powtarza synkowi, żeby się panem nie przejmował i chyba rzeczywiście się nie przejął, bo do końca mszy zachowywał się tak samo.

Wracałam sobie z Kościoła i się zastanawiałam – kto miał rację tak naprawdę, pani czy pan? Niewątpliwie msza dla dzieci różni się od mszy dla dorosłych, pytanie tylko – czym.

W czasach mojego dzieciństwa różnice były dwie: kazanie dla dzieci i piosenki dla dzieci, reszta według „dorosłych” zasad, więc żadnego biegania, skakania, rozmawiania, „bo jesteśmy w Kościele i trzeba być grzecznym dzieckiem”. Teraz najwyraźniej doszła trzecia różnica – Kościół to to samo co piaskownica…

O ile mogę zrozumieć zachowanie małych dzieci, którym trudno się skupić i które generalnie nie wiedzą o co chodzi i po co przyszły do tego dziwnego miejsca, o tyle rozbrykania dziecka w wieku szkolnym nie rozumiem. Nic na to nie poradzę.

I chyba rację miał pan gdy mówił: „wszystko jedno, to jest kościół”.
Godzina godziną, o każdej obowiązują takie same zasady. Nie odbierajmy dzieciom dzieciństwa i prawa do zabawy, ale nie zapominajmy przekazać im zasad i wartości, w które wierzymy. No chyba, że nie wierzymy, ale w takim wypadku po co chodzić do kościoła?

Temat jak na mój gust jest dużo szerszy i wielowarstwowy. Kindersztuba całkiem wyszła z mody, za to przyszła moda na wychowanie bezstresowe. Czyli nie zwracamy dziecku uwagi bo mu się zrobi przykro, raczej wyszukujemy milion usprawiedliwień dla niegrzecznych zachowań.

Mam po sąsiedzku takie bezstresowo wychowywane dziecko, do piątego roku życia mogło absolutnie wszystko i wszystko mu się należało bo było „malutkie”. Potem rodzice się zorientowali, że dziecko wchodzi, im na głowę i zaczęli wychowywać, najczęściej krzykiem. Dziecko ma 13 lat i ciągle jest w szoku, nie umie się pogodzić z faktem że już mu się nic nie należy i nic nie wolno, bo nie jest malutkie.
Przegięcie w drugą stronę jak dla mnie. Moda nie wyszła tej rodzinie na zdrowie.

Może dlatego, ja Duśce bez przerwy kładę do głowy co wolno, a czego nie, i że jak w domu coś wolno to nie znaczy że “w gościach” też. I chociaż ma dwa lata to nie usiłuje udawać, że nie rozumie, bo wie że ja się na to nie nabiorę. Nie znaczy to oczywiście że zawsze jest grzeczna, w końcu dwulatka to dwulatka :))

Kiedyś pewien nastolatek po wysłuchaniu kazania od mamy, zdegustowany powiedział: „Mamuś, ale tak jak Ty mnie uczysz, to nikt nie robi”. Riposta mamy była błyskawiczna: „Bo ja Cię nie uczę jak jest, tylko jak powinno być!

Drogie czytelniczki, pamiętacie jeszcze jak powinno być?

28
Dodaj komentarz

avatar
19 Comment threads
9 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
14 Comment authors
www.kajzarowie.netmilenabasilkatin tinDominika. Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Zochama
Gość
Zochama

Absolutnie sie z toba zgadzam. Jak to sie mowi, nim skorupka nasiaknie za mlodu. Nalezy uczyc dzieci zasad zachowywania sie w publicznych miejscach, bo gdy bedzie nastolatkiem bedac w kosciele(lub gdziekolwiek indziej) gdy ktos zwroci mu uwage za zachowanie, to plunie temu komus w twarz, bo nie zna zasad. Nie nalezy z tym czekac ale wlasnie duzo rozmawiac nawet jesli to dziecko jeszcze nie wiele rozumie nalezy wpajac zasady, to ono same w zyciu wybierze i tak jak jest jemu dobrze, wtedy i tak juz nie bedziemy mieli na to wplywu. Sama mam malutkie dziecko i juz zaczynam sie martwic… Czytaj więcej »

Kobietnik
Gość

No właśnie, aby nie obudzić się z ręką w nocniku lepiej wychowywać od najmłodszych lat. U nas nie ma mszy dla dzieci, bo mieszkamy na wsi, gdzie więcej siedzących w ławkach o starsi ludzie. Nigdy nie pozwoliłabym dziecku gonić po kościele, siedzą z nami. A jak bardzo broją wychodzimy z nimi. Aktualnie sporo chorują to temat kościoła rozwiązany…

divette
Gość
divette

Msza dla dzieci to taka gdzie moje dziecko które zaplacze nie będzie sensacją, gdzie 2 letni maluch może podejść do ołtarza i ksiądz nie będzie nic mówił, gdzie kazanie jest w przystępnej formie. Dzieci które już rozumieją powinny zachowywać się odpowiednio,a już 8 latek… Tej kobiecie powiedziałam czy na komunii też się tak będzie zachowywać, bo przecież to dziecko do pierwszej komunii się przygotowuje i czy w szkole też tak robi,a szkoła też jest dla dzieci. Nie przeszkadzają mi dzieci w wieku do lat6 które modlą się tak umieją, ale od dziecka szkolnego można wymagać.

divette
Gość
divette

Ps. Mnie szlak trafia jak widzę dzieciaki z lalkami, rowerami czy hulajnoga. Też tak macie?

Aldona Seemann-Gnida
Gość

w kościele??

divette
Gość
divette

Tak. Msza dla dzieci a tam tabun rodziców z dzieciakimi i praktycznie placem zabaw.

Magdalena446
Gość
Magdalena446

Albo z mini cukiernią – cukierki, batoniki,chrupki…. szok!!

Magdalena446
Gość
Magdalena446

Powinno się uczyć od małego kultury i zachowania w miejscach publicznych, a już w szczególności w kościele. Jednakże póki dziecko jest malutkie, wymagałabym również trochę zrozumienia. Jeśli zdarzy się mu cichutko coś za gaworzyć, niech cały Kościół nie gapi się na nas jak na ufoludków, którzy przyprowadzili takiego małego. Dzidziuś też to na swój sposób przeżywa, takie spotkanie – wielki domu, dużo ludzi, świateł itp. Nie mówię o sytuacji, kiedy dziecko się rozpłacze, czy już porządnie gaworzy, bo to rozprasza wiernych. Wówczas rodzice mogą najzwyczajniej wyjść. Od większych dzieci jak najbardziej powinno się wymagać już pewnego wzorca zachowań, ale tego… Czytaj więcej »

Aleksandra Greszczeszyn
Gość

Magdaleno446 zgadzam się z Tobą w 100%!

Magda Kupis
Gość

Jestem szczerze wstrząśnięta! Hulajnogi, cukierki, lalki?! Czemu się dziwić dzieciom, skoro rodzice wpadają na takie „mądre” pomysły. A latem przychodzą w strojach kąpielowych? Gdzie jest szacunek do instytucji? Do ludzi? Msza dla dzieci z tego co pamiętam wyglądała tak, że wszystkie dzieci były zapraszana pod Ołtarz, Ksiądz wychodził do nich i włączał do rozmowy, były pieśni, schola śpiewała, „Dzieci Boże” czytały. Kazanie było na poziomie małych dzieci- każde było w stanie je zrozumieć. Każde dziecko uczestniczyło w Mszy i celebrowało ją w sposób godny małego wierzącego człowieczka. Odezwanie się na Mszy do kolegi było prawie grzechem śmiertelnym. Rodzice zapomnieli chyba… Czytaj więcej »

Magdalena446
Gość
Magdalena446

Niektórzy idą chyba tylko po to, żeby „odklepać” niedzielny obowiązek, inni żeby się pokazać a jeszcze inni żeby pooglądać. A dzieciaki. . . żeby były cicho to siup im lalkę, siup cukierka itp. Porażka dorosłych!!!

divette
Gość
divette

U nas ksiądz ma takie kazanie że jest i dla dzieci i dorosłych. A jak młoda płacze to wychodzę.

Marysia
Gość
Marysia

Magda, chyba jesteśmy tak samo „stare” bo mam takie same wspomnienia :) a naprawdę przerażające jest to co przeczytałam, ja tam tęsknię za zasadami obowiązującymi również dzieciaki!

Magda Kupis
Gość

te wszystkie zachowania bez zasad są skutkiem złej interpretacji „bezstresowego”wychowania- bo czym innym jest wychowani w myśl tej zasady, a czym innym wychowanie bez ZASAD, konsekwencji, odpowiedzialności za dziecko. to są niewybaczalne braki wiedzy u dorosłych- zamiast nauk przedmałżeńskich powinny być obowiązkowe nauki przedrodzicielskie, najlepiej roczne z egzaminem końcowym.

Aldona Seemann-Gnida
Gość

Rower, hulajnoga! Nieźle! Szczerze mówiąc, nie spotkałam się z takimi akcesoriami w kościele. Po pierwsze- przyznaję się, że gdy idę z moją młodzieżą (26m i 5m) do kościoła, to wezmę jakąś książeczkę czy przytulankę (ale jest to coś nie wydaje jakichkolwiek dźwięków). Chcę iść z nimi do kościoła, przyzwyczajać ich. Nie pozwalam na bieganie- choć córa na 3-4 kroki odchodzi. Bywa jednak tak, że jak już nie potrafi któreś wytrzymać- wychodzimy. Ale generalnie jest w miarę spokój. Córcia na swój sposób zaczyna śpiewać jak ludzie śpiewają. Czasem ‚zrobi amen’. No ale trudno jest od niej-dwulatki wymagać by przez godzinę siedziała/stała… Czytaj więcej »

Kamil Serafin
Gość
Kamil Serafin

W naszym kościele, w Kościele Zielonoświątkowym problem ten uważam za rozwiązany. Podczas nabożeństwa, które trwa nie 45 minut a dwie godziny w pierwszej części dzieci siedzą razem z dorosłymi, a po jakiś 40 minutach dzieci małe i duże schodzą do salek na zajęcia dla dzieci. Tak zwaną szkółkę niedzielną. Podzielone na grupy wiekowe słuchają o Bogu i nie przeszkadzają w słuchaniu kazania dorosłym. Pozdrawiam.

Anonimowo
Gość
Anonimowo

Mnie też szlag za przeproszeniem trafia jak widzę w kościele dzieci z zabawkami i to tymi grającymi czy ze słodkościami . Nie potrafię pojąć co kieruje rodzicem , który siedzi spokojnie podczas gdy jego dziecko biega , skacze i krzyczy czy nawet bije się z bratem czy kolegą !!! My chodzimy do kościoła z córkami (11lat i 4 m) i przyznam , ze tylko 2 razy byłam w salce dla dzieci , bo nie mogę zdzierżyć widoku zobojętnionych rodziców . Dzieci swoją drogą zachowują się karygodnie , ale przecież nie wiedzą , ze robią coś złego . Rodzice są ich… Czytaj więcej »

Aleksandra Greszczeszyn
Gość

Rozbrykania dzieci w wieku 8 lat też nie rozumiem, ale nie pojmuję także tego, że na msze dla dzieci chodzą starsze panie i panowie, którzy potem narzekają, że przeszkadzało im dwu czy trzyletnie dziecko… KOŚCIÓŁ JEST TAKŻE DLA DZIECI! Tych małych i dużych. Pamiętacie Ewangelię, w której Jezus prosił, by przyszły do niego dzieci? Niestety w naszym Kościele dziś się o tym zapomina i czyni z mszy bardzo sztywną uroczystość tylko dla wybranych. Mnie się to nie podoba.Trochę trudno mi zrozumieć Wasze oburzenie, szczególnie, że wszystkie jesteście mamami z tego, co widzę…. Owszem, starsze dzieci powinny już umieć się zachować,… Czytaj więcej »

Anna Srokosz
Gość

Moja Asia ma 5 lat i zabieramy ją do kościoła głodną, by przez pierwszą połowę Mszy karmić ją kanapką a przez drugą połowę podawać wodę do picia – jest niepełnosprawna (nie rozumie, że nie powinna krzyczeć czy śmiać się), po chorobie, po której dorosły trafiłby do grobu i tak na prawdę mam gdzieś, co pomyślą inni (obecnie mieszkam w Anglii i nikt się nas nie czepia, ludzie cieszą sie, że mamy jeszcze siłę by zabierać ją na Mszę). 8 lat to sporo, prawda, ale może chłopiec ma autyzm? A może jakiś inny syndrom, łatwo oceniać, co? Inna sprawa, że w… Czytaj więcej »

Kasia Kowalska
Gość
Kasia Kowalska

Ja mam 8-miesięcznego syna. Pierwszy raz zabraliśmy go do kościoła, gdy miał niespełna 3 tygodnie – na jego chrzest. Od tego czasu jest w kościele w każdą niedzielę – był, gdy padał śnieg, a temperatura na dworze była -20 stopni (kościół XVIII-wieczny, zupełnie nie ogrzewany), jest gdy na dworze są upały, a w kościele nadal zimno, był w święta, gdy nabożeństwo trwało dłużej niż zwykle i wtedy, gdy oboje rodzice mieli czynną funkcję w kościele i musiał zostać przy ławce z ciocią i wujkiem. Po prostu jest zawsze i nie ma taryfy ulgowej tylko dlatego, że jest mały. Na początku… Czytaj więcej »

Justyna Sosnowska
Gość

Ja rozumiem…naprawdę jestem tolerancyjna, ale jak mamusia w dziecku umacnia poczucie,że może robić co tam sobie chce i nie powinien się przejmować Panem, bo to jest msza dla dzieci, to nic dobrego z tego być nie może. Msza dla dzieci nie zwalnia od uszanowania miejsca i dziecku powinno się to uświadamiać od początku. Zamurowała mnie wypowiedź o hulajnodze, mam też świadomość że są dzieci chore ( sama z takimi również pracuję) jednak niestety zdecydowana większość niestosownych zachowań wynika z przyzwolenia rodziców.

Agnieszka Fimiak
Gość

Uważam, że dzieci powinno zabierać się do kościoła jak najwcześniej, bo kto jeśli nie my je tam zabierze. Wiadomo, że dzieci to tylko dzieci i jedne są mniej grzeczne drugie bardziej ale żadne nie potrafi wysiedzieć bez mrugnięcia okiem bitej godziny. dlatego msze dla dzieci to bardzo dobry pomysł. Mówię o mszach typowo dla dzieci, półgodzinnych, z przygotowanym specjalnie dla nich kazaniem i możliwością ich uczestniczenia we mszy, niesieniem darów, czytaniami itp.

Joanna Pawlińska
Gość
Joanna Pawlińska

Czas dla dzieci powinien być czasem dla dzieci. Nie da się połączyć dorosłej mszy z dziećmi. Albo kazanie jest kierowane do dzieci albo do dorosłych. Poza tym, dzieci są w różnych grupach wiekowych, inaczej się mówi do 10 latka a inaczej do 2 latka. Innych zachowań też się od tych dzieci oczekuje. Opisane w artykule zachowanie to skrajność. W moim Kościele jest to rozwiązane tak, że od początku dorośli mają swoje nabożeństwo z kazaniem a dzieci w tym samym czasie mają szkółkę dostosowaną do wieku. Na tych zajęciach: słuchają o Bogu, śpiewają, tańczą, rysują, rozmawiają. Kiedy dziecko poczuje się dorosłe… Czytaj więcej »

basilka
Gość
basilka

Moje „żywe srebro” dało dziś taki popis na Mszy św., że wychodząc z Kościoła widziałam współczujący wzrok osób siedzących w ławkach za nami. Co parę minut mówił, że nie wytrzyma, że nudzi mu się, a kiedy to się skończy. Kręcił się w ławce, klękał, kiedy my staliśmy. Ma 6,5 roku. Przed każdym wyjściem na Mszę mówimy mu, jak powinien się zachowywać. Próbowaliśmy kar za takie zachowanie, ale nie skutkują. Nagrody są skuteczniejsze, ale nie zamierzam przekupywać mojego dziecka, bo mały spryciarz nauczy sie, że warto coś robić, jak ktoś coś za to daje. Chodzimy na Mszę rzadko, bo to dla… Czytaj więcej »

Dominika.
Gość
Dominika.

dla mnie nie ma czegoś takiego, jak „Msza dla dzieci” przynajmniej w moim Kościele jest ona na dość…hmm, nisim poziomie. już same piosenki które śpiewa scholka są dość dziwne („kto jest królem dżungli ?kto jet królem wód wód ? kto jest królem wszechświaaaaataaaa? Jot-e-zet-u-es – JEZUS” ). nie moja bajka, nie moja szkoła… kiedy ja bylam mała, chodziłąm na Mszę razem z rodzicami. po prostu w mojej rodzinnej parafii nie było takiego tworu jak Msza dla dzieci. od początku rodzice uczyli mnie zasad, siedzenia w ławce itp. nie powiem, czasami marudziłam, czasami ciężko było wytrzymać. ale dzięki temu się nauczyłam.… Czytaj więcej »

tin tin
Gość
tin tin

Mi za to siosta zakonna ktora u nas jest na mszy wlasnie dla dzieci powiedziala kiedys” To msza dla dzieci tu dzieci spiewaja tancza a to ze biegaja gadaja to nie powinno nikomu przeszkadzac a jesli przeszkadza to jest wiele innych mszy w niedziele na ktore moze sobie pojsc osoba ktorej to przeszkadza” Ja pisze o mojej 4 letniej corce, Ksiaz zacheca dzieci by stalo pod oltarzem a tam tancuja spiewaja i nie maja czasu na inne zbedne rzeczy. Moja gwiazda nudzi sie na komuni bo wtdy nic sie nie dzieje ciekawego. A moze niektorym przeszkadza biegajacy po Kosciele maluch… Czytaj więcej »

milena
Gość
milena

ja mam trochę inne zdanie, jeśli to jest msza dla dzieci to niech ksiądz poprowadzi ją w taki sposób aby zainteresowała każde dziecko. To tak jak z lekcją jeśli jest nudna to dzieci nudzą się zajmują czymś innym jeśli jest ciekawa koparki opuszczone są dół i jak się kończy dzieci nie chcą iść na przerwę :-) byłam kilka razy na świetnych mszach, aktywność dzieci była ogromna. musimy też pamiętać o różnych dysfunkcjach, które często mylone są ze złym zachowaniem. Sa też dorośli z różnymi dysfunkcjami, którzy nie z własnej woli zachowują sie nie adekwatnie do miejsca i sytuacji. I co,… Czytaj więcej »

www.kajzarowie.net
Gość
www.kajzarowie.net

Genialny wpis! Gratuluję! Zgadzam się w pełni :)

Troszkę nie rozumiem tego całego „bezstresowego” wychowania, bo wydawało mi się, że to tylko takie opowieści są. Naprawdę tak można dziecko wychować? Naprawdę, naprawdę?

My z dziećmi chodzimy do kościoła, chociaż one niewiele z tego rozumieją póki co (starsze ma 16 miesięcy), ale my rozumiemy i chcemy stawać w Bożej obecności jako rodzina. Czasem chodzimy osobno, jak jest możliwość zostawić dziecko / dzieci z Dziadkami, to z niej korzystamy (jak u nich jesteśmy, nie wozimy dzieci specjalnie w tym celu do nich).

Pozdrawiam!

Uroda 20 października 2011

Ja i Hashimoto

Kiedy miałam około 14/15 lat byłam na swojej pierwszej wizycie u ginekologa, z powodu nieregularnych miesiączek. Nie podejrzewałam, że będzie to miało związek w przyszłości z hashimoto. Do dziś pamiętam tę wizytę, byłam przejęta, pełna obaw i pełna strachu.  Pani ginekolog uspokoiła mnie i moją mamę, tłumacząc nam, że w tak młodym wieku to jest normalne, że miesiączki z czasem się wyregulują, itd. Minęło parę lat, kiedy znów się pojawiłam u lekarki, powód – cały czas ten sam – nieregularny okres.

Na moje pytanie, czy jest jakiś sposób, aby je wyregulować – bo było to męczące kiedy okres przychodził mi co dwa, a czasem trzy miesiące – dostałam wtedy swoje pierwsze tabletki antykoncepcyjne. Miałam nadzieję, że mój organizm kiedyś zaskoczy. Najpierw nie obeszło się bez luteiny, aby go przywołać, a potem mijało 27-28 dni  i okres był. Skakałam z radości, cieszyłam się, że nie muszę się wstydzić przed innymi dziewczynami, które co miesiąc narzekały na swój odmienny stan. Dołączyłam do nich, byłam jedną z nich.

W ten sposób brałam leki przez 5 lat z przerwami, nawet zahaczyłam o plastry antykoncepcyjne, bo tabletki źle wpływały na moją wątrobę. W trakcie nie miałam prawie żadnych badań krwi. Okres był i to było najważniejsze dla mnie i mojego ginekologa. Po tym czasie zmieniłam miejsce zamieszkania, lekarza i podejście do antykoncepcji jako sposobu na uregulowanie miesiączek, bo po 5 latach mój organizm nie zaskoczył.

Zaczęło się od częstego kłucia i nowych tabletek na zbicie podobno wysokiej prolaktyny. Oczywiście regularnie musiałam przyjmować luteinę i okres powoli przychodził, jednak przerwy zaczęły się robić coraz krótsze. Co tu robić. Mój nowy lekarz załamywał ręce i skierował mnie na diagnostykę hormonalną.

Czekałam pół roku, aby się dostać na Karową w Warszawie i trzy lata temu spędziłam tam  kilka dni nad Wisłą. Tam dopiero zaczęło się kłucie, podczas pierwszego pobytu było ich aż 18 – ale to dzięki moim niewidocznym żyłom. Podczas drugiej tury, wszystkim dziewczynom wykonywano usg tarczycy. W dniu wypisu upomniałam się, że ja takowego badania nie miałam, że moja mama miała wyciętą tarczycę, itd. Szybciutko skierowano mnie na badanie i tam usłyszałam – zapalenie tarczycy, klasyczne Hashimoto. Hashi…, że co?

Jak tylko dotarłam do domu, otworzyłam komputer i szukam:

Co to takiego jest?

Z czym się to wiąże?

Czy będę mogła zajść w ciąże?

Jak się leczy?

Czy wyzdrowieję?

Wiele więcej pytań mnie gnębiło, powoli się uspokajam, czytając, że Hashimoto to stan zapalny tarczycy, który jest efektem nie leczenia niedoczynności tarczycy. Jeśli niedoczynność zostanie wcześnie wykryta, można śmiało mieć ten gruczoł pod kontrolą i nie dopuścić do tego stanu.

Stanęłam jak wryta, przecież mój pierwszy lekarz wiedział, że moja mama miała problemy z tarczycą, wystarczyło już wtedy zrobić kilka testów  i teraz nie miałabym tego Hashimoto. Teraz już zrozumiałam, dlaczego tak trudno było mi zgubić te dodatkowe kilogramy, dlaczego cały czas chciało mi się spać.

Czy złoszczę się na pierwszego lekarza? Może wtedy nie było jeszcze takiej wiedzy i możliwości. Niestety zostaję z Hashimoto do końca mych dni.

Kolejny rok  próbowałam lekami wyrównać hormony tarczycy, nadal przyjmując leki wywołujące miesiączki. Perspektywa na zajście w ciąże była, ale odległa. Nikt nie dawał mi gwarancji, że się uda, że poziomy hormonów ustabilizują się na tyle, aby się udało. Byłam załamana. Mam już powoli trzydziestkę na karku, większość znajomych cieszy się już potomstwem, a my?

Przez pół roku nie było efektów, co miesiąc na teście była tylko jedna kreska, a wkrótce potem okres. Traciłam już wiarę, że się uda. Lekarze dawali mi jeszcze pół roku, wytyczne co i jak aby polepszyć szanse. Powoli to wszystko mnie przytłaczało, tak bardzo pragnęłam być jedną z mam, tulić maleństwo w swych rękach. I wtedy, na teście dwie kreski! Nie mogłam uwierzyć i tego samego dnia i następnego robiłam dodatkowe badania, aby się upewnić, że jestem w ciąży.

Dziś jestem szczęśliwą mamą z Hashimoto, mam zdrowego, trzy miesięcznego Marcinka, a co trzy miesiące kontrola hormonów tarczycy i ewentualna zmiana dawkowania. Cuda się zdarzają, wtedy kiedy tracimy nadzieję.

44
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Magdalena446
Gość
Magdalena446

Wzruszająca historia potwierdzająca tezę, że wszystko jest możliwe. Trzeba tylko uwierzyć;-)

Monik
Gość
Monik

Hej!
Zupełnie jakbym czytała swoją własną historię. Miałam bardzo późno okres, w wieku 17 lat, wywoływany tabletkami antykoncepcyjnymi. A teraz Hashimoto.
Czy będę mamą? Mam nadzieję że w końcu tak. Staram się nie wariować bo staramy się już tak długo i męczę się z tą chorobą która nie daje mi zielonego światła na dziecko.
Ale co ma być to będzie. Oby!

Rachela
Gość
Rachela

Hej
Hashimoto nie jest wyrokiem. Znajdź dobrego endokrynologa, który wyrówna ci hormony a także sprawdź jak u ciebie z witamina D – pod nazwą ohd25. Marcin przyszedł po pół roku starań natomiast Lusia za pierwszym strzałem. Zatem wszystko jest możliwe. :) pamiętaj także aby odpuścić i wrzucić na luz. Często nasze emocje nam w tym nie pomagają. Życzę powodzenia i mam nadzieję że już niedługo będziecie tulić w ramionach małę dziecię

Barbara Heppa-Chudy
Gość

Dla mnie absurdem jest jak w Polsce podchodzi się do diagnozowania. Tabletki antykoncepcyjne, luteina, inne leki… wszystko tylko nie szczegółowe badania!

Cieszę się, że wreszcie udało się ustalić POWÓD. Cieszę się, że jesteś teraz pod dobrą opieką specjalistów. No i bardzo się cieszę, że jesteś mamą Marcinka :)

Magda Kupis
Gość

na nas – mamach córek spoczywa duża odpowiedzialność i świadomość, że nieregularne miesiączkowanie to nie jest „normalne”, nie można dać się zbyć, że wszystko się wyreguluje, bo niestety czasem jest za późno na pomoc. Poza tym lepiej zapobiegać niż leczyć, wiec jeśli lekarz nie będzie chciał zrobić badań – zmienić lekarza.
Cieszę się z kolejnej historii z szczęśliwym zakończeniem.

Madzia_85
Gość
Madzia_85

Wzruszyłam się czytając. Gratulacje w związku z pojawieniem się na świecie upragnionego dziecka i życzę wszystkiego dobrego :)

Aldona Seemann-Gnida
Gość

„Cuda się zdarzają, wtedy kiedy tracimy nadzieję.” Święte słowa! Podczas drugiej naszej ciąży też trafiliśmy na DZIWNEGO lekarza…a niby z dobrej, prywatnej, katowickiej kliniki :/ Tzn. był to lekarz od badań prenatalnych. Dość późno zorientowałam, że jestem w ciąży- poszłam do lekarza bo coś źle się czułam i się dowiedziałam- ciąża 9 tydzień :) Radość była wielka. A za chwilę zaszła mnie refleksja- jak sobie damy radę? Przecież dopiero co Olga trzynasty miesiąc skończyła. No ale myślę sobie- nie ja pierwsza, nie ostatnia- damy radę :) Przy pierwszych badaniach prenatalnych dowiaduję się- zespół Downa. Lekarz oschły i małomówny a jak… Czytaj więcej »

Barbara Heppa-Chudy
Gość

Oj, Aldona… Ale mnie poruszyła historia Twojej drugiej ciąży. Tak bardzo się cieszę, że masz zdrowego synka! I współczuję tych wszystkich przeżyć związanych z rozpoznaniem wady genetycznej.
Odezwę się do Ciebie na fb, bo też jestem ze Śląska i czuję potrzebę poznania nazwiska lekarza, żeby przestrzegać inne przyszłe mamusie.

Aldona Seemann-Gnida
Gość

Ok. Chętnie podam nazwisko.
Dziękuję za miłe słowa.

zochama
Gość
zochama

Wlasnie cuda sie zdarzaja , tez sie pod tym podpisuje. Ja z mezem staralismy sie o dzidzie 1,5 roku. Okazalo sie ,ze to moj partner mial problem, za wolne plemniki. Zmiana diety, witaminy, aktywny tryb zycia i wiara w to,ze sie uda. Niestety lekarz skierowal go na operacje. Gdy zblizal sie termin moj maz nie okazujac mi tego , bal sie tego zabiegu i w ostatniej chwili zrezygnowal i powiedzial,ze dajmy sobie jeszcze czas, sprobojmy bez pomocy sklapela. To byl maj a w czerwcu poczelismy coreczke. To ja stracilam wiare,ze nam sie uda tym bardziej,ze maz nie chcial pomocy lekarskiej….… Czytaj więcej »

Aldona Seemann-Gnida
Gość

Początkowo nie zgodziłam na amniopunkcję. Ale miałam powiedziane, że jeżeli echo serduszka wyjdzie źle- to mam zrobić. Rozumiem i wiem, że badania są ważne bo różne choroby można już rozpoznać albo je wykluczyć.

Agnieszka Jelinek
Gość

Aldono, także życzę wszystkiego dobrego. Dziękuję za miłe słowa. Niestety mój Hashimoto ma wpływ na tarczycę synka, którą będziemy musieli także kontrolować. Na dzień dzisiejszy wszytko jest dobrze z tarczycą Marcinka.
Magda zgodzę się z Tobą, że ciąży na nas większa odpowiedzialność. Wtedy w małej wiosce pewnie nikt nie słyszał o takiej chorobie, a dwa rodziców nie było stać, aby jechać do większego miasta do prywatnego lekarza.
Wszystkim życzę dużo siły i wytrwania

Aldona Seemann-Gnida
Gość

Człowiek uczy się cały czas. Tyle jest różnych ‚dziwactw’ wokół nas, nawet nie mamy pojęcia, że są :/
Nie wiedziałam, że może to też mieć wpływ na Marcinka.
Dobrze, że znasz już powód bo wiesz teraz co i jak.
Trzymajcie się zdrowo i dzielnie. Myślami jestem z Wami :)

Marta Kabala
Gość

ja rowniez mam problemy z tarczyca od dziecka, mam nadczynnosc tarczycy, zawsze przyjmowalam na to leki. zawsze bylam bardzo nerwowa, mialam problemy z oddychaniem dusznosci, a jak sie denerwuje to czuje ucisk i nie moge zlapac tchu. pare razy zdarzylo mi sie zaslabnac, mam problemy z utrzymaniem wagi, ale moja waga potrafila spadac gwaltownie i w krotkim czasie, ciezko mi jest jak sa za wysokie temeratury, chociaz teraz przeprowadzilsimy sie w dosc cieple miejsce, moje rece sa zazwyczaj lodowate, czesto sie trzese. to wszystko i konflikt serologiczny sprawil, ze stracilismy pierwsze dziecko. potem zaszlam w ciaze, i musialam odstawic leki,… Czytaj więcej »

zochama
Gość
zochama

Marta jestes bardzo dzielna dziewczyna mimo takich strasznych objawow nie poddajesz sie, zycze ci duzo sily i duzo zdrowia dla swoich najukochanszych i dla siebie.

Marta Kabala
Gość

dziekuje bardzo:)

Magdalena446
Gość
Magdalena446

Marto, jesteś dla mnie superkobietą!!!!!

Marta Kabala
Gość

ja i tak pomimo wszystko traktuje zycie z dystansem i wlasnie dlatego ciesze sie kazda chwila i kazda minuta, bo przeciez mam tak wiele, dziekuje za te slowa, pozdrawiamy serdecznie

Aldona Seemann-Gnida
Gość

Wiesz, moja córcia też potrafiła mnie na swój sposób pocieszyć. Przytulić. A szczególnie jedną scenę zapamiętam na długo- miałam gorszy dzień, leżałam i płakałam. Olcia obok bawiła się puzzlami. W pewnym momencie podchodzi do mnie i daje mi fragment układanki- na obrazku niebo i gwiazdka. Może ktoś pomyśli, że wariatka jestem. Ale dla mnie, w tamtym momencie znaczyło to jakby mi chciała nieba przychylić, gwiazdkę z nieba dać. Pocieszyć, że dobrze będzie. Uspokoiłam się. Czułam tak od wewnątrz- spokój.
I ja Tobie życzę dużo siły i zdrowia!!

Marta Kabala
Gość

dziekuje, prawda, dla mnie takie chwile sa wzruszajace, moze ktos inny w tym nic nie zobaczy, ale ja plakalam ze szczescia, ostatnio duzo placze, jestem ogromna optymistaka, ale czasem nawet moj mega optymizm wysiada jak ostatnio, ale wtedy patrze na mojego synka, moj brzuch i mojego meza i czuje, ze dam rade,a moj maz pozwala mi sie w swoj rekaw wyplakiwac dowoli, lzy same ciekan i beda ciekly, jestem mama boje sie o moje dziecko, ale milosc do dziecka jest silniejsza niz strach, ostatnio nie mam nawet sily podniesc sie z lozka, ale i tak mam odpoczywac i lezec caly… Czytaj więcej »

Marta Kabala
Gość

u nas bylo tez tak, ze moj maz jest po wypadku samochodowym, na domiar zlego w te wakacje mial wypadek, powazny bardzo, ja w ciazy z malym dziekciem bylam kompletnie sama, on w szpitalu ze zlamaniem kompresyjnym kregoslupa, mial operacje, ktore byly dla mnie jak tragedia,. wielogodzinne czekanie pod sala operacyjna, diagnoza przed pierwsza byla, ze szanse sa pol na pol, po pierwszej mial problemy z czuciem, potem kolejen dwie, jego pobyt w szpitalu, odwiedzalismy go codzinnie, potem zaczal rehabilitacje, wygralismy walke o niego i jego zdrowie, a gdy wrocil do domu to nasz synek tak bardzo byl zanim teskniony,… Czytaj więcej »

Agnieszka Jelinek
Gość

Marto, gratuluję tej wewnętrznej siły. Życzymy wszystkiego dobrego i niewyczerpanej pozytywności :)

Marta Kabala
Gość

dziekuje bardzo :)

Sylwia
Gość
Sylwia

Miałam pododną historię z tym że moją niedoczynnośc tarczycy stwierdzono dopiero w 16 tc. Ciąży o której każdy lekarz mówił że nie daje na nią szansy. Nieregularne @, problemy z sercem, podejrzenie policystycznych jajników…. i nikt z lekarzy nie wpadl na to że to tarczyca. Dopiero w ciąży zrobiłam jeszcze raz badania i poziomy hormonów arczycowych dopiero zainteresowały lekarzy a wcześniej były podwyższone ale kazdy mówił mi że taki poziom może byc. Żeby nie ciąża to nadal łykalabym leki na serce a tarczyca dalej je by ruinowała (kardiolodzy niemogli ustslić przyczyny tachykardii) W ciąy leków od serca nie mogłam brać… Czytaj więcej »

Anonimowo
Gość
Anonimowo

U mnie podobnie jak u Sylwii , niedoczynność zdiagnozowano dopiero w ciąży , tyle że w 13 tc. Po wysłuchaniu diagnozy i tego jakie zagrożenie dla mojej małej istotki stanowi zaburzenie poziomu hormonów zwłaszcza w 1 trymestrze ciąży wróciłam do domu załamana . Oczywiście w domku w ruch poszedł internet i DR Google , a tam najczarniejsze scenariusze . Dopiero wizyta u Ginekologa i skierowanie do kliniki na badania prenatalne , na których okazało się , ze Dzidzia jest cała i zdrowa , trochę mnie uspokoiły . Całą ciąże przyjmowałam hormony i drżałam o Maleńką . Pod koniec ciąży doszła… Czytaj więcej »

Judyta Szostak
Gość

Moja mama była w ciąży wtedy, radzili usunąć gdyż mieszkali na podlasiu… blisko … nie zgodziła się,urodziłam się :-) mam nadczynność tarczycy , nie wiem czy to ma związek z Czarnobylem

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Jak dobrze że nie posłuchała lekarzy! Trudno powiedzieć czy Czarnobyl coś z tym ma wspólnego. Ale patrząc ile kobiet, które wtedy miały zaledwie parę lat ma dziś problem zajść w ciążę, ma problemy z tarczycą, to daje do myślenia

Ania Kaliszewska
Gość

Teraz większość ludzi ma problemu problemu tarczyca

Magda Czujko
Gość

Mam i ja :) rocznik ’86:)najpierw 3letnie starania by zajsc w ciążę..po porodzie okazuje się że mam Hashimoto.. a teraz poronienie:(

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Magda Czujko Kochana tulę mocno. Ważne by wyrównać hormony. O pierwsze staraliśmy się ponad pół roku, drugie za pierwszym strzałem :) Będzie dobrze. Trzymam mocno kciuki

Magda Czujko
Gość

Dzięki i ja mam nadzieje ze to było tylko raz i ostatni raz w zyciu !! Okropne chwile…boli do dziś. ..ale…nic nie dzieje się od tak sobie… teraz jestem na etapie huśtawki hormonalnej .. walczę ale nie dam się tak łatwo ☺

Judyta Szostak
Gość

Ja Bogu dzięki mam dwoje dzieci :) nie staraliśmy się co prawda :D ale i nic nie robiliśmy żeby ich nie mieć :P

Małgorzata Bielak
Gość

Mój synek ma obecnie 9 lat a od 4 leczymy go na Hashimoto. Ja i mąż nie mamy problemu z tarczycą. Też słyszałam opinie, że jak rodzice urodzili się za czasów wybuchu w Czarnobylu to ich dzieci mogą chorować.

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

O tym że dzieci mogą chorować nie słyszałam. :(

Radtke Monika
Gość

U mnie wykryto w wieku 18 lat hashimoto. Instynkt macierzyński pojawił się szybko i pokierował mnie na badania do ginekologa bo czułam, że coś jest nie tak… mogłam dużo spać, byłam strasznie płaczliwa i miałam częste lęki paniczne, bolesne miesiączki przy ktorych mdlalam, wymiotowalam… później znikł mi okres na około 50 dni i wykryto również dwie wielkie torbiele na jajniku … po dwóch latach brania tabletek, dwóch operacjach i masie stresu mogłam zajść w ciążę :) lekarz powiedział, że to idealny czas dla mojego organizmu bo później byłoby bardzo trudno. :) udało się, będzie maluszek za +/- 5 tygodni ❤

Radtke Monika
Gość

Ah i moja siostra i brat również mają problem z tarczyca za to mama w pełni zdrowa bo robila badania…

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Gratuluję maluszka. Niech będzie zdrowiutki ;)

Radtke Monika
Gość

Dziękujemy ;*

Alicja Malinowska
Gość

Miałam wtedy 10 lat, piłam jod i przejmowałam się informacjami, że będę miała kiedyś chore dzieci :)

Ola Machnikowska
Gość

A ja nam hashimoto i dwójkę dzieci ;) myślałam że będzie ciężko zajść mi w ciążę… ale w obie ciąże zachodziłam od razu :P więc rożnie to bywa :)

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Ważne jest mieć wyregulowane hormony. Ja też mam już dwójkę kochanych dzieci. ;)

iza
Gość
iza

Również mam niedoczynność tarczycy i Hashimoto – około roku starałam się żeby zajść w ciążę – udało się ale niestety w 9 tygodniu poroniłam :( Dokładnie 8 miesięcy póżniej znowu się udało i tym razem synek urodził się cały i zdrowy a rok pozniej dołączyła do niego siostrzyczka – piękna i zdrowa :) pozdrawiam was kobitki i zycze wszystkiego dobrego

dorota d
Gość
dorota d

gratuluje wszystkim mamuśką, cieszę się waszym szczęściem :) ja mam syna 6 letniego Filipka. a od 2,5 roku staramy się o drugiego dzidziusia i nic :( tez mam niedoczynność i hashimoto, i już tracę nadzieję. jest mi tak strasznie ciężko, tym bardziej że Filipek tak bardzo chce mieć braciszka. w podświadomości czuję że kiedyś mi się jeszcze uda,ale trochę się boję ze jednak to złudne myślenie

pozdrawiam was bardzo gorąco :)

Zabawa 16 października 2011

Kobieta spełniona – mama czy bizneswoman?

Wiadomość o ciąży bywa zaskoczeniem. Narodziny dziecka, zwłaszcza pierwszego, to prawdziwa życiowa rewolucja. Z tą opinią zgodzą się zapewne wszystkie mamy. Nie ma wątpliwości, że pojawienie się tej małej istotki ma wpływ na to, jak postrzegamy siebie, własne pragnienia, potrzeby innych ludzi i wszystko co nas otacza.

Przed ciążą kobiety mają w głowie w miarę jasną wizję tego, co jest dla nich w życiu ważne. Widzą po kolei szczeble kariery, chłodno wyznaczają kierunek rozwoju. Jednym słowem- mają plan. Po narodzinach dziecka okazuje się, że to zaplanowane „ja” musi zrobić dziecku trochę miejsca. A w zasadzie całkiem sporo miejsca. I nie chodzi nawet o te ustępstwa, których świat oczekuje od kobiet, by mogły czuć się dobrymi matkami. Po prostu samoistnie, podświadomie następuje przewartościowanie świata. Rządzące do tej pory „chcę”, „będę” zostaje okiełznane, a egoizm stłumiony.

Dotychczas, w rozmowach z koleżankami, tymi które mają już dzieci jak i tymi, której jeszcze nie planują, głośno i stanowczo wypowiadałam swoje zdanie dotyczące macierzyństwa i aktywności zawodowej. Nie wyobrażałam sobie, że mogłabym w całości poświęcić się wychowaniu dzieci. Chodzi mi tu o stanowisko przysłowiowej „kury domowej”.  Czyli dom, dzieci, pieluchy, obiadki, porządki i wiele, wiele innych.

Tym czasem teraz, po półrocznym stażu na tym właśnie stanowisku, mogłabym spokojnie tu zostać. Nie mówię, że tak dwa – trzy dni w tygodniu nie poszłabym do pracy – bardzo chętnie. Wyjść do ludzi, oderwać się od tej codzienności. Ale jednak większość tygodnia chciałabym spędzać z moją Księżniczką. Najlepszym rozwiązaniem byłaby praca w domu. Bo miałabym poczucie, że się samorealizuję, a równocześnie mogłabym obserwować rozwój własnego dziecka. Niestety mało która mama ma taką możliwość. A szkoda.

Wydaje mi się, że ważne jest by w tym wszystkim nie zatracić siebie, aby zachować równowagę pomiędzy rolą mamy, a rolą kobiety spełnionej zawodowo. Choć dla każdej z nas słowo „spełniona” może oznaczać coś innego. Czy kobieta spełniona to kobieta, która odniosła sukces na polu zawodowym, zrobiła w swoim życiu prawdziwą rewolucję pnąc się po szczeblach  kariery? Czy kobieta spełniona, to może jednak ta zadowolona z siebie i niekoniecznie pracująca zawodowo? Bo przecież można świetnie robić konfitury i perfekcyjnie prowadzić dom, i właśnie na tym polu się realizować. A może to taka, która potrafi pogodzić obowiązki zawodowe z wychowywaniem dzieci i jeszcze realizować swoje pasje?

Ja jak najbardziej czuję się kobietą spełnioną. Jestem żoną, matką, ale nie zamykam się tylko w tych dwóch określeniach. Rodzina jest dla mnie najważniejsza, pamiętam jednak o swoim rozwoju. Chwilowo, jestem może nieco przytłumiona przez nowe obowiązki, muszę odnaleźć się w nowej roli, ale powoli rozwijam skrzydła i spokojnie mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwą kobietą. A żeby być spełnioną trzeba być szczęśliwą!

Piękna, niezależna, bizneswoman, czy żona i matka opiekująca się domem i doglądająca ogniska domowego? Te dwa modele to tylko stereotypowe przykłady. Kim jest kobieta spełniona? Pomiędzy tymi dwoma schematamii jest całe mnóstwo innych możliwości. Pytanie czy da się je wszystkie połączyć?

Drogie czytelniczki, ciekawa jestem Waszych opinii na ten temat. Co dla Was oznaczają zmiany związane z macierzyństwem? W jakiej roli czujecie się najbardziej spełnione? Czekamy na  Wasze komentarze.

35
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Fizinka
Gość
Fizinka

Zanim zaszłam w ciążę W OGÓLE nie wyobrażałam sobie siebie w roli tej przysłowiowej „kury domowej”! Ba! Takiej roli mówiłam stonowczo -NIE! Kiedy w moim brzuszku zagościła „fasolka” – moje zdanie powoli zaczynało się zmieniać ;) A teraz,kiedy moje maleństwo jest już na świecie wiem że mogłabym pełnić tą rolę jeszcze długo długo… :) Teraz widzę,jak bardzo się zmieniłam,dojrzałam.. To co kiedyś było dla mnie nr`em 1 zeszło na dalszy plan :) Teraz mam inne priorytety :) I mimo iż (chwilowo) zawodowo nie pracuję,czuję że się spełniam -w roli Mamy :) w roli żony :) no i w roli studentki… Czytaj więcej »

Magdalena446
Gość
Magdalena446

Fizinka, zgadzam się z Tobą. Mamę zrozumie tylko druga mama, a bycie nią nie jest łatwe, ale ile daje szczęścia i satysfakcji.

Agnieszka Jelinek
Gość

tak trzymaj Fizinka :)
Ja z wytęsknieniem czekałam na tę fasolkę w brzuszku i jak tylko się udało uciekłam na zwolnienie by nic jej się nie stało. Teraz chociaż macierzyński mi się kończy, i gdybym nie musiała to zostałabym z małym w domu – choć co jakiś czas mimo urlopu, odpracowuję trochę dla szefowej w domu. Ba zresztą zgodziła się abym część obowiązków pełniła w domu :)
I jak tu nie być spełnioną kobietą, matką, żoną, pracownicą :)

Magdalena446
Gość
Magdalena446

Ja też od razu poszłam na L4, wypoczywałam i przygotowywałam się na przyjście mojego ukochanego dziecka. Ja niestety nie mogę „zabrać pracy do domu”(((( A Twoja szefowa chyba też jest kobietą spełnioną, bo rozumie potrzeby matek.

Magda
Gość
Magda

Madziu po przeczytaniu Twojego tekstu uśiadomiłam sobie, że nigdy nie widziałam siebie w roli mamy! Owszem dzieci tak, ale kiedyś tam…w bliżej nie określonej przyszłości. Uważałam, że są rzeczy ważniejsze, że nie czas i nie pora. Byłam egoistką i materialistką! Wyszłam za mąż i zaczęło się wszystko zmieniać. Życie okazało się trudne…tzn. nie tak łatwe jak sobie to wymarzyłam. Straciłam jednego dzidziusia i spokorniałam wobez życia. Poddałam się całkowiecie biegowi losu, ściągnęłam nogę z gazu, zwolniłam :P Teraz jestem mamą cudownego Śmieszka i chciałabym zatrzymac czas! Cóż, nie da się :D Ala jak się uda, chciałabym chociaż jechac na półsprzęgle… Czytaj więcej »

Magdalena446
Gość
Magdalena446

Bardzo chciałabym zatrzymać czas i być blisko mojej Księżniczki, niestety nie ma takiej opcji i trzeba wracać do pracy. Teraz to dopiero wejdę na wysokie obroty, żeby wszystko ogarnąć.

Marta Kabala
Gość

Ja opisalam na Waszym blogu moja historie, kiedys nie wyobrazalam sobie siebie jako matki, zony, zawsze bylam osoba, ktora chciala sie realizowac, spelniac swoje marzenia. Zycie nie zawsze mnie rozpieszczalo, dlatego zawsze szukalam swojego miejsca na ziemi, czesto podrozowalam, jak tylko byla mozliowosc wyjazdu wyjezdzalam, czegos szukalam, ale nie wiedzialam czego. Mialam pare zwiazkow wczesniej, ale kazdy z nich utwierdzal mnie w przekonaniu, ze milosc boli, ze nigdy zaden facet i dziecko nie zagoszcza w moim zyciu. W mojej glowie mialam taki wyidealizowany plan, skonczyc studia, potem dalej kontynuowac kariere naukowa. Wszystko sie zmienilo jak przyjechalam do NY, trzy dni… Czytaj więcej »

Magdalena446
Gość
Magdalena446

Marto, oczywiście piękne słowa;-) Dobrze, że nie poddaliście się po pierwszej stracie. Teraz będziesz miała dwa kochane skarby, a właściwie trzy, ponieważ Rob jest fantastycznym mężem, partnerem i … człowiekiem. I uważam, że rodzina w żaden sposób nie ogranicza, ale wspiera, pomaga i tak jak piszesz – daje siłę. Dziękuję za wpis i pozdrawiam Was serdecznie))

Marta Kabala
Gość

bardzo dziekujemy za cieple slowa, u nas jak zawsze kazdy nastepny dzien pisze nowe strony naszej wspolnej ksiegi, dzis bylismy u lekarza i wyglada na to, z enasze dziecie strasznie sie spieszy na ten swiat, szyjka sie zaczela skracac, skurcze coraz silniejsze, a to dopiero 29 tydzien :(, teraz mam lezec w domu i zachowywac sie jak 80latka, za tydzien nastepna wizyta i jak sie pogorszy to znowu czeka mnie lezenie w szpitalu i jeszcze wieksza walka, coz chyba nie ejst mi dane donosic chociaz jednej ciazy normalnie..dobrze, ze przynajmniej nasz synek sie smieje, tuli do mnie i brzuszka, a… Czytaj więcej »

Barbara Heppa-Chudy
Gość

Marta, bardzo podoba mi się, że jesteś tak pozytywnie nastawiona do całej sytuacji. Trzymam kciuki za Ciebie i całą Twoją rodzinkę. I mam nadzieję, że Maluszek grzecznie poczeka na swój dzień.
Trzymaj się!

Marta Kabala
Gość

dziekujemy bardzo…najnormalniej w swiecie czuje, ze chyba los na kazdym kroku chce nas sprawdzic, wiec rzucajac nam klody pod nogi chce sprawdzic, czy zdamy nastepny egzamin, oddalabym wszystko, aby nasz drugi synek jeszcze poczekal, jest za malutki i tak bardzo chcialabym chociaz jedna ciaze donosic w spokoju, ale juz i tak wygralam, mam cudownego meza, cudownego synka i drugiego w drodze…moj maz jest taki niesamowity, ze daje mi sie wyplakiwac w swoj rekaw, dzisiaj nawet moj mega optymizm poprostu wysiada, pozdrawiamy serdecznie

Magdalena446
Gość
Magdalena446

Mocno zaciskam kciuki, żeby syn wytrzymał jak najdłużej w brzuszku. Masz fantastyczną rodzinkę, która się powiększy, a Ty musisz być dla nich wszystkich silna. Ale nie jak supermen – popłakać też trzeba, to też w pewnym sensie oznaka siły. Jesteś super kobietą ;-)))

Kobiecym_okiem
Gość

Ja z zasady nie lubię skrajności, toteż w moim modelu kobiety spełnionej mieści się zarówno aktywność zawodowa, jak i czas dla rodziny. Od 8 miesięcy jestem wyłączona z życia zawodowego i dobrze mi z tym, ale staram się sobie także planować czas, aby zajmować się różnymi rzeczami, np. prowadzeniem swojego bloga – jest to dla mnie także sposób na rozwój osobisty. O pracy nie myślę w kategorii kariery (co jest tą właśnie skrajnością „mama-karierowiczka”), ale jako o własnym samorozwoju. Idealnym połączeniem jest dla mnie praca na krótszy etat lub praca w elastycznych godzinach oraz – jako podstawa – skupianie się… Czytaj więcej »

Magdalena446
Gość
Magdalena446

Zdecydowanie zgadzam się z Twoją wypowiedzią. Dzieciom, potrzebny jest kontakt z otoczeniem, z innymi dziećmi. To przysposabianie ich do życia w społeczeństwie, nauka dzielenia się i . . . samodzielności.

Fizinka
Gość
Fizinka

Ja co prawda po swoich dzieciach jeszcze nie mogę tego stwierdzić,bo mam na razie jedno (7-miesięczne) :P ale również uważam że dzieci w pewnym wieku potrzebują nowych bodźców i kontaktu z otoczeniem,z rówieśnikami,….. Ten „pewien wiek” ciężko określić bo wiadomo że każde dziecko jest inne ale myślę że wiek przedszkolny to jest dobry moment na „wyrwanie” się z czterech kątów,zarówno dla dziecka jak i dla mamy :) Fajnie by było gdyby urlop macierzyński trwał przynajmniej do czasu kiedy dziecko ukończy2 rok życia :) I wtedy każda mama mogłaby zadecydować czy zostaję jeszcze dłużej z dzieckiem (na wychowawczym) czy wraca do… Czytaj więcej »

Magdalena446
Gość
Magdalena446

Podoba mi się Twój pomysł z „przedłużonym” urlopem macierzyńskim) Jak dla mnie wystarczyłby roczek. Pierwszy rok jest bardzo ważny dla dziecka, tyle się uczy i tyle osiąga. Świetnie było by razem z nim cieszyć się każdą nową umiejętnością.

Kasieks
Gość
Kasieks

Jestem pod wrażeniem tego artykułu. Bardzo mądrze to ujęłaś Autorko!W moim przypadku, wyglada to nastepująco. Kariery nigdy nie chciałam, i nie chcę robić, mam na razie takiego pecha, że praca zawodowa nie sprawia mi przyjemności, raczej więcej stresu, obaw, płaczu i rozterek. mam nadzieję, że się to zmieni, jesli nie praca, to chociaż warunki pracy. Odkąd pojawił się na świecie nasz synek, zapomniałam o pełnieniu roli pracownika, ale już niedługo będę musiala wrócić do pracy. Całą ciążę byłam na L4, cały czas pielęgnowałam uczucie do naszej małej istotki, szykowałam gniazdko i staralam się stworzyć mu dobre warunki. Powiedzmy, że udało… Czytaj więcej »

Magdalena446
Gość
Magdalena446

Kasieks dziękuję za pochwałę)) Doskonale Cię rozumiem. Mój wolny od pracy czas kurczy się zastraszająco. Również nie mam z kim zostawić Małej. Mam już jedną potencjalną nianię, którą musi również zaakceptować Maja. U mnie teściowie rzadko widują wnuczkę. Również się im do niej nie spieszy, a ja wolę chyba nianię, ponieważ teściowa ostatni raz miała do czynienia z maluszkiem jakieś…..30lat temu!! A co do pracy … nie jest to spełnienie moich marzeń, ale póki co jest. Mam nadzieję, że uda Ci się znaleźć pracę w której będziesz doceniana, szanowana i będziesz do niej chętnie chodzić. A teściowie okażą się jednak,… Czytaj więcej »

Magda Kupis
Gość

Podpisuję się pod tym co napisała autorka- równowaga musi być zachowana. Poza tym bardzo ładnie pisze o życiu kobiety spełnionej- dla każdej to co innego, ale… Chyba jestem mistrzynią jeśli chodzi o zastosowanie tego spójnika. Wizja mojej przyszłości rozpoczęła się od roli „kury domowej” właśnie, lecz z czasem zdobywania wiedzy o życiu, doświadczenia i obserwacji ewoluowała. Bycie mamą, która spełnia się tylko na tej płaszczyźnie w dzisiejszych czasach to już utopia, ponieważ na życie trzeba spojrzeć nieco bardziej praktycznie i realnie. Matka wcale nie „siedzi” w domu dla dobra dzieci- dla mnie to kłamstwo. Na „bycie mamą” przeważnie patrzy się… Czytaj więcej »

Magdalena446
Gość
Magdalena446

Zgadza się, nic kosztem rodziny. Dobre pytania postawiłaś, chyba zbyt często nie są one zadawane. Czyżby odrobina egoizmu była wskazana? Tak. Ponieważ dbając o swoją przyszłość, również ułatwiamy życie naszym dzieciom.

Magda Kupis
Gość

wiele osób żyje w myśl zasady „jakoś to będzie”, ale już teraz musimy myśleć o NASZEJ przyszłości, aby tym samym ułatwić życie naszym dzieciom. Mało kto zadaje już teraz takie pytania, bo emerytura jest dla nas przecież tak odległa… to jest balansowanie na krawędzi, odrzucając myśli o tym co będzie za lat 20,30…

Hanna Szczygieł
Gość
Hanna Szczygieł

W pełni zgadzam się z Wami! Bardzo ubolewam nad faktem, że w naszym kraju feministki wiedzą najlepiej „za wszystkie” kobiety co jest dla nich dobre. Jestem kobietą, córka, żoną, matką i nie tylko – sama chcę decydować jakie role w moim życiu będę pełniła! Jestem spełnioną mamą i żoną. Jestem również studentką i pracownikiem! I choć wolałabym móc cały swój czas poświęcić rodzienie, życie zweryfikowało mój plan. Studjuję dziennie- ale dzięki dobrze zaplanowanej ścieżce edukacji, po pojawieniu się córeczki na świecie, pozostało mi niewiele zaległości do uzyskania absolutorium- oczywiście wymaga to wiele poświęceń w naszym domu- moich i męża. Pracuję… Czytaj więcej »

Magdalena446
Gość
Magdalena446

Niestety nie ma recepty na system pracy mamy. Jedno jest pewne, że dla mamy doba jest za krótka)

Madzia_85
Gość
Madzia_85

Decyzje o założeniu rodziny podjęliśmy z mężem w czerwcu tego roku. W lipcu okazało się, że jestem w ciąży… jakże byliśmy szczęśliwi, że stało się to tak szybko po podjęciu decyzji, tym bardziej, że wszyscy dookoła mówili-straszyli, że zajmie nam to dużo czasu na minimum rok musimy się przygotować. Moje plany wobec ciąży były takie, że absolutnie nie idę na zwolnienie lekarskie najlepiej do 9 miesiąca. Lubię swoją pracę, w jakiś sposób się w niej spełniam i nie wyobrażałam sobie zostawienia tego wszystkiego i leniuchowania w domku. Z natury nie lubię siedzieć w miejscu. Wszystko szło dobrze dopóki w 17… Czytaj więcej »

Barbara Heppa-Chudy
Gość

Jestem pewna, że się spełnisz w roli mamy. Te 9 miesięcy to już taki trening, a Ty masz odpowiednie nastawienie!

Madzia_85
Gość
Madzia_85

Dziękuje :)

Magdalena446
Gość
Magdalena446

Madziu na pewno odnajdziesz się w roli mamy. To najwspanialsza rola jaką możemy zagrać w życiu. Jesteś bardzo dzielna, a Twoje maleństwo silne. Trzymam kciuki, żeby wszystko było w porządku. I może pochwalisz się nam kogo nosisz pod sercem?

Madzia_85
Gość
Madzia_85

Decyzje o założeniu rodziny podjęliśmy z mężem w czerwcu tego roku. W lipcu okazało się, że jestem w ciąży… jakże byliśmy szczęśliwi, że stało się to tak szybko po podjęciu decyzji, tym bardziej, że wszyscy dookoła mówili-straszyli, że zajmie nam to dużo czasu na minimum rok musimy się przygotować. Moje plany wobec ciąży były takie, że absolutnie nie idę na zwolnienie lekarskie najlepiej do 9 miesiąca. Lubię swoją pracę, w jakiś sposób się w niej spełniam i nie wyobrażałam sobie zostawienia tego wszystkiego i leniuchowania w domku. Z natury nie lubię siedzieć w miejscu. Wszystko szło dobrze dopóki w 17… Czytaj więcej »

Madzia_85
Gość
Madzia_85

Jak tylko się dowiem to dam znać. Mam nadzieję, że będzie to już przy najbliższej wizycie czyli we wtorek :)

Magdalena446
Gość
Magdalena446

To czekamy:-)

Aldona Seemann-Gnida
Gość

Czekamy, czekamy :)

Madzia_85
Gość
Madzia_85

A więc będzie córeczka :)) Wszystko jest w porządku, napatrzyliśmy się z mężem na naszą kruszynkę, która tak się kręciła, że nawet w pewnym momencie nam rączką pomachała- tak sobie tłumaczymy hihih :) Achhhh jesteśmy tacy szczęśliwi. Oby tak do rozwiązania :))) Pozdrawiam!!!

Magda Kupis
Gość

Madzia gratuluję, o ile dobrze skojarzyłam fakty to bym bardziej gratuluję, trzymam kciuki i życzę
Wam powodzenia :D

Madzia_85
Gość
Madzia_85

Madziu bardzo dobrze kojarzysz fakty :) Pozdrawiam :)

Magdalena446
Gość
Magdalena446

Madziu ogromne gratulacje. Czyli różowe ciuszki i pokoik trzeba przygotować:-))))))

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close