Emocje 7 sierpnia 2019

Ile włożyć do koperty na wesele?

Natknęłam się ostatnio na bardzo „interesującą” rozmowę dotyczącą tego, ile włożyć do koperty na wesele? Kwoty podawane przez ludzi biorących udział w dyskusji były dla mnie zaskakująco wysokie, żeby nie powiedzieć kosmiczne. No bo umówmy się, tysiąc złotych piechotą nie chodzi. Dwa tysiące tym bardziej nie. Więc stwierdzenie, że mniej więcej tyle powinni dać w kopercie świadkowie, chrzestni, dziadkowie i  rodzice, jest dla mnie co najmniej zaskakujące. Chociaż Ci ostatni nierzadko wydają zdecydowanie więcej, biorąc na swoje barki pokrycie w połowie lub nawet w większości kosztów całego wesela. 

Tak czy siak są to duże kwoty, na które przeciętny Polak zapewne musi harować jak wół i skrupulatnie odkładać – pod warunkiem, że zaproszenie na wesele dostanie odpowiednio wcześniej. Gorzej jeśli para młoda trochę się zagapi i zrobi to na ostatni dzwonek, wtedy wyciągnięcie ze skarpety tysiaka w ramach ślubnego prezentu może być problematyczne i dosyć bolesne.

W każdym razie, w całej tej dyskusji dotyczącej tego ILE WŁOŻYĆ DO KOPERTY, najbardziej zdziwiło mnie i poniekąd zirytowało zdanie pewnej ekspertki (nie wiem od czego…). Według niej włożenie do koperty mniej pieniędzy niż tysiąc złotych przez wymienionych wyżej gości oraz co najmniej 200 zł od osoby przez dalszą rodzinę i przyjaciół jest ZŁODZIEJSTWEM!

Na temat konkretnej kwoty, stety niestety nie chcę teraz rozmawiać, bo uważam, że to indywidualna sprawa i moim zdaniem każdy powinien dać tyle, na ile go stać, a nie tyle, ile wypada. Więc dyskusja o pieniądzach jest raczej bezsensowna. W każdym razie, strasznie mi się nie spodobało nazywanie złodziejstwem wkładania do koperty mniej, niż założyła jakaś tam kobieta!

Według niej para młoda ponosi ogromne koszty związane z organizacją wesela (zakładając, że to faktycznie oni łożą ze swojej kieszeni, a nie rodzice) więc w podziękowaniu za zaproszenie, trzeba im dać tyle, by kasa się zwróciła.

Serio?!?  Dotychczas myślałam, że wesele organizuje się z własnej nieprzymuszonej woli i zaprasza się na nie tych gości, z którymi chce się dzielić swoim szczęściem. Z którymi chce się celebrować ten wyjątkowy dzień i razem pobawić. Nie sądziłam, że można zapraszać kogoś po to, by zwrócił  poniesione koszty! Toż to obłęd jakiś!

Nie wiem, czy ja jestem takim dziwolągiem, że tego nie kumam i mam zupełnie odmienne zdanie? Ktoś z Was podziela słowa tej kobiety?

Zawsze uważałam, że organizując wesele (i nie tylko) mierzy się siły na zamiary i zaprasza gości z głową. Lepiej świętować w mniejszym gronie i skromniejszym wydaniu, niż się zapożyczać, zadłużać, a potem liczyć na to, że w kopertach dostanie się całkowity zwrot kosztów.

A jeśli w kopertach będzie mniej, to co wtedy? Popłakać się? Obrazić? Zerwać kontakty, bo ktoś okazał się, jak to nazwała pani „ekspertka” – złodziejem?

Śmieszne…

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close