Jak się stałam sexi mamą – Press Day Panache


Poniedziałek już za nami. Szkoda, że minął – ciiii, może nikt nie usłyszy, bo aż trudno się przyznać, że lubię poniedziałki. Ten był wyjątkowy w całej swej postaci. Niepowtarzalny jak chwila, gdy grubymi płatkami sypie z wolna śnieg, oryginalny jak błysk światełek na miejskiej iluminacji, aromatyczny jak lilie w holu jednego z najlepszych hoteli w Warszawie, był po prostu DELUXE, a  wszystko dzięki Panache!

Ten dzień wypełniło swoją delikatnością i seksapilem wydarzenie Press Day Panache, który odbył się w Hotelu Bristol w Warszawie. Na zaproszonych gości czekała nie tylko lampka wyśmienitego szampana, ale także jedyna w swoim rodzaju atmosfera, ciepła, otwartości, uśmiechu, miejsca gdzie nawet marzenia mogą się spełnić.

Nie zabrakło wielu ciekawych dyskusji, a także atrakcji. Wszędzie kolory, …. Zalewały i zachęcały do dotykania, a im człowiek zagłębił się w tym dotyku to już nie chciał puścić tej wyjątkowej bielizny. Tak moi Drodzy, bielizny, nie byle jakiej, po prostu wyjątkowej. Jak jedna z wielu chętnie skorzystałam z porady brafitterki, i nie tylko ja byłam w błędzie. Otóż Moje kochane Panie, większość z nas, o czym przekonałam się w poniedziałek, nosi źle dopasowane biustonosze. Przyznaję się, ja też się myliłam i to  o 10 cm, i dwie miseczki. Komfort dopasowanego biustonosza – przykro mi, ale nie do opisania. Podejrzewam, że także niewiele z Was wie, że źle dopasowany biustonosz może być przyczyną częstego bólu głowy i napięcia mięśni szyji. Dlatego jeśli macie możliwość szukajcie porad, dobierzcie swój prawidłowy rozmiar, np. tutaj. Wam także należy się komfort!

Rozpieszczaniu nie było końca. Każdy mógł skorzystać z manicure OPI w wykonaniu dziewczyn z Depilove. Kolory i tutaj zachęcały i nęciły – gdyby nie praca zdecydowałabym się na jakiś pomarańcz, albo soczysty żółty odcień.

I na koniec ważna informacja : wiosenno-letnia kolekcja bielizny marek Panache wchodzi właśnie do sklepów specjalizujących się w profesjonalnym doborze bielizny. Baza adresowa sklepów dostępna na stronie www.panache.pl . Gorąco polecam każdej z WAS!

Serdecznie dziękuję So Chic za to wyjątkowe zaproszenie dla naszego bloga!

panache8

panache7

Panache1

panache3

panache4

panache5

panache6

panache

Zdjęcia: Rachela

Wpis jest elementem współpracy z Panache

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. oj zazdroszczę :)
    Podejrzewam, że raczej mam źle dobrany biustonosz. Szkoda, że nie mieszkam w większym mieście, gdzie są większe możliwości

  2. Oj tak dobry biustonosz to podstawa :)
    Jak trochę zaoszczędzę to zdecyduje się na zakup – bo przedstawia się obiecująco :)

  3. Ach ten kobiecy świat…. ;-)
    Zazdroszczę! ;-)

  4. Budująca Mama

    Ja zazdroszczę dużego wyboru. Mój biust to ciężki problem ;) ale daję sobie z nim radę. Mam super dobrane biustonosze, niestety producenci skutecznie dyskryminują duże rozmiary, a I, J? Kto to nosi… Pewnie tylko babcie… 70 pod biustem? Nie możliwe… Nie będziemy takich szyć, bo się nie opłaca… Na szczęście jest kilku producentów, którzy nie zapominają o wyszukanych klientkach :)

    1. W ofercie panache znajdziesz na pewno dla siebie rozmiar – cześć kolekcji zaczyna się dopiero od D :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Naleśniki po meksykańsku


W dzieciństwie naleśniki kojarzyły mi się jedynie z dżemem lub słodkim twarogiem. Wtedy nikt nie myślał o tym, by dodawać do nich mięso i warzywa. Teraz jest inaczej – ludzie lubią eksperymenty kulinarne przełamujące nieco tradycję. Całe szczęście, bo dzięki temu gotowanie nie musi być nudne, a jedzenie nie musi zawsze smakować tak samo!

Dziś podzielę się z Wami moim odkryciem cudownego smaku słonych naleśników. Gwoli ścisłości, pisząc „moim” nie chodzi mi o to, że ja je wymyśliłam, nie nie! ;-) Raczej mam na myśli, swoją wielką fascynację i uwielbienie do nich.

Ale do rzeczy!

Moje trzy, absolutne numery jeden (nigdy nie wiem który jest ten naj naj! :P ) to naleśniki: po meksykańsku, staropolsku i zielone – czyli ze szpinakiem oraz brokułami. Mmmmmm na samą myśl leci mi ślinka!

W dzisiejszej odsłonie zdradzę Wam tajemnicę pierwszego przepisu, tj. na naleśniki po meksykańsku.

Naleśniki (około 12 sztuk):

300 g (około 2,5 szklanki) mąki
500 ml (2 szklanki) mleka
3-4 jajka
szczypta soli
3 łyżki roztopionego masła lub oleju

Farsz:

1 cebula
4 ząbki czosnku
500 g mięsa mielonego
puszka kukurydzy (285 g)
puszka czerwonej fasoli (240 g)
papryka – osobiście lubię kolorowe dania, więc jeśli mam możliwość biorę trzy papryki: 1x czerwona, 1x  żółta, 1x zielona.
Dzisiaj niestety mam tylko jedną, czerwoną.
słoik przecieru pomidorowego

Przyprawy:

sól
pieprz
cukier
natka pietruszki
majeranek
oregano
bazylia
kolendra
papryka słodka (jeśli lubisz pikantne potrawy – papryka ostra)
opcjonalnie – przyprawa do potraw meksykańskich (ja nie mam, więc mieszam własne ulubione smaki)

Sos czosnkowy (jeśli nie lubisz, możesz oczywiście zrobić inny, np. pomidorowy)

1 duże opakowanie jogurtu naturalnego
4-5 ząbków czosnku
1 łyżka majonezu
sól
pieprz

Sposób wykonania:

1. Na dno patelni (a najlepiej wok`a – jest wygodniej) wlewam olej, podgrzewam go.

2. Cebulę kroję w kostkę, podsmażam. Dodaję szczyptę soli i cukru.

3. Czosnek kroję w plasterki. Dorzucam do cebuli.

4. Gdy cebula i czosnek „opalą się” na złoty kolor, wkładam mięso, doprawiam je solą, pieprzem, pietruszką i słodką papryką.

5. Dodaję kukurydzę, a następnie pokrojoną w kostkę, paprykę.

6. Gdy warzywa trochę zmiękną, dodaję fasolę oraz przecier pomidorowy.

7. Wszystko mieszam, ponownie doprawiam do smaku.

Moja rada – jeśli masz na patelni za dużo tłuszczu, wlej do farszu odrobinę wody (ja to robię przed dodaniem przecieru by już go nie rozrzedzać) i poczekaj aż odparuje.

Sos:

1. Jogurt przelewam do miseczki.

2. Przeciskam przez praskę czosnek, dodaję do jogurtu, razem z majonezem.

3. Doprawiam do smaku solą i pieprzem.

4. Dokładnie wszystko mieszam.

Gotowy farsz układam na naleśnikach, zawijam (ja lubię w kopertę).

Na patelni rozgrzewam trochę oleju, kładę naleśnika „kieszonką” do dołu, tak by się skleiła. Podsmażam na złoty kolor.

Moja rada – aby mieć pewność, że farsz w środku będzie ciepły i dobry do jedzenia:

a) układaj na naleśniku ciepły farsz i podsmażaj placki tylko po to by je skleić oraz zarumienić,
b) wrzuć zwinięte naleśniki na chwilę do mikrofalówki lub piekarnika, później tylko podsmaż (j.w.),

Smacznego!

 

nalesniki po meksykansku

nalesniki po meksykansku13

nalesniki po meksykansku2

Zdjęcia: Sylwia

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Poproszę 3 szt. na 13.00 dzisiaj… ech :)

    1. Gdzie je dostarczyć?? ;-)

      1. Kraków, parking przy Parku Decjusza :)
        uda się?

      2. W 1 godzinę do Krakowa będzie ciężko…… ale spróbujemy! ;-)

  2. Kamila Klimek

    Zrobiłam dziś na obiad:))) Bossssssskie:D

  3. Moim ostatnim farszem były brokuły i ser feta :)

    1. Z brokułami też uwielbiam naleśniczki! ;-)

  4. Milena Kamińska

    pychotka, nigdy nie robiłam ale wyglądają smakowicie na pewno zrobię

    1. Wyglądają i są baaaardzo smaczne!! ;-)

  5. no raczej, tylko kto zrobi :D

  6. Często je robię :-) wszystkim bardzo smakują bo na prawdę są pyyycha :-)

  7. Przecier pomidorowy czy koncentrat pomidorowy? Ile gram ma być?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Kuchenne rewolucje


Wymarzyłam sobie nową kuchnię! Plan działań wstępnych był prosty: przekonać męża, że to niezbędna inwestycja i ustalić budżet obejmujący meble i … prace remontowe. Bo choć moja wizja przewidywała tylko wymianę mebli, to na nowych szafkach się nie skończyło…

Na początku nie spałam po nocach szukając na stronach internetowych kuchennych inspiracji. Po jakimś czasie wiedziałam już dokładnie czego chcę i na czym mi zależy. Nie pozostało mi nic innego, jak trzymać kciuki by po przeliczeniu na złotówki moje pomysły nie musiały ulec modyfikacji. Oprócz mebli postanowiliśmy z mężem wymienić podłogę – i w tym miejscu zaczęły się schody. Skuwanie starych płytek wymagało opustoszenia całego pomieszczenia, a fachowiec od kafelków miał wolny termin tylko na początku lipca, natomiast na meble trzeba było czekać osiem tygodni od podpisania umowy. I tak oto rozpoczęliśmy dwa miesiące (z hakiem) koczowania bez kuchni.

Wiecie ile garnków, patelni, talerzy, miseczek, kubków, filiżanek, sztućców, dzbanków, desek, pojemników itp. mieści się w kuchennych szafkach? Zapełniłam nimi pół sypialni, tyleż samo salonu i jeszcze część przedpokoju – gdzieś trzeba było poprzenosić i poupychać te wszystkie naczynia i sprzęty i w dodatku obrać dobrą strategię organizacyjną, by wszystkie naczynia były pod ręką. Przecież nie mogliśmy się stołować dwa miesiące poza domem.

Wymarzone płytki podłogowe były o wiele tańsze w sieci niż w pobliskich salonach, więc zamówiliśmy je w sklepie internetowym. No i stres – pan od glazury był tuż tuż, a kuriera ani widu ani słychu. Szczęście w nieszczęściu konieczna była na podłodze wylewka, więc położenie płytek trochę przesunęło się w czasie – była szansa, że dotrą na czas. Uf, udało się!

W trakcie pomiaru kuchni okazało się, że trzeba będzie nieznacznie przerobić instalację wod-kan i przesunąć gniazdka elektryczne. Niby nic wielkiego, ale konieczne było znalezienie kolejnych fachowców i to takich, którzy nie byli właśnie na urlopie. Po wielu telefonach – byliśmy coraz bliżej celu.

W międzyczasie podpisaliśmy umowę z salonem meblowym, na której widniała data realizacji 18 września! Toż to cała wieczność. Miałam już powoli dość tego prowizorycznego funkcjonowania w swoim domu i wiecznego sprzątania remontowego brudu (każdy z fachowców nie odpuszczał sobie kucia!).

Szukałam plusów sytuacji – brudna część była już za nami, rozwiązana została kwestia lodówki – stara oddana w dobre ręce, nowa kupiona (choć pechowo, że między chwilą, gdy się na nią zdecydowałam, a momentem zakupu podrożała o 10%), podłoga wyglądała cudnie, a kolor na ścianach nie odbiegał od wymarzonego… Tyle już przetrwałam – dam radę jeszcze! Zresztą nie miałam wyboru ;)

W pewien poniedziałek, delektując się poranną kawą – postanawiłam skreślać grubym czarnym flamastrem dni, które pozostały do nowych mebli. Jeszcze „tylko” 10.  Kontynuując delektowanie się kawą – usłyszałam dzwonek do drzwi. Kto o tej porze koniecznie chciał mnie zobaczyć w szlafroku i wałkach na włosach?
„O, o, ooo! Dzień dobry. Panowie dziś? A przecież miało być w przyszłym tygodniu?
Nie, nie, to żaden problem!… ależ proszę zostać! Wejść! Wnieść! Zmontować! Spełnić moje marzenie! I pozwolić mi wreszcie normalnie żyć!”

No i na tym się kończy historia pewnej kuchni. Już nie pamiętam żadnych uciążliwości, nagłych zwrotów akcji, niedogodności, problemów… uwielbiam spełniać swoje marzenia!

A oto kilka funkcjonalnych kuchennych gadżetów:

genialny w swojej prostocie ociekacz do naczyń

Joseph Joseph 6

Joseph Joseph 1

funkcjonalny przybornik do przechowywania kuchennych akcesoriów do mycia

Joseph Joseph 5

Joseph Joseph 3

porcelanowe białe kubki z kolorowymi silikonowymi obręczami

Joseph Joseph 2

pojemnik na chleb

pojemnik

osłonki na storczyki

ikea Joseph Joseph

podwójna miska dla kota

Joseph Joseph 7

Joseph Joseph 8

Zdjęcia: Basia

Źródło zdjęcia: Flickr

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Widzę, że mamy kuchnię w podobnej kolorystyce!! :-)
    Dlatego zdradź mi proszę Basiu – GDZIE kupiłaś ten cudny przybornik i chlebak ?? :-)

    1. Barbara Heppa-Chudy

      Szczerze mówiąc już nie pamiętam, ale szukałam jednego sklepu, który łączyłby dobrą cenę produktów z niskimi kosztami wysyłki. Chlebak i przybornik są firmy Joseph Joseph – dostępna w wielu internetowych sklepach, a w sklepie tradycyjnym widziałam tylko raz (za to za o wiele większe pieniądze) ;)

      A co do przyborników kuchennych natknęłam się ostatnio w sklepie Tescomy na jeden, który mi się spodobał – nie jest wprawdzie kolorowy, ale też funkcjonalny.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

To miał być zwykły weekend – wysypka u dziecka


To miał być zwykły, spokojny weekend w gościach. Z samego rana spakowaliśmy bagaże do autka i razem z pokrojonymi jabłkami – ulubioną przekąska młodego – ruszyliśmy na podbój stolicy Dolnego Śląska. Już w drodze trochę zaniepokoiła nas chwila, gdy nasz maluch nie mógł się powstrzymać od drapania szyi i jęczenia, a ciało zdobiła wysypka u dziecka. My na autostradzie, nie bardzo jest jak się zatrzymać, ale w końcu znaleźliśmy mały zajazd. Okazało się, że cała szyja jest czerwona i uporczywie swędzi – czyli wysypka u dziecka. Wapno zostało w domu – pierwsze podejrzenie padło na jabłka – bo kupione  w markecie. Dziecko ze zmęczenia padło w trasie, a nam udało się dojechać po 3 godzinach do celu. Humor najmłodszego się poprawił, na widok zabawek starszego o rok kolegi.

My także na chwilę zapomnieliśmy o tej sytuacji, do chwili, gdy mały zaczął drapać rączkę – a dokładnie małe 3 plamki. Wysypka u dziecka powoli się powiększała. Szybko sprawdziliśmy szyję – nic, tylko pozostał ślad po drapaniu. Znajomi poczęstowali nas wapnem i wieczór minął już spokojnie, bez jęczenia i drapania.

Następny dzień był jak co dzień. Zaczęło się wieczorem – nasz mały zaczął się uskarżać, że boli go siusiak. Sprawdzamy, a tam poważne obrzmienie, wszystko zaczerwienione – pierwsza myśl – odparzenie. Mimo posmarowania kremem, dziecko dalej się uskarżało na ból, a na jego nóżkach znów pojawiły się czerwone plamki – pokrzywka – tego byłam pewna. Największy niepokój wzbudziła w nas opuchlizna całego intymnego miejsca. Wiedzieliśmy, że nie mamy już na co czekać – jedziemy na izbę przyjęć. Nieznane nam miasto, mimo to za drugim razem udało nam się trafić na pediatryczną izbę przyjęć. Po chwili oczekiwania – byliśmy drudzy w kolejce – przypadła na nas kolej. Lekarz na widok stanu malucha skwitował nas stwierdzeniem, dlaczego nie pojechaliśmy na chirurgię? – a skąd ja mam to wiedzieć? Po wstępnym badaniu dostaliśmy skierowanie na chirurgię dziecięcą. Wyobraźnia sama się uruchomiła, i już czułam po kątach, że dzisiejszą noc spędzimy w szpitalu – ot taki weekend.

Na chirurgi przyjęto nas w trybie cito. Trafiliśmy na świetnego lekarza – specjalistę urologa – zbadał syna i stwierdził, że to nic poważnego, że to tylko alergia skórna – przepisał zyrtec i wapno. Z ulgą wróciliśmy do znajomych i mocno tuliliśmy naszego synka w nocy, dziękując Bogu, że to tylko alergia. Następnego dnia zaraz po chrzcinach ruszyliśmy do domu, mimo, że opuchlizna jeszcze nie zeszła, ale jego stan zdecydowanie się polepszył. W poniedziałek wieczorem nie było już śladu.Odetchnęliśmy z ulgą. Lekarze zapraszają nas na testy, ale dopiero, jak dziecko skończy 5 lat.

Pozostało nam tylko pytanie, co tak bardzo go uczuliło?

Źródło zdjęcia: Flickr

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Paulina Garbień

    zawsze w najmniej oczekiwanym momencie “coś” się dzieje, dobrze, że nie okazało sie to niczym poważnym, mam nadzieję, że była to tylko chwilowa reakcja organizmu i alerii żadnej nie będzie :)

  2. Milena Kamińska

    ja ostatnio też miałam przygodę związaną ze zdrowiem mojej córci,w nocy miała 40 stopni gorączki sztywnienie ciała drgawki udało mi się zbić gorączkę ale mimo to rano pojechałam do nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej , ponieaż była słaba, miała katar kaszel
    Wchodząc do budynku (córka leżała mi na rękach śpiąca) udałam się do
    rejestracji, gdzie była jedna pielęgniarka. Załatwiając dokumentacje związaną z
    przyjęciem mojego dziecka musiała iść na prośbę lekarza do gabinetu, nie było
    drugiej pielęgniarki, ta jedna musiała biegać do gabinetu zabiegowego rejestrować pacjentów i biegać do gabinetu
    lekarza. Po rejestracji kazała mi się udać do pokoju pediatry . Niestety
    tak jak zawsze , bo niestety często korzystam z tej formy pomocy nikogo tam nie
    było. Poszłam do pielęgniarki powiedzieć o sytuacji i usłyszałam że mam czekać.
    Po ok. 10 min poszłam ponownie do pielęgniarki, powiedziałam że lekarza nadal
    nie ma. Już podniesionym tonem pielęgniarka powiedziała że mam czekać, że pewnie je śniadanie. Odpowiedziałam że mam
    takiego pecha że zawsze kiedy przyjeżdżam lekarz je posiłek. Pielęgniarka
    spoglądając na zegarek zaczęła pytać ludzi i robić teatrzyk „ przepraszam, przepraszam bardzo ,czy ta pani
    czeka 2 czy 3 godz?” itp. Zaczęła się
    już wtedy wymiana zdań (krzyk), po czym pielęgniarka poszła po panią lekarz ,
    która jak się okazało nie jadła tylko rozmawiała przez tel. . Pani tą rozmowę
    kończyła na korytarzu i słyszałam że to nie była rozmowa służbowa tylko
    prywatna. Usłyszałam również słowa że musi kończyć rozmowę bo jakaś
    zniecierpliwiona czeka. Pani lekarz dodała komentarz że zawsze ze mną są
    problemy – odpowiedziałam jej że są bo zawsze kiedy przyjeżdżam jej nie ma. Po
    zbadaniu córki kazała ją położyć na łóżku które nie było niczym obleczone,
    skóropodobny materiał był zimny po za tym nie wiem kto wcześniej na nim leżał.
    Poprosiłam o ligninę ale usłyszałam że nie ma i mam położyć dziecko na drugie
    łóżko gdzie jest jakieś zielone prześcieradło. Poprosiłam o nowe bo wiem że nie
    jest zmieniane po każdym pacjencie. Nie otrzymałam nowego, wiec powiedziałam że dziecka nie położę a pani
    powiedziała że mi dziecka nie zbada, gdy będę miała na kolanach. Po groźbie
    położyłam dziecko. Pani lekarz zapytała kiedy ostatnio dziecko chorowało,
    odpowiedziałam że 2 tyg temu na zapalenie krtani, brała pulmicort i jakiś
    antybiotyk ale nie pamiętam nazwy. Usłyszałam że jak mam problemy z pamięcią to
    mam z tym cos zrobić i zapisywać na kartce. Taka uwaga moim zdaniem była naruszeniem
    mojej godności. Następnie usłyszałam że po moim wywiadzie nie jest wstanie pomóc i wypisuje skierowanie do
    szpitala. Jako “zwykły człowiek” nie widziałam potrzeby aby moja córka była
    położona na oddział dziecięcy. Podałam jej leki które miałam w domu i w poniedziałek udałam się do przychodzi do
    lekarza rodzinnego. Okazało się że córka ma zapalenie migdałków , dostała
    antybiotyk , który powinien być już przepisany w sobotę. Zapytałam również
    pediatry z przychodni o tą wysoką gorączkę i usłyszałam że tak przy gorączce
    się zdarza. Takie sytuacje się już powtarzały Tym razem postanowiłam przerwać milczenie, bo takie
    czekanie na lekarza który prowadzi towarzyskie rozmowy telefoniczne może kiedyś skończyć się dla kogoś tragedią. Poszłam do NFZ i dyrektora szpitala, sprawa jest w toku.

    1. Nie zazdroszczę. Normalnie nóż w kieszeni się otwiera. Dotychczas tylko dwa razy byłam z dzieckiem na Izbie Przyjęć – pierwszy opisany wyżej wspominam dobrze, natomiast drugi już nie najlepiej, może dlatego, że lekarz nie rozpoznał ostrego zapalenia ucha u dziecka i tak przez cały weekend myśleliśmy, że to dopiero początek zapalenia. Dopiero laryngolog mile nas potraktował i przepisał już antybiotyk. Nigdy nie zapomnę, jak przez te dni moje dziecko przelewało się przez ręce.

  3. kochani, u nas juz kolejny raz infekcja przyniesiona z przedszkola. ledwo co wyszedl syn z przeziebienia a juz mu sie jakas wyyspka pojawila i strasznie go swedzi… jak rozpoznac co to jest??

  4. Agnieszka Jelinek

    Najlepiej aby lekarz mógł zobaczyć tą wysypkę, pytanie czy pojawia się ona regularnie? Nasza córka ma uczulenie na klej, który był wykorzystywany w przedszkolu. Mam nadzieję, że to nic poważnego.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Top W Roli Mamy na Facebooku