Uroda 24 lutego 2012

Kołysanki – przytulanki

Jestem w miejscu, który być może nazywają rajem. Jest tu ciepło, słyszę muzykę Twego głosu, bicie Twojego serca….. Mówisz do mnie słowa przepełnione miłością. Mówisz, że tak już będzie zawsze kiedy będę Cię potrzebował. Nazywasz to bezwarunkową miłością, dla mnie to oznacza tylko jedno słowo – mama. Lewituję niczym obłok między promykami słońca. To kołysanie uspokaja mnie kiedy czuję niepokój, kiedy jest mi smutno, kiedy czuję, że jest Ci źle…

Dzisiejsze przekonania na temat wychowania często bywają sprzeczne: (nie) śpij z dzieckiem, (nie) karm papkami, kiedy płacze (nie) noś, (nie) kołysz… bo się dziecko przyzwyczai. Można się nieźle zakręcić. Na temat każdej tej sprzeczności nie będę się wypowiadać. Chciałabym się skupić na noszeniu i kołysaniu dziecka.

Jestem zwolenniczką obu tych czynności. Pierwsze miesiące życia są dla dziecka sporym wyzwaniem – nagle znajdują się w zupełnie innym miejscu, poznają nowe dźwięki, zapachy, nowych ludzi. Nic dziwnego, że czasem pokazuje, że jest mu źle. W tym okresie mamy dość ograniczone możliwości przekonania dziecka, że wszytko jest w porządku, że mogą na nas liczyć. Kołysanie i noszenie dziecka jest jedną z tych form, które ułatwiają nam przekazanie tego komunikatu.

Przez 40 tygodni dziecko bujane jest w łonie matki, każdy jej ruch powoduje przyjemne, uspokajające kołysanie, więc zrezygnowanie z tej czynności w moim przekonaniu jest krzywdzące dla dziecka – odbieramy mu coś co jest dla niego pewnie tak samo ważne jak zaspokojenie głodu, poczucia bliskości z mamą, poczucia bezpieczeństwa. I to wszystko dlatego, że chcemy ułatwić sobie życie. Kołysanie (nie ma tu mowy o robieniu dziecku małej karuzeli, bo nawet najbardziej zagorzały zwolennik roller kostera nie uspokoi się przy tym) ma jeszcze jeden pozytywny aspekt poza tym psychicznym. „Huśtanie bobasa stymuluje jego układ przedsionkowy, czyli tę cześć mózgu, która odpowiada za poczucie równowagi. Im lepiej rozwinięty będzie układ przedsionkowy, tym ruchy malca będą płynniejsze, a upadki, kiedy będzie już chodził – rzadsze. Naukowcy mówią też, że dzieci, które w niemowlęctwie miały zapewnioną dużą ilość kołysania, w przyszłości potrafią łatwiej się koncentrować, są spokojniejsze i rzadziej mają kłopoty z nauką (…)”.*

Więc jeśli ja Was nie przekonałam to mam nadzieję, że zrobiła to matka natura, która w ten sprytny sposób zbudowała organizm ludzki, nieco zmuszając nas do podjęcia jedynej słusznej decyzji :)

Drogie mamy czy kołysanie i noszenie dzieci jest dla Was czymś zupełnie naturalnym czy skłaniacie się do ograniczania tych czynności? Może i mnie spróbujecie przekonać, że to nie jest tylko wygoda lecz kryje się tu jakiś rozsądny argument?

 

 

* Magazyn Twój Maluszek nr 9/wrzesień 2011

16
Dodaj komentarz

avatar
13 Comment threads
3 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
Adrianna MizgiertJolcia FasolciaEwa GołębiewskaMilena KamińskaKlaudia Wrona Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anna Haluszczak
Gość

Nie wyobrażam sobie nie nosić, nie tulić, nie kołysać. To sama przyjemność! A jak nie chce się nosić na rękach – zawsze są chusty :)

Magdalena Niwińska
Gość

nosić! przytulać ! kołysać! pieścić i całować :)

Fizinka
Gość
Fizinka

Zgadzam się z przedmówczyniami i z autorką – NOSIĆ! PRZYTULAĆ! KOCHAĆ! CAŁOWAĆ! I PIEŚCIĆ! ;)

Patrycja Zych
Gość

Zgadzam się w 100% ;)

Magda Kupis
Gość

jeśli nie teraz to kiedy? :)

Paulina Garbień
Gość

kiedy nasze dzieci urosną, będą nastolatkami to powiedzą: „Mamo nie przy ludziach, to obciach…” wiec tylko teraz kiedy tego chcą i potrzebują :)

Weronika Militowska
Gość
Weronika Militowska

Czytam Wasz blog od niedawna,ale wciągnął mnie… Ten temat jest dla mnie wyjątkowy,bo przez ostatnie miesiące walczyłam o choć jednego przytulasa ze strony mojego synka(zbawienne terapia sensoryczna przyniosła efekty)… Jest łobuziakiem wyjątkowym – autystycznym i przytulania trzeba go uczyć … Niestety większość dzieci autystycznych uczuć trzeba uczyć… I przytulanie boli… Mnie też bolało… Krzyk przy każdym utulaniu synka był czasem nie do wytrzymania… Za to dzień kiedy mój synek pierwszy raz sam zarzucił mi ręce na szyję był bezcenny i wart tych wielu nieudanych prób… Dlatego pomysł,że dziecko nauczy się do kołysania, noszenia – kurczę,przecież właśnie o to chodzi… Żeby… Czytaj więcej »

Magda Kupis
Gość

Pani Weroniko, oczywiście że przytulanie to rzecz (potrzeba) naturalna, ale w artykule rozchodzi się o noszenie i kołysanie (na rękach bądź w wózku), co już nie dla wszystkich jest rzeczą oczywistą. Nie raz słyszałam komentarze typu „nie noś (po co nosisz), później będziesz miła problem”, „po co kołyszesz przecież grzecznie leży, później się przyzwyczai” itd. Zawsze odpowiadałam: „po co? bo lubię” :D

Barbara Heppa-Chudy
Gość

Weroniko bardzo się cieszę, że Twój synek nauczył się przytulać :) Życzę Wam by robił to jak najczęściej i chętnie!

Aleksandra Greszczeszyn
Gość

Weroniko, podziwiam Cię i życzę wytrwałości i wiele dumy i radości z wychowania synka!

Aleksandra Greszczeszyn
Gość

Oj, zgadzam się z tym, że bombardowane jesteśmy dziesiątkami sprzecznych informacji, nakazów, zakazów i schematów, które „powinnyśmy” powielać. A macierzyństwo to indywidualna sprawa każdej mamy i właśnie to jest w nim najpiękniejsze, że możemy wychowywać nasze dzieci tak, jak same uważamy za słuszne, jak podpowiada nam serce i intuicja. Julcia nie wymagała specjalnych „zabiegów” przed spaniem, bo zasypiała sama, ale nie unikaliśmy tulenia, kołysania i noszenia! Szczególnie tata był w tym mistrzem:) To czułość, bliskość, miłość, a nie rozpieszczanie! Faktem jest, że są „mądrzy” i „życzliwi”, którzy tego odradzają, ale … niech robią jak chcą w stosunku do swoich dzieci… Czytaj więcej »

Klaudia Wrona
Gość

My też nosimy i tulimy <3

Milena Kamińska
Gość

Wiedzieliśmy :)

Ewa Gołębiewska
Gość

Moje każde pokolei schodzi z moich rąk o własnych nogach. Dopóki chcą to są noszone całymi dniami i mi z tym dobrze ;)

Jolcia Fasolcia
Gość

córka była non stop kołysana bo ciągle beczała. Przewraca sie na płaskiej podłodze do dzis a ma lat 8 , za to z nauką to prawda. Jest bardzo pojętna

Adrianna Mizgiert
Gość

Dopiero niedawno się dowiedziałam, dlatego teraz husiamy się mimo dezaprobaty babć i dziadków

Zdrowie 21 lutego 2012

Z domowej apteki

Czas jesieni, zimy i wczesnej wiosny, to nie lada wyzwanie dla organizmu młodego człowieka. Wtedy przyplątują się różne infekcje, które niejednokrotnie udaje się zdusić już w zarodku domowymi sposobami, zanim trzeba sięgnąć po farmaceutyki. Ja osobiście miałam takie szczęście, że Bartek zachorował tylko raz – przeziębienie poprzedzone wysoką gorączką, dało nam ładnie w kość  i niestety samej gorączki musiałam pozbyć się odpowiednim specyfikiem. Natomiast na osłabienie, zatkany nosek i kaszelek, z odsieczą przyszły mi naturalne sposoby, które z powodzeniem stosowane były przez matki od pokoleń.

Pierwszą rzeczą, jaką zafundowałam synkowi, był swojski sok malinowy, osładzany odrobiną miodu (choć z tym ostatnim należy zachować ostrożność, gdyż potrafi silnie uczulić i nie jest zalecany dla maluchów poniżej 1 roku życia). Wiadomo, że maliny mają mnóstwo witamin i nawet jeśli częściowo zostały utracone podczas procesu pasteryzacji, sok działa wzmacniająco, rozgrzewająco i napotnie. Poza tym, mało które dziecko pogardzi tak smacznym specyfikiem? Jako ciekawostkę usłyszałam, że miód rozpuszczony w ciepłej – ale nie gorącej wodzie, gdyż traci zdrowotne walory – ma o wiele mocniejsze działanie antybakteryjne.

Kolejnego sprzymierzeńca znalazłam w czosnku, i to na dwa sposoby. Pierwszy z nich, dobry na zatkany nosek, swoista „aromaterapia”, to pokroić czosnek (ale swojski, nie żaden chiński czy meksykański), włożyć do woreczka bawełnianego – ja akurat miałam taki po ręką, ale równie dobrze można zawinąć ząbki w kawałek pociętego materiału, zawiązać, i włożyć czy przewiązać do łóżeczka malca, zapach co prawda ekspresowo rozchodzi się po domu, ale świetnie udrażnia nosek, i działa bakteriobójczo, taki swoisty “antybiotyk”. Można jeszcze, jeśli ktoś bardzo nie lubi zapachu w całym domu, to po prostu pokrojony czosnek, podstawić pod nosek maluchowi, niech wdycha na zdrowie. Drugi sposób, raczej wzmacniający, to po prostu dodatek czosnku do potraw dla dziecka, ale wiadomo, nie każdy maluch zje ze smakiem bardziej „czosnkowy” obiadek. Dodam tylko, że czosnku nie powinno gotować się dłużej niż 10 min, aby nie pozbawić go cennych składników. I nie dawać go zbyt dużo, ponieważ może obciążać wątrobę.

Inny sposób na naturalną odporność to wszelkiego rodzaju kiszonki – ogórki,  kapusty. Zawierają witaminy, i co ważniejsze, przede wszystkim naturalne bakterie kwasu mlekowego, które zasiedlając jelita malca sprawiają, że łatwiej wyłapują one szkodliwe czynniki z organizmu.

Łagodząco na lekki kaszel działa herbatka lipowa, najlepsze są suszone kwiaty, ale jeśli ktoś nie ma do nich dostępu, to lipa z herbatki w saszetkach, również nie zaszkodzi. Żałowałam, że w tym roku nie miałam tego w domu, więc musiałam „posilić się” aptecznym  syropkiem z lipą.

Ach, i grzechem byłoby pominąć domowy rosołek, niezbyt tłusty, ideałem by było oczywiście z własnego kuraka – czego akurat ja nie mam możliwości uświadczyć – warzyw z pewnego źródła (wygodnie jest zrobić sobie pomrożone porcje warzyw z działki) i oczywiście bez kostek rosołowych. Gwarantuję, że pieprz, ziele angielskie, liść laurowy, maga, sól do smaku oraz odrobina szaleństwa- czyli pieprz ziołowy i wychodzi pyszny, pożywny i rozgrzewający rosołek. I nie tylko w ramach obiadu, ale jako napój, ot tak, z kubeczka.

Do babcinych sposobów,  można zaliczyć również inhalację zatkanego noska, ale u mnie nie zdała ona egzaminu, bo Bartuś ani myślał pochylać twarz nad parującym naczyniem, choć trzymałam go nad nim na rękach. Z woreczkami z czosnkiem przy jego poduszce poszło mi łatwiej ;)

No i na koniec również sprawdzona rada, choć od pediatry, aby nie przegrzewać malca, ja przykręciłam kaloryfer, tak aby było 20 stopni w pokoju, i powiesiłam na kaloryferze kamionkę z wodą, aby nawilżała pomieszczenie. Wodę należy zmieniać codziennie, alby nie namnażały się w niej bakterie. Zamiast kamionki, można położyć dobrze wypłukany z detergentów mokry ręcznik, albo kupić specjalny nawilżacz powietrza.

Te sposoby wypróbowałam z moim dzieckiem, ze wsparciem pediatry i bardziej doświadczonych kobiet z mojej rodziny. Chciałabym zaznaczyć, że Bartuś ma rok i 2 miesiące, więc mogłam to wszystko bezpiecznie zastosować, a z młodszymi dziećmi zawsze lepiej domowe kuracje konsultować ze specjalistą. Podzieliłam się swoimi sposobami na wzmocnienie malucha i przegonienie przeziębienia, a jeśli Kochane Mamy macie swoje pomysły, jak pomóc maluchowi, liczę że podzielicie się nimi ze mną oraz innymi Mamami na łamach naszego bloga.

36
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anna Kopeć
Gość

Stosujemy się właściwie do wszystkiego co jest tu napisane :) My jeszcze robimy (właściwie to Kuba sobie robi sam) taką niby lemoniadę – wyciska sok z połówki cytryny, do tego dodajemy łyżeczkę lub dwie miodu i zalewamy wodą :) Słodkie i zdrowe :) Nie wiele osób o tym wie i pamięta (o czym zostało wspomniane), że nie należy miodku dodawać do gorącego napoju. Moja babcia tak robiła prawie całe życie :P My kiszonki przerabiany – tzn. Kuba ogórki to mógłby wcinać na okrągło (moja mama lubi np. wypijać też z nich sok), a kapustkę albo wcinamy (że tak powiem) prosto… Czytaj więcej »

Zaradna Zaradnamama
Gość

Podpisuję się pod tym obiema rękoma :-)

Fizinka
Gość
Fizinka

Oj Żaklina witaj w klubie! :) Też jestem zagorzałą fanką „domowej apteki” :) Uważam, że natura dała nam tyle dobroci, że spokojnie można sobie radzić bez sklepowych medykamentów :) Do Twoich propozycji dodałabym jeszcze: -płukankę z roztworu soli na obolałe i obrzmiałe gardło – ohydne!!Ale bardzo skuteczne! ;) -syrop z cebuli – na kaszel (smak mojego dzieciństwa :P ) -sok z cytryny, ewentualnie z grejpfruta / pomarańczy z dodatkiem miodu – najlepiej pić codziennie, ma działanie wzmacniające i uodparniające ….. A jeśli chodzi o Twoją ostatnią radę – również jestem jej zwolenniczką!! :) Od samego początku, od pierwszych dni życia… Czytaj więcej »

Magda Kupis
Gość

ja się stosuję do zasady- nie oszczędzaj na jedzeniu (nie o ilość chodzi :D), bo później zaoszczędzone pieniądze wydasz na leki ;)

Marysia
Gość
Marysia

Zdrowa dieta i rozsadek w ubieraniu malucha to podstwa, zbyt wiele (szczegolnie babc)przegrzeawa maluchy sugerujac sie zimnymi stopkami, i ubieraja po dwie pary skarpetek na rozgrzewke. Nie wspomne juz o nastepnej warstwe ubran, a dziecko. zagotowane i spocone wcale nie jest bardziej zabezpieczone przed choroba.

Magdalena446
Gość
Magdalena446

Ja uważam, że domowe sposoby są najlepsze!!! I o ilekroć tańsze!! Fizinko, dobrze to ujęłaś „natura dała nam tyle dobroci…” więc dlaczego z niej nie korzystać? Moja mała odkąd zaczęła jeść stałe pokarmy, wcina po troszku czosnku i cebulki w obiadkach. A mąż czasem się śmieje, że jesteśmy jak staruszki, ponieważ wieczorem zalewamy miód letnią przegotowaną wodą i rano pijemy taki eliksir. Czasem dodajemy świeżo wyciśnięty sok z cytryny. A jeśli już czujemy, że jakieś wirusy atakują – my też rozpoczynamy atak. Do małego naczynia dajemy rozdrobniony czosnek + sok z cytryny + miód. I tak rano i wieczorem po… Czytaj więcej »

Fizinka
Gość
Fizinka

O tym imbirze na ból gardła też nie słyszałam, ale za to wiem że można ssać goździka :)

Ania Stanczak
Gość

ssać goździka!? to pomaga?

Mamuśka
Gość

Jeżeli chodzi o nawilżanie powietrza, to jest to naprawdę bardzo ważne. Dużo lepiej śpią maluchy w pomieszczeniu, gdzie powietrze nie jest suche i to nie tylko wtedy, kiedy są przeziębione. Warto o to dbać na co dzień.

Aleksandra Greszczeszyn
Gość

Oczywiście domowe sposoby dominują u nas w leczeniu przeziębienia i grypy Jako, że jestem w błogosławionym stanie tej zimy miałam do dyspozycji wyłącznie czosnek, cebulę, cytrynę, mleko i miód i…pomogło! Myślę sobie, że często po prostu idziemy na łatwiznę faszerując siebie i domowników od razu tabletkami czy proszkami. Być może leczenie trwa wtedy krócej, ale naturalne sposoby są nie mniej efektywne, a jak sama nazwa wskazuje – naturalne. Warto najpierw zawsze próbować sposobów z domowej apteczki – oczywiście przy lekkich przeziębieniach czy grypie.

Weronika Militowska
Gość
Weronika Militowska

Sposoby sprawdzone przez co najmniej trzy pokolenia… Jak najbardziej przydatne… My podpieramy się homeopatią… Maleńki nie może brać antybiotyków,więc naturalne „leki” są u nas wskazane :-)

Ania Stanczak
Gość

też jestem za domowymi sposobami ;)) mama tez mnie takimi leczyła syropek z cebuli z pigwy sok z malin ;)) a ja zainwestowałam dodatkowo w miód MANUKA i jestem bardzoo zadowolona ;)!

Małgorzata Kaptur
Gość
Milena Kamińska
Gość
Milena Kamińska

wyżej opisane sposoby są mi bliskie.Ja zawsze robię własnej robótki syropy z malin, mleczu, sosny, cebuli, czosnku pigwy i od niedana zaczęłam robić z czarnego bzu, rewelacjaaaaa, leki to ostateczność. Lekarz nawet mówil że wszystkie te syropki są ok ale najlepszy jest z czarnego bzu i mam go nie żałować więc pijemy go całą rodziną. Oszem można kupić takie syropki w aptekach ale to nie to samo, bo trzeba spojrzeć na skład ile tak naprawde mają np czarnego bzu a ile dodatków. ważne tylko żeby zrywać go w dzikich miejscach z dala od zanieczyszczeń, ponieważ on wszystkie brudy chłonie, często… Czytaj więcej »

Milena Kamińska
Gość
Milena Kamińska

Syrop z kwiatu czarnego bzu *20-40 baldachów czarnego bzu *1 kg cukru * sok z 1 cytryny *1 litr wody Wykonanie: Kwiaty należy zbierać w suchy, słoneczny dzień (najlepiej takie, które są w początkowej, a nie w końcowej fazie kwitnięcia). Zrywamy je delikatnie i delikatnie układamy je w misie. Należy pamiętać, by nie zrywać zbyt wielu kwiatostanów z tego samego drzewa. Po przyniesieniu ich do domu rozłożyć delikatnie kwiaty bzu na papierze, aby wyszly robaczki Nie należy potrząsać baldachami, bo można wytrząsać pyłki. Następnie, bezpośrednio nad naczyniem w którym będziemy przygotowywać syrop, odcinamy kwiaty bzu tak, by zachować jak najmniejsze… Czytaj więcej »

malwina
Gość
malwina

ja robię syropy z cebuli, ale dziecko trochęzaczęło protestować, wiec przerzucilam sie na zupy i gulasze z dużą ilością czosnku i cebuli :D :P udaje mi się trcohę przemycić, osatnio robiłam gulasz z grypoodporni.pl i nawet mąż zjadł, chociaż uważa sięza mistrza gulaszu :P hehe

Żaklina Kańczucka
Gość

Mój starszak syropu z cebuli do ust nie wziął, nawet ociupinki nie chciał spróbować :/

Milena Kamińska
Gość

Czosnek, czarny bez sos z pigwy a kilka dni temu dostałam podobno rewelacyjny specyfik na odporność będę robić i dam znać czy działa

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Zdradź sekret co to za specyfik :)

Milena Kamińska
Gość

trzeba obrać 5 główek czosnku każdy ząbek przekroić na pół wrzucić do słoika i zalać 1 litrem soku z kiszonych ogórków. ma to stać 2 tygodnie i później codziennie po 1 łyżeczce rano i wieczorem, wiele osób które się na to skusiły są zachwycone więc próbuje. i uorparnia ale można też stosować gdy jest się przeziębionym,

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

To ja robię wspomniany syrop czosnkowo-cytryowo-miodowy i codziennie po 1 łyżeczce.

Joanna Okońska
Gość

tak samo, do tego mleko z czosnkiem i witamina C lewoskrętna :)

Edyta Skrzydło
Gość

Nie wypiją soku np z cebuli , ratujemy się miodem…

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

moi też nie, nawet miodem gardzą… ale wolę kombinować tak, niż ładować w nich od razu chemię

Milena Kamińska
Gość

Wszystkim polecam syrop z czarnego bzu

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

prawda, moja mama robiła, pyszny i bardzo zdrowy

Adrianna Kowalczyk-Kurach
Gość

Polecam na goraczke: oklady wody z octem w proporcji3:1 na lydki pachwiny, oliwe z wycisnietym czosnkiem zostawic na kilka godz.nastepnie nasmarowac nogi oliwa zalozyc skarpetki porzadnie przykryc i spac tak cala noc, oraz metoda skora do skory. Na zatkany nos polecam do wrzatku dodac majeranek i postawic blisko dziecka lozeczka tak by wdychal te opary. Na bolace gardlo polecam plukanie woda z woda utleniona 2:1lub z soda ewentualnie z sola. Dla starszaka cieple mleko z maslem i miodem (mozna wycisnac zabek czosnku). Przy bolacym uchu przykladam cieple ugotowane jajko lub ziemniaka i zakraplam po dwie kropelki wody utlenionej (choc nie… Czytaj więcej »

Anna Stefanek
Gość

Biorąc pod uwagę, że w każdym kraju poza naszym nie używa się już wody utlenionej po badaniach o jej szkodliwości dla tkanki zdrowej to świetne metody

Anna Stefanek
Gość

No i wyjątkowo skuteczne skoro piszesz, że dziecko choruje często.

Zuza Zuza
Gość

Stary poczciwy syrop z cebuli :)

Emi Ka
Gość

Do wody z sokiem dodaję syrop z kwiatu czarnego bzu, syrop z sosny , syrop z malin…

Emi Ka
Gość

Pod nos maść majerankowa. Na poduszke krople amolu. Do kąpieli kilka kropel olejku sosnowego/eukaliptusowego/anyzowego…

Emi Ka
Gość

Wieczorem mleko z miodem i masłem i pod kołdrę- wypocić się…

Emi Ka
Gość

Na kaszel inhalacje i oklepywanie…

Milena Kamińska
Gość

Zdrówka życzę My długo się trzymalismy ale niestety dopadło i nas mąż od tygodnia na antybiotyku i nadal chory ja z bolem gardła i corka z krtaniowym szczekającym kaszlem tragedia

Na zakupach 18 lutego 2012

Podróże małe i duże

Gdy pojawia się dziecko – nasz świat staje na głowie. To czas zmian i często odważnych decyzji. To czas kiedy zaczynamy patrzeć inaczej – również na przyziemne sprawy, a to „patrzenie” jest w stanie permanentnych i płynnych ewolucji. Gdy brzuszek rośnie i prawie sięga już nosa przyszłej mamy pojawia się pytanie…
…Nowy członek rodziny…? Ale o kim mowa?

Często pojawia się dwóch nowych członków naszej rodziny: Maluch i nowe auto. Samochód zaczyna zmieniać swoją „pozycję”- to co wcześniej zajmowało stanowisko udogodnienia czy oznaki luksusu w naszej hierarchii, przybiera nowe imię „konieczność”? Wyjście do sklepu, lekarza, czy podróż do rodziny – zmieniają swoją nazwę na „wyprawę”.  Czy to magia? Bynajmniej, to życie! Więc jeśli tylko nasz portfel pozwala nam na adopcję „czterokołowego przyjaciela” – chętnie jej dokonujemy!

Dlaczego? Ilość rzeczy, które nagle powinniśmy mieć zawsze przy sobie urasta do rangi małego sklepowego magazynu, a potrzeby i oczekiwania zmieniają się jak w kalejdoskopie – wraz ze wzrostem naszej Pociechy. Czy nowe samochody to konieczność? To już musicie sami ocenić – na pewno warto przemyśleć tę kwestię – samochód musi być bezpieczny! I dobrze byłoby nie spacerować po drodze szybkiego ruchu, z niemowlęciem pod pachą, w poszukiwaniu serwisu lub holowania.

Małe jest piękne… czyli na szybki slalom do przedszkola!

Małe samochody?
Co to oznacza? To już zależy od naszych osobistych preferencji – jednak dla wielu z nas mały samochód oznacza – niedrogi. Niedrogi również w utrzymaniu – co dla większości rodziców jest priorytetem! Niewielki oznacza również wygodny – wygodny w mieście na szybki slalom do przedszkola w porannych korkach i ekspresowe zakupy po pracy – znacznie zmniejsza ryzyko walki wręcz o skrawek parkingowego miejsca!

Jednak jeśli planujecie sporą rodzinę i dalekie wyprawy, może lepiej zastanowić się nad nieco większym członkiem rodziny?
Duże podróże = duże potrzeby!
Wakacje? Święta z rodziną? A może liczna rodzina, duży pies i góra bagaży?

Obecnie  mamy idealne rozwiązanie: duże samochody rodzinne. To naprawdę szeroki wachlarz możliwości, do wyboru, do koloru – można pokusić się o stwierdzenie, że jedynym ograniczeniem zdaje się  być kondycja naszego portfela.

Jednak jak sami doskonale wiecie podróże z dzieckiem to nie tylko kwestia wyboru samochodu –  wraz z „Małym pasażerem” pojawiają się inne wyzwania.

Przede wszystkim fotelik!!! Myślę, że nie ulega wątpliwości, że jest to zestaw obowiązkowy!!! Pytanie tylko czy „samochodowy tron” i brzdąc przypadną sobie do gustu? To w dużej mierze kwestia przyzwyczajenia – jeśli od samego początku, dużo jeździmy z dzieckiem – staje się to sytuacją naturalną. Jeśli natomiast „podróż” z dzieckiem jest sytuacją wyjątkową w naszym życiu – warto zaprzyjaźnić dziecko z fotelikiem „na sucho”.  Najłatwiej zacząć z malcami – swoją drogą pierwszy fotelik, to świetna pomoc dla mamy i taty w domu – może pełnić rolę bujaczka lub krzesełka (oczywiście nigdy nie zapominajcie o zapięciu pasów – również w domu, czasem wystarczy dosłownie sekunda, żeby maluch postanowił wybrać się na wycieczkę).

Przyjemność czy droga przez mękę?

Kierowca musi wykazać się nie lada koncentracją uwagi – zwłaszcza gdy wiezie swój najcenniejszy Skarb! Tyle, że ten Skarb, nie zawsze ułatwia to zadanie! Jak wiemy wysokie natężenie hałasu w ograniczonej przestrzeni nie sprzyja dobremu samopoczuciu, że o koncentracji nie wspomnę!

I co z tym fantem? To już zadanie dla każdego rodzica – trzeba znaleźć „ten” sposób na swoją Marudę:) Postaram się dać Wam kilka podpowiedzi:).

Wersja utopijna podróży ma następujący przebieg – dziecko zasypia i śpi jak kamień całą drogę, a my prowadzimy samochód ze śpiewem na ustach (podobno zdarzają się takie cuda). Warto jednak zadbać o taki cud – z pewnością pomoże nam nastrojowa muzyka (jeśli jednak istnieje szansa, że to nie dziecko, a Wy zaśniecie – stanowczo odradzam), ulubiona Przytulanka, najlepiej żeby Maluch rozpoczął podróż z pełnym brzuszkiem – dobrym humorem.

Wersja awaryjna o zabarwieniu restauracyjnym – warto mieć argumenty np. w postaci ulubionej przekąski (u nas doskonale sprawdzają się chrupki kukurydziane i banany) Pamiętajcie jednak, że najlepiej na chwilę się zatrzymać – żeby dziecko się nie zakrztusiło podczas jazdy. Kubeczek z wodą tez jest potrzebny – szczególnie przy włączonym ogrzewaniu, dziecko będzie się chciało pić.

Wybierając ten wariant, warto w trosce o nasz samochód i komfort podróży Malca wybierać jedzenie „nie-” lub ” małobrudzące”.

Ostatnim wariantem ułatwiającym podróż jest ZABAWA! Istnieje sporo zabawek przeznaczonych do użytku w samochodzie (np. montowane na foteliku lub oparciu siedzenia), które umilą podróż każdemu Szkrabowi. Warto skorzystać również z towarzystwa domowych ulubieńców – jednak zawsze kierujcie się zasadą – PRZEDE WSZYSTKIM BEZPIECZEŃSTWO! Ja zawsze zabieram tylko miękkie lekkie zabawki, które nie mają małych części – w przypadku kolizji lub wypadku pluszowa piłka uderzająca naszą pociechę znacząco różni się od np. drewnianych klocków!

Ze starszymi dziećmi zabawa zmienia nieco charakter – i zależy już od inwencji Rodziców – wspólne śpiewanie piosenek, zabawy i gry słowne z pewnością umilą podróż. Nie zapominajmy o prostych zabawach ćwiczących spostrzegawczość, liczenie, rozpoznawanie kolorów np.: kto pierwszy zobaczy czerwone auto, zwierzątko na polu, policzy domy, drzewa – korzystajmy z zabaw, które czekają za oknem samochodu!

Nie możemy oczywiście zapomnieć o technologii ratunkowej – czyli samochodowych odtwarzaczach DVD lub przenośnych konsolach gier dla starszych dzieci! Takich mobilnych przyjemności jest coraz więcej na rynku i cieszą się coraz większą popularnością.

A czy Wy dużo podróżujecie? Jak radzicie sobie z nudą w podróży?  Może macie niezawodny sposób na podróż miłą dla wszystkich jej uczestników? Opiszcie swoje sprawdzone sposoby i … SZEROKIEJ DROGI!!!

Wpis jest elementem współpracy z firmą Chevrolet.

9
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Paulina Garbień
Gość

odkąd jesteśmy w Dublinie nie posiadamy jeszcze auta, więc wszelkie zakupy czy wypady do miasta to niestety jazda autobusami, szczerze tęsknię za posiadaniem auta i jak tylko będzie to mozliwe to zaopatrzymy się w ten środek lokomocji, bo mimo, że autobusów jest tutaj dużo i nie ma większych problemów z przemieszczaniem się po mieście to jazda nimi z wózkiem jest męcząca

Anna Srokosz
Gość

a my z dziećmi robimy tysiące kilometrów, najbliższe 2000 w jedna stronę na swięta… bedzie dobrze – jak zawsze, grunt to wygodny fotelik… nasze dziewczyny uwielbiaja swoje „tobiki”…, pewnie za jakiś czas potrzebne bedzie jakieś DVD, ale na razie radzimy sobie bez…

wrolimamy
Gość
wrolimamy

A u nas było właśnie tak jak na początku tekstu. Kupiliśmy nowy samochód przed narodzinami Aleksa po to, żebyśmy nie musieli się martwić przeglądami, częściami, naprawami. Koledzy namawiali mnie na kombi, ale moim zdaniem byłby to przerost formy nad treścią i zdecydowałem się wersję hatchback. Z sukcesem udało nam się wyjechać kilka razy w góry zabierają fotelik ,sanki, duży wózek, pampersy, ciuchy, itd. W zeszłym roku byliśmy w Chorwacji – 1100 km w jedną stronę w 3 dorosłe osoby i Aleks – i cała podróż minęła bezproblemowo. Oczywiście, że więcej miejsca czy mocniejszy silnik przydałyby się na takiej trasie, ale… Czytaj więcej »

wrolimamy
Gość
wrolimamy

A u nas było właśnie tak jak na początku tekstu. Kupiliśmy nowy samochód przed narodzinami Aleksa po to, żebyśmy nie musieli się martwić przeglądami, częściami, naprawami. Koledzy namawiali mnie na kombi, ale moim zdaniem byłby to przerost formy nad treścią i zdecydowałem się wersję hatchback. Z sukcesem udało nam się wyjechać kilka razy w góry zabierają fotelik ,sanki, duży wózek, pampersy, ciuchy, itd. W zeszłym roku byliśmy w Chorwacji – 1100 km w jedną stronę w 3 dorosłe osoby i Aleks – i cała podróż minęła bezproblemowo. Oczywiście, że więcej miejsca czy mocniejszy silnik przydałyby się na takiej trasie, ale… Czytaj więcej »

Igor Chudy
Gość

A u nas było właśnie tak jak na początku tekstu. Kupiliśmy nowy samochód przed narodzinami Aleksa po to, żebyśmy nie musieli się martwić przeglądami, częściami, naprawami. Koledzy namawiali mnie na kombi, ale moim zdaniem byłby to przerost formy nad treścią i zdecydowałem się wersję hatchback. Z sukcesem udało nam się wyjechać kilka razy w góry zabierają fotelik ,sanki, duży wózek, pampersy, ciuchy, itd. W zeszłym roku byliśmy w Chorwacji – 1100 km w jedną stronę w 3 dorosłe osoby i Aleks – i cała podróż minęła bezproblemowo. Oczywiście, że więcej miejsca czy mocniejszy silnik przydałyby się na takiej trasie, ale… Czytaj więcej »

Anna Haluszczak
Gość

U nas jest różnie z podróżami. Czasami jest bezproblemowo, czasem dzieci są marudne. Gdy rok temu jechaliśmy znad morza w góry (11 godzin jazdy), córeczce wystarczyły jej zabawki i książeczki. Gdy było bardzo źle, pomagały krążki ryżowe i paluszki. Z młodszym synem jest gorzej – jest dość niecierpliwy i marudny, ale można go zabawić i rozśmieszyć w aucie, a potem to już z górki :) A w kwestii fotelików – też patrzałam na testy i wybrałam te, które były w grupie najbezpieczniejszych. Co jak to, ale nie warto oszczędzać na bezpieczeństwie dzieci. Mogę nie kupić im kolejnej zabawki czy ubranka,… Czytaj więcej »

Asiersa
Gość
Asiersa

Zanim Tomuś pojawił się na świecie, moim autem był hatchback :) W niecałe 3 miesiące po porodzie, hatchback’a sprzedałam i kupiłam kombi :) Moim zdaniem jest dużo wygodniejsze i pojemniejsze :) No i wersja 5 drzwiowa ratuje nasze kręgosłupy, bo wcześniejsze auto było 3-drzwiowe ;) Jeśli chodzi o fotelik, to kupiłam (a raczej kupiliśmy-bo dokładali się wszyscy dziadkowie) z firmy Recaro. Tomuś+fotelik=częste wycieczki ;) Co do zabaw, to u nas są jak na razie zbędne. Tomek niedługo po zapięciu pasów w foteliku usypia i budzi się praktycznie po dojechaniu na miejsce :) chociaż… jest jedna rzecz, która ratuje nam „uszy”… Czytaj więcej »

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close