Ciąża i dziecko 24 kwietnia 2018

Nie wszystkie konserwanty w kosmetykach są złe. Zła za to jest niewiedza

Zanim wrzucimy coś do koszyka, szybko zerkamy na skład szamponu, żelu pod prysznic, czy innego kosmetyku dla dziecka. Tyle się teraz mówi o tej chemii, przecież wszyscy nas chcą otruć, zakonserwować, a w przyszłości pewnie będziemy świecić w nocy. Więc jeszcze raz zerkamy, czy nie ma tam parabenów, SLS,  SLES i innych konserwantów. No bo wtedy jest to dla nas najzdrowsze – czy aby na pewno?

Weźmy pod lupę tajemniczy produkt. Przeczytajcie jego skład i odpowiedzcie sobie na pytanie, czy byście go kupili? Nawet jeśli byłby reklamowany jako najzdrowszy, najlepszy dla naszego organizmu?

Składniki tajemniczego produktu:

  • woda 80—90%,
  • cukry 4,5—10% (do 15%),
  • kwasy (głównie cytrynowy) 0,8—1,7%,
  • celuloza 1,0 —1,6%,
  • garbniki 0,16—0,25%,
  • ślady alkaloidów, popiół (żelazo, fosfor, wapń, mangan, kobalt) 0,4—0,8%,
  • witamina C 50—80 mg%
  • ponadto zawiera pektyny, fitocydy, kwas elagowy, kwasy fenolowe, flawonoidy, błonnik, antocyjany, bromelinę
  • oraz między innymi octan etylu, aldehyd masłowy i wiele innych…..

Część z Was  pewnie już na samym początku zrezygnowała z zapoznaniem się ze  składem tego czegoś. Przecież tam są parabeny, konserwanty, barwniki i Bóg wie co jeszcze. Przyznajcie się, czy kupilibyście go?

A ja powiem Wam, że tak. Nie tylko kupię jeden, ale całe kilogramy. Pochłonę z bitą śmietaną lub cukrem, albo zrobię koktajl z mlekiem. Już nie mogę się doczekać sezonu truskawkowego. Tak Kochani, ten tajemniczy produkt to nasza tradycyjna, polska truskawka, która ma taki skład chemiczny. Sama natura wie, co jest dla nas dobre.

Co truskawka, czy inne owoce mają wspólnego z kosmetykami? No między innymi właśnie owiane złą sławą parabeny i konserwanty. Nawet w małej poczciwej gruszce jest dawka parabenów, przekraczająca dzienną normę.

Już łapiecie się za głowę? Spokojnie, nie ma się czego bać. Sama wiele rzeczy odkryłam i się douczyłam. Ponadto miałam przyjemność uczestniczyć w warsztatach organizowanych przez Johnson’s Baby w ramach akcji edukacyjno-społecznej „Sprawdzone – udowodnione! czyli cała prawda o kosmetykach dla dzieci”.  Swoją wiedzą i doświadczeniem podzieliły się z nami ekspertki: dr inż. Magdalena Sikora – specjalistka w zakresie surowców i produktów półproduktów kosmetycznych, Katarzyna Bosacka – dziennikarka i Agnieszka Machnio – wieloletnia ekspertka marki JOHNSON’S®.

Czym związek, który występuje naturalnie w truskawce różni się od związku, który został wyprodukowany w laboratorium? Czy oba są bezpieczne?

Ekstrakty roślinne stosowane w kosmetykach rzeczywiście pozyskiwane są z naturalnych surowców. Warto jednak zaznaczyć, że nośnikiem tych składników jest już syntetyczny glikol propylenowy. Rozwój techniki i postęp nieustannie popychają laboratoria do wytwarzania produktów, substancji jak najbardziej zbliżonych, bezpiecznych, a nawet identycznych. Wg Pani dr inż. Magdaleny Sikory warto sobie zadać pytanie: dlaczego związek występujący w naturze uważany jest za bezpieczny, a identyczny wytworzony w laboratorium już nie? W certyfikowanych kosmetykach naturalnych również stosowane są surowce wytwarzane w laboratorium chemicznym i to nie tylko konserwanty.

Ponadto żaden kosmetyk, a tym bardziej produkt dla małego dziecka nie zostanie dopuszczony jeśli nie spełni ściśle określonych zasad, w tym dopuszczone składniki, ich ilość, rodzaj opakowań i sposób magazynowania.

Wróćmy zatem do parabenofobii. Wszystkie kosmetyki zawierające ten składnik zazwyczaj wrzucane się o jednego worka – NIE KUPUJ. Jednak czy kiedykolwiek zastanawialiście się po co kiedyś i dziś stosuje się parabeny, czyli konserwanty w kosmetykach?

Przede wszystkim zabezpieczają one czystość mikrobiologiczną kosmetyku, innymi słowy, bez nich produkt się zepsuje, pleśnieje. Jeśli nie wierzycie zerknijcie na zdjęcie poniżej.

 Kosmetyk bez konserwantów z widoczną pleśnią po 14 dniach

Dziś w kosmetykach dopuszczone są aż cztery parabeny: metyl i etyl w takich samych ilościach, jak przed parabenową fobią,oraz propyl i butyl w mniejszych ilościach. Nieustannie weryfikowanie, podnoszenie jakości i bezpieczeństwa produktów sprawia, że mamy coraz ostrzejsze regulacje. Konserwanty są niezbędne w kosmetykach, które w swoim składzie zawierają wodę, gdyż to ona jest głównym środowiskiem rozwoju drobnoustrojów.

Przejdźmy zatem dalej. Co z SLS i SLES.  Czym dokładnie są? To nic innego jak środki powierzchniowo czynne o właściwościach myjących i pianotwórczych. Tak, są one pochodnymi ropy naftowej. Znajdziemy je w szamponach, żelach pod prysznic, płynach do kąpieli, a nawet w paście do zębów. Są one całkowicie bezpieczne, w odpowiednich ilościach i stężeniu – jak podkreśla dr inż. Magdalena Sikora. Ponadto, jak dodaje mogą one działać drażniąco przy długotrwałym kontakcie ze skórą, ale tylko wtedy, gdy w danym produkcie stosowany jest tylko jeden środek i to w dużym stężeniu.  

Gotowi na kolejną ciekawostkę? Kto z Was słyszał, że dla dziecka na ciemieniuchę najlepsza  jest oliwa z oliwek, albo olej kokosowy, lub na odparzenia najlepsza jest mąka ziemniaczana,  łapka w górę? Przecież to sama natura i najlepsza rzecz jaką możemy dać naszej skórze. Na pewno?

Tak jak kosmetyki, mają swoją datę przydatności, oraz są różnej jakości. Niestety oleje, a zwłaszcza olej kokosowy działają na skórę komedogennie, czyli zatykają jej pory. Ze względu na dużą zawartości kwasu oleinowego, źle wpływają na kondycję naszej skóry, a przy długotrwałym stosowaniu, wręcz ją wysuszają. Zatem oliwa z oliwek najlepsza będzie do sałatki!

Jak nie zwariować i jakie kosmetyki wybrać dla maluszka

Przede wszystkim złapać oddech. Jeśli lista składników jest bardzo duża – ponad 20, to warto się podwójnie zastanowić nad zakupem. Podczas warsztatów dr inż. Magdalena Sikora podkreśliła, że maluszkowi w zupełności wystarczą dwa kosmetyki. Jeden, który delikatnie umyje skórę dziecka – niestety sama woda nie wystarczy. Drugi, który skórę nawilży i zabezpieczy. Więcej nie potrzeba.

Serdecznie zapraszam Was do zapisania się i wzięcia udziału w warsztatach, poniżej mała ściąga, czyli, kiedy, gdzie i jak się zapisać.

Najbliższe warsztaty dla rodziców i położnych odbędą się:

  • Poznań, 08.05.2018
  • Łódź, 15.05.2018
  • Katowice,  6.06.2018
  • Kraków, 14.06.2018
  • Gdańsk, 18.09.2018
  • Szczecin, 26.09.2018
  • Wrocław, 03.10.2018
  • Rzeszów, 10.10.2018

Zapisać się możecie tutaj https://www.johnsonsbaby.com.pl/zapisy-na-warsztaty/rodzice

Zdjęcia: Materiały prasowe JOHNSON’S®

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Poradnikowe poniedziałki 23 kwietnia 2018

10 pysznych afrodyzjaków, które zwiększają libido

Afrodyzjaki są dobrze znane w różnych kulturach i posiadają wielu zwolenników. Są to różne produkty, które wspierają zdrowie i dostarczają składniki odżywcze, poprawiając również funkcjonowanie i ukrwienie narządów płciowych. Zwolennicy stosowania afrodyzjaków twierdzą, że zwiększają one pobudzenie, podnoszą temperaturę ciała, tętno, dodają zastrzyku energii lub relaksują. Oczywiście okazjonalne sięganie po afrodyzjaki nie załatwi sprawy, za to regularne spożywanie pewnych produktów, może zrobić różnicę.

Jakiekolwiek nie byłoby Wasze nastawienie do takich teorii, zachęcam, by przynajmniej czegoś z tej listy spróbować. Nawet, jeśli nie otrzymacie kosmicznej ochoty na seks i całonocnej przyjemności, przynajmniej spędzicie ze sobą trochę więcej czasu, także w kuchni :)

1. Migdały

Migdały zwiększają produkcję hormonów płciowych i przyczynią się do silniejszej erekcji i lepszej sprawności seksualnej. Są również źródłem niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych, zawierają między innymi witaminę E i magnez, które są wyjątkowo zdrowe.

2. Bazylia

Bazylia wspomaga krążenie krwi i pobudza popęd seksualny, co może pomóc zarówno kobietom, jak i mężczyznom. Poza tym bazylia jest naturalnym lekarstwem na ból głowy, a więc jedna wymówka przez seksem odpada ;)   

3. Czekolada

Kochamy czekoladę i często pojawia się ona serwowana wraz z winem. Nie można się dziwić, bo czekolada jest źródłem serotoniny, która poprawia nastrój i sprawia, że ​​czujemy się lepiej, co wpływa także na libido.

4. Jajka

Może to mało romantyczny produkt, ale  jajka pomagają utrzymać dobre samopoczucie i zwiększają libido. Zawierają dużo witamin B5 i B6, które równoważą hormony płciowe i zwalczają skutki stresu.

5. Papryczka chili

Gdy zjadamy papryczkę chili, nasz ​​mózg produkuje endorfiny, które pomagają nam się zrelaksować i dobrze się czuć. Poza tym chili podnosi tętno i temperaturę ciała, co również ma znaczenie podczas chwil bliskości.

6. Jagody

Jagody wpływają na dobry przepływ krwi, obniżają poziom cholesterolu, co zawsze jest pozytywne dla organizmu. Mocniejsze i dłuższe erekcje docenią panowie, jeśli będą spożywali jagody regularnie.

7. Wanilia

Nie trzeba jej zjadać, wystarczy wysmarować ciało kosmetykiem pachnącym wanilią :) Zapach wanilii zdecydowanie relaksuje i poprawia nastrój, co zwiększa libido u partnerów.

8. Ostrygi

Ostrygi są jednym z najbardziej znanych naturalnych afrodyzjaków. Naukowcy tłumaczą to obecnością w ostrygach dwóch aminokwasów (kwas D-asparaginowy i N-metylo-D-asparaginian), które zwiększają poziom hormonów płciowych u mężczyzn i kobiet.

9. Banany

Zawierają dużo witaminy B, potasu i magnezu, obecny w nich jest również enzym bromelaina, która pozytywnie wpływa  na kondycję i libido. Poza tym, sam ich kształt i fantazja przy przygotowaniu deseru może rozluźnić sytuację i wywołać niegrzeczne pomysły.

10. Szparagi

Nie można zapominać o klasyku. Szparagi obfitują w witaminy i stymulują produkcję histaminy, która jest niezbędna do osiągnięcia fantastycznego orgazmu.

Jak widzicie, wybór ogromny, więc z pewnością wybierzecie coś dla rozkoszy ciała i dla podniebienia.

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Emocje 20 kwietnia 2018

Przyjęcie komunijne nie musi się odbyć w niedzielę

Do Pierwszej Komunii mojego dziecka niecały miesiąc. Przygotowania nie idą pełną parą, bo jakoś nie widzę ku temu powodów. To, na czym się skupiam, to zachowanie w zawirowaniach, jakie mnie otaczają, choćby minimum normalności.

Tak do końca to mi nie wychodzi. Do wyścigu o rezerwację w restauracji się nie ustawiłam, bo w zeszłoroczne wakacje nie przyszło mi to do głowy. Po przemyśleniu sprawy uczciwie doszłam do wniosku, że przyjęcia w domu nie dam rady zrobić. Zwyczajnie nie pomieszczę gości. A i gotowanie, nie ma co ukrywać, nie jest moją mocną stroną. Ponieważ w moim mieście są trzy knajpy na krzyż (a jakby policzyć uczciwie to coś koło dziesięciu, które nadają się na zorganizowanie przyjęcia komunijnego), już we wrześniu nie miałam szans na żadną. Najwyraźniej nie jestem zapobiegliwa i przewidująca. Trudno. Chociaż nie mogę powiedzieć, że mnie to jakoś bardzo martwi.

Im bliżej komunii, tym mniej się przejmuję. Serio. Mam w sobie jakiś taki wewnętrzny spokój, przekonanie, że wszystko na pewno będzie dobrze. I odpukać, na nic narzekać nie mogę. Sukienka do komunii się szyje, byłyśmy na przymiarce, wygląda skromnie, ale bardzo ładnie. Przy okazji zobaczyłam awanturę, którą zrobiła mama jednego chłopca i byłam w sporym szoku. No bo jak to jest możliwe, że alby będą gotowe dopiero po majówce?! Przecież to skandal!!!

Wstępną listę gości zrobiłyśmy, wyszło nam dwadzieścia osób. Po przemyśleniu wszystkich za i przeciw doszłam do wniosku, że dobrym dniem na zorganizowanie spotkania w rodzinnym gronie będzie sobota kończąca Biały Tydzień. Po pierwsze dlatego, że w sobotę nie powinno być problemu z jakąkolwiek salą, po drugie – po obiedzie Duśka pójdzie do kościoła w sukience, kto będzie chciał, to też pójdzie i sobie ją dokładnie obejrzy. Tak na marginesie – dowiedziałam się właśnie, że w dniu Pierwszej Komunii do kościoła najpierw wpuszczani są dzieci i rodzice, a reszta jak wystarczy miejsca. Na ogół ta reszta ogranicza się do babć, jeśli rodzice wcześniej o to zadbają. Reszta rodziny się nie mieści – idzie na mszę do dolnego kościoła, by tam modlić się za dziecko. Nie wiem, ile w tym prawdy i jak to ma technicznie wyglądać, ale jeśli tak jest, to ta moja naprędce wymyślona sobota ma dużo więcej sensu, niż to się może na pierwszy rzut oka wydawać. No ale umówmy się – robienie przyjęcia komunijnego prawie tydzień po fakcie do normalnych nie należy. No cóż – zawsze byłam jakaś inna. I szczerze mówiąc – wcale nie jest mi z tym źle. Salę dostałam za pierwszym podejściem – ulubioną knajpę mojego dziecka.

Nie mam jeszcze butów dla Duśki bo kupować je już teraz to trochę ryzyko, kilka razy zrobiła mi niespodziankę pod tytułem: „Te buty kupione miesiąc temu, są za małe.” Nie mam wianka na głowę, bo jeszcze nie do końca wiem, jak będzie uczesana. Właściwie to w ogóle nie wiem. Ustali się w okolicach majówki. Nie mam też zaproszeń, zamówię jakieś w internecie. A jeśli czegoś więcej nie mam, to nie mam o tym pojęcia.

Za to wiem, co muszę kupić mojemu dziecku na komunię. Na pytanie, co chce dostać, odpowiedziała:

– No tradycyjnie. Rower i zegarek. Rower najlepiej ciemnoróżowy świecący, a zegarek na baterie, ale ze wskazówkami i też różowy.

Nie wiem, co jej nagle odbiło z tym różem, z którego wydawałoby się dawno wyrosła. Na wszelki wypadek prezenty kupię tak jak buty, w ostatniej chwili. Może jej się gust zmieni?

 

1
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Sale urodzinowe do wynajęcia
Gość
Sale urodzinowe do wynajęcia

Czasami rozwiązania same nam się podsuwają. Ostatnio modnym rozwiązaniem na komunie jest wynajęcie sali zabaw. Takie pomieszczenie jest w stanie pomieścić dużo ilość dzieci – oczywiście jest wtedy mniej kameralnie, ale dzieci są sobą zajęte, a rodzice wraz z gośćmi mogą na spokojnie zająć się sobą w oddzielnym pomieszczeniu, pozostawiając dzieci pod opieką animatorom.

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close