Sport 24 listopada 2013

Skoczna niedziela

No i po zawodach. Pierwszych indywidualnych zawodach Pucharu Świata w skokach narciarskich. Obiektywnie rzecz biorąc powodów do narzekań nie ma, Krzysio Biegun wygrał, wynik idzie w świat, o reszcie nikt nie będzie pamiętał. Obiektywnie rzecz biorąc tak będzie. A subiektywnie? Subiektywnie to ja liczyłam na piękne widowisko, sportową rywalizację, emocje… ehhhh, stara ja a ciągle naiwna.

Zaczęło się całkiem przyjemnie, nie powiem, że nie. Dobre warunki, wiatr pod narty – efekt natychmiastowy – Krzysztof Biegun odleciał. Przypadek? Po wczorajszym konkursie nie sądzę, jest chłopak w formie i tyle! Jednak sędziowie jak to sędziowie, natychmiast obniżyli belkę, no bo jak Biegun tak daleko skoczył, to co zrobi reszta? Teraz i tak jest lepiej niż kiedyś, niby to dodawanie i odejmowanie punktów za belkę i wiatr do szału może doprowadzić przeciętnego kibica, ale przynajmniej zawody toczą się dalej. Kilka lat temu po takim skoku młodego zawodnika owszem, belkę obniżano, ale zawody zaczynały się od nowa, czasem i połowa zawodników musiała oddawać skoki jeszcze raz. No więc zostańmy przy tym, że sędziowie belkę obniżyli, bo przecież o bezpieczeństwo zawodników trzeba dbać. No niech im będzie.

Później było jak było. Zawodnicy skakali, wiatr wiał, zawody przerywano i wznawiano, jednak ogólnie było powoli do przodu. W chwili gdy to piszę, nie wiem jeszcze za co konkretnie zdyskwalifikowano Stefana Hulę (nieregulaminowy kombinezon to bardzo szerokie pojęcie ). Generalnie zawodnicy i nasi i nie nasi skakali zgodnie z oczekiwaniami i możliwościami. Niespodzianek nie było. Do czasu.

Pierwsza dziesiątka zeszłorocznej klasyfikacji pucharowej to nie byle jakie nazwiska. Oczekiwania wobec nich były więc całkiem spore. Niestety – wiatr ma w nosie oczekiwania kibiców, czekali od marca to i jeszcze trochę mogą poczekać. Ambicje zawodników wiatr ma tym bardziej w nosie. Skoki w okolicach stu dwudziestu pięciu metrów nie są satysfakcjonujące dla nikogo – ani dla zawodników, ani dla trenerów, ani dla kibiców. Ot, takie przeciętniactwo. Czasem tak się zdarza i tyle, kto śledzi skoki to wie.

Ale nikt nie wie co przyświecało włodarzom zawodów, żeby przerwać rywalizację po skoku Kamila Stocha (kiepski wynik – przykro patrzeć, ale pretensji mieć nie można, robił co mógł). Warunki były jakie były i cudów oczekiwać nie należało. Niby na co więc mieli czekać Bardal i Schlierenzauer? Nie od dziś wiadomo, że „Szlifierka” jest przez sędziów faworyzowany, nie raz i nie dwa zdarzało się oczekiwanie na lepsze warunki dla mistrza. Jeśli ktoś mi spróbuje powiedzieć, że mistrz na to zasługuje, to proponuję cofnąć się do Oslo kilka lat temu i przypomnieć sobie skok Adama Małysza. Jeśli ten sam ktoś nie wie czym mówię, to trudno, zawsze można wujka Google zapytać.

Nie ma się co łudzić, ile by sędziowie nie czekali, ciężko byłoby o warunki w jakich skakali zawodnicy z początkowymi numerami startowymi, w ciemno można było obstawiać, że zarówno Bardal jak i Schlierenzauer oddadzą skoki, które nie pozwolą im wygrać zawodów, ba – mogą nie pozwolić im w ogóle się zakwalifikować do pierwszej trzydziestki tak jak Kamilowi Stochowi – jakby nie patrzeć Mistrzowi Świata.

Dlaczego obaj zrezygnowali? Hmmm, na mój gust łatwiej narobić zamieszania i krzyczeć że to z obawy o swoje zdrowie (wypadek Koflera był niezłym pretekstem) niż czekać na odrobinę spokojniejszego wiatru i oddanie słabych skoków, które nie wiadomo czy zapewnią pierwsze pucharowe punkty.

Dlaczego sędziowie nie pozwolili im skakać tylko bezsensownie przerwali zawody? To już pozostanie ich równie słodką jak idiotyczną tajemnicą. Mnie pozostaje czekać na zawody w Kuusamo, okaże się czy mamy sezon rywalizacji sportowej czy sportowej farsy.

Zwycięstwa żadnego z Polaków organizatorzy moim zdaniem nie przewidywali. Dlaczego? A słuchaliście hymnu?

Źródło zdjęcia: sport.wp.pl

2
Dodaj komentarz

avatar
0 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Na zakupach 24 listopada 2013

„Cycki” i dzieci – czy to do siebie pasuje?

Pewnie część z Was już na starcie zbulwersuje słowo „cycki”, lecz dla innych – jak się okazuje – to jedyne trafne określenie kobiecego biustu. W Stanach Zjednoczonych trwa właśnie kolejna jałowa dyskusja – tym razem uczone głowy tego świata postanowiły oddać się rozważaniom na temat lalki
A cóż im ta lalka uczyniła, że niektórzy chętnie upiekliby ją we frytkownicy lub utopili w szalecie?! Otóż …

Lalka Breast Milk Baby (Dziecko karmione piersią) – najbezczelniej w świecie je i do tego symuluje naturalne karmienie piersią. Do zestawu z lalką dołączono mały biustonosz z dwoma kwiatuszkami (zamiast sutków). Za sprawą cudu techniki bobas przystawiony do takiego kolorowego staniczka naśladuje ssanie (podobno wydaje również charakterystyczne przy karmieniu piersią odgłosy). Gdy lala ma już pełny brzuch, zaczyna płakać, aż jej się odbije.

„Perwersja” – grzmią niektórzy! Któż to widział kilkuletnią dziewczynkę świadomą roli kobiecych piersi! Przecież to emanuje seksem! Psychologowie debatują – ale chyba tylko po to, aby zaistnieć w chwilowym świetle reflektorów

Wróćmy więc do tytułowych cycków – powiedziałabym „nie mierz wszystkich swoją miarą”! Czy nie wydaje Wam się, że piersi w ocenie 4-latki nie mają żadnego wydźwięku o seksualnym zabarwieniu? To my dorośli definiujemy świat według naszych odczuć i potrzeb! Więc tam gdzie ktoś widzi tylko seks i „cycki” – ja widzę piersi, a dla mnie to ogromna różnica!

Osobiście jestem zakochana w pomyśle i lalce (choć moja „miłość” jest wirtualna, bo takiej lali w domu nie posiadamy). Nie widzę nic dziwnego w tym, żeby dziecko miało świadomość istnienia karmienia piersią. Sama karmię piersią drugą pociechę i również nie widzę nic zdrożnego w tym, że starsza córka czasem zadziera bluzkę i dopaja swoje pluszaki. Ja jako dziecko nie miałam nawet świadomości, że można dziecko karmić czymś innym niż butelka (niestety pokolenie lat 80-tych rzadko kiedy jadało z czego innego niż szkło) przecież każda lala w standardzie miała paszczę zatkaną smoczkiem i flaszkę pod pachą do kompletu! Dziś znów edukacja dzieci na tym polu jest według mnie zagrożona – bardzo często, gdy decydujemy się na układ 2+1 dziecko nie ma możliwości poznania w „naturalny” sposób karmienia piersią. Kiedyś gdy rodziny były wielodzietne i wielopokoleniowe wiedzę taką nabywały bez zbędnego rabanu, obserwując swoje otoczenie.

Chcemy promować szczytne karmienie piersią, to zacznijmy nadrabiać stracone przez pokolenia zachowania! Nie bądźmy hipokrytami i pokażmy dzieciom jak wygląda życie!

Lalka Breast Milk Baby została wyprodukowana przez Berjuan Toys i poruszyła niektórych do żywego. Podobno jej przeciwnicy utworzyli nawet anty-ruch na Facebooku!

Ps.: Drogi producencie, jeżeli w USA przeciwnicy tych lalek przepędzą je gdzie pieprz rośnie, ja chętnie jakieś przygarnę ;)

lalka

Źródło zdjęcia: strona producenta zabawki

3
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Magda
Gość
Magda

Odnośnie nazywania piersi cyckami…. moja córeczka ma 21 miesięcy i dalej karmię ją piersią i od kilu miesięcy jak chce cyca to woła:”MAMA CYCA” :)

malgorzata stryjecka
Gość
malgorzata stryjecka

o jej nie widziałam takiej lali jestem za ! dziewczynki ucza się od najmłodszych lat jak powinno się karmic niemowlaki :) ucza się roli Mamy – najtrudniejszej roli zycia :)

Kulinaria 20 listopada 2013

Blok czekoladowy

Jakie smaki kojarzą się Wam z dzieciństwem? Dziś już trudno sobie wyobrazić, że kiedyś nie było tyle różnych produktów na półkach, a tym bardziej takiego wyboru czekolad. Kto z was pamięta smak produktu czekoladopodobnego? Moja mama chcąc osłodzić nam ten beztroski czas, zabierała się za przygotowanie bloku czekoladowego – który smakuje rewelacyjnie, ale  z czekoladą ma niewiele wspólnego. Mimo tego do dziś od czasu do czasu blok króluje na naszym stole. Poniżej przepis nie tylko dla tych, którzy znają blok z dzieciństwa.

Składniki:
kostka margaryny lub masła (250 g)
½ szklanki wody
2 opakowania mleka w proszku (po 250 g każde)
1,5 szklanki cukru
6 łyżek kakao
ok. 450 g herbatników (2 duże opakowania)
garść orzechów i rodzynek.

Wykonanie:

1. Do garnka dodaję wodę, margarynę lub masło. Garnek stawiam na ogień i kiedy się roztopi margaryna, dodaję cukier, a później kakao.

2. Herbatniki kruszę wałkiem i połowę odkładam do miski. Dodaję do niej masę z roztopioną margaryną, mleko w proszku i powoli mieszam.

3. Dokładam pozostałą część herbatników, bakalie i ewentualnie aromat np. rumowy. Wymieszanie wszystkich składników wymaga dużej siły, dlatego warto zaangażować męską stronę do wyrabiania ciasta.

4. Masa jest bardzo twarda, jeśli jest za sucha można dodać trochę wody.  Wypełniam formę (keksówkę) papierem do pieczenia i do niej kolejno ugniatam część masy. Masa powinna być mocno ugnieciona. Na koniec możemy powkładać całe herbatniki.

Przygotowanie bloku zajmie Wam ok pół godzinki, a potem wkładamy do lodówki na min. 2 godziny. Po tym czasie kroję ostrym nożem na plasterki.

Smaczengo!

blok czekoladowyZdjęcia: Rachela

3
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Milena Kamińska
Gość
Milena Kamińska

jejku dzisiaj rano w pracy rozmawiałyśmy o bloku, poprosiłam koleżankę aby przyniosła mi przepis a tu proszę po powrocie wchodzę na fb i wvroli mamy spełnia moja zachciankę jutro robię zakupy i wykonuję

Rachela
Gość
Rachela

Mileno,
mówisz – masz :) Smacznego!

Milena Kamińska
Gość
Milena Kamińska

dziękuję , już nie mogę sie doczekać kiedy skosztuje

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close