Każdy twój ruch – C. L. Taylor
Tytuł: Każdy twój ruch
Autor: C. L. Taylor
Oprawa: miękka
Liczba stron: 382
Rok wydania: 2026
Wydawnictwo: Albatros
Powiem Wam w tajemnicy (no dobra, wiem, że to wiecie), że jako osoba żyjąca i pracująca głównie w internecie, zupełnie zapomniałam, że można mieć stalkera offline. Serio! Jakoś tak stalkowanie w naturalny sposób kojarzy mi się z siecią, a po książkę Każdy twój ruch sięgnęłam właśnie dlatego, że w sieci spędzam codziennie długie godziny i pomyślałam, że miło będzie się dowiedzieć, na co zwracać uwagę, czego się wystrzegać, co jeszcze może mnie zaskoczyć. No i najbardziej zaskoczyło mnie to, że… nie było tak odkrywczo, jak myślałam, że będzie. Tak to jest, jak się człowiek nastawi.
O czym jest książka Każdy twój ruch?
To nie tak, że wcale nie ma tam internetu, jest, jak najbardziej. Właśnie w internecie poznaje się grupka pięciu osób (jeden mężczyzna, cztery kobiety), które są ofiarami stalkingu. Nie internetowego, tylko jak najbardziej realnego, co jest jeszcze gorsze. Internet od biedy można wyłączyć, życia się nie da. Jako pierwsza przekonuje się o tym Natalie, która odwagę przypłaca życiem.
Dla pozostałej czwórki to pierwsza okazja do spotkania twarzą w twarz. I pierwsza do wspólnego strachu, bo na pogrzebie wydarza się coś, co daje prawo przypuszczać, że na jednej ofierze się nie skończy. Mało tego – zostaje podana konkretna data, która dla każdego z tej czwórki jest w pewien sposób znacząca.
W tej sytuacji są tylko dwa wyjścia – nie wychodzić z domu albo wziąć byka za rogi. Przyjaciele w niedoli podejmują decyzję o wejściu do gry i stawieniu czoła niebezpieczeństwu. Część z nich zna swoich stalkerów, co ma ułatwić zadanie. Ale czy faktycznie ułatwi?
Jak się czyta Każdy twój ruch?
Muszę powiedzieć, że tu mam okropny dylemat. Z jednej strony akcja strasznie się ciągnie, niby jest jakieś napięcie, ale najwięcej tu niepewności i dreptania w miejscu. Potwornie mnie to denerwowało. Z drugiej strony – czy życie w obawie przed stalkerem to nie jest właśnie niepewność i dreptanie w miejscu? Jeśli tak do tego podejdę, to muszę przyznać, że autorka dobrze odrobiła lekcje, świetnie oddała atmosferę grozy i pozwoliła czytelnikom poczuć się stalkowanymi. Wkurzające, ale brawa się należą.
Mimo iż trudno tu mówić o wartkiej akcji, czytało mi się zadziwiająco dobrze. Fakt, nie wciągnęło tak, jak inne książki, z bohaterami trudno mi się było zaprzyjaźnić, ale ogólnie nie było źle. Nie wykluczam, że moja niechęć do głębszych emocji brała się z tego, że wcale nie chciałam się utożsamiać z ofiarami stalkingu.
Książka niewątpliwie jest napisana sprawnie, autorka ma dużą wiedzę i ciekawe pomysły. Niestety ma też doświadczenia osobiste w tej materii (niestety dla niej, dla książki akurat dobrze) i pewnie dlatego bez trudu (tak mi się wydaje) stworzyła tę gęstą i duszną atmosferę, która mnie irytowała. No ale kogo by nie irytowała? Nie oszukujmy się, to nie jest coś, co można lubić.
Każdy twój ruch – recenzja subiektywna
Długość – 382 strony – niby nie dużo jak dla mnie, ale wyjątkowo nie będę krzyczała o więcej. To jednak było chwilami zbyt męczące.
Trupy – o jednym napisałam, resztę sobie doczytajcie.
Humor – no nie bardzo, ale też nie ma tu na niego miejsca. To nie jest zabawna książka. Temat zresztą też nie.
Widoczność liter – no niestety, ale tym razem nie napiszę, że żadna. Widziałam je co najmniej przez połowę książki, za nic nie chciały się zamienić w obrazy. Niby nie było źle, ale czegoś zabrakło. Czasem tak bywa i to niczyja wina.
Ogólnie powiem tak, chociaż między mną a książką chemii zabrakło, Wy możecie mieć zupełnie inne odczucia, bo obiektywnie rzecz biorąc, jest to pozycja, która zasługuje na uwagę i przeczytanie. Jeśli Wasze emocje pokryją się z emocjami autorki, macie szansę poczuć to wszystko, czego mnie zabrakło.
Dla kogo jest Każdy twój ruch?
Teoretycznie Każdy twój ruch to thriller, więc fanom thrillerów dałabym w pierwszej kolejności. Także fanom powieści obyczajowych, bo sporo tu zwyczajnego, codziennego życia. Ofiarom stalkingu też bym wręczyła, żeby nie czuli się samotni w swoim dość wyizolowanym nieszczęściu. Myślę, że miłośnicy literatury brytyjskiej też by znaleźli tu coś dla siebie. Każdy twój ruch ma typowo brytyjski rytm, nieco spowolniony w porównaniu do literatury polskiej i amerykańskiej. Jeśli lubicie tę charakterystyczną „brytyjską flegmę”, Każdy twój ruch na pewno Wam się spodoba.
