Lapis lazuli – Krzysztof Bochus
Tytuł: Lapis lazuli
Autor: Krzysztof Bochus
Oprawa: miękka
Liczba stron: 394
Rok wydania: 2026
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
Książki powinno się czytać „od deski do deski”. Przyjemność jest największa, emocje nakręcają się ze strony na stronę i atmosfera też jakby bardziej namacalna. Sęk w tym, że na to „od deski do deski” zwykle brakuje czasu. Jakaś praca, obowiązki, rodzina odrywająca od lektury – znacie to, prawda? Ja znalazłam sposób. Wyznaczyłam sobie termin napisania recenzji i musiałam go dotrzymać. A że nie miałam czasu na czytanie (praca, obowiązki, rodzina), to ostatecznie połknęłam Lapis lazuli w kilka godzin. Niech żyją wolne poranki! I życzę sobie, żebym zawsze miała tyle czasu i siły w oczach na czytanie.
O czym jest Lapis lazuli?
Fajny tytuł, dobrze brzmi, ale czy oddaje treść książki? Nie jestem tak do końca pewna i proponuję się do niego za mocno nie przywiązywać. To nie jest książka o kamieniach szlachetnych i półszlachetnych. O czym w takim razie jest?
Adam Berg – dobrze znany czytelnikom Krzysztofa Bochusa dziennikarz śledczy z zacięciem historycznym postanawia zwolnić. Nie kogoś i nie siebie, ale tempo życia. A życie nie lubi tych, co chcą zwolnić, od razu stawia przed nimi wyzwania i podsuwa zlecenia, które trudno zignorować. Nie inaczej jest i tym razem. Holenderskie muzeum zwraca się z prośbą o pomoc w weryfikacji czy dzieło słynnego malarza jest oryginałem, czy też świetnym fałszerstwem. Praca jak praca i Adam zapewne by odmówił, gdyby nie drobny szczegół – w tę historię zamieszany jest jego nieżyjący już dziadek – Christian Abell, również dobrze znany czytelnikom Krzysztofa Bochusa.
Są sprawy zawodowe i sprawy osobiste. Zawodowe można odsunąć na bok, z osobistymi nie jest tak łatwo. Koniec końców Adam wylatuje do Amsterdamu, by niebawem trafić Na Maderę, a na sam koniec do Hiszpanii. Podróż po Europie owszem, prezentuje się ciekawie, ale nie zawsze jest bezpieczna. To coś więcej niż tylko przeglądanie dokumentów i poszukiwanie fałszywek. To gra o wielką stawkę, w której liczą się nie tylko pieniądze, ale i ludzkie życie.
Jak się czyta Lapis lazuli?
Po raz kolejny otwarcie podziwiam kunszt pisarski i ogromną wiedzę Autora. Bo umówmy się – wymyślić historię może każdy, ale już podać ją na tacy w taki sposób, że każdy chce ją połknąć do ostatniego okruszka, umieją tylko nieliczni. Dodajmy do tego ogrom wiedzy zawartej w książce. I to wiedzy, której raczej się ze szkoły nie wynosi – na pewno nie na poziomie podstawowym i średnim. Tu mamy historię drugiej wojny światowej i malarstwa, głównie holenderskiego. Tym samym lektura Lapis lazuli to coś więcej niż powieść sensacyjna zahaczająca o historię. To lekcja historii, jakiej w szkole się nie doczekamy. Może gdyby tak wyglądała powszechna edukacja, wiedza łatwiej wchodziłaby do głów 😉
To nie jest moje pierwsze spotkanie z twórczością Krzysztofa Bochusa i już wiem, że umie w opowiadanie historii, a właściwie w malowanie obrazów słowami. Oczarowuje, hipnotyzuje, bierze za rękę i prowadzi coraz dalej. A robi to tak, że czytelnik staje się niemym świadkiem wydarzeń, nie tylko widzi, ale też czuje i przeżywa. Serio uwielbiam Autora – to kolejny na mojej liście, po którego książki sięgam w ciemno. Mogłoby w ogóle nie być na okładce tytułu ani ilustracji, samo nazwisko wystarczy.
Lapis lazuli – recenzja subiektywna
Długość – 394 strony to naprawdę dużo, szczególnie jak na dzisiejsze standardy. I nie nudziłam się nawet przez chwilę! Czy mogłoby być dłużej? Chyba nie. Wszystkie wątki zamknięte, historia zakończona. No może poza sprawami osobistymi Adama Berga, ale te zawsze mają ciąg dalszy.
Trupy – no wiecie, akcja częściowo dzieje się w czasie wojny, więc jakby ich obecność jest usprawiedliwiona.
Humor – pojawił się kilka razy, taki zdawkowy i lekko podszyty sarkazmem, ale bardzo mi się podobał.
Widoczność liter – jestem skłonna się upierać, że w tej książce liter nie ma, chociaż technicznie to chyba niemożliwe. Ja jednak ich nie widziałam. Ale to było do przewidzenia, w dobrych książkach liter nie widać.
Ogólnie powiem tak: lektura tej książki to na pewno nie jest stracony czas. To coś więcej niż banalna historia i w ogóle więcej niż tylko książka. Czytajcie – nie zawiedziecie się.
Dla kogo jest Lapis lazuli?
Kryminały i sensacje są dla fanów kryminałów i sensacji i tu nie ma co wyważać otwartych drzwi. Jednak dałabym tę książkę też historykom i fanom historii, bo wiele tu smaczków, które mogły im umknąć. Teoretycznie to kolejna książka ze znanymi bohaterami, ale nie wydaje mi się, żeby to miało znaczenie. Można ją przeczytać jako samodzielną pozycję. Bez oporów dałabym młodzieży.
