Lodowa pułapka – James Rollins
Tytuł: Lodowa pułapka
Autor: James Rollins
Oprawa: miękka
Liczba stron: 496
Rok wydania: 2025
Wydawnictwo: Wydawnictwo Albatros
Moją sympatię do Jamesa Rollinsa trudno ukryć. Od wielu lat jestem jego fanką i z niecierpliwością wypatruję kolejnych losów zespołu Sigma, ale równie chętnie sięgam po jego powieści niezależne od tej serii. Tak właśnie jest z „Lodową pułapką” – historią odrębną, zamkniętą, choć z miłym akcentem dla wiernych czytelników. Pojawienie się Kowalskiego z Sigmy było dla mnie naprawdę przyjemnym zaskoczeniem.
O czym jest „Lodowa pułapka”?
Akcja zaczyna się z grubej rury w kilku różnych miejscach. Czasami miałam wrażenie pogubionej, lecz im bliżej połowy powieści, tym wątki bohaterów skupiają się w jednym miejscu. Wyobraźcie sobie dryfującą stację badawczą na Arktyce, pod którą – głęboko w lodzie – zostaje odkryte coś, co nie powinno istnieć. Opuszczona baza z czasów zimnej wojny, a w niej… tajemnica, która może zmienić losy świata. Mamy tu grupę naukowców, amerykańskich komandosów, Rosjan, łodzie podwodne i tempo, które sprawia, że strony przewracają się same. To początek wyścigu z czasem.
Rollins jak zwykle bardzo sprawnie łączy sensację z nauką i teoriami spiskowymi. Motywy eksperymentów, niekontrolowanych odkryć i ich konsekwencji są tu poprowadzone w sposób dynamiczny i wciągający. Autor nie poprzestaje na jednym pomyśle – dokłada kolejne elementy układanki, stopniowo podkręcając napięcie. Każde odkrycie prowadzi do następnego, jeszcze bardziej niepokojącego.
To książka, która praktycznie nie zwalnia – krótkie rozdziały, częste zwroty akcji i równoległe wątki sprawiają, że trudno się od niej oderwać. Tu liczą się emocje i nieustanne poczucie zagrożenia – a tych zdecydowanie nie brakuje.
Największym atutem powieści pozostaje jednak klimat. Arktyczna pustka, wszechobecny mróz i izolacja zostały tak oddane, że włoski na rękach stają ci dęba. Łatwo wyobrazić sobie tę bezkresną, lodową przestrzeń, nękaną przeraźliwą wichurą, w której każdy błąd może kosztować życie, a prawda okazuje się znacznie bardziej niebezpieczna, niż początkowo się wydawało. Za każdym zakrętem lodowego labiryntu czyha śmierć, a chwilowa ulga po ucieczce przed rosyjskimi kulami okazuje się złudna – gdyż bohaterowie trafili z przysłowiowego deszczu pod rynnę.
Dla kogo książka?
Jeśli lubicie thrillery, które nie są tylko o morderstwach, ale mają w sobie nutkę przygody w stylu Indiany Jonesa połączoną z nowoczesną technologią i nauką – będziecie zachwyceni. Idealna opcja na oderwanie się od rzeczywistości. Tylko ostrzegam – ciężko się od niej odkleić, więc miejcie pod ręką duży zapas herbaty!
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Albatros
