Mister O’Lui szuka szczęścia – Silke Siefert
Tytuł: Mister O’Lui szuka szczęścia
Autor: Silke Siefert
Przekład z niemieckiego: Urszula Pawlik
Liczba stron: 36
Premiera: 2026
Wydawnictwo: Skarpa Warszawa
Z sympatycznym bobrem Misterem O’Lui polscy czytelnicy spotykają się po raz pierwszy. To debiut autorki Silke Siefert na naszym rynku książki dziecięcej. Przyznam, że bardzo czekałam na tę książkę – głównie ze względu na jej intrygujący i ponadczasowy tytuł: „Mister O’Lui szuka szczęścia”. Zastanawiałam się, w jaki sposób można opowiedzieć dzieciom o tak abstrakcyjnym pojęciu jak szczęście.
Książeczka przeznaczona jest dla dzieci od 3. roku życia, jednak ze względu na prostą fabułę sądzę, że szczególnie spodoba się młodszym czytelnikom. Nie znajdziemy tu dynamicznej akcji – to raczej spokojna, wyciszająca opowieść, idealna do czytania przed snem. Skłania do refleksji i w delikatny sposób porusza temat emocji.
Na uwagę zasługuje także sposób wydania książki. Już na pierwszych stronach znajdziemy krótkie przedstawienie bohaterów – Mistera O’Lui oraz Ruperta. Dowiadujemy się, gdzie mieszkają, co lubią, a także poznajemy ich najważniejsze przeżycia. Całość uzupełniają urocze ilustracje, które pomagają lepiej poznać postacie. Z kolei na końcu książki czeka na nas dodatkowa niespodzianka – informacje o innych przygodach Ruperta oraz prosty przepis na wykonanie biedronki. Zdecydowanie zamierzam go przetestować razem z moim 2,5-latkiem.

Fot. Archiwum prywatne
Historia rozpoczyna się, gdy uroczy bóbr Mister O’Lui, siedząc z kubkiem gorącego kakao i kanapkami z żółtym serem oraz marmoladą, czyta gazetę. Trafia w niej na pytanie dotyczące szczęścia – i od tego momentu zaczyna się zastanawiać, czym ono właściwie jest i jak wygląda. Na początku wyobraża sobie szczęście jako „wyślizgującą się z łapek mokrą rybę”, dlatego postanawia zabrać ze sobą wędkę. Wyrusza na poszukiwania i po drodze spotyka małego warchlaczka – Ruperta. Początkowo nie poświęca mu zbyt wiele uwagi, zastanawiając się nawet, czy przypadkiem świnka nie ma w plecaku szczęścia.
Mister O’Lui odwiedza różne miejsca – staw, mały lasek w poszukiwaniu trufli – i za każdym razem próbuje odnaleźć szczęście w czymś innym. Rupert kilkukrotnie pojawia się na jego drodze, a nawet ratuje go przed zjedzeniem muchomora.

Fot. Archiwum prywatne
Bóbr próbuje odnaleźć szczęście także w symbolach: dmuchawcach, które chce zdmuchnąć, by pomyśleć życzenie, biedronce uznawanej za znak szczęścia czy czterolistnej koniczynie. Za każdym razem jednak coś idzie nie tak – a często „winowajcą” okazuje się właśnie niezdarny, ale pełen energii Rupert.
Zmęczony i rozczarowany Mister O’Lui wraca do domu. Wieczorem, siedząc w swoim ulubionym fotelu z kubkiem kakao, dochodzi do wniosku, że wcale nie czuje się szczęśliwy.
I wtedy nagle dociera do niego, że czegoś mu brakuje – obecności małego warchlaczka.

Fot. Archiwum prywatne
W tej samej chwili ktoś puka do drzwi. To Rupert… z walizką. Mister O’Lui początkowo obawia się najgorszego, ale szybko okazuje się, że świnka chce się do niego wprowadzić. Wtedy bohater uświadamia sobie, że właśnie teraz czuje się naprawdę szczęśliwy. Bo szczęście to relacje, bliskość, przyjaźń i obecność drugiej istoty.
Na koniec warto podkreślić, że „Mister O’Lui szuka szczęścia” to nie tylko piękna opowieść dla najmłodszych, ale także subtelna lekcja dla dorosłych. Pokazuje, że szczęścia nie da się znaleźć na siłę ani zamknąć w przedmiocie czy talizmanie. Pojawia się ono tam, gdzie jest bliskość, uważność i gotowość do bycia razem. W świecie pełnym pośpiechu książka przypomina, że najprostsze relacje mają największą wartość – i że czasem trzeba się zatrzymać, by naprawdę je dostrzec. Serdecznie polecam tym młodszym i starszym.
Dziękuję wydawnictwu Skarpa Warszawska za egzemplarz książki.
