Morderstwo w trzech aktach – Małgorzata Starosta
Tytuł: Morderstwo w trzech aktach
Autor: Małgorzata Starosta
Oprawa: miękka
Liczba stron: 237
Rok wydania: 2025
Wydawnictwo: Chmury
O czym jest Morderstwo w trzech aktach?
Sam pomysł na książkę mnie zachwycił. Zwykle w kryminałach zwłoki leżą w mieszkaniu, samochodzie, lesie, pustostanie, albo wyławia się je z jeziora. Tutaj zupełnie inaczej – trup grzecznie leży na scenie w teatrze, a umiera całkiem estetycznie w czasie spektaklu. A że akurat ten aktor – Wiktor Solski – miał „umrzeć” w czasie przedstawienia, to początkowo nikt się nie zorientował, że nie udaje.
Śmierć na scenie to nie byle co, bo umówmy się – grupa osób, które mogą do niej doprowadzić, jest raczej nieliczna – ograniczona do aktorów i pracowników zakulisowych – techników, garderobianych, oświetleniowców i wszystkich tych, których nie widać, a dzięki którym przedstawienie w ogóle się odbywa. Policja szybko dochodzi do wniosku, że to tam trzeba szukać sprawcy, ale poszukiwania w gronie między innymi aktorów wcale nie są łatwe. Wszak oni po mistrzowsku umieją kłamać w żywe oczy. Jak takich przesłuchiwać?
Nietypowa sprawa wymaga nietypowych metod, dlatego policji pomagają aktywnie dwie osoby – Janina Rampel, zwana cudowną Janeczką, oraz Filip Marlot, jej siostrzeniec, emerytowany policjant. O ile emeryt jest dość przewidywalny i poukładany, to jego ciotka – ratuj się kto może! Ma silną osobowość i nie waha się jej używać!
Jak się czyta Morderstwo w trzech aktach?
Zupełnie nie wiem, dlaczego myślałam, że Morderstwo w trzech aktach będzie komedią kryminalną. No, może dlatego, że ktoś mi kiedyś na Instagramie napisał, że Małgorzata Starosta pisze głównie tego typu książki i sama siebie zasugerowałam. W związku z tym początek lektury był dla mnie trochę dezorientujący – miałam się przecież śmiać, gdzie te powody do śmiechu?! Ale jak już mi te oczekiwania przeszły, to uznałam, że mam do czynienia z naprawdę udaną książką. Może nie jest śmieszna, ale jest lekka, łatwa, przyjemna, a przy tym zdrowo zagmatwana i ogólnie napisana tak, jak powinien być napisany rasowy kryminał.
Morderstwo w trzech aktach jest kontynuacją powieści Morderstwo odbyło się. Tak przynajmniej głosi okładka. Nie czytałam i nie umiem ocenić, czy to faktycznie kontynuacja, ale tak trochę wątpię. Raczej nowa pozycja z tymi samymi bohaterami, kolejna część serii, ale czy faktycznie kontynuacja? W żadnym momencie nie poczułam, że brakuje mi wiedzy na temat konkretnego wątku czy osoby. Gdyby mi nikt tego nie zasugerował, upierałabym się, że to całkowicie samodzielna powieść z dobrze zarysowanymi i bardzo pełnokrwistymi bohaterami, z którymi od razu się zaprzyjaźniłam, co przy kontynuacjach wcale nie jest takie oczywiste. Cudowną Janeczkę widzę jako elegancką damę w wieku senioralnym, obowiązkowo w dużym kapeluszu. Powinna też mieć rękawiczki, nawet latem. Filip Marlot jawi mi się jako mężczyzna w średnim wieku, raczej uległy i posłuszny energicznej ciotce. Natomiast komisarz January Cynk w moich wyobrażeniach jest duży i prze do przodu niczym taran. Nie wiem, na ile moje wizje pokrywają się z intencjami autorki, ale są moje i nie będę się ich pozbywać. Do samych bohaterów chętnie wrócę, bo naprawdę są sympatyczni i na swój sposób magnetyczni. Chce się przebywać w ich towarzystwie.
Morderstwo w trzech aktach – recenzja subiektywna
Długość – no niewiele, bo zaledwie 237 stron. Niby sztuki teatralne też dużo nie mają, a tu wszystko się kręci wokół teatru, no ale jednak mało.
Humor – z tym mam spory problem, bo co prawda ja się przy książce nie śmiałam, ale ogólnie tekst jest bardzo lekki i jakoś tam humorem podszyty. Nie wykluczam, że poczucia humoru Autorki i moje się nie zsynchronizowały, i znajdą się osoby, które przy czytaniu będą płakać ze śmiechu.
Trupy – skoro sam tytuł mówi o morderstwie, to nie będzie spojlerem przyznanie, że faktycznie trup w książce pada.
Widoczność liter – trochę mi zajęło wejście w tę książkę i złapanie odpowiedniego rytmu, może dlatego, że nastawiłam się na komedię, mój błąd. No więc na początku te litery faktycznie były, ale potem zniknęły. Myślę, że gdy sięgnę po kolejną tego typu pozycję spod pióra pani Małgosi, to już ich nie będzie.
Dla kogo jest Morderstwo w trzech aktach?
I tu mam mały problem. Bo w moim odczuciu to jest kryminał i to taki trochę w starym stylu, ale wiele osób może odebrać książkę jako komedię kryminalną. Na pewno dla fanów zagadek i główkowania, odpowiedź wcale nie jest podana na tacy. Myślę, że jednakowo dla kobiet i mężczyzn, a i młodzież, nawet ta młodsza, też może czytać bez urazy dla psychiki.
