Ognisty przypływ – James Rollins
Tytuł: Ognisty przypływ
Autor: James Rollins
Cykl: Sigma (tom 17)
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 512
Rok wydania: 2025
Wydawnictwo: Wydawnictwo Albatros
Są tacy autorzy, do których wraca się jak do ulubionej kawiarni. Niby wiecie, czego się spodziewać, a jednak za każdym razem smakuje tak samo dobrze albo i lepiej. James Rollins to dla mnie właśnie taki „pewniak”. Kiedy w moje ręce wpadł siedemnasty już tom serii Sigma Force – „Ognisty przypływ”, cieszyłam się jak dziecko.
O czym jest Ognisty przypływ?
Rollins po prostu ma „to coś”, które sprawia, że otwiera się książkę „tylko na jeden rozdział”, a nagle orientujecie się, że jest druga w nocy, a Wy jesteście w środku dżungli albo na dnie oceanu.
Zacznijmy jednak od początku. Wszystko zaczyna się od zapisków o potwornym wybuchu wulkanu Tambora w XIX wieku. Ten kataklizm nie tylko zrównał z ziemią okolicę, ale realnie zmienił klimat na całym globie. Pytanie brzmi: czy historia właśnie zatacza koło? Jedno jest pewne – na spokój nie macie co liczyć.
Sielanka ekipy Sigmy pryska szybciej, niż można by się spodziewać. Brutalny atak wyjątkowo zawziętej przeciwniczki – działającej na zlecenie kogoś znacznie potężniejszego – zmusza ich do ucieczki. A to dopiero początek, bo w tle budzą się potężne siły natury: trzęsienia ziemi i fale tsunami, które nie biorą jeńców.
Równolegle w stacji badawczej Tytan dwie młode naukowczynie trafiają na ślad nieznanego dotąd gatunku koralowca. Zanim jednak zdążą go w ogóle zbadać, lawina niespodziewanych zdarzeń stawia pod znakiem zapytania życie ich oraz tysięcy ludzi.
Wzdłuż rowu Tonga aż po Indonezję budzi się cały ognisty łańcuch wulkanów, a kolejne, coraz silniejsze wstrząsy zwiastują zagładę. Sigma desperacko próbuje zrozumieć, co stoi za tą nagłą aktywnością. Czy to tylko natura, czy może ktoś celowo pociąga za sznurki?
Więcej wam nie zdradzę… Musicie przeżyć to na własnej skórze.
Z bohaterami Sigmy nie da się nie zżyć. To ludzie z krwi i kości, ze swoimi lękami i specyficznym poczuciem humoru. Myślę, że każdy z nas znajdzie tam swojego ulubieńca. Mimo że to 17. tom, Rollins nie popada w rutynę, nie daje czytelnikowi i swoim bohaterom choć chwili wytchnienia.
Dla kogo jest ta książka?
Jeśli szukacie odskoczni od codzienności, pracy i miliona spraw na głowie – to jest to. To świetna rozrywka, która funduje nam rollercoaster emocji, tempo najlepszych filmów akcji. Czy trzeba znać poprzednie części? Niby nie, bo każdy tom to osobna zagadka, ale ostrzegam: jak zaczniecie, to będziecie chcieli nadrobić wszystkie poprzednie szesnaście tomów!
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Albatros
