Syn wiatru. Bękart – Anna Stryjewska
Tytuł: Syn wiatru. Bękart
Autor: Anna Stryjewska
Kategoria: powieść obyczajowa
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
Oprawa: miękka
Liczba stron: 320
Data wydania: 2026-02-11
Jeśli tak jak ja kochacie książki, które czyta się jednym tchem, „Syn wiatru. Bękart” autorstwa Anny Stryjewskiej to opowieść idealna dla Was. Ta historia trafia w serce i zmusza do refleksji nad losem bohaterów i życiową (nie)sprawiedliwością. Gdy tylko do niej usiadłam, widziałam, że nie wypuszczę jej z rąk do ostatniej kartki. A gdy ta już nastała, żałowałam, że niczego więcej się już nie dowiem. Na szczęście to dopiero początek perypetii Szymka Gołębiewskiego.
Czego możecie spodziewać się w powieści „Syn wiatru. Bękart” ?
Historia zaczyna się bardzo dramatycznie, od pierwszych stron czuć ciężar emocji, które towarzyszą głównemu bohaterowi, Szymonowi. Poznajemy go jako malutkiego chłopczyka, chwilę przed śmiercią mamy. Po tragicznych wydarzeniach opiekę nad osieroconym brzdącem przejmuje babcia. Niestety dla Szymona kobiecie, zapewne przez trudne życiowe doświadczenia, brakuje cierpliwości do chłopca, więc różnie w domu bywa. W dodatku łatka bękarta (oficjalnie ojciec nieznany) w życiu nie pomaga. To lata 80., dzieci wychowuje się twardą ręką, czego Szymek wielokrotnie doświadcza. Koledzy czy sąsiedzi także nie zawsze potrafią/chcą trzymać język za zębami, więc młody narażony bywa na nieprzyjemności. Szczęśliwie dla chłopaka obecność wujka Wacka, mężczyzny z sercem na dłoni, łagodzi codzienne przykrości.
Nasz bohater, mimo kłód rzucanych pod nogi, radzi sobie bardzo dobrze. Z każdym rokiem wyrasta na coraz bardziej zahartowanego, bystrego i obrotnego chłopaka. Nic jednak nie może trwać wiecznie i splot różnych wydarzeń powoduje, że Szymon traci najpierw wsparcie wuja, później ostatniej ostoi normalności, czyli babki. Co by o niej nie myśleć, to jednak kochała wnuka na swój sposób.
Gdy Szymon zostaje sam, trafia do domu dziecka. Mimo że lepiej mieszkać tam niż na ulicy, nie jest to wymarzone miejsce dla Szymka. Dom dziecka rządzi się twardymi prawami, które nie ułatwiają odnalezienia poczucia sensu i bezpieczeństwa. Mimo tego chłopak zdobywa przyjaciół, choć i tego nie może doświadczyć w pełni. Życie rozczarowuje, o czym Szymon wie aż za dobrze. Od czasu do czasu pojawia się tajemnicza postać, która niczym cień czuwa, by nie działa mu się większa krzywda.
Moje wrażenia po lekturze „Bękarta„
O mamo, dzieje się tu, dzieje… Co więcej mogę napisać o tej historii? Jest wciągająca, wzruszająca, pełna bólu, rozczarowania i jednocześnie nadziei. Emocji nie brakuje, momentami są wręcz przytłaczające. Trudno nie odczuć smutku lub gniewu wobec niesprawiedliwości, jakiej doświadcza bohater, bo przecież życie ma trudne od kołyski. A ile takich dzieci istnieje naprawdę? Krzywda dziecka boli, nawet jeśli to tylko fikcyjna opowieść.
Choć nie jest to historia, która daje oczywiste pocieszenie, niesie jakąś nadzieję. Zmusza do refleksji nad tym, jak wiele zależy od nas samych, a ile to po prostu zrządzenie ślepego losu. Inną kwestią jest fakt, ile znaczy dla człowieka miłość, akceptacja i poczucie bezpieczeństwa.
„Syn wiatru. Bękart” to książka, która zapada w pamięć. Polecam ją każdemu, kto gotowy jest na emocjonalną podróż, nie zawsze łatwą, ale wartą przebycia. O wiele prościej docenia się to, co mamy, dlatego jest wartościowa. Ja przeczytałam „Bękarta” z przyjemnością i „na jednym wdechu”, więc czekam z niecierpliwością na kolejną część opisującą losy dorastającego Szymona.
