4 godziny temu

Winda do miłości – Magdalena Witkiewicz, Alek Rogoziński

Tytuł: Winda do miłości
Autorzy: Magdalena Witkiewicz i Alek Rogoziński
Oprawa: miękka
Liczba stron: 302
Rok wydania: 2026
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska

O Mamma Mia! I co ja najlepszego narobiłam?! Przeczytałam książkę, którą chyba trzeba ustawić na półce z napisem: „Komedie romantyczne”. Nie znam się na tym, nie mam porównania do niczego, nie czytuję takowych, no może z wyjątkiem książek Abby Jimenez, sama nie wiem dlaczego. I teraz mam napisać recenzję?! Książki bez trupów?! No to sobie piwa nawarzyłam, nie ma co…

O czym jest Winda do miłości?

Nad kamienicą przy ulicy Miłosnej w Warszawie wisi klątwa. Wierzą w nią absolutnie wszyscy mieszkańcy i jeszcze kilka innych osób. Klątwa jest dość osobliwa – sprawia, że nikt, kto w kamienicy mieszka, nie może zaznać szczęścia w miłości. Ba! Nawet osoby, które bywały tu tylko czasem, odczuły jej działanie!
Nieświadoma złych mocy, świeżo porzucona przez narzeczonego Klara, kupuje w owej kamienicy mieszkanie. Jest tanio, widok z okna, fajny, co prawda trzecie piętro, ale z windą, a trzy pokoje to nie w kij dmuchał. Szybko okaże się, że winda nie działa, a w zasadzie działa dziwnie, bo jeździ, kiedy chce i to niekoniecznie, gdy ktoś do niej wsiądzie.
Do tej samej kamienicy wprowadza się też Radosław – czasowo, bo jako młody i dociekliwy dziennikarz postanawia zbadać, na czym dokładnie ta klątwa polega i czy w ogóle istnieje.

Oboje trafiają na pogrzeb jednej z mieszkanek bloku (obecność obowiązkowa!), a zaraz potem na zebranie wspólnoty, na którym zapada decyzja, że to Klara, jako osoba ciągle jeszcze z zewnątrz, przeszuka mieszkanie zmarłej sąsiadki i spróbuje znaleźć kontakt do spadkobierców. Klara jest dokładna, Radosław dociekliwy, historia pachnie grubą intrygą, a ktoś bardzo nie chce, by ujrzała ona światło dzienne. No i jest jeszcze klątwa, która wręcz zabrania wierzyć w dobre zakończenia. Mało tego, jest cała masa dowodów na jej działanie. I jeszcze więcej osób, które w nią wierzą…

Jak się czyta Windę do miłości?

Chciałam napisać, że zaskakująco dobrze, jak na książkę, w której nikt nikogo nie zamordował i trup nie ściele się gęsto, ale zaraz potem pomyślałam, że skoro jednym z autorów jest Alek Rogoziński, to nie mogło być inaczej. Czytało się dobrze i żadne to zaskoczenie. Z pisarstwem Magdaleny Witkiewicz zetknęłam się pierwszy raz, ale myślę, że na tym się nie skończy. Bardzo mi się atmosfera tej książki idealnej pod zimowy kocyk spodobała. Straszno nie było, ale śmiesznie już tak, momentami nawet bardzo i dlatego upieram się, że to komedia romantyczna z naciskiem na słowo „komedia”. Przy nocnych scenach tworzenia muzyki prawie się udusiłam ze śmiechu.

Winda do miłości to historia pełna ciepła, lekko zakręcona, ale w sumie dość przewidywalna. Raczej krótka i czyta się bardzo szybko. Wciąga jak na „obyczajówkę” naprawdę zaskakująco. Raczej nie skłoni mnie do porzucenia krwistych kryminałów, ale nie wykluczam, że za pół roku znowu sięgnę po coś podobnego. Ot tak, dla rozrywki. Bo to była rozrywka i to naprawdę przednia.

Winda do miłości – recenzja subiektywna

Długość – no krótko, 302 strony, niby wystarczająco, bo komedia romantyczna to gatunek, którego nie można nadmiernie przedłużać, ale… mogłoby być ciut więcej.

Trupy – co prawda historia zaczyna się od pogrzebu Marianny, więc teoretycznie jakiś trup jest, ale to bardziej naciągane niż moja ocena z fizyki w podstawówce.

Humor – a jego to akurat jest tu bardzo dużo i chwała Autorom za to.

Widoczność liter – nie, tu nie ma liter, tu jest beznadziejna kamienica, której jedynym przeznaczeniem ma być rozbiórka ze względu na stan techniczny oraz jej lokatorzy – co to są za indywidua! Tak sobie myślę, że jakby ktoś zechciał Windę do miłości sfilmować, to za rok na walentynki mielibyśmy fajny przebój kinowy. W roli Klary widzę Elizę Rycembel, Radkiem mógłby być Bartosz Gelner.

Dla kogo jest Winda do miłości?

Kiedyś zaprzyjaźniony bibliotekarz powiedział mi, że romanse najczęściej wypożyczają emerytki, więc… dla emerytek też. No ale bez przesady! To naprawdę fajna książka, zabawna, ciepła, angażująca, ale nieprzesadnie, idealna na wieczorne czytanko pod kocykiem albo do zabrania w podróż. Tylko pamiętajcie – w miejscach publicznych na własną odpowiedzialność! Zamierzam dać ją mojemu mężowi i myślę, że z przyjemnością przeczyta, trochę go znam 😉
Gdybym miała celować w konkretną grupę czytelników, powiedziałabym, że to pozycja dla fanów książek obyczajowych z dużą dozą humoru i romansem w tle. Dokładnie tak to wyglądało.

 


Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Skarpa Warszawska

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close