Zwłokomat – Iwona Banach
Tytuł: Zwłokomat
Autor: Iwona Banach
Oprawa: miękka
Liczba stron: 382
Rok wydania: 2026
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
O czym jest Zwłokomat?
Bez względu na to, jak bardzo sztuczna inteligencja zechce zawładnąć naszym życiem, niektóre rzeczy będą potrzebne ludziom zawsze i będą musieli się nimi sami zająć. Mowa nie tylko o jedzeniu, leczeniu i spaniu, ale też… zakładach pogrzebowych. Bo ludzie umierać nie przestaną, na to się nie zanosi. A skoro umierają, to można na tym zarobić. Gorzej, gdy ktoś uzna, że sam zakład pogrzebowy to za mało i zechce zarobić więcej, wydając córkę za mąż za miejscowego idiotę. Bo osobnik zwany słodko Bobasem niewątpliwie jest idiotą, poza tym synem dość bogatego ojca. Judyta natomiast, córka właściciela zakładu pogrzebowego, z pewnością idiotką nie jest, co rodzi swego rodzaju konflikt interesów. Dodajmy do tego trąbę powietrzną, która przejdzie przez Pokusy Dolne i zdrowo namiesza. Tam się naprawdę dzieje i to nie tylko w obrębie zwłok! Iwona Banach umie w zakręcone historie, w których wszystko jest możliwe, a zjawiska absurdalne w zasadzie są na porządku dziennym. Zwłokomat to wycinek z życia mieszkańców miasteczka Pokusy Dolne, ale też satyryczny obraz naszych czasów. Tacy właśnie jesteśmy, czy nam się to podoba, czy nie.
Jak się czyta Zwłokomat?
Śmiesznie, ale to jakby oczywiste. Kocham Iwonę Banach za jej mimochodem rzucane uwagi, które niby brzmią beztrosko i niewinnie, a efektem jest niepohamowany wybuch śmiechu i podejrzane spojrzenia rodziny. Gdybym czytała w miejscu publicznym, niechybnie ktoś by się popukał w czoło.
Zwłokomat to bardzo logicznie poukładana historia, co może trochę się kłóci z mocno rozrywkowym charakterem książki, ale tak właśnie jest. Nic tu nie jest przypadkowe, choć czasem może na takie wyglądać. Jednak w rzeczywistości czytelnik dostaje wiarygodny ciąg wydarzeń i ciężko w nim cokolwiek podważyć, nawet latające dachy (trąby powietrzne tak mają) i lokalne czarownice, bo w niektórych regionach naszego kraju znachorki i zaklinaczki rzeczywistości ciągle mają się całkiem dobrze. Mam też wrażenie, że ta książka jest jakby nieco bardziej kameralna niż poprzednie, na swój sposób spokojniejsza. Nie wiem, na czym to polega, ale jest inaczej. I bardzo mi się to inaczej podobało.
Gdybym miała wskazać ulubionego bohatera bądź bohaterkę, byłaby to Klementyna, która co prawda nie jest postacią pierwszoplanową, za to ma charakter i zasady, do tego nie daje sobie w kaszę dmuchać. Te cechy odziedziczyła jej wnuczka – Judyta – ale do klasy babci jeszcze jej trochę brakuje. Najbardziej denerwujący natomiast w moich oczach był Bobas – młodzieniec, który nie zwykł się pracą kalać, do świata miał dość lekceważący stosunek, a już do uwielbiających go kobiet w szczególności. Zresztą kobiety w osobie Baśki i Marlenki też mnie irytowały, bo ich jedyną ambicją było usidlić Bobasa i dorwać się do pieniędzy jego ojca. Za to bardzo podobał mi się Hieronim, pewien emerytowany policjant, który trochę namieszał…
Zwłokomat – recenzja subiektywna
Długość – całkiem w porządku, 382 strony to dość, by wszystko fajnie opisać i zostawić miejsce na dogłębną wciągnięcie się w akcję. Kocham długie książki właśnie za tę dawkę emocji, której króciaki nie są w stanie zapewnić.
Trupy – no… jest zakład pogrzebowy to i trup się znajdzie.
Humor – tak, tak, tak i jeszcze raz tak! Tego humoru jest tu pełno na każdej stronie, a Zwłokomat, chociaż brzmi makabrycznie, można śmiało zapisywać jako antydepresant.
Widoczność liter – nie no, jakich liter?
Subiektywnie i bez żadnych oporów powiem: bierzcie i czytajcie, nie zawiedziecie się. Iwonka nigdy nie zawodzi, a jej inteligentny dowcip po prostu kocham i doceniam tym bardziej, że niestety w literaturze takowego coraz mniej.
Dla kogo jest Zwłokomat?
Zwłokomat to klasyczna komedia kryminalna z dość ciekawymi elementami obyczajowymi, więc z pewnością spodoba się wszystkim, którzy zechcą pokwiczeć ze śmiechu nad trupem, ale i wnikliwym obserwatorom codziennego życia. To książka z gatunku lekkich, łatwych i przyjemnych, choć jak zwykle u Iwony Banach znajdzie się kilka miejsc na zadumę i refleksję. Na pewno dla dorosłych, którzy mają poczucie humoru, bo bez tego się nie obejdzie. Młodzieży też bym dała, chociaż padają niecenzuralne słowa, padają. Jednak, jak to moje dziecko mówi: Mam za sobą podstawówkę i budowę po sąsiedzku, co mnie jeszcze zaskoczy?
