Magiczna dziesiątka, czyli kto mieczem wojuje…


Radzenie sobie z emocjami, zwłaszcza tymi negatywnymi, to trudna sztuka. Teoretycznie powinniśmy ją opanować w dzieciństwie, najdalej w okresie dojrzewania. Dorosły człowiek powinien umieć zapanować nad sobą, nawet w ekstremalnych sytuacjach. Ewentualnie później może odreagować, ale to dopiero później.



Teoria teorią, a życie życiem. Jako świadoma matka (lubię tak o sobie myśleć, cokolwiek to pojęcie nie znaczy) staram się nauczyć moje dziecko tej trudnej sztuki trzymania nerwów na wodzy. Staram się, co nie znaczy, że mi wychodzi. Bywa, że moje dziecko zaczyna, w moim pojęciu, kompletnie bez powodu, zdradzać objawy braku równowagi emocjonalnej. No i zonk. Oczywiście powody jakieś zawsze są, ale nie w tym rzecz. Problem raczej w tym, że o powrót do równowagi wcale nie jest łatwo. I nawet jeśli dziecko ma świadomość, że musi się uspokoić, to po prostu nie umie. Dorośli też nie do końca sobie z tym radzą…

Na dziecko nie ma jednej metody. To, co działa dziś, nie musi działać jutro. Było już stawianie do kąta (nie tyle za karę, co żeby się wyciszyć – kąt to dobre miejsce do tego celu, szczególnie dla dziecka, bo jakby ma ograniczoną ilość bodźców). Było wysyłanie do pokoju, było dawanie buziaków (działa rozśmieszająco i ułatwia odzyskanie równowagi). Ostatnio na topie jest liczenie do dziesięciu.
– Kotek, jak nie dajesz rady, czujesz, że zaczniesz krzyczeć, to weź głęboki oddech i policz do dziesięciu.
– I co wtedy będzie?
– Uspokoisz się.
– A jak nie?
– To policz jeszcze raz.

Znacie to amerykańskie: wszystko cokolwiek powiesz, może być użyte przeciwko tobie? W wersji rodzicielskiej brzmi: wszystko cokolwiek powiesz, BĘDZIE użyte przeciwko tobie.

Przyszedł dzień, gdy i mnie puściły nerwy. Bywa. Dużo pracy, mało czasu, stres… W ramach samouspokajania się wyszłam do kuchni, żeby przez chwilę pobyć na osobności. Z pokoju dobiegł mnie głos Duśki:
– Policz do dziesięciu.
– Nie działa – odwarknęłam może mało grzecznie, za to najzupełniej szczerze.
– To policz jeszcze raz.

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Kiedyś przestanę być kobietą ze stali


Wiecie jak to jest być “nie do zdarcia”? Pewnie wiecie, założę się, że to nie tylko ja zaciskam zęby, gdy mi coś nie pasuje i choćbym miała paść na twarz, robię swoje. I dobrze to i źle, bo niby fajnie jak sobie ze wszystkim radzimy, ale jak ukoić emocje, które wręcz buzują w naszych głowach? Tylko czasem nadchodzą takie dni, w których wszystko się sprzysięga i czuć beznadzieją, w której nikt nie przewidział miejsca na łzy.

Jakiś czas temu miałam taki dzień, w którym utrzymać nerwy na wodzy, to jak wygrać w totolotka. Nawał pracy redakcyjnej, obowiązki domowe, trójka dzieci + rwa kulszowa oraz moja chora krtań. I oto nadszedł czas sądu.

Brak czasu na dopięcie choć jednej rzeczy do końca, temat działki pod dom i związane z tym wydatki, a na deser ściana, którą całą moje dziecko wymazało długopisem. Młody stał na łóżku i smarował po niej, a ja nie zauważyłam tego! Tzn wiedziałam, że “coś” robi bo zapadła cisza, ale jak weszłam do pokoju, dopiero TO zobaczyłam.

Ściana od dołu do góry wymazana, bez szans na starcie tego ze zwykłej farby. I wtedy coś we mnie pękło, zwyczajnie usiadłam i się poryczałam. Nie, najpierw skrzyczałam dzieciaka i dopiero usiadłam i zapłakałam. Coś tam jeszcze ponarzekałam, że zrobił się syf jak w melinie i że będą teraz tak mieszkać, bo ja im nie pomaluję na nowo pokoju…

A po tym zabrałam psa na spacer. Szłam i powstrzymywałam łzy, żeby się nie poryczeć. A mogłam dać sobie siana, pewnie byłoby mi łatwiej. Nie mogę być wiecznie babą ze stali, ale obowiązki każą trzymać fason. Dawać radę, nie mazać się i iść do przodu, choćby po trupach. Tak powinno być zgodnie ze schematem kobiety współczesnej, niezależnej, niewiszącej na swoim facecie. Ale czy jestem? Nie wiem. Wiem tylko, że najtrudniej zadowolić siebie samą, bo z innymi idzie mi znakomicie.

* Moją równowagę psychiczną niespodziewanie przywróciła zaprzyjaźniona H. Poskarżyłam się na całą sytuację i napisałam, że muszę wyjść, bo nie daję rady. W odpowiedzi napisała mi tak:

oj tam, dobra melina nie jest zła,

szybciej dom zbudujesz :)

No i jak tu się dłużej gniewać na życie?

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Brzuchowi na ratunek, czyli najprostsze sposoby na poprawę trawienia i świąteczne przejedzenie


Święta, święta i po świętach. Tak jak szybko przyszły, tak prędko minęły. I zapewne gdyby nie przepełnione jedzeniem brzuchy, równie szybko można by było o nich zapomnieć. Ale kto nie potrafił sobie odmówić i dał się zwieść podstępnym zapachom, kusząco wyglądającym ciastkom, czy innym kapustom, dziś może kwiczeć. I raczej się kulać, niż swobodnie chodzić ;-) 

Ale spokojnie, jest kilka prostych, naturalnych sposobów, które mogą nieco poprawić trawienie, złagodzić dolegliwości żołądkowo-jelitowe i tym samym przynieść ulgę zmęczonemu brzuchowi, a jego właścicielowi poprawić samopoczucie.

ZIOŁA
Szybką ulgę mogą przynieść ogólnodostępne dobrodziejstwa natury, czyli zioła. Najskuteczniejsze w przypadku problemów trawiennych są napary, które pozwalają na uwolnienie substancji czynnych z suszu do płynu. Aby przyrządzić napar wystarczy zalać zioła przegotowaną, gorącą wodą i zaparzać je pod przykryciem przez określony czas, zazwyczaj około 15 minut.

Najpopularniejsze i najbardziej skuteczne zioła to:
Mięta – zwiększa wydzielanie żółci, ma działanie rozkurczające w przypadku nieżytów żołądka i jelit, zwalcza też nudności, wzdęcia i niestrawność po ciężkostrawnych daniach.
Koper włoski – zmniejsza napięcie mięśni gładkich jelit i przewodów żółciowych, ma działanie wiatropędne, łagodzi wzdęcia i pobudza wydzielanie soków trawiennych.
Rumianek – działa rozkurczająco na mięśnie gładkie jelit i dróg żółciowych, wspomaga trawienie.
Pokrzywa – wspiera wydzielanie enzymów trawiennych, ułatwia przemianę materii, oczyszcza układ trawienny.
Mniszek lekarski – pobudza trawienie i wspomaga usuwanie nadmiaru wody z organizmu.
Siemię lniane – zwalcza zaparcia i łagodzi dolegliwości żołądkowe.

PRZYPRAWY
Podkręcają tempo przemiany materii i wspomagają układ trawienny. Ich zastosowanie jest ogromne, można dodawać je do zup, mięs, sałatek, posypywać kanapki, czy przyrządzać napoje bądź napary.

Na układ trawienny zbawienne działanie mają:
Bazylia – zmniejsza napięcie mięśni gładkich przewodu pokarmowego, pobudza wydzielanie soku żołądkowego, przyspiesza pracę jelit, ma działanie wiatropędne, zapobiega wzdęciom.
Oregano – działa przeciwskurczowo, moczopędnie , łagodzi wzdęcia.
Lubczyk – pobudza wydzielanie soku żołądkowego, zmniejsza napięcie mięśni gładkich jelit , przeciwdziała wzdęciom, działa także moczopędnie
Majeranek –  ułatwia trawienie, pobudza wydzielanie żółci, przyspiesza przemianę materii.
Kminek – wzmaga wydzielanie soku żołądkowego, poprawiając przy tym trawienie, działa rozkurczowo i łagodzi wzdęcia.
Imbir – zwiększa produkcję soków trawiennych i przyspiesza przemianę materii, ułatwia wydalanie wody i tłuszczu.
Natka pietruszki – pobudza wydzielanie śliny i soku żołądkowego.
Chili – dzięki kapsaicynie stymuluje wydzielanie śliny, soków żołądkowych i przyspiesza przemianę materii.

KISZONKI
Kiszonki bogate są w witaminy, błonnik i bakterie kwasu mlekowego, dzięki czemu usprawniają pracę jelit. Ponadto zawierają enzymy, które ułatwiają trawienie i przyspieszają metabolizm.

MLECZNE PRODUKTY FERMENTOWANE
Jogurt naturalny, kefir, maślanka – zawarte w nich bakterie probiotyczne wspomagają florę bakteryjną jelita grubego, regulują trawienie i przyspieszają usuwanie zbędnych produktów przemiany materii.

HERBATA
Gorąca herbata rozgrzewa, pobudza wydzielanie soków żołądkowych oraz wspomaga trawienie tłuszczów. Można pić zwykłą – czarną, zieloną, czerwoną bądź ziołową, np. miętową, rumiankową, imbirową bądź z kopru włoskiego.

WODA
Woda oczyszcza drogi pokarmowe. Pozwala na nawilżenie mas kałowych, a przez to łatwiejsze i regularne ich  usuwanie.

RUCH
Ruch to oczywiście podstawa. Żadne leżenie plackiem i słodkie leniuchowanie nie wpływa dobrze na pracę układu pokarmowego. I nie trzeba wcale biegać maratonów czy katować się na siłowni, co zresztą przy przejedzeniu byłoby katorgą. Wystarczy najprostsza forma ruchu jaką jest SPACER. 30 minut dziennie to nie jest dużo i w zupełności wystarczy.

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Na zgagę pomagały mi trochę migdały w ilościach hurtowych. Kupowałam np. migdały w płatkach, bo szybciej się je jadło. Ulgę też przynosiło zimne mleko. Ale najskuteczniejsze było urodzenie dziecka, przeszło całkowicie

    1. Mleka nie lubię. Migdały owszem – więc chętnie spróbuję. Ale najbardziej podoba mi się opcja urodzenia dziecka! :P ;) :D

  2. chociaż się nie przejadłam to przy Hashimoto moje trwienie sfiksowalo totalnie, więc ograniczyłam mocno nabiał i gluten i pije różne herbaty na trawienie w ilościach hurtowych

    1. A jakie konkretnie herbaty pijesz??

    2. różniaste, ostatnio na zbicie cholesterolu, poprawiające trawienie, kontrolujące masę ciała, herbaty z czystka etc

    3. od nowego roku mam zamiar wypróbować post Dąbrowskiej…

  3. Banany na zgage tylko uwaga bo mogą powodować zaparcia ;-)

    1. Serio, banany na zgagę??? :) Nigdy o tym nie słyszałam :)
      Jeśli to skuteczne to może spróbuję, choć nie lubię bananów : :P

    2. Skuteczne zawsze można dodać banan do innych owoców skoro nie przepadasz albo banan w cieście

  4. Ja mam teraz potworne zgagi… dzień w dzień męczę się potwornie a to dopiero 7 miesiąc… już nie wiem co robić by przeszlo… mleko odpada bo mam nietolerancję na nabiał… herbata z cytryną też nie pomaga… Może wy znacie sprawdzone sposoby bym mogła zasnąć??? :(

    1. Herbatę miętową z dwóch torebek najlepiej,mocną.

    2. Gosia migdały to naturalny i jak dla mnie mega skuteczny sposób na zgagę, u mnie mija odrazu :)

    3. Dzięki Barbara Radziewicz muszę spróbować:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Renifery już dzwonią, święty Mikołaj pakuje sanie…


…w domach czuć zapach makowca i choinki, okna błyszczą, karp pływa w wannie. Wszystko wskazuje na to, że Święta Bożego Narodzenia tuż tuż. Dlatego pozwalam sobie złożyć Wam życzenia.

Jako katoliczka życzę Wam wszystkim, wierzącym i niewierzącym po równo, dużo błogosławieństw od Bożego Dzieciątka, niech Jego narodziny przyniosą radość Wam i Waszym rodzinom. Niech się Wami opiekuje i strzeże przed nieszczęściami, tymi dużymi i małymi. Nie raz doświadczyłam działania ręki Bożej w moim życiu. Bóg jest. Tak po prostu.

Jako kobieta, w tym trudnym dla kobiet okresie, życzę wszystkim kobietom, by czuły się ważne, kochane i szanowane. Niech kobiecość będzie naszą tarczą i bronią.

Jako matka życzę wszystkim rodzicom, by rodzicielstwo niosło ze sobą więcej blasków niż cieni. I życzę dużo zdrowia Wam i Waszym dzieciom, w zdrowiu jakoś łatwiej. A na wypadek choroby, życzę Wam dużo siły, by ją przetrwać.

Jako żona, szczęśliwa i spełniona, życzę wszystkim żonom takiego męża, jakiego ja mam. Kochającego, cierpliwego, ale z charakterem. Wszystkim mężom życzę takiej żony, jaką ma mój mąż (no dobra, to był żart ;) ).

Jako dziecko (w każdym z nas ono tkwi, prawda?) życzę Waszym dzieciom pogodnego, beztroskiego dzieciństwa. Dzieciństwa pełnego śmiechu i kochających rodziców. I śniegu na święta. Bo co to za święta bez śniegu?

Jako sąsiadka życzę Wam więcej empatii. Bo warto czasem pomyśleć o kimś, kto mieszka za ścianą. A czasem fajnie, jak za tym myśleniem pójdzie działanie. Pozytywne oczywiście. Sąsiedzka życzliwość to niestety towar deficytowy ostatnio. Życzę Wam i sobie zmian w tej dziedzinie.

Jako blogerka życzę wszystkim blogerom wiernych i zaangażowanych czytelników. I jeszcze, żeby Facebook nie wariował co chwila ze swoimi algorytmami, bo to nam bardzo utrudnia pracę. Bo blogowanie to nie jest zabawa, jak myślą niektórzy.

Jako internautka życzę Wam mniej hejtu w sieci. Życzę też mniej marketingowego bełkotu a więcej prawdziwych, wartościowych treści. I nowych algorytmów dla Google, bo niestety póki co, to sam bełkot podrzuca.

Jako człowiek życzę Wam, żebyście spotykali na swojej drodze samych dobrych ludzi. Nauczmy się na nowo dbać o relacje międzyludzkie. I starajmy się częściej patrzeć sobie w oczy.

Wesołych Świąt Moi Drodzy. Odpocznijcie

                                                                                                                                  Mirella

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Top W Roli Mamy na Facebooku