Magiczny Dywan – innowacyjna forma nauki i zabawy


Magiczny Dywan w rzeczywistości jest projekcją. Nie można go dotknąć, nie jest miękki i puszysty. Jest też plus tej sytuacji: można po nim deptać, skakać, biegać i nigdy się nie zniszczy.

Czym więc jest Magiczny Dywan? Nie można go do niczego przyrównać, jest jedyny w swoim rodzaju. Zewnętrznie wygląda to trochę jak film wyświetlany na podłodze, ale reaguje na każdy ruch dziecka. Służy do interaktywnych gier i zabaw. Jak go uruchomić? Wystarczy wybrać grę, która nas interesuje, nacisnąć, ups, przepraszam, nadepnąć przycisk START i… do dzieła! Nie potrzebujemy pilota, wszystko robimy za pomocą ruchu rąk i nóg. Łapiemy banany, jabłka, jedziemy samochodem i omijamy przeszkody, biegamy po wodzie, czołgamy się po dnie oceanu. Takie zabawy są idealne dla przedszkolaków, rozlegające się brawa i pochwały motywują do podejmowania kolejnych wyzwań.

Magiczny Dywan

Dzieci w wieku szkolnym mogą połączyć zabawę z nauką. Skakanie po interaktywnej podłodze ułatwia przyswajanie angielskich słówek, alfabetu, nazw planet i wielu innych. Gry zespołowe nie tylko zapewniają świetną zabawę, ale uczą współpracy w drużynie, integrują. Magiczny Dywan obala mit, iż technologia oddala ludzi od siebie. Ten wynalazek jak najbardziej łączy.

Magiczny Dywan wymaga pewnego wysiłku fizycznego. Gry, podobnie jak te w komputerze, mają ograniczenia czasowe, jeśli nie złapiemy w porę jajka, to spadnie i się rozbije. Nie zdążymy odpowiedzieć na pytanie – tracimy punkt. Gra w piłkę nożną wymaga refleksu, szybkości i dobrej kondycji. Unikatowość Magicznego Dywanu polega na tym, że jednocześnie uczy i rozwija fizycznie. Koordynacja wzrokowo-ruchowa, szybkie tempo podejmowania decyzji, rytmiczne skakanie, to wszystko sprawia, że nasze dzieci są aktywne fizycznie. Gdy co piąte dziecko w wieku szkolnym ma problemy z nadwagą, Magiczny Dywan wydaje się lekarstwem na otyłość. Jego atrakcyjne oprogramowanie sprawia, że dzieci chcą go używać, nawet jeśli nie lubią uprawiać sportu.

 

Żyjemy w czasach kiedy to my – rodzice – mamy ogromny wpływ na to, co dzieje się w szkole. Wystarczy szepnąć słówko na Radzie Rodziców, by w szkole pojawił się Magiczny Dywan. Chociaż na pierwszy rzut oka wynalazek nie jest tani, to składkowy budżet powinien sobie z tym wydatkiem poradzić. Dla nas, dorosłych, może to być urządzenie na miarę kosmiczną, dla naszych dzieci to po prostu kolejny, nieco większy gadżet multimedialny. My pamiętamy statyczną szkołę opartą o podręczniki, one korzystają z nowoczesnych rozwiązań. Jest wielce prawdopodobne, że potraktują Magiczny Dywan jak inną formę gry komputerowej i bawiąc się będą w naturalny sposób przyswajać wiedzę. Nie od dziś wiadomo, że nauka przez zabawę jest najskuteczniejsza.

Magiczny Dywan jest dedykowany nie tylko zdrowym i sprawnym dzieciom. Specjalistyczne oprogramowanie pozwala na rehabilitację dzieci po urazach, dzieci autystycznych i tych, które urodziły się z wadami rozwojowymi. Gry i zabawy ogólnorozwojowe angażują dzieci i sprawiają, że rehabilitacja nie kojarzy się ze żmudnymi ćwiczeniami, jest przyjemnością. Dzięki temu powrót do zdrowia jest szybszy, a dzieci same proszą o więcej zabawy na dywanie. Oczywiście wszystko dzieje się pod czujnym okiem rehabilitantów. Istnieje również wersja Magicznego Dywanu do rehabilitacji osób starszych.

Kiedy oglądałam filmiki z Magicznym Dywanem w roli głównej, Duśka jak zwykle zajrzała mi przez ramię.

– Mamusiu, to jest bardzo fajne, a wiesz dlaczego? Dlatego, że wygląda jak gra komputerowa, ale dzieci nie siedzą przed komputerem i nie niszczą sobie oczu. I jeszcze do tego skaczą, biegają, ruszają się, zamiast tylko siedzieć. I jeszcze przy okazji się uczą.

Nic dodać, nic ująć. Nie wiem, po co ja kombinuję, moje dziecko zamknęło istotę rzeczy w trzech zdaniach.  

magiczny dywan

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Ooo, takiego cuda to jeszcze nie widziałam!

  2. Super jest to urządzenie, polecam dla najmłodszych jak i dla starszych. Fajne urozmaicenie zajęć ruchowych dla mojej grupy 3-4 latkow lub sprawdzenie wiedzy dzieci starszych.

  3. Świetna pomoc dydaktyczna

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Jak ty to robisz, że na wszystko wystarcza ci czasu? Zwyczajnie, nie marnuję go!


Niejednokrotnie jestem pytana, jak udaje mi się pogodzić trójkę dzieci, bieganie, czytanie książek, troskę o dom i pracę z doskoku w ciągu 24 godzinnej doby? A ja wielokrotnie dziwię się, jak można organizować się tak, że tego czasu nie wystarcza na to, co planujecie w ciągu dnia!

Muszę wam powiedzieć, że doskonała organizacja nie wymaga ode mnie heroicznego wysiłku, wręcz przeciwnie, pozwala mi lekko spiąć cały dzień i długą listę obowiązków, a także przyjemności, które chcę, a niekiedy zwyczajnie muszę wykonać. Co więcej, z każdym kolejnym dzieckiem wydaje mi się, że osiągam szczyty w organizowaniu życia rodzinnego i przeznaczania jego resztek na własne przyjemności, mimo że mąż dobija do domu wieczorami.

Ja po prostu nie marnuję mojego czasu, rzadko kiedy się lenię. Z natury jestem pracowitą mróweczką i po prostu lubię być w ruchu. Nie umiałabym chyba odpocząć w totalnym bałaganie, choć szklanki w zlewnie nie spędzają mi snu z powiek (bo wkładam je do zmywarki ;) ). Ale zauważam jedną rzecz — im mniej telewizora w moim życiu, tym bardziej ze wszystkim zdążam. Bo to kolorowe pudło, to znakomity pożeracz czasu i większości ludzi jest z nim tak dobrze, że nawet nie myślą nad tym, że godzina mniej na oglądanie podobnych do siebie programów, pozwoli sięgnąć np. po książkę.

Nie rozumiem tłumaczenia, “nie miałam czasu”, gdy którąś z kolei godzinę zjada serwis informacyjny, buczący do ucha praktycznie przez pól, o ile nie cały dzień. Zrezygnowałam z TV świadomie, zachęcona książkami, które przybliżyły mi sens minimalizmu w życiu oraz pokazały urok życia blisko przyrody. Oczywiście, to nie jest tak, że wcale telewizji nie oglądam. Oglądam, ale tylko to, co naprawdę mnie ciekawi i jedynie późnym wieczorem, gdy kończę obowiązki, a nie mam ochoty skupiać się na książce. Tak mi lepiej.

A co się dzieje, gdy z czymś nie zdążę? Generalnie nic wielkiego, nadrabiam kolejnym razem. Ale nie szukam wymówek, że czasu nie miałam. Dlatego, zanim zapytacie mnie po raz kolejny, jak ja znajduję na wszystko czas, zapytajcie siebie i odpowiedzcie uczciwie, na co wy go marnujecie. Rozwiązanie przyjdzie samo :)

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. U mnie tv gra cały dzień, po prostu muszę go słyszeć bo tak żeby usiąść i coś obejrzeć to tylko przy śniadaniu, potem koło 12 przy kawie, przy obiedzie no i wieczorem na spokojnie jak mała już śpi :) dzień planuję każdy, co mam do zrobienia/zalatwienia, listu zakupowe i co chcę załatwić na mieście robię zawsze :)

    1. planowanie to podstawa dobrego ogarnięcia :)

      1. Planowanie najważniejsze. U mnie niestety jest tak że zaplanuje perfekcyjnie ale nie umiem potem trzymać sie planu. nie umiem albo nie chce… i racje TV to najgorszy pożeracz czasu. zrobił ze mnie leniucha. :(

  2. Prosta sprawa – nie mamy telewizora :)
    PS. A czasu niestety nie zawsze starcza ;p

    1. fajnie! Serio. Ja niestety mam w domu telewizoromaniaków, i telewizor często brzęczy, przy czym ja zajmuję się czymś zupełnie innym :)

    2. 2lata temu wprowadziliśmy się do własnego domku:) do chwili obecnej TV jest dla nas zbędnym wydatkiem :) (nawet drzwi wszędzie jeszcze nie mamy :p)
      Jest komputer, wiec jak chce się coś obejrzeć, to się włączy :) tv pewnie by ciągle gral;)

    3. Marysia, ja drzwi do dużego pokoju też nie mam, ale tv… niestety, dopóki mąż ogląda z dziećmi, będzie wisiał i brzęczał. Może w nowym domu do nas nie zawędruje ;)

  3. Telewizor mamy ale nie mamy telewizji… Telewizor służy nam jako duży komputer/monitor aplikacje które mamy starczają by oglądnąć jakąś bajkę czy film gdy syn juz śpi… Nie planuje czasu poprostu jak jest coś do zrobienia robię może to też przez to że nie pracuję więc i na książki mam mnóstwo czasu zwłaszcza kiedy syn przy kolacji ogląda jakąś bajkę lub gdy bawi się na placu zabaw kiedy pogoda dopisze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Mamo zachowaj wspomnienia w wyjątkowej formie


Mój pomysł na wyjątkowy sposób, by zatrzymać piękne chwile z czasu ciąży i przyjścia na świat dziecka, to umieszczenie pamiątek w ramce 3D. Pokażę Wam krok po kroku, jak wykonać taki sentymentalny obrazek.

Długo trwało zanim zabrałam się za wykonanie swojej pamiątki z narodzin moich synów (w tym czasie nawet zdążył pojawić się jeszcze trzeci potomek), długo też ramka leżała w szafie czekając na swoje „wnętrze”. Początkowo chciałam, aby każdy z chłopców miał swój obrazek, ale zrezygnowałam z pomysłu, ponieważ nie udało mi się dokupić takich samych ramek. I tak pojawiła się myśl, by zrobić jedną wspólną „przechowalnię pamiątek”.

Zaczęłam od zrobienia odbitek moich ulubionych zdjęć z USG. Skopiowanie ich jest ważne, aby nie stracić tych zdjęć (nie są odporne na światło dzienne i po kilku latach ściemniałyby).

Kupiłam kartki z kalendarza z datami urodzenia moich chłopców i byłam gotowa do działania! Ja wybrałam po trzy pamiątki na dziecko, ale można przygotować sobie, co tylko dusza matki zapragnie, dobierając większą ramkę.

Podsumowując, przygotowałam:

  • Zdjęcia z pierwszych badań USG
  • Kartki z kalendarza
  • Opaski z rączek zakładane dzieciom zaraz po narodzinach
  • Ramkę
  • Patafix do mocowania
  • Sznurek
  • Spinacze

Sznurki ze spinaczami przyklejone są taśmą klejącą do tyłu ramki.

Do przyczepienia kartek z kalendarza zdecydowałam się użyć pasty Patafix, która mocuje mocno i niewidocznie. Kartki umieściłam na tle ramki losowo, na różnych wysokościach.

Zdjęcia nieregularnie powiesiłam na spinaczach, zachowałam jedynie taką regułę, że każda linia dotyczy innego dziecka – tego, którego data urodzin jest na niej przyczepiona.

Szpitalne paseczki rozpięłam i złożyłam na pół. By napisy były lepiej widoczne, a pasek nie przechylał się na boki, użyłam dwóch spinaczy do ich przypięcia.

Na tak przygotowane wnętrze nałożyłam ramkę i ostrożnie odwróciłam, by ją zamknąć.

Możecie wykorzystać zupełnie inne pamiątki do przygotowania ramki. Moje propozycje to:

  • Zdjęcie dziecka
  • Czapeczka noworodka
  • Szpitalna kartka z łóżeczka dziecka
  • Pierwsze skarpetki
  • Zdjęcie testu z dwiema kreskami
  • Napisy, ozdoby… I wiele, wiele innych – co Wam wyobraźnie podpowie.

Życzę wyśmienitej zabawy przy tworzeniu Waszych niepowtarzalnych dzieł. Niech napawają dumą i szczęściem!

Zdjęcia: Agata Fornal

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. A gdzie można zakupić taką ramkę?

  2. Takie ramki były w biedronce ostatnio, podobne są w pepco… ta moja jest chyba z jyska- dawno temu kupiona…

  3. u nas takie coś wisi, ramka z Pepco, pamiątki typu opaska czy zdjęcia usg będą w szkatułkach w rozmiarze co najmniej A4.Narazie zbieram skarby, które dziewczyny dostaną na swoje 18te urodziny

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Śpiące królewny – karcianka nie tylko dla dziewczynek


Rynek gier dla dzieci rozwija się w takim tempie, że trudno nadążyć za nowościami. Coraz częściej rodzi się też w mojej głowie pytanie, czy kolejna gra wniesie faktycznie coś nowego do rodzinnych rozgrywek, czy raczej okaże się wałkowaniem dobrze już znanych mechanizmów i po kilku partiach będzie zbierać kurz na półce. Z tego powodu raczej nie interesowały mnie „Śpiące Królewny” – bałam się, że przemawiające do gustów dziewczynek tytuł i okładka są tylko atrakcyjną przykrywką dla przeciętnej gry. Ponieważ jednak z kilku źródeł usłyszałam, że jest całkiem ciekawa, postanowiłam dać jej szansę.

Śpiące Królewny to prosta i szybka karcianka dla 2-5 graczy (choć najlepiej gra się w 4-5 osób). Według producenta gra przewidziana jest dla osób od 8 roku życia, ale z zasadami spokojnie poradzi sobie też młodsze dziecko, które grywa już w coś bardziej skomplikowanego niż „Grzybobranie”. Tematyka królewien, rycerzy i smoków jest zdecydowanie trafiona, szczególnie dla dziewczynek, z którymi grałam.

śpiące królewny

O co chodzi w grze? Najprościej rzecz ujmując, o budzenie królewien. Jest ich w sumie dwanaście, każda daje od 5 do 20 punktów. Wygrywa gracz, który jako pierwszy zdobędzie 4 lub 5 królewien (w zależności od ilości graczy) lub odpowiednio 40 lub 50 punktów. W naszym przypadku prawie zawsze była to osoba, która zdobyła Królewnę Serc, więc walka o nią była zacięta.

Pomysłowe nazwy królewien i książąt, a także same obrazki sprawiają, że nawet mniej punktowana karta potrafi ucieszyć (na przykład Królewna Tęczy albo Deserów). Losowość jest duża, więc starsi gracze niekoniecznie mają przewagę nad młodszymi – może się jednak zdarzyć, że któreś dziecko poczuje się zniechęcone, kiedy przez kilka rund dostanie słabe karty. Jednak u nas po rozegraniu kilku partyjek każdy przynajmniej raz zakosztował zwycięstwa. Zresztą najczęściej pozostali gracze w kolejnych rozgrywkach kibicowali tym, którym wcześniej się nie wiodło i starali się im nie szkodzić

śpiące królewny

Tutaj dochodzimy do elementu, który może być zniechęcający – w grze jest negatywna interakcja: obudzone księżniczki mogą zostać ponownie uśpione albo zabrane przez innego gracza. Zdarzało się, że pojawiały się łzy albo gniewne słowa adresowane pod kątem tych, którzy właśnie komuś zaszkodzili. Nie sprawiło to jednak, że ktoś nie chciał dalej grać. W mojej opinii nie jest to też element dyskwalifikujący, bo właśnie w ten sposób dzieci mogą uczyć się radzenia sobie z negatywnymi emocjami. Mam jednak świadomość, że moje dzieci są przyzwyczajone do niejednokrotnie „ostrych” rozgrywek, więc tutaj każdy rodzic musi rozstrzygnąć sam.

Spodobał mi się system wymiany kart, który zachęca dzieci do liczenia – można wymienić pojedynczą kartę lub dwie takie same, ale można też wymienić większą ich ilość, pod warunkiem, że da się z nich stworzyć równanie (na przykład 2, 3, 4 i 9, bo 2+3+4=9). Jeżeli jednak młodsi gracze nie do końca sobie z tym radzą, to mogą po prostu wymieniać pojedyncze karty lub dublety i nie wpływa to mocno na jakość ich gry.

śpiące królewny

Mały minus za jakość kart – już po kilku tasowaniach krawędzie zaczynają się zużywać. Może warto od razu kupić ochronne koszulki lub zalaminować, ale nie wiem, czy wtedy karty nie będą się za bardzo ślizgać dzieciom w rękach.

Gra jest krótka, spokojnie można zagrać więcej rund (zresztą dzieciaki zawsze się tego domagały). Nie jest to co prawda pozycja, po którą „po godzinach” sięgną dorośli, ale na pewno mogą z dużą przyjemnością zagrać w to z dzieckiem. Jeśli chodzi o gry dla młodszych graczy jest to jedna z lepszych pozycji na rynku – łączy w sobie stosunkowo proste (ale nie banalne) zasady, przemawiającą do dzieci tematykę i ładne wykonanie, a przy tym nie zajmuje zbyt dużo czasu ani miejsca (choć pudełko jest zdecydowanie za duże w stosunku do zawartości).

śpiące królewny

Zdjęcia: Maria Podżorska

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

TopW Roli Mamy na Facebooku