Nie masz dzieci? To sobie zapisz na później, teraz i tak nie zrozumiesz


To nie tak, że uważam ludzi bezdzietnych za gorszych. To naprawdę nie tak, że mam ich za głupich, ograniczonych egoistów. I to nie tak, że odmawiam im inteligencji. Jedno, czego im odmawiam, to osobiste doświadczenia. I właśnie dlatego czasem lekceważąco macham ręką.

Po siedmiu latach pewnych rzeczy nie chce mi się tłumaczyć. Zwyczajnie mi się nie chce. Lenia mam i tyle. Zamiast wdawać się w merytoryczną dyskusję, używam argumentu w stylu: bo tak. Nie zawsze, ale zdarza się.

Ostatni raz zrobiłam to kilka dni temu. Wybrałyśmy się z Duśką do Warszawy i jak zwykle po wycieczce wylądowałyśmy w Złotych Tarasach, żeby coś zjeść. Złote Tarasy to ulubiona galeria handlowa mojego dziecka. Pewnie dlatego, że jest tam całkiem niezła i niedroga sala zabaw.

W Złotych Tarasach zawsze jemy to samo, ja sałatkę, Duśka naleśniki. I za każdym razem muszę prosić, przekonywać, tłumaczyć, żeby podali te naleśniki na talerzu, a nie w kubku. Nosz kurza twarz, czy to naprawdę jest takie wygórowane żądanie?! I to, że proszę o niedokładanie lodów i bitej śmietany, a jedynie polanie sosem jest naprawdę szokujące?! Do tej pory wystarczyło przekonać dziewczyny za ladą, że się da, ale teraz mamy dobre zmiany chyba wszędzie i niestety. Ona nie może, bo manager nie pozwala.

– Niech mi pani da jego numer telefonu. – Może to nie była miła odzywka, może powinnam poprosić, ale jakoś cierpliwość mnie opuściła. Talerz nie kubek, takie trudne?!

– Yyy, mogę do niego zadzwonić, żeby przyszedł… – dziewczę wyglądało na lekko zaskoczone.

– Dobrze, ja poczekam.

Po pięciu minutach czekania zapytałam skąd on idzie, nabrałam obaw, że z innej galerii i to trochę potrwa. Idzie z dołu. Długo szedł.

W końcu dotarł. Manager jak z obrazka. Dżinsy, błękitna koszula, zawodowy uśmiech.

– Proszę pana, przychodzę tu od kilku lat i za każdym razem muszę stoczyć bój o naleśniki na talerzu. I za każdym razem je dostaję. To może pomińmy dalszą część rozmowy i od razu mi pan da te naleśniki?

– Ale ja nie mogę, szefowa zabrania.

Ciemno mi się w oczach zrobiło na myśl, że teraz będzie po szefową dzwonił. Zanim dotrze, to Złote Tarasy zdążą zamknąć.

– I w ogóle, dlaczego pani tak się upiera przy tym talerzu?

– To nie ja się upieram, dziecko się upiera.

– Ale dlaczego? Pokroimy, polejemy sosem, będzie to samo.

– Nie będzie to samo. Chodzi o to, żeby były całe, polane sosem. Na talerzu.

– Ale jaka to różnica?

– Ma pan dzieci?

No i tu go wreszcie na chwilę zapowietrzyło.

– Nniiee, jeszcze nie.

– To niech pan sobie gdzieś zapisze, że jak dziecko mówi, że ma być na talerzu, to ma być na talerzu. Teraz i tak pan tego nie zrozumie. A teraz poproszę o naleśniki na talerzu.

 

Potem tylko musiałam zapewnić tego skądinąd miłego pana, że naprawdę kupowałam naleśniki na talerzu i naprawdę ten plastikowy talerz nigdy się nie rozpuścił przy odgrzewaniu. Bo sorry, ale jak ktoś nie ma dzieci, to może sobie wyobrażać, że dziecku można wszystko przetłumaczyć. Może mieć złudzenia, że dzieci są elastyczne i chętnie idą na kompromisy. Powodzenia.

I powiem wam jeszcze, że wcale bym nie chciała, żeby mi ktoś podał pokrojone naleśniki w kubku. Więc tym bardziej nie dziwię się Duśce, że nie chciała na to patrzeć. I nie, nie podzieliłam się z nią moją awersją do naleśników w kubku. Widać mamy te same gusta kulinarne.

Swoją drogą, bywam tam co parę miesięcy i za każdym razem jest inny personel. Tym razem zrobiłam zdjęcie naleśnikom. Myślicie, że jak pojedziemy w maju, to fotka wystarczy jako dowód, że da się? Bo dziewczyny już mi powiedziały, że niedługo kończą pracę w tym miejscu…

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. hahahahaha no u nas bylo podobnie. Zamowilam pierogi bez sosu bo dziecko nie zje. Dosyalysmy z sosem. Ta jiz krzywa mina. Biore talerz, ide, mowie zamawialam bez sosy. No i milion pytan czemu po co i dlaczego. Mowie ze chce bez sosu. Pani z kiepska mina bierze talerz. Mowie, niech je pani opolucze we wrzatku i bedzie ok. Tak zrobila i od razu pytanie co doda a moze to a moze gowno. Mowie NIC! Jezu ile mozna! Ja rozumiem jakbym chciala zeby cos dokladac to mogl by byc problem ale odjac??

  2. Rodzice duuzych dzieci (nastolatkow) tez czesto i gesto zapominaja jak to np. Odkrajali skorki w chlebie

  3. a ja nie mam dzieci,ale wiem o co chodzi i w czym rzecz;)

  4. Yyy szczerze ?? Jakoś nie mogę sobie wyobrazić naleśników pokrojonych w kubku….nie no mogę ale wole nie opisywać tego co widzę oczami wyobraźni…bleee

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Niech mnie ktoś przytuli! – niechciane i odrzucone przez swoich rodziców…


Niewinne i bezbronne. Niechciane i odrzucone przez swoich biologicznych rodziców. Nie chcą być same. Chcą być noszone i tulone. Chcą zaznać ciepła i miłości. Czy będzie im dane?

Dotyk i bliskość fizyczna dają dziecku poczucie bezpieczeństwa, a także wspierają jego prawidłowy rozwój emocjonalny. Dotyczy to zarówno niemowląt, jak i starszych dzieci. Potwierdzają to badania prowadzone na wychowankach domów dziecka, u których obserwuje się różnego rodzaju problemy emocjonalne, trudności w koncentracji, zapamiętywaniu i nauce. Ponadto dzieci te gorzej śpią, wolniej rosną i słabiej przybierają na wadze. Podobnie jest z wcześniakami, które pierwsze chwile życia spędziły w inkubatorach, z dala od ramion mamy.

Należy mieć jednak świadomość, że nie każdy dotyk wpływa korzystnie na psychikę i rozwój dziecka. Ten, którego celem jest jedynie zadbanie o podstawowe potrzeby dziecka, jak np. higiena, nie spełni magicznej roli. Istotne bowiem jest przekazywanie za pośrednictwem dotyku, mnóstwa ciepła, troski i miłości.

Noszenie, przytulanie, bujanie, głaskanie, całowanie, czułe kąpiele i przewijanie, mówienie do dziecka, uśmiechanie się i nawiązywanie kontaktu wzrokowego – to z pozoru nic wielkiego, a jednak. To nie rozpieszczanie jak się wielu wydaje, lecz codzienne gesty i rytuały, dzięki którym maluchy mogą czuć się pewnie, bezpiecznie, a w konsekwencji prawidłowo się rozwijać.

Dzieci, zrodzone z miłości, pokochane od momentu poczęcia – mają ogromne szczęście i duże szanse na zaznanie tych podstawowych gestów i wielkich czułości, od pierwszych chwil swojego życia. A co z tymi, które z jakiś powodów zostają porzucone przez swoich rodziców? Czy one muszą leżeć same w obcych łóżkach? Płakać w samotności, tęsknić za ciepłym dotykiem i czekać aż ktoś przyjdzie, może weźmie na ręce, a może nawet przytuli… ?

O takich szkrabach pomyślała pewna kobieta, anioł – tak o niej pomyślałam, gdy o niej usłyszałam. Jolanta Kałużna, psycholog, stworzyła magiczne miejsce, w którym porzucone przez swoich biologicznych rodziców dzieci, dostają szansę na czuły dotyk i namiastkę miłości.

Ośrodek preadopcyjny TuliLuli, z Łodzi, to wyjątkowa wioska dla porzuconych dzieci, która z założenia nie ma przypominać ani szpitala, ani domu dziecka. Do jej powstania przyczyniło się wielu ludzi dobrego serca, którzy pomogli zebrać pieniądze, zaaranżować miejsce, udekorować, wyposażyć w niezbędny sprzęt oraz meble. Podarowali dzieciom środki czystości, ubranka, pościel i zabawki, dzięki czemu, miejsce to jest bardzo przytulne i w niczym nie przypomina ośrodka, w którym dzieci czekają na adopcję.

Podobno na wieść o powstaniu „wioski porzuconych” zgłosiło się wielu chętnych, wolontariuszy, do tulenia. Podobno też, jednym dzieckiem mają opiekować się 3-4 osoby, żeby było jak w domu, w „normalnej” rodzinie, gdzie są rodzice, dziadkowie i ciocie. Żeby te wszystkie niewinne istotki nie czuły się niechciane, niekochane i porzucone.

Przyznajcie sami, że pomysł jest cudowny. Fajnie by było gdyby takich miejsc powstało więcej. Być może wówczas mniej dzieci dotknęłaby trauma porzucenia i osamotnienia.. ?

Warto więc puścić w świat wieść o ośrodku TuliLuli, może ta informacja trafi do biologicznych rodziców, którzy z jakiś powodów nie chcą lub nie mogą opiekować się swoimi dziećmi. Albo do tych adopcyjnych, którzy chcą powiększyć swoją rodzinę.

A może ktoś zechce wesprzeć placówkę pomocą – na stronie http://www.gajusz.org.pl/dla-potrzebujacych/tuli-luli/ dostępna jest lista artykułów, które aktualnie potrzebują przebywające tam dzieci. Możecie również podejrzeć jak wygląda TuliLuli i sprawdzić miesięczny raport z ich działalności.

Podzielcie się proszę tą informacją – niech wszystkie porzucone maluszki znajdą szybko dom i rodziców, którzy je pokochają.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Nie dla Ośrodków Preadopcyjnych TAK dla Rodzicielstwa Zastępczego

  2. Takich dzieci ktorych rodzice nie chca nie powinno byc w ogole :'(

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

(Nie)postanowienia noworoczne


Kończy się stary rok, trzeba by jakieś postanowienia na nowy zrobić. W sumie nie wiem po co, ale tradycja nakazuje. Jako że sama z siebie jestem zbyt leniwa na wymyślanie bzdurnych postanowień, postanowiłam zapytać wujka G. co też może mi podsunąć. No ten to ma fantazję!

 

  1. Przestań oglądać telewizję.

Telewizję oglądam raz w tygodniu, to chyba nie grzech?

 

  1. Znajdź nową, dochodową pracę.

Ciekawe, czy wujek G. wie jak wygląda w Polsce rynek pracy… Zresztą już kiedyś pisałam, dlaczego nie pracuję zawodowo, jak chcecie to sobie poszukajcie.

 

  1. Spłać długi i nie zaciągaj nowych.

W sytuacjach awaryjnych po prostu wbiję zęby w ścianę i dziecku poradzę to samo. A kredyt to też dług?

 

4.Wstawaj wcześnie.

Wcześniej już się nie da. I przykro mi bardzo, nie jestem skowronkiem, jestem sową. I nie zamierzam tego zmieniać.

 

  1. Stój prosto i się nie garb.

Samo w sobie bardzo chwalebne, ale jakoś nie lubię stać. Wolę usiąść.

 

  1. Bądź miła.

Od razu przypomina mi się koszulka z Małą Mi: Mam być miła czy szczera?

 

  1. Często chodź na nogach.

Na rękach, póki co nie umiem, na czworakach nie muszę na szczęście.

 

  1. Bądź wolontariuszem

Trochę mi się to kłóci z propozycją zmiany pracy na lepszą. Kiedy mam znaleźć na to wszystko czas?

 

  1. Waż się codziennie i licz kalorie.

Idealna recepta na nerwicę lub depresję. Nie będę się ważyć i nie będę liczyć kalorii, bo od tego się nie chudnie. Za to podobno można schudnąć robiąc selfie raz w tygodniu. Wujek G. tak twierdzi.

 

  1. Unikaj chodzenia do miejsc, w których musisz na coś poczekać.

Gdybym miała ściśle trzymać się tego postanowienia, przestałabym dziecko ze szkoły odbierać. Właściwie każdego dnia siedzę w szatni i czekam…

 

  1. Sprzątaj swój dom.

W sumie fajne postanowienie. Chyba jedyne, którego dotrzymam. Właściwie to realizuję je od ładnych paru lat, szkoda, że nie wpisałam na listę rok temu.

 

Oczywiście wujek Google ma dla mnie więcej równie mądrych propozycji, ale litościwie wszystkich nie wymienię. Ich głupota wskazuje tylko na jedno – postanowienia noworoczne to bzdura. Dlatego ja, jak co roku zresztą, nie zrobię żadnych postanowień. Na pewno nie schudnę na wakacje, bo wymodelowanie sylwetki wymaga dziewięciu miesięcy pracy – nie wystarczy zrzucić kilku kilogramów, żeby dobrze wyglądać. Nie zmienię pracy, nie polecę na Bahamy, nie przeczytam obłędnej ilości książek, a o mniejszej ilości nie ma co wspominać. Nie nauczę się mówić po japońsku ani piec ciasteczek z wróżbą.

W przyszłym roku zamierzam po prostu dalej żyć swoim życiem, czego i Wam wszystkim życzę.

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Zbieram się do utworzenia listy mam jeszcze trochę czasu :) chyba że skorzystam z Waszej rady i postanowie sobie kupić coś ladnego :)

  2. Akurat z tym rynkiem pracy bym się nie wyrywała, na pewno jest lepiej niż 3-4 lata temu :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

List otwarty do Facebooka


Kochany Facebooku!
Wiesz, w zasadzie nie zasługujesz na ten nagłówek, no ale święta idą, mogę być dla Ciebie przez chwilę miła. Tylko przez chwilę, bo wcale nie zamierzam Cię chwalić. Przeciwnie. Chcę Ci powiedzieć, że wkurzasz mnie coraz bardziej.

Właściwie nigdy Cię nie lubiłam. Wiesz o tym, więc nie ma sensu udawać, że jest inaczej. Jednak na początku, czyli jakieś pięć lat temu, może nawet pięć i pół, szło się z Tobą dogadać. Chwilami nawet byłeś miły i pomocny. Wydawało mi się, że zależy Ci na mnie i na ludziach, których skupiasz. Teraz już wiem, że jesteś ni mniej, ni więcej, tylko podstępną świnią.

Drogi Facebooku, jak już mi się udawało przyzwyczaić do mojej tablicy, to wprowadzałeś tam zmiany, rzekomo dla mojego dobra. W praktyce musiałam się przyzwyczajać na nowo do układu strony. Teraz wiem, o co Ci chodziło. Zaraz Ci powiem. To samo zrobiłeś na tablicach społecznościowych i to mnie wkurza znacznie bardziej. Wiesz, ja lubiłam te dwie kolumny w kanale wiadomości. Można było sobie przypiąć post, a i tak było widać, co nowego na danym profilu słychać. Teraz już nic nie wiadomo. Na górze strony nawaliłeś tyle śmieci, że nie wiadomo czy śmiać się, czy płakać, czy za głowę łapać. Czytelne to to nie jest ani trochę. No ale w końcu o to Ci chodziło, czyż nie?

Drogi Facebooku, z przykrością muszę Ci powiedzieć, że skasowanie list zainteresowań było świństwem, którego nigdy Ci nie wybaczę. Co Ci przeszkadzały te wewnętrzne zakładki? Naprawdę tak obciążały serwery? Przebolałam jakoś, że skasowałeś informację czy są nowości na listach zainteresowań. Trochę więcej klikania, ale dało się to znieść. Ale żeby tak całkiem te listy pokasować? Nosz kurzy kuper, co Ci one przeszkadzały?!

Drogi Facebooku, ponieważ zabrałeś mi listy zainteresowań, postanowiłam nie aktualizować aplikacji w smartfonie, bo tylko tam te listy jeszcze mam. Jakoś zniosę, że codziennie mi przypominasz, że mam nieaktualną aplikację. Nie wiem, co Cię to obchodzi, w końcu czy to Twoja sprawa? Czepiasz się. I wiesz co? To, że zablokowałeś mi możliwość dodawania zdjęć z nieaktualnej aplikacji, uważam za cholernie złośliwe. Chętnie napisałabym bardziej dosadnie, no ale wiesz, nie wypada, dopowiedz sobie.

Drogi Facebooku, czy Ty myślisz, że ja jestem naiwna? Że nie wiem, po co to wszystko? Głupi jakiś jesteś, czy co? Czy Tobie naprawdę kasy brakuje? Przecież ja nie jestem ślepa. Zabrałeś mi listy zainteresowań, zabrałeś dwie kolumny na tablicach w jednym tylko celu – żebym na tych Twoich zakichanych stronach przebywała dłużej. Jedną kolumnę przegląda się dłużej niż dwie, a wyszukiwanie ręcznie wszystkich profili, które kiedyś sobie obserwowałam, też trochę trwa. Potem lecisz do reklamodawcy i chwalisz się, jakie to masz fajne statystyki i jak długo internauci przebywają na Twoich stronach. I oczywiście podnosisz ceny reklam. Cwany jesteś. I pazerny.

A propos reklam, naprawdę musisz mi ich tyle pakować na moją tablicę? Ja ich nie chcę. Nie chcę. Rozumiesz? Nie obchodzi mnie, że ktoś Ci zapłacił. Ja nie chcę, żebyś mi robił śmietnik. Czy nie tak się umawialiśmy? Miałeś mi pokazywać informacje ze stron przeze mnie polubionych i nowości z grup, a nie jakieś sponsorowane badziewia. No weź, trochę przystopuj.

Prowadzenie strony firmowej u Ciebie to też droga przez mękę. Nie wiem, co Ci odbija. Mógłbyś się zdecydować, to by człowiek jakąś strategię opracował. Ale Ty nie. W jednym tygodniu zasięgi szaleją, by w następnym spaść na łeb na szyję. I oczywiście propozycja: wpłać cztery, sześć, dwanaście złotych, to oddam Ci zasięg. Nie uważasz, że to brzmi jak wymuszenie haraczu? Nie wiem, czy wiesz, ale w Polsce haracze są nielegalne, uważaj. Tak poza tym wiem, że o te drobne kwoty prosisz tylko na początku. Jak ktoś się da nabrać to przepadł, już nie cztery tylko czterdzieści, nie sześć a sześćdziesiąt, a jak ktoś da sześćdziesiąt to pewnie i o sześćset się upomnisz. Nieładnie, oj nieładnie!

Drogi Facebooku, może nie zauważyłeś, ale to nie Ty jesteś dla nas, to my jesteśmy dla Ciebie. Bez nas Ciebie nie ma. Wiesz, ja nawet pamiętam czasy, gdy Cię nie było i ludzie świetnie dawali sobie radę. Możesz sobie mieć wypasiony portal na wypasionych serwerach, ale jeśli zrazisz do siebie internautów, to upadniesz, jak niejeden internetowy gigant.

Drogi Facebooku z okazji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia życzę Ci, żebyś sobie przypomniał, jakie były Twoje pierwotne cele i założenia i po co w ogóle powstałeś. I życzę Ci jeszcze, żebyś był chociaż trochę bardziej ludzki, bo z takim bezdusznym automatem nie daje się gadać.

 

P.S. Matka karmiąca piersią to nie jest pornografia, naprawdę.

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

TopW Roli Mamy na Facebooku