Neofobia – nowomodna choroba czy poważna przypadłość wieku dziecięcego?


Twoje dziecko je „trzy produkty na krzyż” i odmawia próbowania nowych pokarmów? Wbrew pozorom nie oznacza to, że wybrzydza i grymasi. Być może masz w domu małego neofobika.

Neofobia żywieniowa to niechęć do próbowania nowych pokarmów, a także odmowa spożywania tych, które jedynie wyglądają jak nowe. Przykładowo, jeśli dziecko przyzwyczajone jest, że na talerzu leżą ziemniaki w całości, a nagle dostanie ugniecione – jest wielce prawdopodobne, że odmówi ich spróbowania. Wygląd potrawy ma bezpośredni wpływ na chęć lub niechęć do jedzenia. Dlatego nie dziwmy się rodzicom, którzy mówią, że ich dziecko je tylko krojone jabłko i nie można mu podać tartego. To naprawdę nie znaczy, że dziecko nimi rządzi. Po prostu rodzice wiedzą, co robić, by ich dziecko łaskawie coś zjadło. W końcu ostatecznie chodzi o nakarmienie malucha, a nie postawienie na swoim „bo tak”.

Niechęć do jedzenia ujawnia się u dzieci między drugim a piątym rokiem życia, częściej dotyczy chłopców niż dziewczynek. Wbrew pozorom nie jest spowodowana nieprawidłowym rozszerzaniem diety w okresie niemowlęcym. Nawet jeśli dziecko mając półtora roku je wszystko, co mu podsuniemy, nie ma żadnych gwarancji, że rok później będzie jadło więcej niż trzy produkty. Najczęściej dzieci odmawiają jedzenia warzyw, owoców i mięsa. Co ciekawe – nigdy nie odmawiają jedzenia słodyczy i praktycznie nigdy nabiału.

Co robić, gdy dziecko nie chce jeść np. marchewki? Rozwiązanie wydaje się może dziwne, ale… uparcie kłaść tę marchewkę na talerz. Kilkulatki odmawiają jedzenia nowych, nieznanych produktów. Dowiedziono, że mniej więcej za dziesiątym razem marchewka przestaje być nowa. Mózg traktuje ją jako pożywienie znane i bezpieczne. Podobnie jest z innymi potrawami. Tylko cierpliwością można cokolwiek osiągnąć. Co ciekawe, mózg dziecka można oszukać, po prostu stawiając w pobliżu talerz z nielubianą potrawą. Jeśli dziecko będzie patrzyło na niego wystarczająco długo, za którymś razem uzna produkt za znany, bezpieczny i chętnie po niego sięgnie.

Dzieci to doskonali obserwatorzy. Jeśli sami będziemy jeść hamburgery z wołowiną, nie dziwmy się, że maluch krytycznym okiem spojrzy na grillowaną pierś kurczaka z surówką. Dzieci wykazują większy apetyt, jeśli na talerzu mają to samo, co ich rodzice. Ponadto chętniej jedzą to, co kupują rodzice. Może to tłumaczyć niechęć dziecka do zbiorowego żywienia w przedszkolu lub szkole.

Jeśli mamy w domu małego neofobika, musimy wspiąć się na szczyty dyplomacji. Z jednej strony podsuwać nowe produkty, z drugiej nie eskalować problemu. Dziecko powinno myśleć, że akceptujemy jego wąskie menu. Tylko w ten sposób jedzenie nie będzie kojarzyło się ze stresem.

Czy neofobik to niejadek? Absolutnie nie. Niejadek nie je nic albo je bardzo mało, ale nie dzieli jedzenia na lepsze i gorsze. Neofobik potrafi zjeść dużo, ale jego dieta jest monotonna jak telenowela wenezuelska. W pierwszej kolejności trzeba zadbać, by w diecie tej nie dominowały słodycze (najlepiej je całkowicie wyeliminować) i bułki kajzerki. Jeśli uda się przekonać dziecko, by jadło chociaż jeden gatunek mięsa, jeden owoc i jedno warzywo, można mówić o początkowym sukcesie. To, czego na pewno nie można robić, to karać dziecko za niechęć do jedzenia, porównywać do rówieśników i młodszych dzieci (on taki mały i zjadł, ty też możesz) i nie zmuszać do jedzenia tego, czego dziecko absolutnie jeść nie chce. Dziecko powinno też wiedzieć, że ma wsparcie w rodzicach. Wszelkie komentarze wszystko wiedzących ciotek (szczególnie tych bezdzietnych :P ) należy ucinać w zarodku.

Walka z neofobią jest powolna i dość żmudna. Jeśli rodzice czują taką potrzebę, mogą skonsultować się z psychologiem, neofobicy bowiem przejawiają mniejszą pewność siebie niż ich rówieśnicy.

 

Nasze babcie mówiły: „Zgłodnieje, to zje”. Mówiły też: „Niech nie żre, najwyżej zdechnie”. Dziś zaopatrzeni w wiedzę, której brakowało poprzednim pokoleniom, wiemy, że żadne z tych podejść nie jest prawidłowe.

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Ulubione miejsce w mieście? Ja mam jedno, wyjątkowe


Macie swoje ulubione miejsca w mieście? Muszę się Wam przyznać, że ja mam jedno, a w nim takiego człowieka, który zawsze poprawia mi humor. To szczególnie cenne, gdy mam dzień pełen złego ciśnienia, wszystko się wali i pali. Wtedy biorę swój plecak, pakuję się i wybywam z domu na spotkanie przygody.

Aby tam dojść, muszę przebrnąć przez połowę miasta. Niestety, nie mam za blisko, zazwyczaj przy okazji odbębniam półgodzinny spacer w jedną stronę. To czas na przewietrzenie głowy, przemyślenie po co tam idę i na czym szczególnie mi zależy.

To miejsce ukryte jest w bocznej uliczce centrum.

Z radością zbliżam się do dużego poniemieckiego budynku, wkraczam do gmachu  i już czuję to powietrze specyficznie przesycone minionym czasem i obietnicą ciekawych przygód. Następnie muszę zdecydować, co dalej, wiedząc, że są dwie pary drzwi – jedne na parterze, drugie na piętrze. Omijam wzrokiem te na parterze i wspinam się po drewnianych schodach do góry. Przekraczam próg niemal bezgłośnie i już jestem w środku. Cicho, ciepło, spokojnie….

Zdejmuję z siebie plecak, wyciągam całą jego zawartość i wiem, że nadszedł czas szaleństwa. Wiecie, gdzie jestem?

Jestem w bibliotece!

Tak moi mili, to jest moje ulubione miejsce w mieście. Tam “czeka” na mnie cudowna Pani Grażynka. Bardzo lubię te spotkania, bo zawsze wymieniamy opinie o  ostatnio przeczytanych książkach, polecamy sobie nawzajem coś dobrego. Ja się wręcz czuję tam, jakbym wchodziła do siebie. Zawsze się śmieję, że jak wchodzę do biblioteki, to Ona już wie, co ja bym chciała przeczytać. Uwielbiam spędzać tu czas, ale bez towarzystwa dzieci. Przecież idę tam po to, aby pobyć w błogim spokoju kilka dłuższych minut, odchamić się, zrelaksować.

Dziś znów wróciłam z kilkoma książkami, bo księgozbiór jest bogaty i  w tym ogromie nowości grzechem byłoby powiedzieć, że nie ma z czego wybierać.

Z biblioteki zawsze wychodzę uspokojona i uśmiechnięta, ciesząc się “łupem”, który przemycam w plecaku – do biblioteki zabrać torebkę, to jakby popełnić grzech zaniechania zabrania większej ilości książek do domu ;). Zazwyczaj wypożyczam kilka grubszych książek, bo wtedy mniej więcej na miesiąc mam z głowy problem braku wieczornej lektury. A po tym czasie znów pakuję swój plecak, zostawiam dzieci w domu i podążam do mojego ulubionego miejsca na mieście. Wam również polecam.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. leggidellamagia

    Dziękuję i życzę smacznego dnia !http://are-f.com/

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

10 zastosowań oleju kokosowego, które koniecznie trzeba wypróbować


Chyba każdy słyszał o oleju kokosowym. Ja słyszałam dawno, ale ok miesiąca temu zdecydowałam się na sięgnięcie po ten specyfik. I już żałuję, że tyle czasu zajęło mi zastanawianie się, czy warto!

Uwielbiam olej kokosowy i ze względu na zapach, i to, że można z nim cuda robić, a w zasadzie, że on robi cuda ze mną. Jego wyjątkowe właściwości wynikają z zawartych w nim substancji. A są to cenne dla zdrowia i urody: nasycone kwasy tłuszczowe (m.in. kwas laurynowy, palmitynowy, kaprylowy), jak i nienasycone (m.in. kwas oleinowy, linolenowy), witamina B2, B6, E i C, kwas foliowy, potas, wapń, magnez, fosfor, żelazo, sód i cynk. Nic dziwnego, że olej kokosowy określa się mianem “superfood”. Najlepiej wybierać olej nierafinowany, nie poddawany działaniu wysokich temperatur.

Ja używam do ciała i do włosów – skóra po nim jest cudownie pachnąca, miękka, odżywiona. Włosy są bardziej błyszczące, zdrowsze. Można nim także smarować kanapki, smażyć i nie tylko. Jeśli jesteście ciekawe, podpowiadam, do czego możecie wykorzystać olej kokosowy.

     1.Odżywianie ciała

Najprostsza rzecz. Po kąpieli posmaruj ciało olejem kokosowym (nawet gdy jest twardy w słoiczku, natychmiast rozpuszcza się pod wpływem ciepła ciała) et voila! Rano poczujesz, ile zyskała twoja skóra :)

  1. Maska na włosy

Przed myciem włosów nałóż olej na końcówki, maksymalnie od ich połowy, bo trudno zmyć tłustą skórę głowy. Pozostaw na minimum 20 minut i umyj głowę. Czasem trzeba umyć dwa razy, żeby zmyć tłustą warstwę, ale warto. Stosuję ten sposób regularnie.

  1. Mgiełka na puszące się włosy

Do spryskiwacza wlej wodę i odrobinę oleju kokosowego. Wstrząśnij, by połączyć składniki i spryskaj włosy. Łatwiej będzie je rozczesać i wygładzić, nie przetłuszczając ich równocześnie.

  1. Demakijaż

Skończyło Ci się mleczko do demakijażu, a oporny tusz rozpłynął się po twarzy? Nałóż na wacik odrobinę oleju, przetrzyj powieki, a tusz zostanie z nich zmyty.

  1. Mycie zębów

Olej kokosowy doskonale wpływa na zdrowie jamy ustnej i z powodzeniem może zostać wykorzystany jako alternatywa dla pasty do zębów. Do jednej części oleju dodaj jedną część sody oczyszczonej i kilka kropel olejku eterycznego, jeśli lubisz. Zwolennicy oleju proponują trzymać w ustach odrobinę oleju po wieczornym umyciu zębów, żeby odkazić jamę ustną.

  1. Naturalny dezodorant

Połącz jedną część oleju kokosowego, jedną część sody oczyszczonej i jedną część skrobi kukurydzianej. Możesz dodać kilka kropel olejku eterycznego, według swojego upodobania. Wymieszaj, przełóż do sztyftu lub słoiczka, stosuj na umytą skórę. P.S., Pamiętaj, że ciało może potrzebować kilku dni do przyzwyczajenia się do zmian, więc nie zniechęcaj się szybko.

  1. Do golenia

Tak, dobrze widzisz. Gdy skończy się krem do golenia, posmaruj umytą skórę olejem i posłuż się maszynką. Będzie gładko i bez podrażnień.

  1. Odżywka do rzęs i brwi

Co wieczór nakładaj odrobinę oleju na rzęsy i brwi, by je wzmocnić. Rano możesz przejechać palcem z odrobiną oleju po brwiach, będą wyglądały na ciemniejsze i ułożone.

  1. Odżywczy peeling

Świetny pomysł na złuszczenie i regenerację skóry ciała. 2 łyżki oleju wymieszaj z 4 łyżkami soli gruboziarnistej i wymasuj tym ciało. Spłucz pod prysznicem i nic więcej nie musisz już robić, by cieszyć się gładką skórą.

  1. Maska na popękane pięty

Wieczorem, po wykonaniu peelingu, grubą warstwę oleju kokosowego nałóż na stopy. Załóż grube, bawełniane skarpetki i połóż się spać. Regularne stosowanie tego sposobu jest kluczem do sukcesu. Na suche łokcie i kolana również zadziała :)

Znacie jeszcze inne sposoby na wykorzystanie oleju kokosowego? Podzielcie się nimi w komentarzach.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Joga. Znam zalety, dla których każdy powinien jej spróbować


Od dawna już miałam wielką ochotę, aby wypróbować jogę. Moje życie jest ostatnimi czasy bardzo intensywne, bo przy trójce dzieci,  pracy zawodowej, pasjach, często brakuje tej energii. A czasem odwrotnie – wręcz odczuwam jej nadmiar i fajnie byłoby ją pozytywnie zneutralizować.

Poza tym bardzo mi się podobało, że jogini mają takie smukłe, giętkie ciała, a ich ruchy są zgrabne, wyważone. Oczywiście patrzeć i marzyć to jedno, a zabrać się do dzieła i wejść na matę to drugie.

Pewnego pięknego dnia obudziłam się z mocnym postanowieniem, że zacznę praktykować jogę. Kupiłam matę, zorganizowałam strój, wypożyczyłam książki z biblioteki i znalazłam na YouTube instruktażowe filmiki z poszczególnymi lekcjami. Żałuję, że nie udało mi się zapisać na zajęcia prowadzone przez instruktora w moim mieście, bo jak na złość osoba, która mnie interesowała, prowadzi zajęcia dwa dni w tygodniu, w których nie mogę uczestniczyć.  

Stanęło więc na praktyce w domu. Na początku trochę się krępowałam, no bo umówmy się, jak do tej pory człowiek albo biegał i nikt go nie oglądał, albo dla odmiany siedział sobie na tyłeczku, to nagłe wejście na matę i uskutecznianie dziwnych pozycji (asan), może być odebrane przez rodzinkę jako coś bardzo nietypowego. Po kilku pierwszych lekcjach, które mi się spodobały, stwierdziłam, że już chyba nie mam się czego wstydzić i będę praktykować jawnie, nie uciekając przed wzrokiem innych.

To bardzo proste. Jedyne, co jest potrzebne, to tak naprawdę spokojny kącik (najlepiej pokój, żeby nikt pod nogami się nie plątał), wygodny strój (żadnych skarpetek;)) wyciszenie telefonu komórkowego i wybranie lekcji na YT.

No cóż, ja wsiąkam w to od jakiegoś czasu. Zazwyczaj każdego dnia praktykuję i mam już swoje ulubione asany, które mi odpowiadają. Muszę przyznać, że joga wywarła bardzo dobry wpływ na moje życie.

Po pierwsze – ciało szczupleje. Nawet jeżeli się wydaje że joga to “sport” dla emerytów, to muszę wam powiedzieć, że w zależności od rodzaju jogi, wybierzecie dla siebie i  bardziej energetyczne (na przykład z ćwiczeniami na szczupły brzuch) i totalnie wyciszające, relaksujące.

Po drugie –  bardziej elastyczne ciało, które można wykorzystać w kilku ciekawych sytuacjach ;)

Po trzecie – spokojne myśli. To chyba najważniejsza rzecz, za którą tęsknię co wieczór.  Joga staje się dawką uspokojenia, prawdziwego relaksu i głębokiego oddechu, co jest nie do przecenienia. Uspokaja się serce, mięśnie rozluźniają, a stres odchodzi w zapomnienie.

Po czwarte – miłość :) No bo joga uczy kochać swoje ciało i słuchać go mądrze. To taki odrobinę egoistyczny pierwiastek, z którego każdy powinien czerpać.

Matę najczęściej rozkładam mniej więcej o 22:00, bo tak mi jest wygodnie. Wykorzystuję wtedy jeden z ulubionych filmików relaksacyjnych, bo power jogę wolę w ciągu dnia, na podniesienie energii.

Już po upływie pół godziny czuję, jakby cały ten długi dzień był poza mną. Joga pozwala oderwać myśli od rzeczy, które za mną chodzą i “odpłynąć” nimi w dobrym kierunku.

Stałam się fanką jogi i myślę, że moja przygoda z nią będzie rozwijała się najlepsze – w dzień wersja energetyczna, a wieczorem dla odmiany, relaksująca. Pasuje mi ta różnorodność :)

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Top W Roli Mamy na Facebooku