Znad kołyski 2 listopada 2011

(nie)Znajomi

Pewnie nie tylko mnie przeszło przez myśl o tym, co mnie czeka kiedy przestanę być „brzuchatką”, „ciężarówką”, „mamą 2w1” czy po prostu kobietą w ciąży? I wcale nie mówię o tym, co mnie będzie czekało z punktu widzenia opieki, pielęgnacji i wszystkich czynności związanych z tą małą istotą, która wszystkimi członkami dawała znać o sobie, ucząc mnie przy tym samym (auto)anatomii – bo to wszystko zupełnie mnie nie przerażało. To co zmienia się po narodzinach dziecka to nie tylko dom stający do góry fundamentem. Największa zmiana jest w głowie… nie tylko mojej.

    Po narodzinach Luśki musiałam odnaleźć się w roli mamy – wcale nie trudne zadanie (no może poza faktem, że pewne „coś” nie pozwalało mi przez jakiś czas usiąść). Dałam sobie chwilę na zregenerowanie i powoli naładowałam akumulatory. W może były to baterie słoneczne? W mojej głowie usłyszałam dźwięk „battery full”- jestem gotowa na…

No właśnie na co? Chcę wrócić do „normalności”, ale gdzie są wszyscy? Nikt nie zaczekał? Już mnie wykluczyli? Przecież nie zamęczałam ich opowieściami o kupkach, ząbkach i innych papkach. Oszczędzałam słowa i mówiłam tylko o najważniejszych rzeczach… a może tych ważnych jest zbyt wiele? Nie dla mnie oczywiście! Chcąc być miłosierna znalazłam inne pole wyrażania macierzyńskich spraw najważniejszych. To takie jakby Grono Wzajemnej Adoracji – tu każda kupka jest ważna! Ale tym razem nie o tym.

    Każda kobieta-mama (za mężczyzn ręczyć nie mogę) dzieli życie na „przed ciążą” i „po ciąży”, czyli tzw teraźniejszość. Różnica jest czasem ogromna, ale i odwrotnie proporcjonalna do masy ciała „Kruszyny”, „Okrucha”, a później to już całego „Bochenka”.

W okresie „Kruszyny” następuje największa zmiana (poza faktem owej „Kruszyny”), już nie masz czasu na spontaniczne wyjście z koleżankami, na wypad za miasto, weekend nad wodą. Teraz są rodzinne pikniki, wycieczki rowerowe i inne „mniej” rozrywkowe zabawy. Z czasem już okres „przed” tak jest oddalony, że troszkę można o nim zapomnieć.

I tu właśnie zachodzi zjawisko weryfikacji znajomości. To jest jak test na przyjaciela. Ten prawdziwy, mimo kilku dodatkowych kilogramów, podkrążonych oczu i braku czasu na popołudniową kawę czy wieczorne wino zrozumie, że może już nie będzie tak samo, ale to nie znaczy że ma być gorzej. Ja już będąc w ciąży uprzedzałam, że pewnie będę zanudzać o macierzyństwie i proszę o wyrozumiałość, bo przecież „odpowiedzialność” za relacje nie może spoczywać tylko na jednej stronie.

Problem był też w tym, że niektórzy mają problem ze zrozumieniem, że nie zaangażuję babć w każdy weekend, żeby „poimprezować”, bo po pierwsze wcale mi na tym nie zależało, po drugie to przecież nasze dziecko, wiedzieliśmy „z czym to się je” i jest nam z tym dobrze. Poza tym wolę rytm „dzienno-kawowy” niż „wieczorno-barowy”.

    Były dni, że czułam się fatalnie, bo nikogo nie było koło mnie, wszystkie telefony kończyły się tym samym – „brak odpowiedzi” lub „dziś mam już plany”. Część numerów jest już nieaktywna – sygnał jest, ale brakuje chętnego aby „podnieść słuchawkę”. Ale są i takie numery, które nie dają za wygraną i pozwalają mi żyć w przeświadczeniu, że jednak mój telefon działa i ma się dobrze.

    Nasze macierzyństwo nie jest tylko „testem” dla nas samych, ale i naszych relacji ze światem. Można tylko głośno dziękować jeśli trafi się na mądrych przyjaciół i żeby nie być im dłużnym trzeba mądrze z nimi żyć. Po pierwsze zrozumieć, że nie zawsze to co dla nas jest najciekawsze, ciekawym będzie dla nich; po drugie, że to nasze życie się zmieniło i musimy zrozumieć, że oni „biegną dalej”. Znajdzie się i rada dla tej całej reszty – pamiętajcie, że mimo braku czasu na śniadanie czy sen, często czekamy na „odciągnięcie myśli od codziennych spraw” za Waszą sprawą.

Czy u Was mamusie i tatusiowie zmieniły się relacje ze znajomymi? Towarzyszyły  (lub towarzyszą) Wam takie obawy?

18
Dodaj komentarz

avatar
13 Comment threads
5 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
9 Comment authors
Ania BaciochaAnna CzechEdyta SkrzydłoRegina Adamiec BabulaKatarzyna Kuboszek Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Fizinka
Gość
Fizinka

Ja to bym się mogła chyba podpisać pod tymi słowami.. :)
Ja -nie mam czasu na „balety” a moi znajomi -nie mają czasu na poranno-popołudniową kawkę.
Mnie -nie śmieszą już (tak bardzo) opowieści z życia singla,a moich znajomych -nie śmieszą opowieści z życia mamy… ;)
Potrzebny jest na to złoty środek :) który czasem ciężko ale jednak można znaleźć,trzeba tylko chcieć! :)
My -mamy musimy chcieć zapomnieć na chwilę o pieluszkach i niezrobionym praniu ;)
A nasi znajomi muszą chcieć zapomnieć na chwilę o randkach i imprezach! ;)

Sylwia
Gość
Sylwia

W czasie spotkania mama zapytana co słychac przeważnie najpierw opowie o swoim szkarbie a później o sobie :) Takie już jesteśmy. Znajomi są różni, niektóre znajomości się urwały i utrzymują się na zasadzie smsów, gg itp a inne nadal trwają i nikomu nie przeszkadza że jestem mamą. Są wyrozumiali i wiedzą że nie jesteśmy z mężem tak dyspozycyjni jak kiedyś a wszelkie większe wyjścia musimy planować.

ifka
Gość
ifka

ja w pacy zaprzyjaźniłam się (tak w tedy myślałam) z 2 dziewczynami.Jedna z nich zaszła w ciąże zaraz po mnie i nadal utrzymujemy kontakt a druga hmmm….nie bardzo wiem jak to nazwać..Przestała być przyjaciółką a może w ogle nią nie była?Gdy ostatnio po długim czasie to ja do niej zadzwoniłam z pytaniem czemu się nie odzywa?Usłyszałam: „bo mi się nie chciało” :(:(.Przykre,bo przez ostatnie 2 lata widywałyśmy się po 8 godz.w pracy i żaden temat nie był nam obcy.Zdaję sobie sprawę,że może czasem za często mówiłam o swoim maleństwie,ale to cały mój świat i ona też ma dziecko-co prawda już… Czytaj więcej »

pulpecja
Gość
pulpecja

tekst taki na czasie, na moim czasie…ostatnio stwierdziłam,że moje-nasze życie towarzyskie umarło śmiercią naturalną, co wcale nie oznacza,że jest mi z tego powodu bardzo źle…nie – wręcz przeciwnie, jest mi bardzo dobrze w roli mamy i żony, w naszym zaciszu domowym, ale…właśnie jednak jest to ALE, które czasami daje do myślenia czy aby wszystko jest w porządku skoro nasze relacje ze znajomymi to tylko krótkie smsy, kilkuminutowa wymiana zdań przez telefon, aby być na bieżąco…szersze kontakty czyt. dłuższe rozmowy i częstsze smsy, sporadyczne odwiedziny utrzymujemy ze znajomymi-rodzicami i na tym koniec ZABAWY towarzyskiej. no nic – widać,że każdy (lub większość)… Czytaj więcej »

Alutka1011
Gość
Alutka1011

Jakbym czytała o sobie!Dobrze że sa znajomi którzy są z nami na dobre i na złe i nie pokazują nam swoich „fochów”.Czasami osoba bezdzietna jest bardziej wyrozumiała niż matka i nie wiem z czego to wynika:/

Hanna Szczygieł
Gość
Hanna Szczygieł

Może wynika to z faktu, że łatwiej pogodzić grafik rodzica z osobą dyspozycyjną niż dwóch rodziców ABC ( Absolutny Brak Czasu) :)

Kobiecym_okiem
Gość
Kobiecym_okiem

Ja miałam podobne odczucia, ale nie związku ze znajomymi, ponieważ wszyscy jesteśmy w miarę podobnej sytuacji (jedynka ub dwójka dzieci), ale w pracy. Po powrocie z macierzyńskiego poczułam się w pewien sposób „wykluczona” z życia towarzyskiego, bo żaden z moich współpracowników nie ma rodziny i dzieci. Przez bardzo długi czas trudno było mi się z tym pogodzić, że nikt nawet nie interesuje się tym aspektem mojego życia, podczas gdy ja wyrażałam zainteresowanie innymi osobami. Nie jestem osobą, która publicznie nadmiernie ekscytuje się swoimi macierzyńskimi sprawami, więc nie poruszałam tego tematu. Długo jednak było mi po prostu przykro, że ta część… Czytaj więcej »

Marysia
Gość
Marysia

Dziękuję wiec Bogu, że przy mnie trwają osoby, którym w żaden sposób nie przeszkadza mój dzienno-kawowy rytm, ani nie przeraża dziecko przyklejone do mojego boku :) co więcej, ich ręce i dobre chęci wędrują w kierunku mojego synka częściej, niż do mnie pytanie, czy wyjdziemy gdzieś wieczorem. Tak myślę, że upłynnienie się pewnych osób z otoczenia dzieciatej, to niezła weryfikacja znajomych, i chyba lepiej że następuje ona wcześniej, niż mogłybyśmy zdziwić się w innej sytuacji, że mamy zbyt wielu „papierowych” znajomych:)

Hanna Szczygieł
Gość
Hanna Szczygieł

Racja, racja!!! Nasi znajomi Ci naprawdę bliscy są na swoim miejscu! Aczkolwiek nie my w naszym towaryzstwie przecieraliśmy szlaki :) więc w pewnym sensie przysliśmy na gotowe :P

Magda Kupis
Gość

„Najgorzej” jest gdy jako piersi z „paczki” decydujemy się na rodzinę, bo ta cała reszta dalej będzie robiła to co do tej pory, a my z boku będziemy się im przyglądać,co faktycznie może wyglądać na wykluczenie, a oni sami może nie chcą nam „przeszkadzać” – tak było by jeszcze fajnie, gorzej usłyszeć, że każdy ma już swoją bajkę i niech tak zostanie. Chociaż właściwie nie wiem czy gorzej- bo lepiej teraz niż później (zgadzam się z Marysią)

Iwona Wajs-Gorgoń
Gość

My właśnie byliśmy takimi pierwszymi „z paczki”. Nasze dziecko ma już rok i dopiero teraz pierwsi znajomi będą mieli dzieci. I to nadal Ci znajomi trochę dalsi,a nie bliżsi. Taka sytuacja nie jest komfortowa, ale liczę na to, że oni też w końcu będą w naszej sytuacji, a nam będzie się łatwiej wczuć :) i nie zostawimy ich „w spokoju” tylko dlatego, że mają dziecko :)

Patrycja Zych
Gość

Podpisuję się pod tym tekstem!!! Moje macierzyństwo szybko zweryfikowało kto jest moim prawdziwym przyjacielem ale może i dobrze!! Byłam też jedna z pierwszych wśród koleżanek..

Karolina Liszka
Gość
Karolina Liszka

Mam pytanko do mam które wekują swoje posiłki, jak to robicie? ile taki posiłek moze przebywac w domowej spiżarce ?

Edyta Skrzydło
Gość

Właśnie no cóż….

Katarzyna Kuboszek
Gość

No właśnie cóż dziecko=wykluczeniem z paczki znajomych trudno

Regina Adamiec Babula
Gość

Wygląda na to, że my mamy fajnych znajomych i przyjaciół, bo nie zauważyliśmy zmiany

Ania Baciocha
Gość

A ja gdy urodzila sie 1 córka zdobylam innych znajomych bo ze starych oatatlo sje tylko kilku ale tl wlasciwie tych. Ktorymi najwiecej czasu spędziłam. A zdobylam tych z którymi nie mialam nic wspolnego a połączyły nas dzieci ; p

Anna Czech
Gość

Jak znajomi do kitu to i nie ma do czego wracać :)

Zabawa 29 października 2011

Brzdąc w natarciu

Skończyły się czasy spokojnego siedzenia bądź wykonywania domowych obowiązków, gdy synek leżał i bawił się na macie czy kocyku.  Wystarczyło gotując obiad zerkać czy maluszek bawi się spokojnie czy może śpi. Słodki, bezbronny bobas zmienił się w prawie 8,5 miesięcznego małego odkrywcę, którego wszędzie pełno.

Synek leżenie zamienił na raczkowanie i wspinaczkę.  Najlepszy do uskuteczniania wspinaczki okazał się bujaczek – leżaczek, nie mniej przydatne mamine lub tatusiowe nogi.  Wystarczy objąć i piąć się do góry jak bluszcz.  Alpinista nie przepuści oczywiście także kanapie, fotelom czy nogom od stołu. Nic, co prowadzi do pionizacji i jest w miarę łatwe do uchwycenia nie może stać bezużyteczne. Mój syn zaraz znajdzie mu milion innych zastosowań.

Oczywiście w związku z poczynaniami synka, cały dom musiał przejść ponowną reorganizację w celu spełnienia wymogów bezpieczeństwa. Pojawiły się zaślepki do kontaktów, zabezpieczenia na kanty mebli, pochowałam wszystkie kable i poprzestawiałam kwiatki… Tak kable i kwiatki to ulubieńcy mojego szkraba. Ciągnie go do nich jak kotka. Czai się, a gdy nie patrzę zaraz skrada się by nagle zaatakować lub choć wyciągnąć rączkę, złapać i włożyć do buzi jak nie kabel to listek fikusa.  Na szczęście udaje mi się go zawrócić, gdy tylko zmierza w kierunku „dżungli”.

Zmiany zaszły także w pokoju Kubusia. Łóżeczko zostało obniżone o poziom w dół, co spotkało się z dezaprobatą ze strony mobilnego malucha. W końcu rodzice zepsuli najfajniejszą zabawę, jaką było podciąganie się do klęku i wstawanie.  Zamiast kocyka na dywanie rozłożona kołdra, bo mały odkrywca w czasie wspinaczek zaliczał bęcki a mama nie zawsze zdążyła z asekuracją.  Rozważaliśmy nawet z mężem zakup kasku ochronnego.  Wyglądałby wtedy jak prawdziwy alpinista.

Nasz mały skarbek nie posiedzi w miejsc 10 min (musi coś go bardzo zainteresować np. pilot TV). Jest jak sprężynka, takie żywe srebro. Wszędzie go pełno. Często schowany byłby nie do znalezienia, ale okrzyki radości zdradzają miejsce ukrycia. Nawet nasz czworonóg został wyeksmitowany ze swoim legowiskiem do kuchni. W ten sposób w każdej chwili mogę zamknąć kuchnię dla jego dobra i spokoju.  Synek wprost uwielbia śierściucha i byłby gotowy zagłaskać go na śmierć. Teraz, gdy jest w stanie sam do niego dotrzeć stwierdziłam, że trzeba stanąć w obronie psiaka i synka, bo nigdy nie wiadomo jak zareaguje zmęczony nieustannym tarmoszeniem pies. Poza tym psia karma mogłaby przez przypadek trafić do buźki ciekawskiego malucha.

Jednym słowem mój słodki bobas zmienia się w małego wędrowniczka, odkrywcę.  Mama musi mieć teraz oczy dookoła głowy i być 2 kroki przed pomysłami syna. Mój skarbek codziennie zaskakuje nowymi umiejętnościami, oczekując z błyskiem w oku pochwały. Jego radość z czegoś, co mu się udało dokonać jest bezcenna. Ja natomiast z dnia na dzień zdaję sobie sprawę jak dzieci szybko rosną, rozwijają się i kształtują swój charakter.

Ciekawa jestem, co interesowało Wasze szkraby, gdy stawały się małymi odkrywcami i w jaki sposób starałyście się chronić je przed wypadkami, jakie czyhają na nie w Waszych 4 kątach?

18
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Magda
Gość
Magda

Ja czekam na „natarcie”. Mój brzdąc jeszcze się tak nie porusza. Jeszcze znajduję go w miejscu, w którym zostawiłam. Ale z moich obserwacji wynika, że lada moment ruszy. A wtedy zacznie się przemeblowanie mieszkania w celu zwiększenia jego bezpieczeństwa. I masz rację, dzeci rosną strasznie szybko. Na co dzień tego nie zauważamy, dopiero jak tak człowiek przystanie, poduma…wtedy widać!

Barbara Heppa-Chudy
Gość

Oj wiele niebezpieczeństw czeka na maluchy. My zaliczyliśmy wycieczkę na pogotowie, gdy 10-miesięczny Aleks rozwalił sobie głowę o kant stolika (papierowego z Ikea). Stres ogromny, bo krwi było mnóstwo – dziecko, białą koszulka męża, pokój, łazienka – lało się strumieniem! W rezultacie rana niewielka, obyło się bez szycia (pomógł specjalny plasterek), a doktor wytłumaczył, że urazy główki są właśnie takie „krwawe”. Na drugi dzień kanty stolika zostały ozdobione specjalnymi zabezpieczeniami (polecam te z Rossmanna).
I jeszcze chciałam dodać, że przy wypadku byliśmy oboje – ja i mąż – 10 cm od synka!

Marysia
Gość
Marysia

U mnie działo się dosłownie to samo, przy czym z małym byłam tylko ja, i Bartek gruchnął główką o drewniany kant łóżka :/ Niestety, rodzic choćby miał oczy wokół głowy, nie jest wstanie ochronić malca przez wszystkimi guzami.

Sylwia
Gość
Sylwia

Zgadzam się z tobą Marysiu. Kuba nie raz nie dwa wylądował na dywanie w czasie próby wstawania i zaliczył bęcki w łóżeczku. Żadna mama nie jest w stanie strzec swojego skarbu 24 godziny na dobę. Jak napisałam w tekście Kuba jest dość mobilny a niekiedy nie nadązam za jego pomysłami.

Fizinka
Gość
Fizinka

Mój 7-miesięczny Królewicz też ostro „naciera” :-) od momentu kiedy załapał jak może się SAM przemieszczać (pełzać) ciągle znajduję na Nim nowe siniaki i otarcia!!! :P I z tym pełzaniem doszedł do takiej wprawy że ciężko za nim nadążyć! „Biega” po całym mieszkaniu!Wciśnie się w każdy kąt,wejdzie pod łóżko,pod stolik,za biurko…zagląda do szafek,tarmosi mi firanki,kontakty i wszelkie kable które znajdą się w jego zasięgu! :) No jakby mógł to by rozniósł całe mieszkanie!! :) A to dopiero początek takich przygód! :)
Teraz próbuje się podnosić…..więc już się boję kiedy rozbije głowę,jak Twój Aleks Basiu ?! ;-)

Magdalena446
Gość
Magdalena446

My póki co należymy do „leniwców” i znajduję Maję tam gdzie ją zostawiłam, ale myślę że nasz spokój już długo nie potrwa. Oj, będzie się działo;-)

Sylwia
Gość
Sylwia

Oj będzie wesoło :)

Katarzyna Jaroszewicz
Gość

Oj będzie, będzie:) Ja czasami tęsknię za czasami jak moje dwa kręciołki były mniej mobilne:)

Kobietnik
Gość

My jak nasz pierworodny stawiał pierwsze kroki mieliśmy taki wielki drewniany kojec. Bardzo pomagał. Ale córka w ogóle go nie chciała (kojca ;) Trzeba wszystko co jest za nisko przestawić na górę (szybko się wolne półki zapchają). Kanty stolików zabezpieczyć gumowymi narożnikami. Nie da się wszystkiego przewidzieć, ale z perspektywy czasu, pierwsza ciekawość szybko mija – to co intrygowało na początku staje się normalne.

Iwona Wajs-Gorgoń
Gość

Podstawa to usunąć wszystko niebezpieczne z zasięgu ręki takiego szkraba…ale fakty są takie, że mając oczy na około głowy i zabezpieczone wszystkie niebezpieczne miejsca to i tak może zdarzyć się sytuacja, gdy szkrab coś przeskrobie, gdzieś się uderzy czy stłucze. Możemy prawdopodobieństwo wypadku tylko minimalizować. Przecież takie żywe srebro zawsze znajdzie jakiś nowy sposób na wspinaczkę, mimo, iż my byśmy na to nie wpadli nigdy :)

Aldona Seemann-Gnida
Gość

Olga to żywe srebro :) Jak już tylko przestała być dzieckiem stacjonarnym, to trzeba było mieć ją ciągle na oku a i tak bez wypadków się nie obeszło. Pierwsza i druga krew polała się z rozwalonej wargi- ‚spadając’ z materaca, który i tak leżał na podłodze- końcówka raczkowania a początki chodzenia. Poważniejszy wypadek miał miejsce na tydzień przed świętami Bożego Narodzenia w zaszłym roku- oblała się dziadkową kawą :( Aż wstyd się przyznać były przy tym 4 dorosłe osoby! To był moment i kawa wylądowała na brzuszku Olci. Szczęście w nieszczęściu, że kawa stała już z 5 minut na stole;… Czytaj więcej »

Sylwia
Gość
Sylwia

Aldono nie zazdroszczę przeżyć. Starchu napewno najadlaś się co niemiara widząc jak Ola ląduje na szpitalnej posadzce :( Najważniejsze że nic się jej nie stało. A ta kawa też na szczęscie wielkie szczęscie :D

Aldona Seemann-Gnida
Gość

Oj tak, Ola potrafi zadbać o nasze emocje :) Przypomniały mi się jeszcze jej akrobacje na placu zabaw, czy chęć zjechania na rowerku po schodach!!! W ostatniej chwili ją zatrzymałam. Niestety jest tak, że widzi co robią starsze dzieci i ona też tak chce. Nie raz i nie dwa zwróciłam uwagę takiemu dzieciakowi by np. nie skakał po zjeżdżalni czy huśtał się na stojąco na huśtawkach bo raz, że niszczą, dwa młodsze patrzą i też tak chcą. Wiem, że czasem patrzą na mnie jak na dziwoląga. No ale cóż, chodzi mi tylko i aż o bezpieczeństwo. Tak na marginesie- na… Czytaj więcej »

Kobiecym_okiem
Gość
Kobiecym_okiem

Ze starszym synem było bardzo spokojnie, jeśli nie liczyć upadku z łóżka na wakacjach (a zarzekałam się, że mojemu dziecku się to nie przydarzy). Syn ma raczej spokojny charakter, zwykle po prostu siedział na podłodze i bawił się zabawkami. Ulubioną zabawką była 5-litrowa pusta butelka po wodzie mineralnej, którą targał po mieszkaniu. Oczywiście, na porządku dziennym było szperanie w szufladach, dlatego zostały zaklejone zabezpieczeniami (ale potem żałowałam tego, bo trzeba było zdrapywać klej). Szkrab miał do dyspozycji dolną szufladę w kuchni z plastikowymi pudełkami do zabawy i z tego chętnie korzystał. Rogi stolika kawowego okleiliśmy zabezpieczeniami, które po pewnym czasie… Czytaj więcej »

Aldona Seemann-Gnida
Gość

Moim sprawdzonym sposobem na kleje po taśmach czy naklejkach/nalepkach to zmywacz do paznokci. Nasączyć wacik i kilka razy przetrzeć- powinno pomóc :)

Katarzyna Jaroszewicz
Gość

Ja żadnych szuflad nie zaklejałam, szafek nie zawiązywałam. Wyjęłam z nich niebezpieczne i cenne przedmioty o zostawiłam to co spokojnie może być przeglądane, wyjmowane i wkładane przez małych odkrywców. W kuchni np. w szufladach (tych niżej położonych) zostały ściereczki, fartuszki, zapasowe gąbeczki i plastykowe kubeczki, pojemniczki do przechowywania żywności (oczywiście przed uzyciem wszystko musi zostać umyte:).

Katarzyna Jaroszewicz
Gość

Młody alpinista wymyślił sobie jak wyjrzec przez okno: odsuwał kolejno szuflady, te co niżej to mocniej wysunięte. W ten sposób powstały „schodki”, po których sprytnie się wspinał aż mógł zobaczyć co dzieje się za oknem:)

Basia Wawrzyczek
Gość

O widzę, że panie niezłe zabezpieczenia stosowały, u mnie niczego takiego nie było, mówiło się tylko po kilkanaście razy „nie wolno” i koniec, aż dziecko posłuchało :)

Zabawa 26 października 2011

To co najważniejsze….

  Zanim podjęłam decyzję o ubraniu w słowa moich intymnych uczuć, długo nad tym myślałam. Rozważałam za i przeciw, bojąc się negatywnego odbioru tego, o czym chcę napisać, bo są to zupełnie inne emocje, od tych z którymi mogłam podzielić się z Wami do tej pory.

 Zastanawiam się, czy w życiu każdej matki, kobiety, przychodzi taki czas, gdy wszystko się wali na głowę, nawarstwiają się problemy większe i mniejsze, gdy nawet te nieistotne zamieniają się w trudności z pozoru nie do przejścia.

 U mnie był brak pracy, perspektyw, strach i stagnacja, na końcu również łzy, i wykrzyczany żal do losu. Mocne słowa, zaciśnięte pięści, gdy człowiek aż kulił się w sobie, a w szczególności złość, która uchodziła ze mnie również w kierunku mojego dziecka. Ciężko jest o tym myśleć, jeszcze ciężej pisać.

Będąc blisko wyczerpania i załamania, pomijałam wiele. Drobne rączki wyciągnięte w moją stronę, bywały odrzucane, oczka wpatrujące się w moje oczy, pomijane. Słowo „Mama”, za które niejedna kobieta byłaby wstanie zabić, bywało przeze mnie ignorowane. I choć kocham synka nad życie, czasem chciałam być gdzie indziej, mimo że On potrzebował mnie najbardziej tu i teraz..

Bywało i gorzej. Zdarzało się że klaps i wrzask miał przynieść tak upragnioną ciszę, a przynosił tylko łzy mojemu dziecku, a mi kaca moralnego. Bo miałam nigdy nie uderzyć mojego dziecka, a przyszło mi to z niebywałą łatwością. Możecie pomyśleć o mnie, że jestem straszną matką, i macie do tego prawo, że nie zasługuję na moje macierzyństwo, o czym myśl bolała najbardziej.

Na szczęście w miarę szybko dotarło do mnie, że wolę być niż mieć. Że czasowy brak pracy, nieprzespane noce, obiadek który właśnie wylądował pod stołem, że ziemia z kwiatów rozsypana po całej podłodze, to wszystko tak naprawdę jest nieistotne. Naprawdę nie jest końcem świata.

Ale zrozumiałam to dopiero, gdy dopadła mnie myśl, ukłucie w sercu, że to co ja tak właściwie robię, niczemu nie służy, a przynosi jedynie zachwianie poczucia bezpieczeństwa dziecka. Że to co mnie dusiło i nie pozwalało swobodnie oddychać, to były tylko i wyłącznie moje problemy, a nie problemy mojego dziecka. Nie miałam prawa ich na niego przekładać, bo On je odreagowywał swoim zachowaniem.

Teraz to wszystko zamieniam w przeszłość, choć nie zapominam, bo to najsmutniejsza lekcja, jaką odebrałam od życia, i nigdy nie powinna się powtórzyć.

Naprawdę niewiele trzeba, żeby cokolwiek dla siebie zrobić, ja już nie stoję w miejscu, działam i oczekuję rezultatów. Wprowadziłam drobne, choć ważne zmiany – czas dla siebie, głęboki oddech a dopiero po tym moja interwencja przy awanturach małego.

Ponieważ moje dziecko od 3 tygodni nie przespało żadnej nocy (a ja razem z nim), to kiedy mąż jest w domu, mogę przenieść się spać do innego pokoju, a mąż da sobie sam radę z Małym. Nie muszę i nie chcę być ani „antymatką” ani męczennicą. A przede wszystkim, już zawsze będę miała w pamięci, że to mój mały chłopczyk jest największym darem od losu, i to jego szczęście będzie rzeczą o której pomyślę w pierwszej kolejności. Nie moja praca, nie moje ambicje, i nie pieniądze, ale Moje Dziecko, dla którego chcę być tylko i aż Dobrą Matką.

19
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Fizinka
Gość
Fizinka

„…wolę być niż mieć ” -żeby nie zwariować,powinnyśmy sobie powtarzać to każdego ranka! ;)

Nikt nie jest ideałem,nikt nie jest chodzącym robotem..każdy miewa gorsze chwile,najważniejsze jest to by szybko uświadomić sobie że ” to wszystko tak naprawdę jest nieistotne ” ;)

Cieszmy się tym że mamy dwie ręce i dwie nogi ;) że jesteśmy zdrowe :) że Nasze dzieci są całe i zdrowe! :) A reszta to pikuś! ;)
Jak mówiła bohaterka jednej z moich ulubionych książek/filmu – „Forsę się zorganizuję!Forsę się zawsze da zorganizować! ” ;)

Anonimowo
Gość
Anonimowo

Nikt nie będzie myślał o Tobie jako o strasznej czy złej Matce . Wydaje mi się , że każda z nas wcześniej czy później popełniła jakieś błędy wychowawcze , zareagowała zbyt gwałtownie , odepchnęła nawet w myślach swoje dziecko . Jesteśmy tylko ludźmi i czasami nasza bezsilność bierze górę . Najważniejsze to w porę się opamiętać i nie zatracić się w tym stanie . Trzeba pamiętać o sobie i swoich potrzebach . I czasami dać mężowi wykazać się przy dziecku a samej iść choćby położyć się na chwile :) Przy dziecku priorytety szybko się zmieniają , tylko każda z nas… Czytaj więcej »

Marysia
Gość
Marysia

„Przy dziecku priorytety szybko się zmieniają ” trudno się z tym nie zgodzić :) szkoda tylko, że życie nie zawsze tak pięknie się układa, jak same byśmy tego oczekiwały.

Hanna Szczygieł
Gość
Hanna Szczygieł

Niestety, jak to w życiu zawsze blaski i CIENIE… chyba kazda z mam doświadcza tego o czym napisałaś, myślę że taka matczyna frustracja jest w pewnym sensie pakietem promocyjnym dziecka. Jedni mają problemy ze spaniem albo jedzeniem- ja np. z kazdą z tych kategorii – i choć próbuję brać wiele rzeczy z przymrużeniem oka to nie raz i nie dwa mój umęczony psychicznie duch ulatywał gdzieś z ciała podczas kolejnej awantury nad talerzem i walił wyimaginowaną głową w nieistniejącą ścianę :-P Ostatnio rozchorowałam się, i gdy leżałam w nocy w łóżku z wysoką gorączką ( bołał mnie kazdy milimetr ciała)… Czytaj więcej »

Natalia Smykowska
Gość

Tekst bardzo skojarzył mi się z książką, którą ostatnio czytałam: Zła Matka – Ayelet Waldman… Dzięki niej (choć nie tylko) zrozumiałam swoje zachowania, emocje…nabrałam dystansu… Złym byłoby nie być świadomym własnych błędów… Ja jeszcze pracuję nad sobą, ciągle myślę nad przyszłością, chciałabym coś jeszcze osiągnąć… Mam nadzieję, że Syn mi w tym pomoże :)

Marysia
Gość
Marysia

„Zła matka”- aż jestem ciekawa tej książki :) Przydałby mi się taki tłumacz dla emocji.!

Grymułka :)
Gość
Grymułka :)

Łezka mi się zakręciła w oku, jak to czytałam! Nie wiem, jak to jest być mamą, ale wiem, jak to jest odreagowywać swoje cierpienie i złość na najbliższej osobie na świecie… jak jest potem źle i smutno, gdy przychodzi rozsądek i opanowanie. Masz w sobie mądrość i zawziętość jakiej mało (pamiętam jeszcze z dzieciństwa..hehe), więc jestem pewna, że długo nie zapomnisz tych gorzkich lekcji życia i wyciągniesz wnioski (już wyciągnęłaś). Nigdy nie przeszło by mi przez myśl, żeby nazwać Cię złą Mamą… Dobrze, że starasz się znaleźć chwilę dla siebie :) Trzymaj się dzielnie!!

Agusiak
Gość
Agusiak

Dziękuję Ci za ten tekst…. :*

Żaklina Kańczucka
Gość
Żaklina Kańczucka

Czytam Wasze komentarze, i nawet nie wiecie,ile znaczą dla mnie Wasze słowa, bardzo budujące i bardzo potrzebne. Wspaniały prezent urodzinowy! ściskam Was zaocznie – Żaklina :)

Magda Kupis
Gość

W brew temu co sądziłaś, że mogłyśmy pomyśleć paradoksalnie powiem Ci, że może nie jesteś idealnym człowiekiem (bo takich nie ma), ale za to jesteś idealną matką- potrafiłaś otrząsnąć się, przyznać i naprawić to co sprawiło, że mogłaś o sobie pomyśleć „zła matka”. A do tego jesteś mądrą kobietą- właśnie to wyczytałam z tego felietonu.

Marysia
Gość
Marysia

Dzięki! Najtrudniej jest przyznać sama przed sobą, że to co się robi, nie jest dobre ani dla kobiety-matki, ani tym bardziej dla dziecka.I co ważniejsze, i czego dopiero teraz się uczę- TRZEBA rozmawiać z najbliższymi, o tym co się wewnątrz człowieka dzieje, zanim nie będzie za późno. Zbyt wiele nieszczęść się wydarzyło, ponieważ matki nie miały, bądź nie chciały wsparcia. Trudno jest samej dźwignąć się z „upadku”.

Mkanczucki
Gość
Mkanczucki

A mi sie podobał kawałek o Tatusiu, który zajmuje się synkiem podczas „niedoli” mamy:) podziwiam faceta, nie lada wyczyn :)

Marysia
Gość
Marysia

Hmmm… ciekawe, gdzie można znaleźć takiego mężczyznę…;)?, szczęściara z tej mamy, że nie jest skazana na samą siebie :)

mamax4
Gość
mamax4

ty mama doskonała jesteś i żaden opuszczony wzrok twego dziecka tego nie zmieni . czasem potrzeba być tylko soba i tylko dla siebie choć hwilkę . Co ja mam powiedzieć ???powinnam czuć porazkę z macierzyństwa ,bo nie mam czasu dla swoich dzieci i tak musze czas rozpracowac ,zeby jakoś to było ;d

Marysiu to dla ciebie :D:D

Marysia
Gość
Marysia

Droga mamox4, akurat podziwiać należy Ciebie, zawsze dajesz sobie radę, i nawet trudności które spotykasz nie pozbawiają Cię optymizmu, a całe serce masz dla dzieci! Sama wiesz, że to jest najważniejsze:)

Ciotka-Klotka
Gość
Ciotka-Klotka

Najbardziej mi się podoba komentarz twojego męża! Skromność aż tryska z każdego słowa:) Dobrze, że już wszystko ok. i nie trrzeba Cię reanimować! Gdybyś jadnak potrzebowała to wal jak w dym, ja Cię ustawię przodem do socjalizmu;)

Marysia
Gość
Marysia

hmmmm… przodem do socjalizmu- brzmi co najmniej strasznie, więc do oporu będę trzymała się pionu, do którego postawiłam się sama;) a jak mój mąż dalej będzie tak skromny, to jego trzeba będzie reanimować, bo zbyt długo tego nie zdzierżę ;)

Patrycja Zych
Gość

Poruszający tekst..daje do myślenia!!

Brawa za odwagę..

Marysia
Gość
Marysia

Dziękuję, choć życzę sobie, i nie tylko, aby było jak najmniej podobnych tekstów, bo serce boli na samą myśl o tym, co opisałam. Na szczęście życie bywa przewrotne, i to co przerażało jakiś czas temu, teraz to „pikuś” i wcale nie taki najgorszy, bo los znów zaczyna się uśmiechać. I oby już tak zostało, czego mogę życzyć i sobie i innym kobietom, nie tylko z okazji zbliżających się świąt Bożego Narodzenia :)!
Ż.K.

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close