Emocje 22 listopada 2017

Oddałam się w obce ręce. Nie żałuję! Matce też należy się odrobina przyjemności!

Rozmyślałam o tym od jakiegoś czasu, ale tak się składało, że ciągle zwlekałam i przekładałam to na później.  Lecz w końcu przyszedł moment, że już dłużej czekać nie mogłam, bo naszła mnie silna potrzeba, by sprawić sobie choć odrobinę przyjemności. Tu i teraz! 

Najpierw pogrzebałam trochę w sieci – musiałam przecież znaleźć kogoś, kto spełni moją zachciankę. Przejrzałam kilka stron www, prześledziłam parę profili na fejsie, poczytałam opinie, no i wybrałam.

Złapałam za telefon, wykręciłam numer – z lekkim stresem na karku, bo nie wiedziałam czy mój typ okaże się wystarczająco dobry – odebrała miła pani, zamieniła ze mną dwa słowa i… umówiłam się! O dziwo, na jutro, nie za tydzień, czy za miesiąc. Musiałam więc szybko zwerbować męża do opieki nad dziećmi, bo przecież z nimi nie pojadę!

No więc zwerbowałam. Tata został z latoroślami w domu, a ja samiusieńka sama (jak rzadko kiedy!) i podekscytowana pojechałam, oddać się w obce ręce…

Na miejscu okazało się, że nie jestem dzisiaj jedyna. Poza mną były jeszcze trzy inne kobiety i jeden mężczyzna, co jeszcze bardziej mnie zachęciło by tu wejść i przekonać się na własnej skórze, czy to miejsce warte jest grzechu. A taką właśnie miałam nadzieję!

Miła pani zza lady oznajmiła, że to ona się mną zajmie. W pierwszej chwili poczułam lekkie rozczarowanie, bo wolałam, żeby jakiś (przystojny)  facet wziął mnie w obroty, no ale… całkiem sympatyczna była i dosyć ładna, więc się zgodziłam.

Bez zbędnych gier wstępnych kazała mi się rozebrać i wygodnie usiąść w fotelu. A potem nie musiałam już robić nic. Dosłownie nic. To ona przejęła pałeczkę. Ja mogłam zamknąć oczy i w pełni się zrelaksować – nareszcie!

Robiła to dosyć powoli, ale bardzo delikatnie, bacznie mi się przyglądając i co rusz pytając – czy wszystko w porządku? A było! I to jak! Dotyk jej dłoni sprawiał mi tyle przyjemności, że jedyne o czym myślałam, to to, żeby ta chwila trwała wiecznie!

Nie przeszkadzało mi nawet, że nie byłyśmy same i inni mogli nas obserwować. Ale w sumie ja też mogłam – podglądać i podsłuchiwać i to było fajne!

Nie sądziłam też, że damskie dłonie mogą sprawić tyle przyjemności. Dotąd myślałam, że tylko faceci tak potrafią. Dobrze więc, że nie uciekłam i spróbowałam. Nie żałuję.

Do domu wróciłam z uśmiechem na ustach, zrelaksowana i nieco odmieniona – co pochwaliła moja druga połowa, o nic przy tym nie pytając – dzięki Bogu!

Z niecierpliwością będę czekać na kolejne spotkanie, choć ze smutkiem stwierdzam, że to dopiero za 2-3 miesiące, no ale… włosy szybciej mi nie odrosną więc nie ma sensu pchać się tam wcześniej! A póki co, cieszę się, chyba znalazłam dobrego fryzjera, albo raczej fryzjerkę, której tak długo szukałam ;-)

Subscribe
Powiadom o
guest

2 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Niepoprawna Optymistka

Fizinka uwielbiam twoje teksty!

W roli mamy - wrolimamy.pl

?☺️?

Gry planszowe i nie tylko 22 listopada 2017

ILE WAŻY WAMPIR ZWYCZAJNY I INNE ZAGADKI FAUNY

„Dla ciebie to będzie jeszcze trochę trudne, bo gra jest raczej dla starszych dzieci” powiedziałam do 8-letniej córki, która z zainteresowaniem rozkładała planszę. Nie zniechęciło jej to jednak i wyraziła od razu chęć rozegrania partii tylko ze mną, nie czekając na powrót tatusia ani brata. Pół godziny później poniosłam pierwszą porażkę grając w Faunę. Wydawało mi się, że gra będzie zbyt trudna dla dzieci poniżej 10 lat (od takiego wieku zresztą jest polecana) – trzeba się w niej wykazać nie tylko wiedzą na temat zwierząt, ale także znajomością mapy świata i umiejętnością szacowania rozmiarów i ciężaru zwierzęcia – okazało się jednak, że dla osoby dorosłej, która w dodatku zawsze lubiła biologię i geografię, też nie jest to bułka z masłem.

Duża plansza przedstawia mapę świata podzieloną na obszary, a pod spodem umieszczone są trzy podziałki (ciężar, długość/wysokość i długość ogona) oraz tabela z punktacją. Każdy z graczy dostaje 6 znaczników do typowania odpowiedzi oraz dodatkowy, który ustawia się na torze z punktacją. Jeden z graczy otrzymuje również figurkę lwa, która po każdej rundzie jest przekazywana kolejnej osobie i oznacza gracza rozpoczynającego daną rundę. W grze mamy do dyspozycji 180 dwustronnych kart. Strona z zielonym obramowaniem to zwierzęta łatwiejsze, takie jak tygrys azjatycki, kormoran zwyczajny, zając szarak, błazenek czy kameleon jemeński – nawet jeśli nie jesteśmy w stanie poprawnie oszacować ich wagi i rozmiarów, to przynajmniej w większości kojarzymy, że takie zwierzęta istnieją, a często w nazwie znajduje się podpowiedź co do miejsca ich występowania. Zwierzęta z drugiej strony karty (z czarną obwódką) są nieco trudniejsze, np. pekariowiec obrożny, majkong krabożerny, trzewikodziób, pangolin olbrzymi, (ktoś wie, co to w ogóle jest?). Na szczęście są obrazki, więc można na ich podstawie starać się wytypować poprawne odpowiedzi, ale zdarzają się niespodzianki…
Karty wkładamy do pudełka w taki sposób, żeby widoczna była tylko górna część. Jest na niej umieszczony obrazek zwierzęcia, jego polska i łacińska nazwa oraz informacje, które gracze będą starali się odgadnąć – obszary, na których występuje (podana jest ich ilość), ciężar oraz w zależności od rodzaju zwierzęcia jego długość lub wysokość i ewentualnie długość ogona. Po przyjrzeniu się widocznej części karty gracze po kolei ustawiają po jednym znaczniku na planszy tak długo, aż wszyscy spasują. Miejsce, na którym jakiś gracz postawił znacznik, automatycznie jest zablokowane dla pozostałych – można co najwyżej postawić swój znacznik na polu sąsiadującym. Nie ma natomiast obowiązku typowania wszystkich cech ani narzuconej kolejności – można zacząć od obszarów (szczególnie jeśli jest ich przy danym zwierzęciu niewiele i chcemy zająć to właściwe pole) albo od długości lub ciężaru. Można nawet dać kilka znaczników na tej samej skali, pod warunkiem, że dane miejsce jest nadal wolne.
Gdy wszyscy gracze spasowali lub skończyły się im znaczniki, następuje faza punktacji. Punkty dostajemy za poprawne odpowiedzi lub za obstawienie sąsiedniego pola, natomiast wszystkie znaczniki, które nie były na właściwych lub sąsiadujących polach, zostają ustawione obok planszy jako rezerwa i po każdej rundzie dostajemy z powrotem tylko jeden z nich (więc trzeba typować rozważnie).
Niekoniecznie wygrywają osoby, które najlepiej znają zwierzęta, choć na pewno ogólna orientacja w tej tematyce jest pomocna. Gra robi się też nieco łatwiejsza po kilku rozgrywkach, bo pierwsze próby szacowania wielkości czy ciężaru bywają trudne. Zazwyczaj na początku (szczególnie jeśli gramy z młodszymi dziećmi) dla ułatwienia podpowiadamy, że plansza ma ok. 50 cm szerokości i ponad 70 cm długości, my mamy tyle a tyle wzrostu, a ten pokój ma tyle metrów itp. Podobnie z ciężarem – tyle waży batonik, tyle paczka mąki, tyle wy, a tyle tatuś ;-)
Przyznaję, że w rodzinnych rozgrywkach najczęściej ogrywa nas 11-letni syn, który może fanem zwierząt nie jest, ale po początkowych niepowodzeniach opracował własną strategię obstawiania odpowiedzi (np. kiedy nie ma pojęcia, jaki obszar wytypować, ustawia znacznik na terenie morskim, który sąsiaduje z jak największą ilością innych terenów, porównuje, co inni obstawiają itd.).
Po kilkunastu rozgrywkach mam wrażenie, że wbrew pozorom to nie informacje o zwierzętach są głównym elementem edukacyjnym tej gry. Oczywiście dowiadujemy się wielu rzeczy, choć w głowie zostają nam chyba głównie te, które w jakiś sposób nas zaszokowały (np. że ptaki są takie lekkie albo jakieś zwierzę występuje w Afryce, choć „wcale tak nie wygląda”), ale przede wszystkim podoba mi się to, jak z każdą kolejną grą dzieci lepiej się orientują w mapie świata. Zazwyczaj zachęcamy je również do samodzielnego podliczania punktów, więc przy okazji załatwiamy ćwiczenie matematyki ;-)
Jak przy wszystkich podobnych grach, powstaje obawa, że będzie ona „jednorazowa”, bo po wykorzystaniu znajdujących się w niej kart, gracze praktycznie będą znali wszystkie odpowiedzi. Nie wiem, jak intensywnie trzeba by było grać i jak dobrą mieć pamięć, żeby coś takiego miało miejsce. W jednej rozgrywce zazwyczaj zużywamy 4-8 kart, więc spokojnie wystarczy ich na kilkadziesiąt rozgrywek. Zazwyczaj staramy się brać za każdym razem nowe karty, ale kiedy testowo dorzuciłam parę już wykorzystanych, praktycznie nikt z nas nie pamiętał wcześniejszych odpowiedzi. Jest oczywiście parę charakterystycznych zwierząt, które łatwiej zapamiętać, ale mimo wszystko raczej nie odbierze to przyjemności z gry, bo wtedy pozostaje kombinowanie, które pola obstawić w pierwszej kolejności, bo najszybciej mogą zostać „zabrane” przez innych graczy. Myślę, że prędzej znużymy się częstym graniem w tą grę niż nauczymy się na pamięć kart.
Ogromną zaletą jest dla nas fakt, że w Faunę można w grać w 2-6 osób, więc nadaje się zarówno do zabawienia chorego dziecka, jak i do rodzinnych rozgrywek z dziadkami lub na planszówkowe spotkania ze znajomymi. W zależności od ilości graczy rozgrywka nabiera innego charakteru. Przy 2-3 grających praktycznie zawsze możemy obstawić poprawną odpowiedź lub pole sąsiednie (albo przynajmniej to, co nam się wydaje właściwą odpowiedzią). Rozgrywka jest w miarę szybka i nie trzeba długo czekać na swoją kolej, co dobrze się sprawdza również z młodszymi graczami. W pełnym składzie jest trochę większe zamieszanie i mniej zaangażowani gracze mogą się zacząć nudzić. Zazwyczaj punktuje się mniej i nieraz trzeba zrezygnować z zaznaczania długości czy ciężaru nie dlatego, że nie mamy pojęcia, co obstawić, ale dlatego, że przykładowo pola od 100 kg po 2 tony zostały już zajęte przez innych i zakładamy, że w tej sytuacji na pewno nie trafimy dobrej odpowiedzi (tutaj tym bardziej trzeba strategicznie przemyśleć kolejność odgadywanych cech).
Fauna to solidna pozycja wśród gier, które bardziej niż na zabawę stawiają na wartości edukacyjne. Nie oznacza to, że nie można się przy niej dobrze bawić. Nie brakuje w niej również myślenia strategicznego, choć trudno ją zaliczyć do gier typowo strategicznych. Dla młodych miłośników zwierząt lub fanów kanału National Geographic pozycja obowiązkowa.
Dziękujęmy Rebel.pl za przekazanie egzemplarza recenzenckiego gry!
Subscribe
Powiadom o
guest

2 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Niepoprawna Optymistka

Gra wygląda ciekawie, chyba się skusimy :)

W roli mamy - wrolimamy.pl

zapraszamy do REBEL.pl

W przedszkolu 21 listopada 2017

Masz w domu uparciucha? – gratulacje!

„Człowiek rozsądny dostosowuje się do świata; człowiek nierozsądny z uporem próbuje dostosować świat do siebie. Dlatego wszelki postęp zależy od ludzi nierozsądnych.”

                                                                                                          – George Bernard Shaw

Córka – mój starszy przedszkolak przechodzi płynnie z jednego nie-buntu w kolejny. Niezmiennie zadziwia mnie jej determinacja. Gdybym miała choć w połowie tyle silnej woli co starsze potomstwo, dostałabym już dawno podwyżkę. Jeśli już się na coś zaweźmie, nie odpuści.

Kto nie chciałby upartego dziecka, no kto?

Choć strój wróżki, w którym poszła ostatnio do przedszkola wzbudzał spore emocje, bardzo cieszy mnie jej asertywność i samozaparcie. Radość, że wychowuję młodą kobietę, która ma swoje zdanie i wie czego chce, jest niezmiernie budująca, nawet wtedy gdy muszę przeszukać całe mieszkanie, bo obiad jemy tylko fioletową łyżeczką z myszką Minnie.

Jak zamienić osiołka w Ferrari

W tej drodze przez mękę pełnej upartości i zawziętości, jaka nam towarzyszy w codziennym macierzyństwie, pojawiło się  światełko nadziei. Doszły mnie słuchy, że gdzieś  hen daleko, po latach obserwacji i analiz, jacyś mądrzy ludzie doszli do wniosku, że dzieci które sprzeciwiają się rodzicom i łamią zasady, w życiu dorosłym odnoszą sukcesy zawodowe, a nawet zarabiają więcej, niż ich posłuszni koledzy.

Jak uparty pięciolatek zamienia się w grubą rybę

Okazuje się, że osobowość buntownicza, oraz cechy takie jak opór i bezkompromisowość, mogą zaowocować w dorosłym życiu grubym portfelem. Wyciągnięte przez badaczy wnioski, wskazują,  że wspomniane wyżej cechy są charakterystyczne dla dzieci lubiących współzawodnictwo w klasie, chcących zdobywać wyższe noty, a co za tym idzie w życiu dorosłym bardziej samodzielnych i wymagających wobec otoczenia. Nasze uparciuchy nie będą słuchać rówieśników, będą podążać własnymi ścieżkami,  to one będą wyznaczać nowe trendy.

Nie wszystko złoto co się świeci

Uparte dziecko to nie miód i przyjemności, naprawdę trudno  jest ukierunkować ten upór w taki sposób, żeby wychować dobrego człowieka. Uparte dzieci mają tendencję w życiu dorosłym do dążenia do celu po trupach. Dlatego tak ważna jest relacja rodzic – dziecko, która nawet małemu antagoniście pomoże dokonać dobrych wyborów. Antagoniści to dobrzy liderzy. Świetnie, tylko zanim moje potomostwo zamieni się w odnoszącą sukcesy kobietę biznesu, liderkę  i inspiratorkę, będę musiała przetrwać dwadzieścia lat edukacji szkolnej pełnej konfliktów, sprzeczności, walki o oceny i rozczarowań.

Co może nam ułatwić ten czas?

Dialog, rozmowy, umiejętność słuchania, jeśli się zacietrzewi w swoich racjach, warto pobawić się w coacha i zadawać pytania z prośbą o uzasadnienie. W ten sposób nasza uparta latorośl może sama dojść do tego, że nie ma racji.

Pułapka negocjacji

Pamiętajcie, że wasz prywatny negocjator może uzasadnić swoje racje na tyle dobrze, że będziecie musieli ustąpić. Nie wiem czy jestem na to gotowa.

Zżera mnie ciekawość jak radzicie sobie ze swoimi domowymi buntownikami, ja jestem na początku tej drogi i czekam na wasze doświadczenia i komentarze.

Do poczytania:

http://time.com/4130665/why-its-great-to-have-a-stubborn-child/

https://www.inc.com/jessica-stillman/study-stubborn-kids-are-more-likely-to-be-successful.html

Subscribe
Powiadom o
guest

6 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Kinga Sołtys
4 lat temu

Najstarsza idzie na kompromis, średniak przeważnie stawia na swoim jak nie da się to jest bunt. Najmłodsza nie daje za wygraną i zawsze postawi na swoim ..

Angelika Handzełko
4 lat temu

Mam dwoje utartych. ale nie daje za wygraną, ewentualnie kompromis :)

Krzysia Sadowska
4 lat temu

Ja mam troje uparciuchow

Ula Sarna
4 lat temu

Same uparciuchy w domu. Pacyfikacja tylko przez negocjacje

Radek Paulinka
4 lat temu

Najstarsza idzie na kompromis średnia SOE buntuje a najmłodszą zawsze wygrywa…. Na mała nie ma mocnych

Magie Bryła
4 lat temu

Obaj uparci chodź młodszy syn bardziej ale przez to osiąga co chce …tzn nie ze.na haha ale jak chciał wszystkie maskotki że stokrotki jak były , tak się zakrecikam wokół każdego ze i ja i mąż i dziadki i szwagierka każdy mu kupił :)

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close