Okno życia, czyli trochę lepszy śmietnik? No, ja się z tym nie zgodzę


Koleżanka podesłała mi w wiadomości prywatnej post, który umieściła na swoim Fb pani Joanna Senyszyn, znana z odważnego wyrażania swoich opinii, często kontrowersyjnych. Osobiście lubię osoby o wyrazistych poglądach, ale ja również mam pewien zakres tolerancji. Gdy przeczytałam dziś jej zdanie na temat okien życia, coś we mnie pękło:

“Okno życia, czyli trochę lepszy śmietnik.

Kilka dni temu do okna życia ktoś podrzucił dwoje dzieci. Zwolennicy tego rozwiązania, rodem z XII w., zapominają, że powstało w czasach, kiedy dzieci nie miały żadnych praw, były uważane za własność rodziców, którzy je bezkarnie bili, porzucali, a nawet zabijali. Okno było wówczas sensowną alternatywą dla śmietnika.

Powrót do okien życia w III RP to sygnał, że pod względem ochrony dzieci i ich praw wracamy do średniowiecza. Okna życia są złym rozwiązaniem, ponieważ:

  1. uczą przedmiotowego traktowania dzieci – kiedy dziecko się znudzi lub zacznie przeszkadzać można je bezkarnie, anonimowo wyrzucić, jak niepotrzebną rzecz;
  2. uczą niefrasobliwości w podejściu do rodzicielstwa, gdyż zdejmują z rodziców odpowiedzialność za własne dziecko;
  3. pozbawiają dziecko godności, co narusza międzynarodowe konwencje praw człowieka;
  4. uniemożliwiają dziecku realizację prawa do poznania swojego pochodzenia”.*

Rozumiem część z jej obaw, ale porównanie do śmietnika miejsca, które ma służyć anonimowemu oddaniu dziecka do adopcji przez rodziców niemogących się nim zająć, jest nieporozumieniem.

Właśnie dzięki takim oknom życia, matki – ja myślę, że z ogromnym bólem serca – zostawiają swoje maleństwa pod opieką sióstr zakonnych, a następnie państwa. I tak było tym razem. Zaalarmowane zakonnice zauważyły dwumiesięczną dziewczynkę w oknie życia, a przy nim, w wózku, siedział jej półtoraroczny brat…

Szczerze mówiąc jest mi ciężko to ogarnąć, ale nie chcę i nie będę oceniać matki tych dzieci, bo nie chodziłam w jej butach i nie mam jej doświadczeń. Sytuacja jest trudna do wyobrażenia, a motywy ku temu musiały być bardzo poważne. Myślę, że skoro ta kobieta opiekowała się synkiem przez półtora roku, wcale nie był jej obojętny jego los, więc co musiało się wydarzyć w jej użyciu, że zdecydowała się na tak trudny dla matki krok? Tym bardziej, że oddała dwójkę dzieci… Nie mam pojęcia, ale chwała jej za to, że zostawiła je w oknie życia, że nie zamordowała, nie wywiozła do lasu lub nie popełniła innego okrucieństwa, o którym usłyszelibyśmy w telewizji.

Historie z ostatniego tygodnia ze znalezionymi zwłokami maleńkiego dziecka w kartonie sprzed 8 lat, o noworodku, który zmarł na skutek wyrzucenia go przez matkę po porodzie przez okno i wiele, wiele innych historii, boję się pomyśleć, co nas czeka jeszcze.

Tym bardziej wieszanie przez internautów psów na matce, która oddaje swoje dzieci w ten sposób, jest jakąś kompletną pomyłką. A mówienie, że owe okna to złe rozwiązanie, bo są niczym śmietnik, to porażka. I mam nadzieję, że po tym medialnym w szumie, kolejne matki, które nie będą w stanie zająć się swoimi dziećmi, nie będą bały się umieścić ich w takich miejscach. Nie chcę myśleć, do czego desperacja mogłaby popchnąć kobiety, gdyby nie mogły skorzystać z tych “złych” okien życia.

Autor wypowiedzi: Joanna Senyszyn

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Gdzie twoja ambicja? Czyli słów kilka o motywacji


Miewacie problemy ze zmotywowaniem dzieci do sprzątania albo czytania lektur? A może sami potrzebujecie czasami motywacyjnego kopa do działania? Normalka, myślę, że wszyscy mamy lepsze i gorsze chwile.

Jak radzić sobie ze spadkiem motywacji? U dorosłych sprawa jest prostsza, bo wiem co mnie motywuje. Czasami jest to wizja sukcesu, którym może być czyste mieszkanie, innym razem wizja podwyżki albo awansu zawodowego, ciężki dzień w pracy wynagradza mi wizualizacja końca dnia i możliwości jakie daje mi praca w lepszych chwilach – ciekawe szkolenia, miła atmosfera etc.

A jak motywujecie dzieci do działania, gdy dopadnie je wszechogarniający “mitowisilizm”? Ja stosuję wzmocnienia pozytywne, czyli mówiąc wprost, daję im nagrody…

Wiem, wiem, najważniejsza jest motywacja wewnętrzna i wielkie chapeau bas dla tych wszystkich, którzy nigdy nie wzmacniają pozytywnie i nie nagradzają. To wspaniale, ja jednak stosuję nagrody a jedyne usprawiedliwienie jakie mam na swoją obronę to hedonizm, bo nagradzanie dzieci po prostu sprawia mi przyjemność.

Możemy być zmotywowani z wielu powodów. Może być to motywacja wewnętrzna — potrzeba, pragnienie samodoskonalenia, zdobywania wiedzy, ciekawość świata, lub motywacja zewnętrzna, czyli wpływ otoczenia, czasami wizja oceny w szkole, auto sąsiada, do którego aspirujemy itp.

Skąd się bierze brak motywacji – hmm w moim przypadku z wycieńczenia, ale wiecie, jak to jest z gromadką latorośli przyczepioną do stopy niczym Mord do stopy króla Juliana…

Jak dobić resztki motywacji?

Ale tak na poważnie, skąd się bierze to poczucie, że mi się nie chce, że mam dosyć, że nie czuję potrzeby? Podobno taka rezygnacja wynika z braku widocznych celów, natłoku obowiązków, strachu przed porażką, zniechęcenia przez osoby trzecie – ta sytuacja występuje czasami w szkole, gdy dziecko po serii porażek zniechęca się do dalszej nauki, a czasami nawet do całego przedmiotu. Rodzice też mogą mieć wpływ na motywację dzieci (tak, my też nie jesteśmy bez winy)

– Posprzątałeś klocki, a czemu nie schowałeś butów do szafy? Czy to brzmi jak wzmocnienie pozytywne? – no niestety nie, to brzmi jak niezadowolenie, zamiast pomagać, deprymuje.

– Dostałeś czwórkę – to słabo, a Konrad dostał piątkę, przecież nie jesteś głupszy. W takiej sytuacji dziecko słyszy „jesteś … głupszy”.

Czy można zachęcić? – można.

Na przykład poprzez zabawę i luźne podejście do tematu. Baw się wszystkim – można bawić się w sprzątanie, gotowanie, chowanie ubrań do szuflady… Bywają jednak dzieci niereformowalne, np. moje, które uwielbiają wyrzucać z szuflady, bo wkładanie nie jest już takie zabawne. Ale na szufladzie świat się nie kończy. Lubią za to zbierać klocki do pudełka na kółkach, a później zawozić pudło do swojego pokoju.

Ciężko komuś kazać się motywować, tak się nie da. Mózg to taki skubaniec, że jak sam się czymś nie zainteresuje, albo nie uzna czegoś za przydatne, to będzie nam ciężko namówić owy mózg do współpracy. Są jednak sposoby, które wspierają proces motywacji.

Lubicie, jak szef was klepie po ramieniu mówiąc „dobra robota”? Ja bardzo lubię, nawet jeśli nie wiąże się to z podwyżką czy glorią i chwałą na wieki.

Warto wzmacniać. Warto wspomnieć, że trzeba rozmawiać i wyrażać aprobatę w sposób konstruktywny, chwalić wysiłek – „świetnie dobrałeś kolory, bardzo oryginalnie”. Na początku możemy mieć z tym problem, bo najprościej powiedzieć „super, ale ładnie”, ale warto wyrobić w sobie nawyk odpowiedniego chwalenia. Z czasem będzie coraz łatwiej.

Co jeszcze możesz zrobić?

  • Nie wyręczaj – o tak, to zmora rodziców. „Daj mama ci ściągnie buty”, „Zostaw, bo się wybrudzisz, mama cię nakarmi”. Czasami dobrze jest wyjść 5 minut wcześniej i pozwolić samodzielnie się dziecku ubrać.
  • Nie krytykuj – to bardzo demotywuje.
  • Motywuj postaciami osób, do których dziecko może aspirować – każdy powinien mieć jakieś autorytety w życiu.
  • Nie zniechęcaj.
  • Nie używaj słów „w końcu”, „nareszcie”, bo podkreślają porażkę zamiast sukcesu.
  • Pokaż widoczny, osiągalny cel – czemu dzieci nie lubią robić niektórych rzeczy? – bo nie wiedzą, po co je robią, dokładnie tak jak my, dorośli.

Sztuczki motywacyjne?

Osobiście jestem bardzo ciekawa jakie macie sposoby na motywowanie swoich dzieci, zastanawiam się nad istotą tablic motywacyjnych.

To system wzmacniania pozytywnych zachowań. Wspólnie z dzieckiem warto określić cel, do którego dążymy. Jeżeli jesteście przeciwnikami nagród rzeczowych, to dobrym rozwiązaniem może być wspólna kreatywna zabawa, budowa szałasu, wyjście na basen, lub coś wyjątkowego co możecie zrobić razem, a na co nie macie czasu na co dzień.

Skąd wziąć tablicę motywacyjną?

  • Można zrobić samodzielnie
  • Można kupić gotową
  • Można wydrukować szablon z Internetu

Ja bym optowała za samodzielnym zrobieniem tablicy, ponieważ kupne gotowe do użytku mają często zbyt wiele umiejętności i nie są dostosowane do konkretnego wieku i potrzeb dziecka. Sama właśnie pracuję nad naszą — a moim celem jest nauczyć panie odkładania rzeczy na miejsce. Wiem, że w przedszkolu nie mają tym problemu, za to w domu graniczy to z cudem. Czas zakasać rękawy. Życzcie nam powodzenia!

A może macie własne tablice motywacyjne? Wrzućcie zdjęcia w komentarzach :-)

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Zastanawiałam się już nad tablicą motywacyjną, tylko musimy zrobić swoje, by dostosować je właśnie do naszych dzieciaków. Najstarsza jest w drugiej klasie i czasami nieźle walczymy z odrabianiem lekcji. Niestety z moją cierpliwością nie jest najlepiej, szczególnie gdy na ręku trzymam najmłodszą córcię i wiem, że za chwilę trzeba nam ruszać na jakieś dodatkowe zajęcia albo po dwójke pozostałych do przedszkola. Może właśnie tablica pomoże nam się zmotywować i skupić na pozytywnych aspektach? Trzeba spróbować :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Łap za cycki i wygraj!


Październik to międzynarodowy miesiąc walki z rakiem piersi. Myślisz, że ciebie to nie dotyczy? Rak piersi jest najczęściej diagnozowanym nowotworem u kobiet, a 35% z nich nie ma szansy na wyleczenie. W Polsce nadal jest on wykrywany za późno. Więc łap za cycki i wygraj swoje życie. Nie wiesz, jak się za to zabrać? Wystarczy sześć kroków. Gotowa?

Raz w miesiącu przyjrzyj się swoim piersiom i dosłownie złap się za cycki, lub poproś męża, on chętnie ci pomoże. Piersi badaj dokładnie między szóstym, a dziewiątym dniem cyklu. Stań przed lustrem lub mężem, lub połóż się w łóżku.

  1. Stój bo strzelam, czyli podnieś obie ręce do góry. Sprawdź, czy nie widzisz zmian w kształcie twoich piersi, kolorze skóry. Zwróć uwagę, czy brodawki nie są wciągnięte, a skóra się nie marszczy.
  2. Stań jak bohater, czyli połóż swoje ręce na biodrach i przyjrzyj się swoim piersiom, tak jak przed chwilą.
  3. Ściśnij najpierw jedną brodawkę, a potem drugą i zwróć uwagę, czy nie wycieka z nich wydzielina.
  4. Czas na macanko, czyli to, co mężowie lubią najbardziej. Podnieś prawą rękę i połóż ją za głowę, a lewą rękę połóż na prawej piersi.  Zacznij od obojczyka i kieruj się wokół piersi, przesuwaj palce do jej środka, naciskając trzema środkowymi, i zataczaj drobne kręgi wokół piersi. Staraj się nie ominąć żadnego miejsca.
  5. Zbadaj również lewą ręką prawą pachę, sprawdź, czy węzły chłonne nie są powiększone.
  6. Zmiana ręki i czas na skontrolowanie drugiej piersi. Sprawdź, czy nie wyczuwasz zgrubień lub guzków.

Jeśli coś cię niepokoi udaj się do lekarza i opowiedz mu o swoich obawach. Nie czekaj, nie przekładaj na później. Wcześnie zdiagnozowany rak piersi daje większe szanse na powrót do zdrowia.

Brawo, a teraz mam dla ciebie nagrodę, chcesz? Weź udział w szóstej edycji kampanii dotykam=wygrywam, w ramach której oddając swój stary biustonosz dostaniesz bon o wartości 20 zł na zakup nowego jeśli upewnisz się, że jest dobrze dopasowany do twojej figury i potrzeb. Do tego wesprzesz Polskie Amazonki Ruch Społeczny. Pełną listę sklepów biorących udział w akcji znajdziesz tutaj.  

Chcesz więcej? To mam dla ciebie jeszcze jedną niespodziankę. Niedawno odbyła się promocja książki Izabeli Sakutovej, której autorkę ostatnio można zobaczyć w programie „Supermodelka Plus Size”, jako specjalistkę od braffitingu. W książce „Braffiting. Lifting piersi bez skalpela” autorka  zasypie cię wskazówkami jak prawidłowo dobrać biustonosz, jaki krój będzie dla ciebie najlepszy, dlaczego powinnaś mieć minimum 3 biustonosze w swojej szafie, oraz co to oznacza, że stanik ma odpoczywać. Ta książka może być twoja. Wystarczy, że w komentarzu napiszesz dlaczego chcesz ją dostać?

Na zgłoszenia czekamy do czwartku, 19.10.2017. Redaktorki bloga wybiorą najlepszą odpowiedź, a wyniki opublikujemy do końca tego tygodnia na naszym profilu fb :) Powodzenia!

Zdjęcia: Materiały Prasowe Panache

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Oglądałam Panią Izę na Polsacie. Książka pomogłaby mi postawić moje cyce na właściwym miejscu :p

    1. Bardzo dziękuję za oglądanie Supermodelki i słuchanie moich porad :)

  2. Tak szczerze mówiąc…i ze wstydem sie przyznawszy…nigdy nie potrafiłam dobrać odpowiedniego biustonosza do swoich piersi…trochę wstyd sie przyznać ale ta książka rozwiązała by mój problem z niewiedzą!

  3. Moja mama przegrała walkę :(
    Tym bardziej warto mówić o takiej akcji. Super dziewczyny, że poruszacie ten temat!

  4. Czeka na was książka! Do czwartku czekamy na wasze komentarze!

  5. Jak dobrać odpowiedni biustonosz??? Bardzoooo długo nie miałam o tym pojęcia! Zawsze kupowałam go bez przymierzania i po prostu nosiłam. Wszystko zmieniło się, gdy przed ślubem trafiłam do prawdziwej profesjonalistki, która sprzedawała biustonosze nie tylko w rozmiarach A, B, C, ale i o dziwo D, E, F, G, H i niem wiem ile jeszcze :) Wtedy też dowiedziałam się, że nie mam miseczki C ale E/F!!! Od tej pory polegam już tylko na tej cudownej Pani. Z ogromną przyjemnością przeczytam książkę „Braffiting. Lifting piersi bez skalpela” i sama poszerzę swoją wiedzę na ten temat!
    P.S. Wspaniale, że o tym piszecie, bo jeszcze dużoooo kobiet nie ma świadomości jak ważne jest, aby biustonosz był prawidłowo dobrany.

  6. Co znaczy że stanik ma odpoczywać? Pierwszy raz o tym słyszę… Czemu ograniczyć się do 3? ;-) Jako posiadaczka dużego biustu i szczupłej postury chętnie bym się dowiedziała jak najwięcej o moim biuście. Jestem młoda i w przyszłości myślałam że czeka mnie skalpel aby moje piersi nie witaly się z podłogą.
    Może jednak nie? Pozdrawiam

  7. Mimo że jestem facetem to temat naprawdę jest mi bliski. Moja wieloletnia partnerka ma obfity biust i zawsze miała problemy z doborem biustonoszy. Bardzo często byłem świadkiem jak z ulgą zdejmuje z siebie tą niewygodną część garderoby, która nawet potrafiła kaleczyć to co ja bardzo lubię ;) W końcu w przypływie emocji postanowiłem że nie ma co. Jedziemy kupować odpowiednią odzież dla jej (moich?) piersi. Wizyta w odpowiednim salonie (nie wymienię marki) załatwiła sprawę na tyle dobrze, że nie widzę takiego grymasu na Jej twarzy, a i biust wygląda o niebo lepiej niż w przypadku poprzednich biustonoszy z czego bardzo się cieszę. Na koniec dodam że tanio nie było, ale czy facet powinien oszczędzać na tym co najbardziej kocha???

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Fobia szkolna – nowomoda, czy prawdziwy problem?


Nie jest niczym niezwykłym, że dzieci odczuwają lęk przed pierwszym pójściem do szkoły. Nie do końca wiedzą, co je czeka, nie są gotowe na zmiany, stąd może pojawiać się płacz i prośby o pozostanie w domu. Nie jest to niczym niezwykłym. Problem pojawia się w momencie, gdy dziecko oswojone ze szkołą, nagle zaczyna przejawiać objawy fobii szkolnej.

Co to jest fobia szkolna

Fobia szkolna to zjawisko opisane stosunkowo niedawno. Jest to zaburzenie nerwicowe i nie ma nic wspólnego z lenistwem, o które często posądza się uczniów unikających chodzenia do szkoły. Silnemu lękowi przed pójściem do szkoły mogą towarzyszyć objawy typowe dla innych chorób: gorączka, ból głowy i brzucha, wymioty. Charakterystyczne dla tych objawów jest to, że nigdy nie pojawiają się w weekendy, a prawie zawsze pojawiają się w dni nauki szkolnej. Mogą być przypisane do różnych chorób i dlatego lekarzowi ciężko jest postawić jednoznaczną diagnozę. Stąd biorą się nieporozumienia, bo fobia szkolna jest ostatnia na liście potencjalnych zaburzeń.

Przyczyny fobii szkolnej

Nie ma jednej konkretnej przyczyny pojawienia się fobii szkolnej. Powody są uzależnione nie tylko od wieku dziecka, ale jego sytuacji wśród rówieśników, a także w domu.

Strach przed klasówką – to najczęstszy powód ataku fobii szkolnej. Jej objawy mijają, gdy tylko uczeń dostanie pozwolenie na pozostanie w domu, lub gdy… klasówka skończy się. Jednak nie należy bagatelizować nawet tak błahego powodu, strach przed klasówką jest sygnałem problemów z nauką, a te potrafią się nawarstwiać. Dlatego warto szczerze porozmawiać z uczniem, ustalić, czy jest w stanie samodzielnie nadrobić braki w edukacji, a jeśli jest możliwość i potrzeba– zaproponować korepetycje.

Lęk przed porażką może także może być przyczyną fobii szkolnej. Z tym problemem zmagają się uczniowie, którzy uważają, że zawsze we wszystkim muszą być najlepsi i panicznie boją się, że sobie nie poradzą. Często jest to winą rodziców powtarzających dziecku, że musi być najlepsze, że tylko pierwsze miejsce się liczy, itd.

Strach przed nauczycielem jest równie częstym powodem fobii szkolnej. Charakterystyczne jest to, że niechęć do szkoły pojawia się tylko w dni lekcji z nielubianym nauczycielem. Lęk przed nauczycielem jest problemem trudnym do opanowania, w skrajnych przypadkach warto pomyśleć o zmianie klasy, czasem nawet szkoły.

Kontakty z rówieśnikami, chociaż bardzo wskazane, także mogą być źródłem problemów. Powody odrzucenia przez grupę mogą być bardzo różne, od błahych po bardzo poważne. Tutaj może pomóc wychowawca lub pedagog szkolny. Czasem powodem problemów w kontaktach z rówieśnikami mogą być kompleksy.

Dziecko jako ofiara przemocy w szkole także może przejawiać objawy fobii szkolnej. W bardzo wielu przypadkach dzieci ukrywają fakt, że padły ofiarą prześladowcy, są zastraszone, często czują się winne zaistniałej sytuacji. Takie problemy pojawiają się nie tylko w szkole podstawowej, są częste również w szkołach średnich. Jeśli mamy choćby cień podejrzeń, że dziecko może być ofiarą przemocy, trzeba koniecznie znaleźć okazję do szczerej rozmowy, można porozmawiać także z innymi uczniami z klasy i wychowawcą. W skrajnych przypadkach prześladowanie (jeśli da się je udowodnić) można zgłosić na policję.

Lęk przed tłumem nie jest tak rzadki, jakby się mogło wydawać. W tym przypadku fobia szkolna jest niejako wtórna, wynika ze strachu przed przebywaniem w tłumie. W tej sytuacji najczęstszym i najlepszym rozwiązaniem jest indywidualne nauczanie.

Lęk separacyjny także może być przyczyną fobii szkolnej. Jeśli dziecko stanowczo odmawia chodzenia do szkoły, przejawia objawy chorobowe, warto się zastanowić czy nic nie zmieniło się w sytuacji domowej. Rozwód rodziców, choroba w rodzinie czy śmierć, to częste powody, dla których dzieci bronią się nie tyle przed pójściem do szkoły, co przed rozstaniem z rodzicami.

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Wszystko ok ale indywidualne nauczanie jako lek na fobie społeczną??? Czyj to pomysł? W leczeniu fobii podstawą jest “unikanie unikania”. Unikanie źródła lęku to najgorsza opcja, może tylko pogłębić problemy. Praca małymi krokami jest najlepszym lekiem na
    fobie i lęki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

TopW Roli Mamy na Facebooku