Sport 23 sierpnia 2012

Pożegnanie z kanapą

Z natury jestem leniwcem, nigdy  nie pociągały mnie sporty, szczególnie uprawiane wyczynowo. Największą aktywność ukierunkowaną na sport wykazywałam na kanapie z pilotem w ręku. Ale też nie za długo, bo szybko męczę się oglądaniem  sportowców, to biegających za piłką, to zasuwających w koło po bieżni. Nie chcę jednak być aż tak niesprawiedliwa dla siebie, bo w czasach gdy jeszcze miałam w pełni sprawny kręgosłup, jeździłam konno i  naprawdę to kochałam. A w szkole uczestniczyłam w zajęciach W-Fu, czyli jakieś doświadczenie w tej dziedzinie mam ;)

Jakiś czas szukałam też sportu dla siebie, bo to bardzo w modzie dbać o zdrowie i kondycję, więc przez pół roku chodziłam na aerobik, ale mi się znudziło, kupiłam też rolki, jednak nie mam odwagi wychodzić z nimi na widok publiczny. Głupio tak gibać się lewo-prawo, tył- przód i krzyczeć z daleka “uwaga, jadę”! Poza tym nie kupiłam ochraniaczy a wywrotki mogłyby być dla mnie bolesne, więc postanowiłam zaprzestać karkołomnego sportu. Miałam też wizję siebie na kortach tenisowych, ale nie urzeczywistniłam jej wcale,  rakiety obecnie prawdopodobnie znajdują się w garażu. Mam też skakankę, hula – hop i ciężarki, ale systematycznie pokrywają się kurzem

Generalnie stwierdziłam, że bardzo bym chciała, ale na tym poprzestaję, gdyż mam słomiany zapał, a liczenie kalorii nigdy nie było dla mnie istotne żeby czuć z ich powodu presję na ruszenie się z kanapy. Mimo że mam męża sportowca, jakoś nigdy choroba zwana pasją do aktywności na mnie się nie przeniosła.

Uległo to zmianie w  momencie w którym zapragnęłam zejść z kanapy i zrobić coś, COKOLWIEK, bez parcia na modę, kalorie i medale. Nie potrafię logicznie wytłumaczyć, jakim cudem zapragnęłam się ruszyć, ale wybór padł nietypowy-zapragnęłam biegać!

Pierwszy krok wykonany – mocne postanowienie że nie tyle nawet spróbuję, co po prostu dam radę, mimo iż moje stawy nie pamiętały jak to jest biegać, płuca tym bardziej. Druga sprawa – powiedziałam  Marcinowi, że chcę z nim pobiec. Oczy miał wielkości pięciozłotówki, ale zgodził się żebym trochę mu poprzeszkadzała.

Kupiliśmy stroje do biegania, aby zwiększyć motywację, i pobiegliśmy ścieżką przez pola. Po kilku krokach już dyszałam, złapała mnie kolka, a po kilometrze miałam ściśnięty żołądek gotowy oddać to co do niego w ciągu dnia wpadło.

Fatalnie jak na początek, byłam pewna, że to pójdzie gładko, po pierwszych krokach się rozpędzę, i tak mi zostanie. Błąd! Mam wielkie szczęście, że mój Marcin ma pojęcie o bieganiu, kontrolował mój oddech, tempo, ruch ramionami, i jakie było moje zdziwienie gdy się udało dobiec do celu ( z króciutką przerwą na oddech) i to całe 4 km. Właśnie tego było mi trzeba, mocnego “kopa” na rozruch, pokazania że przy odpowiedniej motywacji i technice jestem w stanie odnieść sukces.

Najpierw poszła krótsza trasa, później biegliśmy już 8 km bez odpoczynku, stałym tempem. Może nie jest to dystans godny maratończyka, ale mnie w zupełności satysfakcjonuje, dając mi realną podstawę do zwiększania własnych możliwości. Może kiedyś nawet przebiegnę dystans maratonu ;)

Teraz biegam sama, z wielką radością zakładam strój, mocuję pulsometr i zamykam za sobą drzwi. Pokochałam ten rodzaj jednocześnie i wysiłku fizycznego i relaksu, to nic, że trudno o seksowny wygląd gdy pot po tyłku się leje, pośladki ciągną a twarz przypomina buraka – czuję jak wyrastają mi skrzydła, gdy wybiegam na ostatnią prostą i miarowo dobiegam do celu. Po prostu jestem z siebie dumna, tak że nawet komentarze sąsiadki, że po co mi bieganie, skoro ze mnie i tak same kości, nie są wstanie wyprowadzić mnie z równowagi.

A dla tych wszystkich mamusiek, które dla siebie również szukają wystarczająco silnej  motywacji, dopowiem, że oprócz mega zadowolenia i budowania wiary we własne możliwości, (nie tylko) przy bieganiu poprawia się ogólna kondycja, smukleją nogi i podnoszą się pośladki. Do tego przy okazji zgubione kalorie można śmiało nadrobić kulinarną nagrodą :) A to kusząca perspektywa, uszczęśliwiać jednocześnie i ciało i ducha…

Źródło zdjęcia: flickr.com

18
Dodaj komentarz

avatar
9 Comment threads
6 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
4 Comment authors
Ewa GołębiewskaW roli mamy - wrolimamy.plHanna SzczygiełAnia StanczakŻaklina Kańczucka Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
sylwiagkap
Gość
sylwiagkap

U mnie tak nie da się, ponieważ synek mi nie pozwoli.Ale mam inną motywację, żeby dbać o siebie, biorę synka w wózek i piechotką wszędzie z nim. Wiosna, lato, jesień i zima nic mi nie przeszkodzi w tym, żeby móc iść z nim wszędzie. Znajomi patrzą się i za każdym razem mówią do mnie ” skąd Ty masz tyle siły, żeby tak ciągle chodzić?” ja im na to, żeby dbać o siebie zaczęłam tak spacerować wszędzie po porodzie, nie mogłam biegać, ani uprawiać żadnego sportu, tylko dla tego że miałam CC. I długo dochodziłam po cc do siebie. Po dwóch… Czytaj więcej »

Fizinka
Gość
Fizinka

A ja zawsze lubiłam sport i uprawiałam go odkąd pamiętam :) Począwszy od podwórkowego ruchu – gra w kosza, „nogę”, palanta,….etc. poprzez uwielbiany w-f :) wszelkiego rodzaju szkolne zawody, w tym lekkoatletyczne :) po trenowanie szermierki i siatkówki (siatkówkę pokochałam tak bardzo że jak zaczęłam w nią grać w 5kl. podstawówki tak skończyłam dopiero w 3 kl. liceum :D ). Po zakończeniu edukacji, kiedy przyszedł czas na pracę zawodową i zmniejszył się mój czas wolny zmniejszyła się również owa sportowa aktywność, ale nie do zera! :) Razem z koleżankami z pracy (żeby było raźniej) jeździłyśmy regularnie na basen, a później… Czytaj więcej »

Magda Kupis
Gość

Ja też uprawiam sporty, o czym pisałam tutaj: https://wrolimamy.pl/2012/01/14/wieloboj-klasyczny/ Czasem bardziej intensywnie, czasem mniej, ale ruchu mi nie brakuje ;)

Natalia Smykowska
Gość

A mnie brakuje właśnie takiego kopa! Tłumaczę się opieką nad synem, choć wieczorami mąż mógłby z nim zostać, ale wtedy to po całym dniu – zwyczajnie mam lenia…źle się z tym czuję i zbieram się w sobie żeby w końcu zacząć…W domu oczywiście kurzą się mata do jogi, przyrząd do ćwiczenia ud, hula-hop, ciężarki, drążek i jedynie przez miesiąc eksploatowany orbitrek! Choć nie powiem na początku roku udało mi się pozbyć 5 kg za pomocą właśnie miesięcznego „biegania” na orbitreku, ale po tym czasie wyrzeczeń również żywieniowych, spoczęłam na laurach i zabrakło mi dalszej motywacji…:(

Sylwia Chojnowska
Gość

Co prawda nie biegam chyba że za synkiem, ciężarów nie dźwigam chyba że mowa o wózku i zakupach :) Za to w wolnej chwili pod wieczór gram w tenisa stołowego, zawsze jakaś forma ruchu :)

Żaklina Kańczucka
Gość

mam sentyment do tenisa stołowego, po godzinach zawsze rozgrywałam go z uczniami, niezły czasopochłaniacz ;)

Fizinka
Gość
Fizinka

Szkoda, że za moich czasów nie było takich belfrów…. :P ;) :*

Sylwia Chojnowska
Gość

To fakt a przy okazji można sobie poplotkować :P

Ania Stanczak
Gość

ja nie lubią biegać… ale biegam. ale kocham pływać. schudnac po ciąży nie mogę;((

Hanna Szczygieł
Gość

chudnąć po ciąży nie muszę. Ale mam ambitny plan wykonania skłonu;) jednak zanim się pożegnam z kanapą, najbardziej na świecie chciałabym się z nia najpierw przywitać ;) gdzie te czasy … :-P

Ewa Gołębiewska
Gość

Podjęła bym wyzwanie gdyby nie to że w 39 tygodniu ciąży spaceruję minimum 12 km codziennie :P

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Ło matko, minimum 12 km? Gdzie Ty tak dreptasz?

Ewa Gołębiewska
Gość

Do szkoły z najstarszą mam 3km w jedną stronę, więc jak ją zaprowadzę, wrócę do domu a potem odbiorę to wyrabiam niezłą kilometrówkę ;) Po drodze zakupy i mam dość hehe

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Podziwiam!

Ewa Gołębiewska
Gość

Nie ma co podziwiać ;) Biegam bo nie mam innego wyjścia ;) Jedno co dobre to to że kondycję przed porodem mam mimo wszystko bardzo dobrą ;)

Emocje 20 sierpnia 2012

Wyścigi

Wyścigowa wyścigówka wyścignęła wyścigową wyścigówkę na wyścigach wyścigowych…

Znacie zabawę w wyścigi? Takie na uzyskanie jak najkrótszego czasu? A te na pobijanie rekordów? Ja znam, ale wcale ich nie lubię. Nie wiem jak było kiedyś – czy nasi rodzice brali w nich udział, ale teraz jest to na porządku dziennym. Niestety.

Wyścigi te dotyczą postępów naszych dzieci. Może to nie wyścigi, a licytacja?Które dziecko szybciej będzie miało rozszerzoną dietę (słyszałam o 2 miesięcznych dzieciach, którym podawano pokarm niekoniecznie odpowiedni dla dzieci, a już nie wspominając o niemowlakach!). Nikt nie wiązał tego z niespokojnym zachowaniem czy „kolkami”, a przecież ten malutki brzuszek ledwo radzi sobie z mlekiem.

Dumą są ząbki, które szybko wyszły, a wieść o nich to zwykłe przechwałki (dla mam, których dzieci ząbkują nieco później od „standardów” powiem, że to zaleta- ząbki będą zdrowsze, bo mają możliwość lepszego skostnienia- tak twierdzi mój stomatolog).

„Moje dziecko w wieku 4 miesięcy już siedziało”- ciśnie mi się na język „biedny Maluch!”.  Nie wiem w jakim celu tak szybko sadzać bobasa? Nie wiem też po co wkładać je do spacerówki (koniecznie z podniesionym oparciem!)- naprawdę mi ich żal. Kręgosłup dziecka potrzebuje „dojrzeć” do takiego wysiłku.

Na szczęście już na raczkowanie rodzice wpływu nie mają, ale za to na chodzenie niestety już tak. Widok 7 miesięcznego dziecka prowadzonego za rączki przyprawia mnie o dreszcze. Maluch jeszcze dobrze nie potrafi stać, ale za to rodzice opanowali do perfekcji ciąganie go za rączki, a ten chcąc nie chcąc musi powłóczyć nogami. A jaka radość, duma i wyższość nad innym rodzicem przemawia oznajmiając – „Tak! Już chodzi!”.

Okej na to wpływu nie mam, ale nic tak mnie nie drażni jak pogardliwe uwagi, że czyjeś dziecko czegoś jeszcze nie potrafi lub jego dziecko potrafiło to 3 dni wcześniej. To jest właśnie ta licytacja. Słyszałam też opowieści koleżanek o komentarzach i uwagach dotyczących tego, że chyba z naszym dzieckiem coś nie w porządku. Znam też rodziców (i dziadków), którzy chyba zapominali się chwaląc pociechę, opowiadając o jej umiejętnościach (coby wyprzedzić inne dziecko) zapominając, że podobno biegający już Maluch jest obok i giba się na nóżkach, próbując opanować sztukę stania. Od razu się wytłumaczę – również porównuję swoją córkę z innymi dziećmi. Są to jej rówieśnicy, a założeniem naszych spotkań są właśnie takie porównania. Mają one charakter chwalenia się postępami i są z pozytywnym wydźwiękiem, a nie konwersowanie na zasadzie „moje dziecko już to potrafi, a Twoje nie”. Ale dodam też, że nie sadzałam córki do czasu kiedy sama nie zaczęła się dźwigać, nie stawiałam jej dopóki sama nie stanęła w łóżeczku i nigdy nie prowadzałam jej za ręce, dopóki nie zaczęła sama przemieszczać się przy meblach, a i to mogę zliczyć na palcach jednej ręki. Niczego nie próbowałam przyspieszyć, a moja córka sama dojrzała to pewnych postępów- nauczyła się samodzielnie siadać z leżenia, stawać w łóżeczku i raczkować pod koniec 7 miesiąca – wszytko w ciągu jednego tygodnia (wtedy podjęliśmy decyzję o zmianie gondoli na wózek spacerowy), a pierwsze kroki postawiła rozpoczynając 10 miesiąc – wszystkiego dokonała sama, widocznie była na to gotowa.

Zastanawiam się jaką widzą nagrodę w tych wyścigach inni rodzice, bo ja widzę tylko pewne zdrowotne konsekwencje, które prędzej czy później dadzą o sobie znać. Wiecie ile razy miałam ochotę zwrócić uwagę rodzicom, którzy chyba walczyli o pierwsze miejsce w rankingu „pierwszy/a na mecie”? Gdyby nie to, że sama nie lubię jak ktoś mnie poucza pewnie już nie mogłabym swobodnie poruszać się po placu zabaw :)

Drodzy rodzice, pamiętajcie że każde dziecko rozwija się inaczej i nawet tabele rozwoju dziecka to tylko szacunkowe dane i nie należy schodzić w dół, by móc nazwać dziecko geniuszem, ani też zamartwiać się gdy „jego czas” już dawno nadszedł.

Nie ważne ile dzieci mierzą, ważą i co już potrafią –  grunt, że są zdrowe. Nie ma co porównywać, bo każde dziecko jest inne, ale wyjątkowe i piękne*.

Zgadzacie się?

* Joanna N.– z podziękowaniami za głos rozsądku :)

Źródło zdjęcia: Flickr

 

13
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Guest
Gość
Guest

Dlatego staram się jak ognia unikać osób, które zdania zaczynają od „A nasz jak skończył *** tygodni/miesięcy, to…” Niedługo dzieci zaczną rodzić się z nocnikiem w łapkach, z pełnym uzębieniem i już od razu chodzące… – taki wyścig szczurów, nie lubię. Każde dziecko ma swój rytm.

Sylwia Chojnowska
Gość

dodam jeszcze i wszystko ładnie mówiące :)

Każde dziecko jest inne. Jedne jest nad zwyczaj rozwinięte sprawnościowo, ale z mową mu ciężej idzie a drugie pięknie mówi a nie wejdzie samo na drabinki czy inny tor przeszkód- bo sobie nie poradzi. To że dziecko coś robi w opinii innych wolniej niż rówieśnicy to nic złego. Nie można od raz być świetnym we wszystkim. Jak osiągnie ostatni level w dziedzinie która go interesuje przejdzie do kolejnej :)

Nathalie Leśniewska
Gość

„Niedługo dzieci zaczną rodzić się z nocnikiem w łapkach, z pełnym uzębieniem i już od razu chodzące…”
Jaki nocnik w lapkach?! Te bardziej rozgarmiete to juz umieja kozystac z toalety (bez nakladki oczywiscie) i nawet same potrafia tylek podetrzec. :)
Moj Adas ma dopiero 11 tyg. ale juz zapowiedzialam kolezance, ze jak u mnie zobaczy ze wymuszam jakies umiejetnosci na dziecku to ma mi zdzielic przez glowe. Mam nadzieje ze nie bede szales jak inne „mamusie”

Ania Stanczak
Gość

Moje dziecko w wieku 4 miesięcy już siedziało”- ciśnie mi się na język „biedny Maluch!”. !!!! cudowne to jest… ale niestety tak się dzieje mamy sie licytują co przenosi sie tez na dzieci i póżniej jak idą do szkoły to kto ma lepsze oceny, Mam przypadek (rodzina) dziewczynka zachorowała i nikt jej lekcji niechciał dać spisać żeby nie miała dobrej oceny! a to dopiero 1 klasa podstawowa!! co będzie dalej>?

Ania Stanczak
Gość

nie wspone już o tym że moja Amelka ma 2,4 i mało mówi teraz w zasadzie się rozkręca i coraz wiecej słów mówi a już słyszałam mnóstwo komentarzy że może coś z nią nie tak że może do logopedy powinnam iść…

sylwiagkap
Gość
sylwiagkap

Trochę jest to denerwujące, jak mamy przechwalają się że ich dziecko to to umie, albo że zaczęło już mówić całymi zdaniami. Mam synka dwu latka i mówi tylko pojedyncze słowa, ząbki jemu także wyszły później, niż innym dzieciom moich znajomych. Jestem takiego zdania,że każde dziecko jest inne i na wszystko przyjdzie odpowiednia pora. Ja jestem dumna z synka, ponieważ ma jeszcze sporo czasu,żeby nauczyć się mówić dokładnie. Przed nim jest jeszcze całe życie i spróbuje wszystkiego:)

Magda
Gość
Magda

Zgadzam się w 100 %. Nasza córeczka skończyła właśnie 5 mcy, Jest bardzo wysoka ale szczuplutka więc jak spotykamy znajomych czy też ludzi przypadkowych, zachwycają się naszą „3 miesięczną córcią”. Wkurzało mnie to strasznie ale teraz mam do tego dystans… grunt, że malutka rośnie zdrowo a że jest taka szczuplutka to najwyraźniej taka jej uroda bo dobrze przybiera na wadze ale w tych dolnych granicach a nie ponad nimi :) Często jak spotykam się ze znajomymi, którzy mają dzieci w podobnym wieku to raczej chwalimy swoje dzieciątka za umiejętności jakie już nabyły ale nie jest to na zasadzie wyścigów, które… Czytaj więcej »

ilona
Gość
ilona

Mój syn zaczął sam chodzić jak miał skończone 15 miesięcy i też wszyscy mi mówili, że pewnie będzie kaleką… :/ i najlepiej gdybym Mu wykupiła karnet do ortopedy.
teraz ma skończone dwa latka i każdy jest w mega szoku, że nie mówi nic konkretnego tylko w swoim dziecięcym języku.

Iwona Wajs-Gorgoń
Gość

Ilona, nie przejmuj się :) Moja mała miała podobnie :] stanęła jak miała 14 miesięcy, teraz ma 21 miesięcy i nadal gaduli po swojemu :) Przyjdzie na wszystko czas – i będziemy chciały, żeby nasze dzieci na chwilę umilkły ;)

Magda Kupis
Gość

Nie rozumiem tego parcia na wyprzedzanie innych. Jakaś dziwna moda nastała- roczniak karmiony przez mamę- wstyd, dwulatek w pieluszce- wstyd, trzylatek jadący na rowerku z czterema kółkami- niedorajda… Chyba dzieje się niedobrze, że zapominamy o najważniejszym – to są małe dzieci, które rozwijają się we własnym tempie. I tak jak ktoś słusznie zauważył każde z nich na swojego „konika” :). I tylko mama wie ile wysiłku dziecko włożyło w zrobienie jakiegoś postępu, duma ją rozpiera, by znalazł się ktoś kto ściągnie ją do parteru mówiąc „dopiero teraz…?”

Iza Kasparek
Gość

ostatni akapit podsumował sprawę najlepiej jak mógł … nic dodać nic ująć ;) grunt że ZDROWE. wyjątkowe i kochane ;)

Aleksandra Greszczeszyn
Gość

Oj, wszyscy wiemy, że porównywanie dzieci nie służy niczemu dobremu…. Ale wiemy też, jak trudno nam, rodzicom, tego uniknąć… Niby mimochodem, niby tylko „tak sobie”, ale patrzymy na inne dzieci i patrzymy na swoje, no i wtedy pewne wnioski jakoś tak same się nasuwają… Ja ze szwagierką mamy synków z różnicą 4 dni – kurcze, porównujemy ich bez przerwy… Mam nadzieję, że później nam to minie…

Sylwia Chojnowska
Gość

Nie minie, bo taki już nawyk mamy że martwimy się o rozwój naszych dzieci :) Grunt to nie przesadzać. Co innego pochwalić się osiągnięciem, gdy rozpiera nas duma i zrobić to w stosowny sposób a co innego chwalić się non stop, że moje dziecko robiło/robi to i to a Twoje nie i pewnie jest z nim coś nie tak… i sprowadzić kogoś właśnie brutalnie do parteru, gdy jemu rosły już skrzydła. Porównań nie nikniemy, ale można to robić w stosowny do sytuacji sposób. Czasem mimowolnie chwalimy pociechę, gdy ktoś pyta kiedy zaczęła coś robić, czy szuka rady dotyczącej rozwoju swojego… Czytaj więcej »

Ciąża 16 sierpnia 2012

Ciężarówką przez Irlandię cz.2

Tak jak obiecałam, dziś streszczę Wam jak przebiegła  moja pierwsza wizyta w szpitalu.

Krótko po zgłoszeniu w szpitalu, że jestem w ciąży i wybieram ten właśnie szpital do porodu oraz opieki w czasie ciąży, otrzymałam list z zaproszeniem na pierwszą wizytę. Termin ustalony był na 3 tygodnie do przodu. Na 3 dni przed otrzymałam dodatkowo sms przypominający o wizycie z informacją, że w razie gdybym nie mogła przyjść proszą o kontakt telefoniczny w celu ustalenia innego terminu.
Dzień i godzina odpowiadały mi, więc z nieskrywaną  ciekawością udałam się w wyznaczonym terminie do szpitala. Zgłosiłam się do odpowiedniej rejestracji i po wprowadzeniu potrzebnych danych wraz z założoną dla mnie dość obszerną teką zostałam skierowana do położnej. No i tutaj pojawiło się pierwsze zaskoczenie. Otóż  to nie ja czekałam w kolejce wraz z innymi przyszłymi mamami na położną, lecz położne w ilości trudnej do zliczenia, czekały na nas… Po kolei każda z pań zajmowała się mamami, które po rejestracji pojawiały się na korytarzu. Każda z nas – mamuś otrzymała pojemniczek na mocz i w celu wiadomym kierowałyśmy swe kroki do toalety. Następnie z wypełnionym pojemniczkiem wracałyśmy do położnej. Ta zabierała pojemniczek, mierzyła ciśnienie i zabierała ciężarówkę na wywiad do jednego z kilku lub nawet kilkunastu gabinetów – nie sposób było je zliczyć dokładnie.

Wywiad zaczynał się od zmierzenia i zważenia. Następnie zasiadłam z położną przy biurku i zaczęłyśmy omawianie poszczególnych pytań. Dotyczyły one historii moich chorób, historii poprzedniej ciąży, obecnego samopoczucia, ewentualnych problemów a także chorób w rodzinie itp. Na koniec otrzymałam skierowanie na pobranie krwi w celu dokładnego przebadania. Na co oczywiście musiałam wyrazić pisemnie zgodę, gdyż nikt bez tego nie może wykonać żadnych badań.

Położna była bardzo miła i szczegółowo odpowiadała na wszelkie moje pytania, nawet jeśli miałam problem ze zrozumieniem niektórych fachowych stwierdzeń z uwagi na moje niedoskonałości lingwistyczne, cierpliwie tłumaczyła możliwie jak najdokładniej, abym nie miała żadnych wątpliwości. Pod koniec rozmowy zapytała również o planowany sposób karmienia dziecka, gdyż wybrany przeze mnie szpital nastawiony jest bardzo na karmienie piersią. Poinstruowana zostałam także, kiedy należy zacząć przyjmować profilaktycznie żelazo i w jakiej ilości, aby zapobiec anemii oraz jakie leki mogę przyjmować bezpiecznie, będąc w ciąży. Otrzymałam też segregator z informatorem dotyczącym szpitala w języku polskim oraz voucher na paczkę dla przyszłej mamy, do odebrania w jednym z podanych sklepów.

Po rozmowie położna zaprowadziła mnie na pobranie krwi a następnie do ogromnej poczekalni, gdzie wraz z innymi mamami oczekiwałam na spotkanie z lekarką i USG.  Po chwili wokół nas gabinety, w których położne przeprowadzały wywiad zaczęły pustoszeć a na drzwiach pojawiały się po kolei nazwiska lekarzy, którzy wkrótce potem zaczęli przyjmować pacjentki na wizyty. Tutaj już niestety trzeba było trochę poczekać, bo lekarzy było już znacznie mniej niż położnych. Jednak czas szybko minął na przeglądaniu informatora. Znalazłam w nim wiele przydatnych informacji dotyczących zarówno ciąży jak i porodu.

Spotkanie z lekarką było dość krótkie, opierało się głównie na badaniu USG. Lekarka stwierdziła ilość dzieci (jedno) oraz fakt, że jak na ten moment ciąża rozwija się prawidłowo, wykonała kilka potrzebnych do dokumentacji zdjęć maluszka w brzuchu, zadała jeszcze kilka pytań o przebieg poprzedniej ciąży i samopoczucie, a następnie wręczyła mi skierowanie na USG połówkowe. W zasadzie na tym kończyła się moja wizyta.

Zgłosiłam się na koniec ponownie do rejestracji celem ustalenia kolejnej wizyty zgodnie z harmonogramem, gdyż jako „mama z doświadczeniem” zaliczona byłam do grupy ograniczonego ryzyka. Po oddaniu teczki otrzymałam mini książeczkę z wpisanym terminem wizyty. Dopytałam jeszcze o termin USG i otrzymawszy odpowiedź, że skontaktują się ze mną, zadowolona skierowałam się do wyjścia.

Cała wizyta przebiegła niezwykle sprawnie, biorąc pod uwagę ile rzeczy zostało wykonanych. Wszystko zorganizowano tak, aby jak najmniej męczyć przyszłe mamy. Wszędzie dostępna była woda do picia. Niedaleko znajdował się też bar, w którym można było zakupić coś do picia lub jedzenia. Położna oraz pielęgniarki pilnowały, aby każda z mam mogła sobie spokojnie usiąść i wypraszały z miejsc siedzących osoby postronne. Zdziwiło Was pewnie to, że nie byłam przebadana ginekologicznie. Otóż tutaj w Irlandii panuje wśród lekarzy przekonanie, że takie badanie może przynieść zarówno pacjentce jak i  nienarodzonemu maluszkowi więcej szkody niż pożytku. Wykonuje się je tylko w konkretnych przypadkach, kiedy zachodzi taka potrzeba. Należy zatem samej się bacznie obserwować i w razie potrzeby zgłaszać wszelkie nieprawidłowości, jak świąd czy pieczenie aby wykryć ewentualne infekcje, które w ciąży zdarzają się niezwykle często z uwagi na zmiany hormonalne w organizmie.

Szpital zaskoczył mnie jeszcze jedną rzeczą. Zarówno wśród lekarzy, położnych jak i pacjentek, były osoby przeróżnych narodowości. Na korytarzu dało się słyszeć języki z całego świata, począwszy od angielskiego, przez włoski, hiszpański, francuski, niemiecki, polski, rosyjski, oraz języki dalekiego wschodu, czy krajów arabskich. Wielokulturowość, jaka panuje w tym szpitalu sprawia, że jest on otwarty na pacjentkę i jej potrzeby. Na wstępie pytana jest ona chociażby o swoje wyznanie, po to aby uszanować wszelkie zasady, które są dla niej ważne.

To wszystko sprawia, że z jeszcze większym przekonaniem co do słuszności wyboru tego właśnie szpitala, czekam na kolejną wizytę, podczas której będzie wykonane szczegółowe USG czyli potocznie: „duży skan”.
Zapraszam Was już teraz na kolejną relację, opowiem wtedy o USG a także kolejnych wizytach, na których mamy omawiać plan porodu i jeszcze kilka ważnych kwestii.

Zaglądnij do pozostałych części:

Ciężarówką przez Irlandię cz. 1
Ciężarówką przez Irlandię cz. 3
Ciężarówką przez Irlandię cz. 4

Powiedzcie jakie są Wasze doświadczenia z opieką nad ciężarną? Czy macie doświadczenia tylko z Polski czy też z zagranicy? Może Irlandia? Czekam na Wasze wypowiedzi :)

Na koniec mamy małą niespodziankę dla wszystkich przyszłych mamuś czyli tytułowych Ciężarówek :)
W ciąży bezwględnie należy dbać o ciało i ducha!  Napiszcie nam w komentarzu pod niniejszym wpisem jaki jest Wasz sposób na relaks z brzuszkiem – autorka odpowiedzi, która najbardziej nam się spodoba otrzyma od Nas nagrodę w postaci książki  “Zdrowe odżywianie i higiena kobiety ciężarnej” – Grażyna Tuchmacher

Sponsorem nagrody jest Oficyna Wydawnicza IMPULS.

Udział w zabawie stanowi akceptację regulaminu konkursów na wrolimamy.pl.
Szczegółowy regulamin znajdziecie tutaj.

Zabawa trwa do niedzieli, tj.: 19.08 br do 23:59

ROZWIĄZANIE ZABAWY

 Trudno było dokonać wyboru, ale byłyśmy bardzo  dzielne ;)

Zwyciężczynią zabawy jest…

 

Pani Marta Ulińska 

Gratulujemy, życzymy tylko dobrych motywatorów i prosimy o przesłanie danych do wysyłki nagrody na adres h.szczygiel@wrolimamy.pl do końca sierpnia .

Źródło zdjęcia: Flickr

16
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Malwina Wołowska
Gość
Malwina Wołowska

Ja co prawda w ciąży nie jestem już i jeszcze:) ale gdy byłam w ciąży to zmieniłam lekarza prowadzącego bo zwyczajnie olewał zarówno mnie, jak i moje pytania. Jednym słowem miał wszystko gdzieś. Kolejny lekarz już był ok. Miał indywidualne podejście i zawsze miał czas żeby udzielić szczegółowych wyjaśnień.

Ania Stanczak
Gość

o rany ale cudownie!!!!!!!!! żeby w polsce tak było tu niestety tak nie ma…. Fakt że ja nie mogę narzekać bo miałam swojego lekarza i położną ale kolejki na badania itp musiałam znieść… MOja koleżanka rodziła w irlandii i ma podobne doświadczenia do tych wyżej wymienionych w dodatku przy porodzie dostała karte ( coś jak menu) ze znieczuleniami do wyboru. SZOK u nas trzeba zapłacić nie małe pieniądze i to jeszcze nie wszędzie są. JA jednak nie byłam za znieczuleniem bo bałam się o maleństwo…

Marta Ulińska
Gość

Znajoma opowiadała mi o porodzie i opiece w Wielkiej B.
Tam w standardzie jest np nauka masażu Shantala – ciekawe kiedy do nas to wejdzie :/

Ania Stanczak
Gość

nigdy:D:D:D??

Ania Stanczak
Gość

a mój relaks w ciąży wyglądał tak: mp3 z ulubioną muzyką ( jedną słuchawkę zawsze przyklejałam taśmą klejącą do brzucha. na boczku oczywiście z poducha między nogami ( do tej pory to moja ulubiona pozycja do wypoczywania) i dobra książka no i czekoladaaaaaaaaaaa :)! bardzo też lubiłam się kąpać to mąż mi przygotowywał kąpiel aromatyczną przy świeczkach :)!

Ania Stanczak
Gość

a mam pytanie jeszcze „voucher na paczkę dla przyszłej mamy” co tam było:D?

Paulina Garbień
Gość

paczka to był plecaczek z różnymi próbkami w środku: chusteczki, kremy, oliwki, żele do kąpieli, dla mamy i dla maluszka, strzykaweczka specjalna do podawania leków, pudełeczko na ciasteczka z logo firmy produkującej te ciastka, jakieś płyny do prania, płukania, chusteczki odkarzające, chusteczki łapiące kolory, kilka ulotek informacyjnych dot. karmienia piersią, poradni pomocowych, jak zarejestrować dziecko co trzeba by otrzymać odatek na dziecko itp, oraz mnóstwo ulotek i gazetki do czytania
to chyba tyle :)

Karolina
Gość
Karolina

witam serdecznie, jak miło usłyszeć tak dobrą opinię o szpitalu w Irl. Ja jak najbardziej się z tym zgadzam. Mieszkam w Irlandii i rodziłam tutaj moje dzieci (dwoje). Jedno z czym się nie mogę zgodzić, to to że właściwie nie czeka się na położne. Mimo wyznaczonej godziny spotkania, czasami czeka się nawet dwie godziny na przyjęcie przez położną, a pacjentek jest od groma, tak przypuszczając około 130 czeka na swoja kolejkę, mimo ustalonego wcześniej czasu. Jeśli ma się wizytę wcześnie rano to nie jest źle, bo nawet na lekarza nie czeka się długo, ale gdy spotkanie oscyluje w granicach 11… Czytaj więcej »

Karolina
Gość
Karolina

relaksik z brzuszkiem????oj ciężko było, brzuch był tak wielki jakbym bliźniaki nosiła, jak i za pierwszym tak i za drugim razem. Ale trzeba było sobie jakoś radzić, tym bardziej, że kobietą pracującą jestem, ale odpoczynek z nogami na stole hmmm, super, wiem, że to mało kulturalne, ale robiłam tak tylko w domu, hehe no i książka do tego….uuuuwielbiammmm:)a ostatnim razem obowiązkowo lody pistacjowe, domowej roboty!!!!!!życzę wszystkim kobietom z brzuszkiem wspaniałego odpoczynku:):):):)w jakikolwiek sposób!!!!buziam

Anna Szydłowska-Jastrzembska
Gość

Witam, co prawda nie wiem jak wygląda opieka ciężarnej w Niemczech, ale generalnie opieka zdrowotna jak tam mieszkałam była na wysokim poziomie, pełna szacunku, opieki współczucia i pomocy. Gdy leżałam na zapalenie płuc, zawsze miałam w pokoju coś do picia, pokoje były dwuosobowe, posiłki bardzo smaczne do tego owoc czyli naturalne źródło witamin, myślę, że opieka około ciążowa i porodowa przebiega tam równie sprawnie. Po porodzie Mamy dostają pakiety w której są super rzeczy( to wiem z relacji koleżanki) są one stanowczo fajniejsze niż te nasze niebieskie paczki:) Jeśli chodzi o samą opiekę w szpitalu, ja nie mogę powiedzieć złego… Czytaj więcej »

Malwina Wołowska
Gość
Malwina Wołowska

Mi się wydaje, że w polskim lekarzom wydaje się, że to pacjenci sa dla nich a nie odwrotnie. No, oczywiscie wyjątki się zdarzają:)

Malwina Wołowska
Gość
Malwina Wołowska

a w czasie ciąży to się straaaaaaasznie leniłam, a co tam:)

Marta Ulińska
Gość

Ja dopiero zbieram moje doświadczenia powoli dobiegam do końca.
Na lekarza nie mogę narzekać, wybrałam kobietę powołaną do swojego zawodu :)
Zobaczymy jakie wrażenia będą po szpitalu.

Marta Ulińska
Gość

Mój sposób na relaks jest bardzo łatwo dostępny i właśnie dlatego tak bardzo mi się podoba.
Wystarczy wygodny fotel + podnóżek pod nogi ( trzeba szanować „sprzęt” który zapewnia lokomocję przez całe życie ) oraz obowiązkowo film – i tu tkwi sekret. Tzn film musi być motywujący np. główny bohater ma marzenie które próbuje zrealizować mimo przeciwności losu. Mam to szczęście, że w ostatnich latach wyszło dużo ciekawych propozycji. Dzięki czemu nie jestem zmuszona do oglądania np. 3 filmów na zmianę. Po obejrzeniu takiego motywatora mam od razu więcej chęci do działania :)

Marta Ulińska
Gość

Dziękuje :) ale miła niespodzianka na koniec dnia :D

Kasia Singh
Gość

rodzilam w NMH, bardzo milo wspominam szkole rodzenia :)

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close