Pracuję w domu. Mam wyrzuty sumienia


Matka – kobieta, która dysponuje około sześćdziesięcioma godzinami na dobę, potrafi robić jednocześnie osiem różnych czynności, zawsze ma czas dla dzieci i nigdy nie jest zmęczona. Nigdy też nie potrzebuje ciszy, spokoju ani chwili dla siebie. Zazwyczaj w pierwszym okresie macierzyństwa nie pracuje zawodowo. Czasem tylko pomyśli, że przecież dałoby się popracować w domu…

W styczniu tego roku byłam praktycznie bezrobotna. Zleceń było tak mało, że nie ma o czym mówić. Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, szafki kuchenne błyszczą jak nigdy i to nie tylko na zewnątrz, ale i w środku. Odpoczęłam, przeczytałam kilka książek więcej niż planowałam i z optymizmem patrzyłam na zbliżające się ferie. Nie ma pracy, będę miała dużo czasu dla dziecka.
Chcesz rozbawić Pana Boga to sobie coś zaplanuj. Od pierwszego lutego rozpętało się istne szaleństwo, praktycznie nie mam jak odejść od komputera, mój dzień pracy kończy się koło drugiej w nocy. Nie żebym narzekała, rano trochę odsypiam, a dobre zlecenia nie są złe, no ale jednak Duśka ma ferie. Miało być inaczej.

Moje dziecko niedługo skończy siedem lat. Głupi wiek. Z jednej strony dużo rozumie, z drugiej – wcale jej nie spieszno do opuszczania dzieciństwa. Informację, że muszę popracować i najlepiej niech się pobawi sama, do tego cicho, albo w ostateczności zadzwoni po koleżankę i niech się razem bawią cicho (nie wiem na czym to polega, ale jak są dwie jest ciszej niż jak jest sama), przyjmowała jak dopust boży i trudno jej się dziwić. Ale jaki ja w sumie mam wybór? Ehh, Fenicjanie i ich głupie wynalazki.

– Dusia, posłuchaj – wiesz, że muszę pracować, prawda?
– Po co, przecież tatuś pracuje to to ty nie musisz. – oznajmiła z miną zbitego psa.
– Ale jak oboje pracujemy to mamy więcej pieniążków, prawda?
– No tak.
– Idziemy do sklepu i kupujesz co chcesz, nie muszę ci mówić, że nie mam pieniążków. A w zeszłym roku byliśmy dwa razy na wakacjach i jeszcze zrobiliśmy remont. Gdybym nie pracowała to musielibyśmy wybierać, remont czy wakacje. I pewnie byśmy dwa razy nie pojechali.
– No tak, wiem.
– I zobacz, pracuję w domu, jestem z tobą i zarabiam pieniążki. Wolałabyś, żebym chodziła do pracy tak jak tatuś?
– Nie, bo co by było jakbym była chora? Musiałabym mieć nianię.
– A wiesz, że niani się płaci? Niania to taka praca. Wtedy musiałabym to co zarobię dać niani.
– Naprawdę???
– Niestety tak.

– A chciałabyś żebym w ogóle nie pracowała?
– I tak i nie. Tak, bo byś miała czas się ze mną bawić. Nie, bo byśmy nie mieli pieniędzy.
– No właśnie. To co wybierasz?
– No chyba jednak „nie”. Lepiej jak są pieniądze.
– A wiesz, że jak ja pracuję to nie możesz mi przeszkadzać? Potrzebuję pomyśleć, dlatego cię proszę żebyś nie śpiewała i nie chciała nic ode mnie. Możemy się tak umówić?
– Postaram się…

Ja wiem, naprawdę wiem, że to jej „postaram się” to był przykład prawdziwego dziecięcego heroizmu. Wiem, że najgorsze co może ode mnie usłyszeć, to że nie będę z nią rozmawiała przez jakiś czas. Niestety – praca umysłowa wymaga skupienia, nie ma tu miejsca na: „mamooo, a wiesz, że w tej bajce co wczoraj oglądałam…”

Potem zainteresowała się moją pracą bliżej.
– Mamusiu a będziesz dziś pisać teksty czy robić “spacyfikację”?
Spacyfikację to ja bym chętnie własnemu dziecku urządziła, ale nie bardzo mogę.
– Najpierw napiszę te zaległe teksty dla agencji a potem wracam do specyfikacji.
– Mamusiu a jak to jest, najpierw ktoś daje agencji a potem agencja tobie? A dlaczego nie dają ci od razu tylko do agencji? Szybciej by było.
– Bo mnie nie znają, a agencję znają. A agencja zna mnie. I tak to się kręci. Potem ja piszę, wysyłam do agencji, a agencja do tego kto zamówił. Rozumiesz?
– Tak trochę.
– A czego nie rozumiesz?
– No na przykład po co w ogóle są te teksty.

I tak trwało to jeszcze długo. Odpowiedziałam na milion pytań a wszystko tylko po to, żeby wreszcie dostać błogosławieństwo na pracę.

I powiem Wam, cieszę się, że ferie się kończą. Bez dziecka w domu pracuje się szybciej. I nie będę musiała prosić: „kotku nie śpiewaj, potrzebuję ciszy”.

I to tyle w temacie, że wszystko da się bezboleśnie pogodzić. Da się, ale czasem boli. Nas obie.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Zapomniałaś wspomnieć o wściekłym mężu, który uważa, że nic nie robisz przed tym komputerem :p

    1. Nie jest tak źle, przelewy na konto są dosyć przekonujące ;)

    2. W roli mamy – wrolimamy.pl dobre, ale mój wie, że przelewy robię 10-tego i nie przejdzie w inne dni :P

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Poród z koszmarów – chcesz?! Położna Ci to załatwi!


Witaj Asiu, jestem położną, będę się dzisiaj Tobą opiekować… – czytaj: Postaram się uprzykrzyć Ci poród, tak by zwiększyć, a nie złagodzić ból. Być może dzięki temu, następnym razem będziesz się go bała, a w najgorszym wypadku, odechce Ci się mieć więcej dzieci! 

Co tu dużo mówić, poród nie był i nigdy nie będzie przyjemnym doznaniem dla kobiety. Nierozerwalnie połączony jest z bólem i niejako cierpieniem. Wiem, że tak jest i miałam tego świadomość, zarówno przy pierwszym porodzie, jak i przy drugim. Ale wiem też, że od tego jest personel oddziału położniczego, aby w miarę możliwości owego bólu i cierpienia, kobiecie rodzącej oszczędzić. Mają na to różne sposoby, wystarczą więc zwykłe chęci, odrobina troski i empatii, aby w jakimś stopniu umilić ten czas przyszłej mamie.

Trzeba mieć tylko szczęście, żeby trafić na odpowiednią położną, czego mi niestety zabrakło tym razem. I choć miałam duże szanse na to by wspominać drugi poród lepiej niż pierwszy, to jednak ten drugi raz był dla mnie zdecydowanie większym koszmarem. I zawdzięczam to właśnie położnej, która tak „wspaniale” się mną zaopiekowała.

Ale zacznijmy od początku…

Na porodówkę trafiłam w niedzielę, około godziny 7.00 rano, w 37 tygodniu ciąży, po odejściu wód płodowych. Od ordynatora oddziału dostałam informację, że moja sytuacja jest nieciekawa, bo nie ma akcji skurczowej, a ponieważ wody „odpływają” już od kilku godzin MUSZĘ urodzić DZISIAJ, najlepiej jak najszybciej, w przeciwnym razie czeka mnie cesarka – przed którą broniłam się rękami i nogami!

Nie pytając mnie o zdanie, personel odesłał mojego męża do domu twierdząc, że ma jeszcze duużo czasu i nie musi tutaj siedzieć. Zostałam więc SAMA, zrozpaczona i ździebko przerażona wizją potencjalnej cesarki. Ale kogo to obchodzi..!?

Na sali przedporodowej powitała mnie nieuśmiechnięta położna, na dzień dobry rzucając tekstem, że „poza mną są jeszcze trzy inne rodzące i ja jestem w najgorszej sytuacji, bo one mają przynajmniej po 3 cm rozwarcia, a ja marne 0.5 cm i nie wiadomo czy w ogóle dzisiaj urodzę” – doprawdy było to niezwykle budujące i pokrzepiające.

W tak pięknie rozpoczętym dniu zaproponowano mi lewatywę na przyspieszenie porodu, na którą w akcie desperacji (czyt. w strachu przed cc) się zgodziłam, jednak nikt mi jej nie wykonał bo jakby o tym zapomniano. Na szczęście nikt nie zapomniał o tym, by podłączyć mi kroplówkę z oksytocyną. Szkoda tylko, że gdy ruszyła akcja skurczowa, ktoś przyszedł i mi ją zakręcił burcząc coś pod nosem o jakiejś cesarce. Tak więc moje dosyć już silne i regularne skurcze, jak za pociągnięciem czarodziejskiej różdżki ustały, a ja zostałam sama, w pustym pokoju i dobijającej ciszy.

Siedziałam tak gdzieś do godziny 13.00 szlochając cicho w osamotnieniu bo uwierzcie mi, że od rana do tej pory nikt do mnie nie zaglądał! Noo, poza jakąś stażystką (czy kimkolwiek ona była), która pojawiała się raz na jakiś czas sprawdzić tętno dziecka. Poza nią, nie przychodził do mnie żaden lekarz, ani położna. Nikt nie sprawdzał jak się czuję, czy wszystko w porządku, czy przypadkiem rozwarcie nie postąpiło… No dosłownie zero zainteresowania moją osobą!

Kiedy byłam już solidnie podłamana całą tą sytuacją, w końcu pojawiła się moja położna – przyszła, odkręciła kroplówkę, rzuciła dziwnym spojrzeniem (lecz nie ośmieliła się spytać dlaczego płaczę?!) i wyszła. Ot troskliwa baba!
Na szczęście szybko pojawiły się regularne i silne skurcze, a w międzyczasie zawitał też mój luby, dzięki czemu nieco poprawił mi się humor, bo po pierwsze nareszcie COŚ zaczęło się dziać, a po drugie nie musiałam już dłużej siedzieć tam sama jak jakiś alien na bezludnej wyspie!

Na rozwój całej akcji nie trzeba było długo czekać i gdy w okolicach godziny 14.00 w mojej sali pojawiła się położna, mąż zasugerował by ktoś mnie łaskawie zbadał, bo nikt tego nie robił od 7.00 rano!!! A jak się za chwilę okazało, miałam już 5 cm rozwarcia – co mnie wprawiło w stan euforii, zaś moją położną w popłoch. Gdybyście widzieli jak się zaczęła nagle koło mnie uwijać, szykować salę, łóżko, miejsce dla dziecka. Śmiechu warte!

Chwilę później było już 8 cm i…. na tym moja euforia się skończyła, bo jak szanowna pani położna wpakowała we mnie swoje łapska to poczułam się jak bydło, nie jak kobieta! Żadnego wyczucia, ani odrobiny delikatności! Skurcze porodowe przyprawiające o zawrót głowy były przy tym niczym! Naprawdę! Ból jaki sprawiała mi ta kobieta za każdym razem gdy mnie dotykała był nie do zniesienia! Wyobraźcie sobie, że siłą własnych rąk chciała zrobić mojej córce miejsce, najpierw w środku, a potem na zewnątrz – bo choć podpisałam zgodę na nacięcie krocza, nie wiedzieć czemu ta sadystka nie chciała tego zrobić! Szarpała więc moim kroczem na wszystkie strony, próbując je tak naciągnąć by mogła przez nie przejść główka!

Do tego wydawała milion poleceń, a że ciężko mi było wykonać je wszystkie w jednym momencie, walcząc jednocześnie z bólem jaki mi sprawiała swoimi łapskami, pozwoliła sobie na mnie krzyczeć, że jej nie słucham i źle pracuję! Och jaką miałam wtedy ochotę skopać jej ten wredny i złośliwy tyłek! Na jej szczęście nie miałam już na to siły!

Koniec końców, po prawie godzinnej męczarni przyszła na świat moja śliczna Pola, szkoda tylko, że musiałam przy tym tyle wycierpieć i popękać, bo szanowna pani położna obrała sobie za cel – nie nacinać krocza, mimo że wyraziłam na to zgodę. Wolała mną szarpać i naciągać jak gumę, zadając mi przy tym takiego bólu jakiego w życiu jeszcze nie doświadczyłam. Nie przeżywałam czegoś takiego nawet przy pierwszym porodzie, kiedy to na świat wydałam, własnymi siłami chłopca ważącego ponad 4 kg (dla porównania, Pola nie miała nawet 3 kg)! Mam o to ogromny żal i czuję duży uraz.

Mogło być szybko i łatwo…. A było strasznie. I winą za ten koszmar obarczam personel, który najpierw się mną nie interesował, a potem potraktował jak pozbawionego uczuć i wszelkich doznań zwierzaka!

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Poprosiłabym od razu ordynatora albo zmiany położnej. Personel nie ma prawa odsyłać męża rodzącej. Personel nie ma prawa zostawić Cię samą na tak długo. Wreszcie, personel ma obowiązek, robić co im każesz, bo o ile oni do Ciebie “nie wejdą” o tyle Ty masz ich informować. Mąż powinien zrobić od razu awanturę. Podsumowując, mam prawo więc z niego korzystam…. Jeśli było tak źle jak piszesz, czemu nie pozwałaś szpitala? Zadośćuczynienie za straty moralne i cierpienie oraz niestosowanie się do planu porodu to jawne złamanie przepisów chroniących pacjentki-matki przed właśnie takimi nadużyciami. Pozdrawiam

    1. W ogóle nie przyszło mi do głowy, że można coś takiego zrobić… W trakcie porodu, walcząc z bólem, myślałam tylko o tym, żeby szybko się skończył, a po porodzie myślałam już tylko o tym żeby wziąć córkę i pojechać na salę poporodową i odpocząć. Miałam już gdzieś tą położną, cieszyłam że mam to wszystko za sobą.

  2. Współczuje Ci. Mój poród był całkiem inny. Położna anioł, pielegniarki cudowne, lekarze wspaniali. Rodziłam od 8:35 do 15:35. położna kiedy sprawdzała rozwarcie robiła to tak delikatnie zeby sprawić jak najmniej bólu. nie wyobrażam sobie nawet tego co Ty przeżyłaś.

    1. Kiedy rodziłam syna (5 lat temu), w tym samym szpitalu, też miałam fajną położną – badała mnie bardzo delikatnie, a kiedy (mimo wszystko) mnie coś zabolało to mnie przepraszała! Tym razem miałam mniej szczęścia… :(

    2. Tam gdzie ja rodziłam wszystkie położne są super.

    3. Nic tylko pozazdrościć i życzyć wszystkim kobietom takich położnych.

    4. W szpitalu oddalonym o 20 km położne są straszne. do mojej koleżanki mówiła: dawalas d…. to teraz cierp

    5. Tejże zawsze znajdzie się jakaś położna która nie powinna nawet dotykać rodzącej.

      1. Bardzo Ci współczuję ,ale nie rozumiem .
        To Twoje drugie dziecko , więc wiedziałaś ,że to co się działo w szpitalu nie było o.k.
        To się niestety zdarza .
        Jasne ,że nie miałaś siły walczyć z personelem podczas porodu , ale gdzie był Twój mąż ???????????????
        Dlaczego dal się odesłać ?
        Czemu nie krzyknął na tę babę ?
        Sama też urodziłam trójkę dzieci . Jedno sama , dwójkę z mężem i też miałam skandaliczny poród , ale mój mąż mnie wybronił . Mimo jakichś dziwnych komentarzy , zrobili dokładnie to co ja chciałam .
        Bo taka była rola mojego męża – pomagać mi , wspierać mnie i pilnować żeby żadna krzywda mnie nie spotkała .Pilnować by respektowali moje prawa a nie szli na wygodę .
        Przepraszam Cię , ale położna z piekła rodem zawsze może się zdarzyć , ale moim zdaniem do męża powinnaś mieć większy żal .

  3. Zagotowałam się! Nosz ku*wa mac tyle się pieprzy o “rodzić po ludzku” a tu takie rzeczy!

  4. Przy corce ktora ma obecnie prawie 4 lata polozna byla super, bardzo mi pomogla.Wody mi odeszły o 18 a corka się urodzila o 4:45 i polozna byla caly czas przy mnie.Syn skończył roczek i nikomu nie zycze takiej poloznej.Na pytanie czy moglaby wpuscic do mnie meza odpowiedzial ,, a co Pani mysli,ze jak maz zobaczy Pania w takim stanie to bedzie bardziej kochal” szczeka mi opadla.Wcale sie mna nie interesowala.Gdyby nie stazystka to pewnie urodzilabym na korytarzu.Pomimo tego ze do szpitala pojechalam o 13 z 6 cm rozwarcia a syn urodził sie o 16:50 to jak sobie przypomne ten porod to ciarki mnie przechodza…

    1. No właśnie, ja za pierwszym razem też miałam fajną położną i mimo, że poród był cięższy – rodziłam 15 godzin, połowę tego czasu rzygałam jak kot i syn, jak na moje gabaryty był spory (4100g i 58cm) to jednak wspominam go milej.
      Tym razem poszło szybko i córka dużo mniejsza, ale przez tą położną był to dla mnie koszmar!

    2. Moja córka urodzial się w terminie wazyla 3,520 a syn w 36 tc i wazyl 3,960

    3. O rany, 4 tygodnie szybciej i taki duży chłopczyk?!? :) Nieźle!

    4. 58 cm:) kawal chlopa. ..pekniety obojczyk przy porodzie dzieki cudownej poloznej…

    5. Tylko jej podziekowac za wspaniala opieke i wsparcie.Ale mam to juz za soba i na trzecie dziecko sie raczej nie zdecyduje bo mam cholerny uraz

    6. Nie dziwię Ci się :(
      U mnie wczoraj była położna środowiskowa i zagadywała coś o kolejne dziecko, bardzo się zdziwiła jak jej powiedziałam, że po tym jak ucierpiało moje krocze i jaki ból musiałam znieść nie prędko (świadomie) zdecyduję się na trzecie dziecko, o ile w ogóle się zdecyduję!

    7. My mamy juz parke takze warsztat zamkniety.Zresztą po ostatnim porodzie nie bylabym w stanie urodzic kolejnego dziecka.Mam traume ktora raczej mi nie przejdzie.Zreszta jak sobie przypomne jej mine,siedzenie przed tv i wcinanie pomaranczy to krew mnie zalewa

  5. Nie ma to jak ktoś Ci spie**oli moment, który powinien być najwspanialszym momentem życia… Mnie przy ostatnim porodzie też tak położna męczyła, jakieś nowe standardy mają chyba bo przy poprzednich porodach nic takiego nie miało miejsca. Tyle że ja kazałam jej zabrać łapy i koniec. Na moje szczęście mogłam sobie śmiało czekać w domu i na sali porodowej spędziłem tylko 30 minut.

    1. Może coś w tym jest bo ktoś mi napomknął w szpitalu (już po porodzie), że prawdopodobnie mnie nie nacięli, żebym im przypadkiem statystyk nie zepsuła (!!) ;/

    2. Noo taka walka z bezzasadnym nacinaniem krocza była a teraz w drugą stronę przeginają…

  6. Masakra jakaś – chciałabym aby to była fikcja literacka :( Zaczynam się cieszyć, że czeka mnie planowana cesarka… :|

    1. Za pierwszym razem, w tym samym szpitalu, miałam fajną położną, bardzo miło ją wspominam. Teraz zabrakło mi trochę szczęścia. A było tak blisko, bo sam poród poszedł ekspresowo! Nie musiałam tak długo walczyć jak z pierworodnym synem. Zabrakło TYLKO ludzkiego podejścia i poszanowania…

    2. No właśnie – to jak wygląda poród nie powinno zależeć od tego na jaką trafi się położną :(

    3. No nie powinien. Ale rzeczywistość bywa inna…

  7. Witam jestem Twoją imienniczką w 36 tygodniu ciąży, odważyłam się przeczytać o Twoich niemiłych przeżyciach. Bardzo współczuję i zarazem mam nadzieję że trafię na bardziej ludzkie położne. Pozdrawiam.

    1. Z całego serca życzę Ci przynajmniej takiej położnej jaka towarzyszyła mi przy pierwszym porodzie! Trzymam kciuki i życzę powodzenia!

  8. Boże, gdzie to tak strasznie?! Skandal! Skargę bym napisała…

    1. Na Śląsku, w Jastrzębiu Zdroju, położna Małgorzata… nazwiska niestety nie pamiętam.

    2. Musiałaś naprawdę cierpieć… Na szczęście dobrze się skończyło i córcia już z Wami. Pozdrawiam z lubuskiego, gdzie są zajebiste położne, a i lekarze niczego sobie ;-)

  9. Milena kaminska

    Ja napisalabym skargę do dyrektora szpitala i nfz. Nie mieli prawa tak traktowac ludzi. Jesli bedziesz milczala to dajesz ciche przyzwolenie i inne kobiety będą przechodzily to co ty jesli zareagujesz to moze kontrole cos zmienią, moze nawet personel

  10. I właśnie dlatego wolę umówić się z położną, zapłacić i cieszyć się dobrą opieką.

    1. Ale wtedy masz położną na telefon? W sensie – jeśli urodzisz przed terminem, tak jak ja, to ona też się pojawi??

    2. Dokładnie-mam ją na telefon, jak zaczyna się coś dziać to od razu do niej dzwonię. Telefon odbiera 24h. Przy pierwszym porodzie były ze mną na zmianę ona i jej zmienniczka przez całe 9godzin. Za drugim razem nie zdążyła dojechać bo poród trwał 17 minut :-)

    3. No to fajnie. A można wiedzieć ile kosztuje takie udogodnienie??

    4. 700zł. Nie jest to kasa dawana w łapę pod stołem. Legalnie, na rachunek. Dla mnie to duża kwota ale przy trzecim dziecku także zdecyduję się na swoją położną. Choć gdzieś tam z tyłu głowy dzwoni że szkoda że żyjemy w takim kraju że za dobrą opiekę podczas porodu trzeba zapłacić.

    5. Ooo to sporo! Obstawiałam nieco niższą kwotę :P
      Ale zgadzam się z ostatnim zdaniem – szkoda, że za dobrą opiekę trzeba zapłacić!! Czy to się kiedyś zmieni….. ?

  11. U mnie podobnie, niestety…imię i nazwisko położnej wryły mi się w mózg i chyba z niego nie wyjdą prędko. Nogę mi prawie za głowę założyła… Ale najgorzej wspominam, że po krótkim przystawieniu młodego, zabrali go na czas szycia na badanie, a potem powiedziano nam, że jest wychłodzony i musi się dogrzać pod lampą. Jak mąż chciał go przynieść, to okazało się, że jest na innym oddziale, a ponieważ to środek nocy był, to najpierw nie chcieli go tam wpuścić, a potem powiedzieli, ze dziecko MUSI tam zostać! Dostałam go dopiero rano, a przez noc nie zmruzylam oka. A niby wszystko takie ‘pro’… :/

    1. Nie wyobrażam sobie, żeby mieli mi zabrać dziecko na całą noc! Też bym oka nie zmrużyła!

    2. Trochę sobie pochlipałam do poduszki…oszołomieni całym porodem nawet nie wpadliśmy na to, żeby się domagać…

    3. Rozumiem, bo ja w trakcie porodu też nie myślałam CZY i CO mogę zrobić z taką sytuacją. Dopiero po porodzie przyszły mi różne myśli, ale to już było po fakcie…

  12. Nie wiem czemu takie wredne baby wybierają zawód do którego nie mają w ogóle serca. Przy porodzie potrzebna jest szczególna empatia i zrozumienie oraz ludzkie traktowanie rodzącej a nie jek na kasie w hipermarkecie, zrobić swoje i następny. Dziwić się że dzietność w Pl spada.

  13. Proszę napisać skargę. Sama pracuje w szpitalu i staram się ZAWSZE być po stronie pacjenta. Nic nie usprawowdliwia zachowania tej położnej , o którym pani wspomina. Życzę zdrowia dla dzieciaczkow i szybkiego powrotu do kondycji.

  14. Ale gdzie tu koszmar oprocz tego niezainteresowania poloznej? Przepraszam ale to że włożyła łapy i bolało nazywa sie masażem szyjki wlasnie po to zeby szybciej i sprawniej poszło..
    U mnie bylo podobnie. Od 11 skurcze co 5 minut a polozna mowi, ze skurczy nie widzi (krzyzowe niezapisujace sie na ktg), była niedziela wiec laskawie pani dr przyszla o 15! Kiedy mialam rowniez 5cm. Do 18 (7cm) bylam na patologii ciazy w sali ktg! A co gdyby sie cos stalo?! Kto by sie mną zajal, dzieckiem, inna pacjentka? Masakra. Pozniej przewiezli mnie na porodową gdzie dziecku zaczelo szalec tętno i pobierano mu krew z glowy (jeszcze byl w brzuchu) to jest stres dopiero jak masz skurcze, a nie mozesz nawet drgnąć.
    Po porodzie było gorzej bo polozna przyszla i kazala ubrac dziecko. Ale jak? W co, jak mam wstac kiedy boli, jak wystac te pare dobrych minut. No ale po czasie, nie chcesz o tym myśleć i omijasz zle kawalki. Zobaczysz.

    1. Masaż szyjki to ja znam z pierwszego porodu i wcale tak nie bolał, to po pierwsze. Po drugie, również z pierwszego porodu wiem, że położna może być delikatna i starać się tak badać pacjentkę by sprawiać jej jak najmniejszy dyskomfort, a nie ładować łapy jak w krowę, albo zatkaną rurę kanalizacyjną! A po trzecie, największy ból, a co za tym idzie – koszmar, przeżywałam gdy położna próbowała mi naciągnąć krocze, tak by bez nacinania zmieściło się tam dziecko – więc nie o masażu szyjki tutaj mowa. Być może nie rozumie Pani tego, bo (na szczęście) nie miała Pani okazji by tego doświadczyć. Ja niestety miałam pecha i dla mnie to był koszmar!

    2. Masażu szyjki doświadczyłam i z tego co wiem to zawsze cholernie boli. Irmina Szulc przeczytasz? Mam racje czy nie?

    3. Owszem, masaż szyjki nie należy do przyjemności, ale nie bolał mnie tak bardzo jak ręczne naciąganie krocza – to było 10x gorsze!

  15. o rany :( to ja chyba miałam mega szczęście, bo za każdym razem położne były naprawdę spoko.

  16. Miałam świetną położną i bardzo dobrą opiekę,ale to była prywatna klinika. Badanie rozwarcia, rzeczywiście jest bardzo nieprzyjemne, jednak i tu położna starała się to robić delikatnie i szybko. Niestety nie udało mi się uniknąć nacięcia. Gdyby nie to, wspominałabym to wszystko całkiem dobrze. Jednak ból przez pierwsze parę dni był okropny, jakakolwiek pozycja siedząca była strasznie bolesna.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

8 powodów dla których nie warto odrywać dziecka od zabawy


Po powrocie z dzieckiem z przedszkola/szkoły machinalnie włączasz telewizor i ustawiasz na kanał z bajkami. Niech przez chwilę zajmie się  sobą, a ty masz czas by ogarnąć mieszkanie, przygotować obiad. Czas mija a dziecko dalej siedzi przed telewizorem, czasem na chwilę odskoczy po coś do zjedzenia, czy picia. Czasem może zaprosi cię do zabawy, ale ty ze zmęczenia odpowiesz mu by “pobawił się sam”. Zapewniam Cię, popełniasz duży błąd.

Zabawa w wieku przedszkolnym  odgrywa ważną rolę w życiu dziecka. Występują w niej także elementy, które w przyszłym życiu przydadzą mu się do nauki i pracy. Jest dla niego pracą, myśleniem, twórczością, realizmem, fantazją, odpoczynkiem, źródłem radości. Stanowi  odzwierciedlenie poznawanej przez dziecko rzeczywistości. To  forma pewnego rodzaju aktywności, która sprawia, że dziecko prawidłowo się rozwija. Dzięki niej dziecko poznaje rzeczywistość, kształtują  się zdolności ruchowe, spostrzegawczość, pamięć, wyobraźnia, myślenie i mowa.  

Przedszkolak jest ufny, przyjazny w stosunku do dorosłych, lubi z nimi współdziałać. Interesuje się światem dorosłych, jest bardzo żywy i energiczny. Jego zabawa przeobraża się w prawdziwy teatr. Dziecko przebiera się, gra różne role, trzyma się wybranego tematu. Cieszy się z towarzystwa kolegów; w dużym stopniu to oni zaspakajają jego emocjonalne i społeczne potrzeby. Dla nas dorosłych zabawy przedszkolaka wydają się czasem bezsensowne, chaotyczne. Natomiast dziecko tworzy własne zasady postępowania.

Zabawa jest ważna  dla naszego dziecka z kilku powodów:

  1. zabawa wiąże się z ruchem, a ten dzieciom wychodzi na zdrowie, bo jak wiadomo, w zdrowym ciele zdrowy duch :),
  2. poprzez zabawę dziecko poznaje świat, w którym żyje, uczy się go rozumieć, dostrzegać różnice pomiędzy rzeczywistością, a wyobraźnią i fantazją,
  3. zabawa jest czynnikiem kształtującym sprawności i umiejętności dziecka, takie jak: sprawność manualna, koordynacja wzrokowo-ruchowa, umiejętności poznawania i odróżniania kształtów, barw i  wielkości przedmiotów,
  4. zabawa rozwija myślenie przyczynowo-skutkowe,
  5. aktywność zabawowa zawsze ma zabarwienie emocjonalne,
  6. dzięki zabawie  dziecko uczy się współżyć z innymi dziećmi, podporządkowuje się przepisom i prawom obowiązującym w grupie, rozwija swoje uczucia społeczne,
  7. zabawa jest jednym z czynników moralnych
  8. poprzez zabawę z dzieckiem możemy poznać jego zakres wiadomości dotyczących otoczenia, świata, jak również relacje panujące między dzieckiem a dorosłym, czy postawy dorosłych i innych dzieci wobec niego.

Dziecko rozwijając zdolności poprzez zabawę poszerza swój świat, uczy się, zdobywa doświadczenia, które w przyszłości mogą okazać się  pomocne. Najważniejsze jest to, że dziecko żyje dniem dzisiejszym co pozwala mu na zapominanie przykrych sytuacji. Zabawa jest dla niego fundamentem potrzebnym do przyszłej nauki i pracy. Dlatego nie zabierajmy Mu tego czasu, nie wypełniajmy go bajką, grą komputerową. Pokażmy i nauczmy dziecko jak można się świetnie bawić z innymi dziećmi, rodzicami.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Zabawa, zabawą, ale nie samą zabawą człowiek żyje. Dzieci muszą się także nauczyć pracować, pomagać rodzicom. A kiedy w pokoju jest cisza, warto zerknąć co się tam dzieje!

  2. To bardzo ważne o czym piszesz, niektórzy rodzice są bardzo zdziwieni, gdy słyszą, że powinni bawić się ze swoimi dziećmi. Wielu wychodzi z założenia, że dziecko powinno bawić się samo. A przecież zabawa to także doskonała okazja do rozmowy, tak mało dziś takich okazji.

    1. Dziękuję. Jestem świadoma tego jak wielu rodziców może tłumaczyć się brakiem czasu. Sama pracuję na etacie, na dojazd do pracy tracę ok 3 godzin dziennie, jednak gdy przekroczę próg domu staram się w 100% być z dziećmi i mężem. One jeszcze chcą się ze mną bawić więc chcę z tego skorzystać :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Czy mama może mieć czas tylko dla siebie? Oczami tej, której się udało


Zapach świeżej kawy unoszący się po niezmąconych codziennością przestrzeniach. Świeży i chłonny umysł nie przytłoczony milionem spraw do zrobienia. Pełne pokłady siły, która nie zdążyła się jeszcze wyczerpać podczas zwyczajnych domowych obowiązków. A w perspektywie cały dzień…

Dom ogarnięty ciszą, można wtedy czytać, milczeć, marzyć, patrzeć na budzące się niebo, mieć czas tylko i wyłącznie dla siebie, czas na rozmyślanie, poukładanie sobie wielu spraw, planowanie nowych, czas na twórcze działanie – na pisanie. Można też po prostu nie robić nic :)

Zapytacie czy to możliwe? Kiedy? Przecież jesteś mamą dwójki małych dzieci?

Odpowiem – tak, możliwe! Wystarczy nastawić budzik na 4:00, 5:00 czy chociaż 6:00 i złapać te ostatnie skrawki ciszy i spokoju, które jeszcze panują w domu. Przywitać słońce na horyzoncie, usłyszeć ćwierkanie ptaków, którego jeszcze nie zagłuszył codzienny gwar.

Dla niektórych to środek nocy, dla innych już czas pełnej pracy, a dla mnie to momenty kiedy mogę odpocząć, ale nie spać, nie marnować chwil, o których marzę podczas zabieganego dnia. W miarę przesuwania się wskazówek zegara, dom ogarnia ruch, hałas i zwykła codzienność, która zawsze gdzieś pędzi. A ten spokój, który złapałam rano, ładuje mi akumulatory na ten cały szalony dzień.

Ale żeby nie było tak pięknie, napiszę w wielkim skrócie jak to się zaczęło.

Do tej pory dzieci dość mocno okrajały mój czas na sen, więc chwytałam każdą jego chwilę i zupełnie nie w głowie było mi nastawianie budzika. One nim były – budziły się dzieci – budziłam się ja.

Ostatnio jednak śpią już lepiej, ale usypianie maluchów to czynność, po której jestem już nie do życia. Dlatego zdecydowałam się zmienić plan dnia. Idę spać z nimi. Już nie siedzę do nocy, bo i tak nie mam siły na nic twórczego. Tak więc wieczorem dom cichnie wcześnie, ale gdy nadal jest pogrążony w nocnym spokoju, ja cichutko podkradam mu te skrawki magicznego poranka.  

A wiecie jakie są piękne wschody słońca? Sprawdźcie same :)

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Milena kaminska

    oj to u mnie odwrotnie wczesnym wieczorem dzieci sa wykapane po kolacji i w miare wcześnie zasypiają ja wtedy delektuje się ciszą po to aby jak najdłużej spac

  2. Szkoda że u mnie to niewykonalne ;) Wstajemy wszyscy o 5.00 rano :)

  3. Wow pięknie przelane mysli WOLNEJ wypoczętej Mamy;) ❤️

  4. Alergiczne Dziecko

    Trudno o czas dla siebie przy dwójce dzieci. Znam to dobrze:) Moje metody tutaj: http://alergicznedziecko.pl/jak-nie-byc-matka-idealna/

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

TopW Roli Mamy na Facebooku