Emocje 24 kwietnia 2012

Premiera książki „Bitwa o gród Sędziwoja”

Smoki i zamki? Nie tym razem! Lasy, grody i łuki domowej roboty. Z największą przyjemnością polecamy Wam książkę „Bitwa o gród Sędziwoja”, która została wydana pod naszym patronatem – Bloga W Roli Mamy! Jest nam bardzo przyjemnie móc choć w drobnej mierze przyczynić się do tego przedsięwzięcia! A zatem już dziś możecie biec do księgarni i chwycić swój egzemplarz.

Czy jest jeszcze miejsce dla prawdziwych „rycerzy” w naszym świecie? Wierzę, że znajdzie się choć skrawek wolnej przestrzeni w naszych sercach i całkiem sporo miejsca na kartach powieści dla dzieci i młodzieży „Bitwa o gród Sędziwoja” – a tę nadzieję zaszczepił we mnie autor Tomasz Kruczekza co serdecznie mu dziękuję!

Książka jest jak miód na serce spragnione czegoś odmiennego od zielonych kosmitów, szarych robotów i plastikowych superbohaterów świata konsumpcji.

Napisana z sercem i dla serca Czytelnika – lecz nie tylko. Autor nie zapomniał o potrzebach młodego umysłu, ale o tym trochę później…

Musze przyznać Wam, że gdy w grę wchodzą tematy historyczne lub „fantastyka” jestem sceptycznym i wymagającym odbiorcą. Po prostu nie są to moje „koniki” więc książka musi być naprawdę wciągająca  i lekka w lekturze, żeby zachęcić i rozkochać w sobie takiego uparciucha jak ja :)

Chapeau bas! Udało się w 100%, nie mogąc się samej sobie nadziwić książkę „wciągnęłam” prawie na przysłowiowe śniadanie! Czyta się bardzo dobrze. Jednak nie kosztem jakości czy wiarygodności. Ta opowieść w pełni oddaje klimat dawnych dziejów. Można powiedzieć, że jest małym i podręcznym wehikułem czasu.

„Na poważnie” lecz dla rozrywki.

Nudy? Nic podobnego, nawet, a raczej przede wszystkim dla dzieci! Aby cała historia była atrakcyjna dla młodych Czytelników, bohaterami tej opowieści są ich rówieśnicy. Towarzyszymy im w ich życiu, na dobre i na złe, we wspaniałej przygodzie. Losy dzieci z różnych „obozów” niespodziewanie spłatają się  ze sobą. Wyruszają we wspólną i nieznaną „drogę” – pełną przygód i dobrej życiowej nauki, a w ich rękach leżą losy zjazdu gnieźnieńskiego…

Autor zaprasza nas do świata z końca X wieku. Archaizmy i „niecodzienne” dla współczesnego śmiertelnika słowa, w pełni oddają nastrój tamtej epoki – nie przeszkadzając jednak w zrozumieniu treści, są swego rodzaju dopełnieniem całości. Jeżeli nie znacie jakiegoś słowa z pomocą przyjdzie zamieszczony na końcu słowniczek.

„Bitwa o gród Sędziwoja” to bardzo wartościowa i unikatowa perełka. Na swoich kartach prezentuje w bardzo przystępny sposób, poniekąd zaniedbane dziś wartości: miłości do ojczyzny, własnej historii, cnoty i męstwa. Być może ta lektura zaszczepi w Waszych dzieciach lub Was samych pasję do dawnych dziejów, naszych dawnych dziejów. Kiedy rycerze mieli damy swego serca, wielcy wojowie nie zawsze mieli błyszczące zbroje – ale były sprawy najwyższej wagi – nawet dla najmłodszych z rodu!

Serdecznie zapraszamy Was do lektury w imieniu autora Tomasza Kruczka, Wydawnictwa Replika oraz całej naszej Redakcji!

Subscribe
Powiadom o
guest
3 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Anna Haluszczak
8 lat temu

Wydaje się naprawdę ciekawa – może się skuszę… :)

Magda Kupis
8 lat temu

Jeśli tylko skończę czytać wszystkie książki, które zaczęłam pewnie się skuszę, choć to też nie moje klimaty, ale kto wie, może się przekonam :)

Joanna Fizia
Joanna Fizia
8 lat temu

Moje klimaty także to nie są :P ale po takich pochwałach i zachętach – przełamię się i sprawdzę, a nóż widelec polubię..?! :)

Na zakupach 22 kwietnia 2012

Modna moda?

W sklepach odzieżowych już coraz rzadziej spotkać można ubranka dla dzieci z króliczkami, misiami i innymi niezidentyfikowanymi zwierzątkami. Choć to rzecz gustu – mnie się one nigdy nie podobały. Zastąpiły je wersje mini „dorosłych” ubrań. Stara wersja ubranek według mnie robiła z dzieci małe pajacyki, a ja staram się żyć w myśli „nie czyń drugiemu, co Tobie nie miłe”. Mam w głowie obrazy z dzieciństwa, gdzie mama ubierała mnie w „śliczne” sukieneczki i inne „modowe perełki”- na samą myśl mam dreszcze, bo byłam typem dziecka na drzewie, a nie z kwiatuszkiem w rączce. Mimo, że choć jest coraz lepiej, to niestety wcale dobrze nie jest. 

Mianowicie, wchodzę do sklepu, szukam ubranek dla córki, z daleka woła mnie „różowy dział”. Widzę śliczną bluzeczkę. Jest w wersji różowej, różowej pastelowej, fioletowej i śliwkowej. Odwieszam. Obok wiszą piękne sukieneczki. Dla odmiany są w kolorystyce ciemnego różu i beżu. Dlaczego producenci na siłę chcą wcisnąć moją córkę w różowe/fioletowe/białe/beżowe ubranka? Gdzie są pomarańcze/błękity/granaty/czerwienie/zielenie/itd?Jak to gdzie? Na dziale dla chłopców! Więc idę kilka kroków dalej, wkładam do koszyka chłopięcą granatową kurtkę bez falbanek, kokardek, wstążeczek i bez RÓŻU!

Ja nie chcę ubierać córki w róż, bo jest dziewczynką i tak mi każą wystawy sklepowe. Ja chcę mieć kolorowe dziecko. 80% szafy mojej Kruszyny to wszelkie odcienie różu i fioletu. Większość ubranek dostała, a ja muszę wybierać się na „polowanie” i wytężać na nim wzrok w poszukiwaniu nie-różu.

Może ktoś zapyta co za różnica w co dziecko jest ubrane, byle czyste było. Owszem, kiedy ubieram dziecko, ma być czyste, ale dlaczego zawsze ma mieć „dziewczęce barwy wojenne”? Cóż to za stereotyp? Dlaczego od dziecka wpajane są „cechy” płci. Dlaczego jak szukam pościeli dla dziewczynki to widzę tylko księżniczki i serduszka? Chłopcy mają żyrafy, samoloty, ciuchcie… Dlaczego Kaczor Donald, Myszka Miki czy Tygrysek jest w dziale dla chłopców, a dziewczynki mają Świnkę Peppe, Myszkę Mini, Kaczkę Daisy i Prosiaczka (oczywiście ich postacie znajdują się na różowym materiale)? Dlaczego większość lalek ma różowe sukienki? Dlaczego nie mają spodenek? Wózki dla lalek też głównie są różowe…

Ja chcę mięć wybór! Sama chcę decydować czy chcę mieć różową księżniczkę czy kolorową i czy w ogóle księżniczkę. Żyjemy w państwie demokratycznym, z „równouprawnieniem”, nie mylmy go z równymi możliwościami fizycznymi! Co jest częstym zarzutem – „jak chcecie równouprawnienia to idźcie do kopalni pracować ramię w ramie z górnikami”, tu chodzi o równe traktowanie – widać jego brak już na poziomie traktowania dzieci – chłopców i dzieci – dziewczynek. Moje dziecko jak będzie miało ochotę, będzie miało koparkę i łóżko w kształcie samochodu. Jeśli będzie chciała wozić misia w ciężarówce a nie w wózku – żaden problem.

Czy Wy też jesteście przeciwne podziałem na płci w dziale z zabawkami i ubrankami? Lub uważacie, że to jest naturalne? I co na to mamy chłopców?

Subscribe
Powiadom o
guest
29 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Aleksandra Greszczeszyn

A mi nie podoba się „udoroślanie” dzieci na siłę i ubieranie w dżinsowe rurki, sandałki na obcasie czy bluzki z dziwacznymi napisami… Nie podoba mi się bardzo…Dziecko powinno być dzieckiem, a nie mini kopią dorosłego ubraną w najnowsze trendy…
Z drugiej strony jeśli chodzi o wzory i kolorystykę tutaj się zgadzam z Tobą Magdaleno – powinien być większy wybór i mniej wyraźny podział, chociaż powiem Ci, że jak się chce można znaleźć ubranka dla dziewczynki i pomarańczowe, i szare i granatowe… Myślę, że nie jest z tym teraz aż tak źle! wszystko zależy od marki i sklepu.

Magda Kupis
8 lat temu

Kwestią gustu jest fason ubranek, każdy znajdzie coś dla siebie (a raczej dla dziecka). Natomiast z kolorystyką przecież można by poszaleć, choć łatwo nie jest.
(nie)Magda(lena)

Anna Haluszczak
8 lat temu

mi się podobają mali-dorośli. O ile nie są wystylizowani do przesady. I chętniej ubieram moją dwulatkę w jeansy niż w różowe dresy, w których nigdy z nią na miasto nie wyjdę…

Aleksandra Greszczeszyn

Dżinsy – ok, ale czasami spotykam takie wystylizowane dzieci, że wyglądają jak nastolatki… I to mnie razi, bo mam wrażenie, że niekiedy mamy próbują sobie coś dodać takim „strojeniem” dzieciaków. Markowe buty, skórzane kurteczki, t-shirty z dziwnymi, czasem nieprzyzwoitymi napisami itd. Często takie ciuszki są totalnie niewygodne dla maluchów, a wybierają je mamy myśląc tylko o tym, czy ich dziecko ładnie wygląda.
A ja nie mam problemu z różowymi dresami!:) Choć Julka ma i niebieskie, i zielone i czarne. Doceniam dresy, bo widzę, że Julce w nich zwyczajnie wygodnie, natomiast dżinsy są sztywne i zwykle niedopasowane do jej szczuplutkiej figury.

Anna Kopeć
8 lat temu

Może takie działy są po to by łatwiej było znaleźć jakąś rzecz – auto czy lalkę, ale zgodzę się, że nie wszystko musi być w takiej samej kolorystyce – różowe lalki, zabawki, różowe klocki… czy z kolei niebieskie. Właściwie idąc do sklepu nie mamy żadnego wyboru. Ja mam inny problem – choć dla chłopców wybór kolorów jest zdecydowanie lepszy – ubrań jest bardzo mało! Dla dziewczynki wybór jest – choć nie powiem, nie chciałabym by moja córka chodziła tylko w różu. Faktem jest, że „ubraniowe” zakupy to istne łowy… Gdy wchodzę do sklepu z butkami zawsze mam problem. Dla Kuby… Czytaj więcej »

Sylwia Chojnowska
8 lat temu
Reply to  Anna Kopeć

Co do bucików to się zgadzam. Zawsze dla dziewczynek x półek załadowanych od góry do dołu a dział chłopięcy raptem kilka modeli….

Ubranka to samo. dział dziewczęcy pęka w szwach a u chłopców kilka bluz, bluzeczek czy spodni jakieś koszule i koniec.

Magda Kupis
8 lat temu
Reply to  Anna Kopeć

Przyznam szczerze, że nie przyglądałam się bucikom :)
Ale jeśli chodzi o ubranka, to zawsze coś dla chłopca wpadnie mi w oko :) więc chyba tak już jest, że mamy dzieci danej płci widzą lepszą ofertę dla dzieci płci przeciwnej :)
chyba najlepiej byłoby jakby wypowiedziała się mama pary, jako reprezentantka obu stron :)

Anna Haluszczak
8 lat temu
Reply to  Magda Kupis

Gdy miałam tylko córeczkę, wydawało mi się, że dla niej właśnie większość rzeczy jest różowa i że wybór jest tylko dla chłopców. Gdy urodził mi się synek to… stwierdziłam, że wybór jest podobny dla obu płci. Wszystko zależy od tego gdzie i czego akurat szukamy! Przy czym chyba łatwiej znajdę dla córeczki elegancki płaszczyk zakładany np. do kościoła niż elegancką kurtkę dla synka…

Aleksandra Greszczeszyn

Tak jak piszesz: dużo zależy od sklepu, firmy. Na szczęście dzisiaj wybór jest naprawdę ogromny i myślę, że w sumie dla chcącego nie ma nic trudnego – każdy znajdzie coś, co mu się spodoba.

Agata Sztole
8 lat temu

w 100% nie zgadzam sie z tym artykulem przeciez hit wiosna lato to styl marynarski wszedzie pelno granatow i czerwieni dla dziewczynek co do kupowania chlopiecych ubranek dla dziewczynki dla mnie porazka jak widze jak idzie dziewczynka w brazowych sztruksach i czarnej bluzie to zal mi takiego dziecka niech dziewczynka bedzie dziewczynka nie musi byc ubrana od stup do glow na rozowo ale nie pozbawiajmy jej spudniczek kokardek czy falbanek jak dorosnie sama zdecyduje czy woli jeansy i podkoszulek czy spudniczke i dziewczeca bluzeczke ale poki malutka niech sobie bedzie dziewczynka dlaczego nie mozemy zastapic chlopiecych spodni dziewczecymi leginsami podkoszulka… Czytaj więcej »

Magda Kupis
8 lat temu
Reply to  Agata Sztole

W ciągu (niedługiego) życia mojej córki dopiero teraz zmieniła się tendencja kolorystyczna, przez cały okres jej życia (i długo długo przed) dominowały róże. A naprawdę fajne ubranka pewnych znanych marek dla większości społeczeństwa nie są dostępne ze względu na cenę, a głównie one wypuściły na rynek marynarski styl- to po pierwsze, po drugie- nie każdy ma czas na buszowanie po sieci czy bieganiu po sklepach w poszukiwaniu ubrań dla dzieci, często bywa tak, że wchodzi się do sklepu i kupuje to co jest.

A ogólnie, między wierszami artykuł dotyczy stereotypów i szufladkowania.
Ps. Dawniej róż był kolorem chłopięcym.

Anna Bućko
Anna Bućko
8 lat temu
Reply to  Magda Kupis

Moja córka ma sporo ubran chopiecych o ile chłopiece mogą być koszulki, koszule w kratkę, jeansy czy bluzy. Dla nnie to po prostu unisex. Spodniczki dla dziecka które nie chodzi sa niepraktyczne,więc unikam.
Polecam buszowanie po lumpeksach. Nożna wygrzebac perełki i nikt nie powie ze jest z działu dla chłopców ;)

M&Msy
M&Msy
8 lat temu

Ja niestety mam ogromny problem z zakupami ubrań dla Mateuszka:( jest bardzo ubogi wybór, gdzie nie wejdę przeważnie wychodzę z pustymi rękoma. Jak coś już wpadnie w oko okazuje się że nie ma rozmiaru. Przeważnie w sklepach jest taki podział chłopcy- niebieski, dziewczynki-róż. Jak bym miała córkę, nie chciałam bym „różowego cukierka”. Zgadzam się z Sylwią dla dziewczynek ogromny wybór butów, a dla chłopców jakieś „ochłapy”. Ja Mateuszowi kupiłam bym wszystko nie przeszkadza mi wózek dla lalek u chłopca, czy sprzęt typu młotek, klucz itp.u dziewczynki. Niestety tylko mnie, bo mój mąż nie jest taki tolerancyjny niestety :( Przecież dziecko… Czytaj więcej »

Agata Sztole
8 lat temu

nie trzeba biegac po sklepach zeby ubrac fajnie i modnie dziecko nie trzeba tez wydawac fortuny marynarski styl jest w 5.10.15 przykladowo mozna zrobic zakupy przez internet bylo duzo promocji smyk to samo sklepy internetowe a co do znanych marek niektóre maja super promocje wystarczy odrobina checi no chyba ze komus nie zalezy bo jak widze jak idzie mamusia odpicowana (ma czas pobiegac po sklepach i kupic sobie cos fajnego ) prowadzi ze soba dziecko ubrane w „byle czym” to juz chyb nie wina braku czasu czy pieniedzy ale oczywiscie sa rozne sytuacje dlatego nie szufladkuje wszystkich niestety taki obrazk… Czytaj więcej »

Agata Sztole
8 lat temu

jeszcze jednego nie rozumie w takim razie czego oczekujecie rozowych ubranek dla chlopca a niebieskich dla dziewczynek mysle ze o takie teraz tez nie trudno widzialam wiele rozowych podkoszulek chlopiecych i wiele niebieskich dla dziewczynki nie rozumie o co caly szum moze chlopcy powinni zaczac chodzic w sukienkach byloby takie „równouprawnienie” u dzieci bez przesady !!!

Agata Sztole
8 lat temu

a czy wasi mężczyźni ogladaja seriale i ubieraja się w bluzeczki z falbankami podejrzewam ze nie !!! tak juz sie utarlo sa rzeczy dla kobiet i dla mezczyzn sa tez dla dziewczynek i chlopcow!!!

Magda Kupis
8 lat temu

Agata, mam wrażenie, że nie zrozumiałaś intencji artykułu.
Nie chodzi o ubieranie dziewczynek w chłopięce ubranka i odwrotnie, chodzi o zaszufladkowanie nawet dzieci, te wszystkie stereotypy na temat „cukierkowych dziewczynek” i „rozbójników chłopców”, powodują, że już od dziecka są one „karmione” podziałami, że to jest dla chłopców a tamto dla dziewczynek, co przedkłada się na dorosłe życie.

Agata Sztole
8 lat temu

Wiec może wytłumacz mi jak mozna nie dzielić chłopców i dziewczynek?? co zrobić by podziały zniknęły? bo nie od dzis chlopcy bawią się lalkami a dziewczynki samochodami przy zabawkach nie widze tego stereotypu oczywiscie kupujac prezenty dla dziewczynki lalka dla chlopca samochod ale dorosly mezczyzna tez wolalby dostac lakier samochodowy niz ten do paznokci tak juz jest mamy podział na płeć męską i żeńska gdyby one nie rozmily sie niczym ( nie mowie tu o budowie anatomicznej) jaki mialoby to sens??

Magda Kupis
8 lat temu
Reply to  Agata Sztole

Chodzi o to, że dziewczynka nie musi mieć różowej sukienki, by być dziewczynką, kobieta może chodzić w spodniach by być kobiecą, mężczyzna może prowadzić dom i dalej jest mężczyzną- to jest to „łamanie” stereotypów. ja jako rodzic chciałabym mieć wybór w co ubieram dziecko, jakie kolory mają dominowac w jego szafie.

Agata Sztole
8 lat temu

moze ja rzeczywiscie nie rozumie intencji tego artykulu narzekacie ze dla diewczynek roz dla chlopcow niebieski chcielibyscie by nagle w sklepach pojawil sie multum ciuszkow chlopiecych rozowych a dla dziewczynek niebieskie? moim zdaniem tak juz jest na swiecie cos pasuje dziewczynce cos chlopczykowi wedlug mnie to naturalne tak juz jest i koniec wiec po co narzekac gdyby te podzialy nie istnialy faceci w szpilkach wygladali by dosc zabawnie a podejrzewam ze od dziecka wpajane mieli to dla dziewczynek !!!

Magda Kupis
8 lat temu
Reply to  Agata Sztole

Paleta barw nie ogranicza się tylko do niebieskiego i różowego, wiec producenci mogli by z tego korzystać :)

Agata Sztole
8 lat temu

ja mysle ze korzystaja moja coreczka ma bardzo kolorowa szafe ma ubranka zolte zielone szare czerwone granatowe biale czarne a i rozu duzo bo sama uwielbiam roz poprostu nie ma co isc na latwizne jesli wymagamy od innych wymagajmy sami od siebie :)

Karolina Wawrzyniak
8 lat temu

ja ubieram synka w jasne kolory…. strasznie lubię go w bieli… i gdybym miała córeczkę też bym ją ubierała w takich jasnych kolorach.. w białym, w ogóle w jasnych ubrankach dziecko wygląda jak aniołek ;) my od małego mamy praktycznie same białe bodziaki bez żadnych dodatków. z resztą nie wiem w jakich sklepach kupuje autorka teksu, ale ja mimo ,że nie zaopatruję się w ubranka dziewczęcych to chodząc po sklepach zwracam uwagę na wszystkie malutkie „cudeńka i mimo ,że rzeczywiście jest dużo akcentów różowego koloru w działach dziewczęcych to naprawdę jest i również dużo innych ubranek we wszystkich kolorach tęczy… Czytaj więcej »

Anna Haluszczak
8 lat temu

Pamiętam, że jeszcze gdy byłam w ciąży, mój mąż powiedział „moja córka nie będzie chodziła ubrana na różowo”. Na co ja odparłam „a moja będzie” ;). Zresztą i tak dzieci raczej ubieta matka. Sęk w tym, że chyba 90% ubranek, które dostaliśmy były właśnie w tym kolorze – róż!!! Lubię różowe akcenty, ale bez przesady. Rażą mnie dziewczynki w różowej czapeczce, różowej chustce na szyi, różowej kurteczce, różowej spódniczce, rajstopkach i bucikach – też różowych. Wg mnie to dopiero jest robienie z dziecka clowna! Jak już coś Karolci kupuję, staram się, by nie było to różowe. W jej szafie dominują… Czytaj więcej »

Dunia
Dunia
8 lat temu

ale po co takie artykuly, ubieraj dziewczyno dziecko jak chcesz i tyle

Bombel
Bombel
8 lat temu
Reply to  Dunia

Dunia a ty wiesz co to jest i po co – blog????

Autorka tekstu przelała na wirtualną kartkę papieru swoje myśli, odczucia,….a ty (prawdopodobnie nie rozumiejąc) wzięłaś podarłaś ją i wyrzuciłaś do kosza na śmieci..!!

Zażenowałaś mnie.. ;/

Bombel
Bombel
8 lat temu

Czytając Twój text (nie)Magda(leno) trochę się uśmiałam a to dlatego, że ja też często się tak złoszczę i buntuję na dziecięce ubranka :P z tą małą różnicą, że ja mam chłopca i irytuje mnie nie róż, a niebieski (i jego odcienie) :P ;) Siebie samą uważam za barwną postać toteż uwielbiam kolory! :) RÓŻNE! I WYRAZISTE! :) I moje dziecko też lubię oglądać w kolorach :) Moim ulubionym kolorem jest czerwony i uważam że jest to kolor uniwersalny, zarówno dla dziewczynek jak i dla chłopców. Niestety jednak chyba większości czerwień kojarzy się z płcią piękną..nie raz nie dwa spotkałam się… Czytaj więcej »

milena
milena
8 lat temu

ja nie jestem za podziałem na płeć jeśli chodzi o ubrania i zabawki, niestety producenci taki podział preferują. całe szczęście prawie wszystkie ubrania moje dzieci mają przywożone z Anglii gdzie za niewielkie pieniądze mozna poszalec co nie jest nam dane w Polsce, wybór ogromny w kolorystyce wzorach .

Zabawa 19 kwietnia 2012

Kultura wobec dzieci

Moje dziecko nie jest bardzo uciążliwe, no ale jest dzieckiem, czasem coś się nie spodoba i “zamiauczy”, rzadko bo rzadko, ale zdarza się. Wczoraj na przykład weszłyśmy do sklepu gdzie były jakieś przedpotopowe wózki sklepowe, bez siedzenia dla dziecka. Pierwszy raz się z takimi spotkałam szczerze mówiąc. Dziecko mówi, że chce na wózek, ja tłumaczę że nie można, bo „zobacz nie ma siedzenia”, dziecko nawet rozumie bo rzeczywiście nie ma dziur na nogi, na to odzywa się kasjerka: „U NAS SIĘ DZIECI DO WÓZKÓW NIE WKŁADA!!!”

No jak bym bez dziecka była, to by się kobieta ze szpar w podłodze nie wygrzebała, ale nie chciałam dziecku pokazywać, że wgniatanie w szpary od podłogi jest najlepszym sposobem na radzenie sobie w takich sytuacjach. Poprzestałam na pogardliwym: „Niech się pani nie boi nie wkładam”, wzruszyłam ramionami i poszłam. Pewnie dlatego musiałyśmy potem stać w kolejce do kasy i nikt mnie nie zapytał czy płacę kartą czy gotówką, bo jak gotówką to mogę przejść do innej kasy, a inne osoby z kolejki pytano. Akurat płaciłam kartą, ale nie w tym rzecz. Faktem jest, że nikt nie zapytał. Dziecko było zmęczone więc przymiauczało, że chce do domku, ja poprzestałam na rzuconej w przestrzeń uwadze, że wraz z peerelem skończyło się obligatoryjne przepuszczanie matek z dziećmi, a sklep trafił na listę sklepów nie do odwiedzania. Na bank już tam nie wrócimy.

Tak, tak pamiętam peerel, mówiłam Wam kiedyś. W oczach mam sceny, gdy matka wchodziła z dzieckiem do sklepu brała na ręce i podchodziła bez kolejki, a wtedy naprawdę były kolejki! I nikt nie miauknął, chociaż w praktyce oznaczało to, że dla kogoś stojącego w kolejce czegoś zabraknie. Bo matka z dzieckiem to matka z dzieckiem. Było minęło.

Niedawno w markecie sieciowym dowiedziałam się, że kasa uprzywilejowana jest do pięciu artykułów i to dotyczy też kobiet w ciąży i z dziećmi, jak się ma więcej to się stoi do normalnej kasy i w ogóle to pani za ladą troje dzieci urodziła więc wie lepiej, w kolejkach stała i nie umarła, a teraz to się matkom w głowie przewraca, a jak mi się coś nie podoba to mogę sobie z kierownikiem porozmawiać. Powiedziałam, że owszem mogę niech go poprosi. Kierownika nie poprosiła. Widocznie zdawała sobie sprawę z tego, że to ona oberwie, bo sklepy sieciowe o pracowników nie dbają. Może i bym próbowała ją zrozumieć, chociaż tłumaczenie, że przerzucać na stojąco nie będzie, bo ciężkie-  jakoś mnie nie przekonało, w końcu to kasa, ale cała afera była na temat: sześć artykułów nie pięć. Nawet pożałowałam, że tego kierownika nie wezwała.

W innym sklepie sprzedawczyni łaziła sobie z chusteczką po sklepie, a na pytanie „czy to alergia?” – odpowiedziała, że raczej wirus. Na moją prośbę, żeby się do nas nie zbliżała (generalnie była kasjerką z sąsiedniej kasy, więc nie musiała wędrować po sklepie) odpowiedziała, że wirusów i tak nie uniknę. Nosz kurza twarz!!! Jak można być chorym i podchodzić do małego dziecka??? Duśka już nie noworodek, ale chora trzylatka to też nie rozrywka w domu.

Bandę gimnazjalistów na chodniku rozgoniłam dla zasady. Żeby ich ominąć musiałabym z dzieckiem na ulicę zejść, a po moim trupie! A jacy zdziwieni byli!!! Przecież to naturalne, że trzeba gdzieś stać i kląć, chodnik dobry jak każde inne miejsce, a że się cały zajmuje, no trudno, dużo ich było. Widzieli, że idziemy, owszem, ale się nie ruszyli, bo po co. Przepraszać i prosić o drogę nie zamierzałam, uważam to za ich zakichany obowiązek ruszyć nóżkami jak ktoś idzie.

Kolejna przeszkoda chodnikowa to pies bez smyczy. Nie musi być duży, nie musi być groźny, może być mniejszy od kota, jest psem i to wystarcza – Duśka się boi. Nie wiem dlaczego, nie walczę z tym, widocznie taki etap. Pies podchodzi, dziecko krzyczy i próbuje uciekać, szarpie się, ja trzymam mocno za rękę, bo obok ulica. Tłumaczenia ludzi skierowane do mnie, że nie ma czego się bać, podnoszą mi ciśnienie. Z zaciśniętymi zębami odpowiadam: „proszę to dziecku wytłumaczyć, ale tak, żeby uwierzyło”. Na hasło: „pies nie gryzie” odpowiadam: „do pierwszego razu”. Ciągle powstrzymuję się przed zrobieniem awantury, nie chcę uczyć dziecka takich zachowań, jednak coraz częściej zastanawiam się czy słusznie.

Stoimy na przejściu dla pieszych, czekamy na cud czyli pustą ulicę, nie zatrzyma się nikt bo po co. No dobra, czasem się zdarza, ale rzadko. Do tego się przyzwyczaiłam, nie oczekuję tego, nawet nie zawsze korzystam jak ktoś się zatrzyma, bo często się niestety zdarza, że z lewej strony ktoś się zatrzyma, a z prawej dmuchnie nam przed nosem (przecież zdąży). Ale do szału najwyższego gatunku doprowadza mnie sytuacja, gdy skrzyżowanie jest nieprzejezdne przez światła albo samochody jadące poprzeczną, więc teoretycznie możemy przejść ale nie, bo jakiś baran na pasach stanął i żeby przejść trzeba lawirować między samochodami.

Rodzice uczyli mnie, że nie jestem sama jedna na świecie i trzeba się z ludźmi liczyć. No to się liczę. Ale coraz częściej mam wrażenie, że ludzie nie liczą się ze mną. Dlatego ja Duśkę uczę, że szacunek ma działać w dwie strony, my liczymy się z ludźmi ale i ludzie z nami. Dlatego rozganiam gimnazjalistów, bo ich zasmarkanym obowiązkiem jest ustąpić, ale każę dziecku się odsunąć na bok jak idzie matka z wózkiem albo starsza osoba o lasce czy kulach. Bo wtedy to nam jest łatwiej się odsunąć niż tej drugiej osobie. Mała jest, ale tłumaczę jej takie rzeczy już teraz z nadzieją, że wejdzie w geny i nie będzie się kiedyś zastanawiała dlaczego ma się zachować tak, a nie inaczej. Liczę na to, że to będzie oczywiste.

To wszystko o czym napisałam nazywa się kultura osobista, a raczej jej braki, możecie mnie oświecić kiedy kultura wyszła z mody?

Źródło zdjęcia: Flickr

Subscribe
Powiadom o
guest
16 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Fizinka
Fizinka
8 lat temu

„To wszystko o czym napisałam nazywa się kultura osobista, a raczej jej braki, możecie mnie oświecić kiedy kultura wyszła z mody?” – też się nad tym zastanawiam! I czasami mam nieskromne wrażenie, że jeszcze tylko ja „używam” kultury osobistej. Mój Misiek jest młodszy od Duśki o całe 2 lata więc rozumie zdecydowanie mniej, jednak mimo to już teraz pewnymi dobrymi zachowaniami staram się go zarazić, ale przy tym strasznie wkurza mnie to, że my rodzice uczymy swoje dzieci, np. żeby ustąpiło miejsca starszej osobie a później to dziecko obserwuje, że nikt inny, poza nim tego nie robi ! I teraz… Czytaj więcej »

Magda Kupis
8 lat temu

Zgadzam się i z tekstem i komentarzem. Czasem wydaje mi się, ze „wymagam” od innych czegoś nad ich siły! Co do młodzieży – już gdzieś opisałam sytuację z autobusu, gdzie gromada młodzieży (bo dzieci to podobno niepolitycznie) stała przy naklejce z matką i wózkiem. Ani myślała przejść na tył (PUSTEGO) autobusu. Przecież wielką krzywdę wyrządziłam prosząc o przesunięcie się, bo chcę wsiąść z wózkiem. A w sklepach… rónwnież czuję sie jak złodziejka- ochroniarz prawie włazi mi na plecy, kasjerka mało nie wypada z za lady, prześwietlając mój wózek niczym rentgen (ale pan z małą torbą podróżną, którą przeznaczył na zakupy… Czytaj więcej »

Fizinka
Fizinka
8 lat temu
Reply to  Magda Kupis

Ojjj ja kiedyś prawie dostałam takimi drzwiami wejściowymi do CH! W zasadzie nawet nie ja, a wózek w którym siedział Jasiek!! A to dlatego że osoba która wchodziła przede mną tak się spieszyła na zakupy, że nie mogła chwilę zaczekać! Tak mi drzwi trzasnęły przed nosem, że aż podskoczyłam. Później się z nimi siłowałam bo one cholernie ciężkie – jedną ręką próbowałam otworzyć i przytrzymać sobie drzwi, a drugą próbowałam wepchać 15kg wózek z 10kg dzieckiem w środku! Na szczęście pewien starszy pan, który siedział nieopodal na ławce okazał trochę empatii i mi pomógł!

Magda Kupis
8 lat temu
Reply to  Fizinka

Przyznaję, że paradoksalnie mężczyźni mają więcej empatii niż kobiety.

Aleksandra Greszczeszyn
Reply to  Magda Kupis

Święta prawda! W zeszłym roku byliśmy pociągiem nad morzem. Jula zasnęła w drodze do domu, więc położyliśmy ją na dwóch miejscach. Wsiadła sobie starsza pani z na oko 20-letnią towarzyszką i zdobywszy miejsce dla siebie poprzez zdjęcie torby z siedzenia obok mojego też śpiącego męża (co jeszcze można zrozumieć, choć kultura wymaga raczej zasugerować zdjęcie tej torby właścicielowi) zaczęła walczyć o miejsce dla dziewczyny nakazując mężowi zwolnienie jednego miejsca, na którym spała Julka „bo chyba pan za dwa nie płacił!”. Oczywiście ruszyłam do akcji, ale i tak skończyło się na tym, że przycupnęłam w Julki nogach, bo faktycznie za dwa… Czytaj więcej »

Aleksandra Greszczeszyn
Reply to  Magda Kupis

Młodzież uczy się od dorosłych… Taka jest prawda… Dlatego takie zachowanie świadczy o ich rodzicach i innych dorosłych z otoczenia, którzy – jak wynika z tekstu i komentarzy niniejszych – też takim „pięknym” przykładem świecą…

M&Msy
M&Msy
8 lat temu

Eh… A już myślałam że ja i Mateusz to tacy „sklepowi złodzieje” :( nie wiem co ludzi tak dziwi matka robiąca zakupy z dzieckiem, które siedzi w wózku :( Czasem mam wrażenie że mojego Syna oskarżają o kradzież gapiąc się na wózek od kółek aż po rączkę. O przejściu na pasach przy ruchliwej drodze bez sygnalizacji świetlnej już nie wspomnę :/ czasem to i 15 minut czekam aż jezdnia będzie pusta (co nie zwykle rzadko się zdarza) albo ktoś łaskawie się zatrzyma, nie wiem dokąd ludzkości tak pędzi, że nie mają czasu na parę sekund się zatrzymać. A sklepy to… Czytaj więcej »

Natalia Smykowska
8 lat temu

Bliski mi temat :) nie zdołam opisać wszystkich sytuacji jakie mi się przydarzyły – choć chciałabym :P co do gimnazjalistów – są prawie jak plaga egipska – wystając na nieswoich klatkach schodowych tudzież piwnicach i paląc papierochy, pijąc alkohol, zachowując się głośno i często coś psując – bardzo łatwo wywołują negatywne emocje w mieszkańcach. Jednak nie wiem czy tak jakoś mają ci „nasi” młodzi, ale jak np. wychodzę z dzieckiem na rękach czy w wózku – zawsze otwierają mi drzwi i to samo jak wracam. Na chodniku się rozchodzą i przestają przeklinać czy pokrzykiwać jak jesteśmy blisko, ganiąc siebie nawzajem… Czytaj więcej »

Sylwia Chojnowska
8 lat temu

Pod wszystkim co napisałyście mogę podpisać się rękoma i nogami :P więc nie będę powielać. Jakiś czas temu musiałam podjechać z synkiem do centrum miasta. W związku z czym by było mi wygodniej poczekałam na autobus niskopodłogowy, niestety chyba tylko z nazwy. Kierowca nie obniżył poziomu wiec ciężko było mi wnieść 15 kg wózek i 10 kg bobasa. W drzwiach grono młodzieży, ale nikt się nie kwapi. Ku mojemu zaskoczeniu z autobusu wyszedł starszy Pan i mi pomógł. Byłam zszokowana, że taki staruszek chce dźwigać wózek a dorodni młodzieńcy stoją i udają że nie widzą. Nie wiem jak u Was,… Czytaj więcej »

Anna Cekiera
8 lat temu

Ja muszę przyznać, że rzadko spotykam nieuprzejmych ludzi i wtedy potrafię być bardzo niemiła. Ale generalnie wolę zwracać się do ludzi z uśmiechem i prośbą o przepuszczenie , przytrzymanie drzwi, przeniesienie wózka itp.niż z pogardą w oczach z tonem roszczeniowym. Często ludzie po prostu „nie pomyślą” i nie robią nam – matkom z wózkiem, z dzieckiem, w ciąży – specjalnie na złość. Do szału natomiast doprowadzają mnie samochody zaparkowane na chodnikach w ten sposób, że trzeba wózkiem zjechać na jezdnie, chociaż wiem, że to też wynika z roztargnienia bądź nieznajomości tematu – wielu tatusiów kierowców zaczęło na to zwracać uwagę… Czytaj więcej »

Anna Haluszczak
8 lat temu

Ja jakoś na szczęście nie mam takich przykrych doświadczeń. Ludzie są raczej mili, raczej ustępują mi z drogi jak idę z dziećmi, uśmiechają się do maluchów i raczej jest przyjaźnie. Ale to moze być też kwestia tego, że mieszkam w raczej małym mieście i może tu jest inna mentalność?

Tylko gimnazjaliści wszędzie tacy sami i krew się we mnie zbiera gdy idę z dzieciakami na spacer, by pooddychać świeżym powietrzem i dobrze się bawić, a idzie jakaś banda i tylko słyszę h*** i k***. Na szczęście dzieciaki jeszcze tego nie podłapały… do czasu…

Adooshka
8 lat temu

Proszę nazwę sklepu by omijać z daleka :)

Anna Bućko
Anna Bućko
8 lat temu

Ze sklepem problemów nie ma. Ba nawet czasem mnie przepuszczają w kolejce,ale z prostego powodu- moje dziecko jest w chuście ;) z tego samego powodu nie mam problemu z autobusem- może raz zdarzyło mi się stać. Ale fakt. Ludzie są nieogarnieci. Młodzież siedzi i nie myśli o ustąpieniu miejsca starszym czy kobietom w ciąży. Miejsca ustępują starsze osoby. Czasem mi wstyd za.nich. A kobiety są bezczelne. „ja w ciąży stalam”… To róbmy to samo,żeby nic się nie zmieniło…

Sylwia Chojnowska
8 lat temu
Reply to  Anna Bućko

Tylko każda ciąża jest inna. Każda kobieta inaczej ją znosi. Fakt ciąża to nie choroba a dar, ale jakoś trzeba funkcjonować, chodzić do pracy, robić zakupy itp. więc czasem odrobina empatii otoczenia się przydaje.

Aleksandra Greszczeszyn

Oj, kto tego nie zna! kasy pierwszeństwa dla ciężarnych??? Czy coś takiego w ogóle istnieje? Ani w pierwszej ani w obecnej ciąży tego w każdym razie nie doświadczyłam! A o przepuszczeniu w kolejce ot, tak, z dobrej woli, można jedynie pomarzyć – jakby tego mięsa faktycznie miało zaraz zabraknąć niczym w PRL-u! Co więcej, kilka razy spotkałam się z sytuacją odwrotną – to przede mnie i mój brzuch się bez krępacji wpychano albo proszącym tonem wymagano na mnie przepuszczenie: „bo ja tylko po papieroski!”… No maskara! Z kolei moja córka najczęściej jest za głośna w sklepie, a nie raz nawet… Czytaj więcej »

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close