Achtung baby. Dlaczego niemieckie dzieci są tak samodzielne

Tytuł: “Achtung baby. Dlaczego niemieckie dzieci są tak samodzielne”
Autor: Sara Zaske
Tłumaczenie: Anna Rosiak

Wydawnictwo: Mamania

Czy wiecie, dlaczego niemieckie dzieci są tak samodzielne? Ja nie wiedziałam, bo wydawało mi się, że niemieckie dzieci nie mogą się specjalnie różnić od polskich dzieciaków. A jednak różnice są kolosalne. Naświetliła mi to dopiero książka “Achtung baby”.

“Achtung baby. Dlaczego niemieckie dzieci są tak samodzielne” to arcyciekawa lektura opowiadająca perypetie amerykańskiej mamy, która na kilka lat przyjeżdża z mężem do Berlina i tam wychowuje swoje dzieci. Przy okazji naświetla niuanse mentalności naszych sąsiadów. Mnie Niemcy kojarzyły się przede wszystkim z “Ordnung muss sein”, czyli zamiłowaniem do porządku i dyscypliny. A to wcale u nich nie wygląda teraz aż tak restrykcyjnie i sztywno.

“Achtung baby” ukazuje z perspektywy młodej Amerykanki czas ciąży, porodu oraz wychowywania pierwszego, a później także drugiego dziecka w Niemczech. Ukazuje funkcjonowanie w niemieckim żłobku, przedszkolu oraz w szkole. Po lekturze dochodzę do wniosku, że my – Polacy,  jesteśmy mentalnie bardzo podobni do Amerykanów, a Niemcy to zupełnie inny świat. Świat pozbawiony wielu barier, w którym nie ma obsesji dotyczącej bezpieczeństwa dzieci. Powiem szczerze, że czytając o tym, czego obawiała się bohaterka, w głębi duszy przyznawałam jej rację. Zapewne też bym za każdym razem była blisko dziecka, gotowa do pomocy, zanim przydarzy się np. upadek. Niemieccy rodzice są inni, oni rozkładają koce piknikowe sporo dalej od placu zabaw i tam spędzają miło czas, nie przejmując się specjalnie dziećmi. Niemieckie dzieciaki są uczone czegoś, czego bardzo brakuje polskim i amerykańskim dzieciom – samodzielności!

Bardzo często jest tak, że my myślimy i niestety też działamy za nasze dzieci, wychowując ludzi obawiających się podejmowania ryzyka. Niemcy prowadzą odmienną politykę. Dla nich niezależność, odpowiedzialność i przewidywanie różnych konsekwencji, uczenie się na własnych błędach jest niezwykle ważne, aby wychować samodzielnego dorosłego. Niemcy nie mają zahamowań, by rozmawiać z dziećmi na tematy trudne, kontrowersyjne, których obawiają się Amerykanie i Polacy. Niemcy kochają swoje dzieci, ale nie przesadzają z rodzicielstwem bliskości. Dają dzieciom swobodę i możliwość popełnienia błędów oraz wyciągania własnych wniosków. Berlińczycy nawet w wieku sześciu, siedmiu lat jeżdżą samodzielnie metrem bez opieki osoby dorosłej. W Ameryce taka praktyka może spowodować dyscyplinującą rozmową z policją, a nawet sankcjami za zaniedbanie dzieci. Tam nawet zostawienie na chwilę dziecka przy stoliku jest odbierane jako zaniedbanie rodzicielskich obowiązków. A to co u nas i w USA może być traktowane z podejrzliwością, w Niemczech jest normalnym pozwoleniem na samodzielność dla dzieci.

Nie będę omawiać wszystkich różnic mentalności amerykańskiej, niemieckiej i polskiej przy okazji, ale muszę powiedzieć, że tę książkę warto przeczytać po to, żeby uświadomić sobie jak bardzo ograniczamy nasze dzieci. Nie da się ukryć, że nadopiekuńczość nikomu jeszcze na dobre nie wyszła, natomiast mądre usamodzielnianie – jak najbardziej.

Dziękuję wydawnictwu Mamania za przekazanie egzemplarza recenzenckiego książki. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close