Akademia pana Kleksa

Autor: Jan Brzechwa
Wydawnictwo: Wilga
Seria: Seria z Niezapominajką
Liczba stron: 160

Na tę recenzję kazałam Wam czekać troszkę dłużej. W zasadzie nie ja, a moje dziecko, bo tym razem “Akademia pana Kleksa” powędrowała bezpośrednio do rąk mojego najstarszego syna.

Gdy dziecko umie już płynnie czytać i chętnie sięga po książki, warto podsuwać mu różnorodną literaturę. Mój syn najbardziej lubi opowieści o zamkach i duchach, o kosmosie, co wprost uwielbia. Tym razem ja podsunęłam mu “Akademię pana Kleksa”, która od dawna owiana jest sławą.

“Akademię pana Kleksa” znam bardzo dobrze, bo przecież czytałam ją dawno, dawno temu w szkole, nie licząc filmu, który oglądałam wiele razy. Ten tytuł wywołuje u mnie falę ciepłych wspomnień i kręci łezkę wzruszenia w oku. U mojego dziecka powoduje zaciekawienie, a na sentymenty jeszcze przyjdzie pora.

Ale do rzeczy! Akademia pana Kleksa Jana Brzechwy kryje w sobie niesamowite historie. Rzeczony Pan Ambroży Kleks, nauczyciel, który zajmuje się czarami, jest nietuzinkową osobą. Właśnie do grona jego uczniów trafia Adaś Niezgódka, dwunastolatek, który stara się odnaleźć w bajkowej rzeczywistości i przeżywa wraz z kolegami niesamowite, a czasem mrożące krew w żyłach przygody. Dziwne metody nauczania praktykowane przez Kleksa, szpak Mateusz, który pomaga w prowadzeniu zajęć, powodują, że Akademia jest nietypowa i arcyciekawa dla każdego spragnionego przygód czytelnika.

Baśniowa atmosfera książki, duża dawka magii, rzeczy niezwykłych, świetnie wpływa na rozbudzenie wyobraźni dziecka. Wszystko tu wywiera wrażenie i zachęca do zadawania coraz dziwniejszych pytań, a w naszym przypadku, rozwijania przez dziecko z własnej interpretacji przygód bohaterów.

A co zachwyca, poza przygodami? Szata graficzna, która urzeka swoją urodą. “Akademia pana Kleksa” z seriii z Niezapominajka, wydana została w twardej okładce, naprawdę solidnej. Ilustracje są inne od tych, które ja kojarzę z książki czasów mojego dzieciństwa, ale to zmiana przyjemna dla oka. Obrazki są fantazyjne, nasycone kolorami, przyciągają i doskonale urozmaicają treść. Papier, na który naniesiono druk, jest bardzo dobrej jakości, co czuć wyraźnie pod palcami.

Uważam, że książka tak wydana jest doskonałym pomysłem na prezent dla “książkolubów”. Tym bardziej że z tego, co kojarzę, “Akademia pana Kleksa” nadal jest jedną z lektur szkolnych, więc warto mieć ją na swojej półce.

Dziękuję wydawnictwu Wilga za przekazanie egzemplarza recenzenckiego książki.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Zobacz kolejny produkt z naszego katalogu

Recenzja gry “Kości obfitości”

Nie samą matematyką żyje człowiek. Sukces szkolnej edukacji zależy od umiejętności rachunkowych, ale także od dojrzałości emocjonalnej. Objawia się ona w sytuacjach pełnych napięć i co ciekawe, kształtowana jest poprzez hartowanie. W praktyce oznacza to, że aby dziecko poradziło sobie w sytuacjach trudnych w szkole, musi być ćwiczone w sytuacjach newralgicznych.

O wspieraniu dojrzałości emocjonalnej dziecka pisałam dla Was tutaj → Dojrzałość emocjonalna dziecka. Jak mądrze ją rozwijać.  Jednym z przykładów jest właśnie wspólne granie w różne gry dziecka z dorosłym.

“Kości obfitości” wydawnictwa Board&Dice” to “odświeżone” tradycyjne kości.

Klasyczna gra w kości polega na zebraniu jak największych wartości w szóstkach, piątkach, czwórkach, itd. “Kości obfitości” zyskały nową odsłonę po wprowadzeniu kilku modyfikacji i ograniczeń. Przede wszystkim dorzucono fabułę, w której gracze wcielają się w farmerów i ich zadaniem jest uprawianie roślin – marchewki, pomidorów i sałaty. Zamiast wpisywać wartości rzucanych kości, rysuje się te warzywa (!) – to jest hit nad hitami. Dzieciaki nie mogły się doczekać, by móc je rysować. Mało tego, oprócz sadzenia warzyw w odpowiednich miejscach, tak by zyskać jak najwięcej punktów, można karmić świnkę.

Wróćmy jednak do początku – pudełka. Jest ono niewielkie, solidnie wykonane i bez zbędnej przestrzeni. Na opakowaniu gry widzimy przesympatycznego rolnika z mocno podtuczoną świnką. Grafika i dbałość o szczegóły jest godna zachwytu.

W  pudełku oprócz instrukcji gry znajdują się cztery ołówki, dziewięć kości (po trzy w trzech kolorach – czerwone symbolizujące pomidory, zielone sałatę i pomarańczowe marchewkę). Ponadto bloczek dla wersji podstawowej i bloczek dla wersji zaawansowanej – każdy po około 100 kartek oraz karta sympatycznej świnki.

Gra przeznaczona jest dla dzieci 8+ i w mojej ocenie ze względu na konieczność stosowania przemyślanych decyzji, niczym strategii, wskazania wiekowe są odpowiednie. Jednak z niewielką pomocą rodziców już sześciolatek sobie poradzi . Pierwsze rozgrywki z młodszym dzieckiem mogą trwać dłużej, ale kiedy “złapie” już zasady, gra się szybciej i jest dużo radości i śmiechu.

W grę można zagrać w dwie osoby, a każda rozgrywka potrwa około 30 minut. Jest to typowa gra losowa, która jednak pozytywnie zaskakuje. Zatem nieco o rozgrywce.

Przed przystąpieniem do gry wyznaczamy osobę, która rozpocznie rozgrywkę i otrzymuje ona kartę świnki, tzw. świnkoznacznik. Każdy uczestnik dostaje ołówek i kartkę z bloczku. Osoba prowadząca rzuca kośćmi tworząc targ z warzywami. Gracze dobierają kolejno po jednej kostce i każdy z osobna podejmuje decyzję, w jakim miejscu posadzić ją w swoim ogródku – rysując wybrane warzywo na grządce  na kartce z bloczku lub decydują się nakarmić świnkę. Gdy na stole pozostanie ostatnia kostka, żaden z graczy nie może jej dobrać.

Z jednej strony brzmi banalnie, prawda? Jeśli przyjrzeć się bliżej zasadom gry, to potrafią one zachęcić do większego wysiłku umysłowego. Tak naprawdę wszystko zależy od doboru pierwszych kości i posadzeniu w odpowiednich miejscach warzyw. To będzie rzutować na kolejne rundy, doprowadzając nas czasem do rozpaczy, albo wybuchu radości.

Gra podstawowa po pewnym czasie może być mniej atrakcyjna, co wtedy? Autor gry przygotował wersję dla zaawansowanych, w której zyskujemy dodatkową świnkową moc, co urozmaica rozgrywkę i potrafi nieźle zamieszać.

Zdecydowanym minusem gry jest bloczek, który ogranicza liczbę rozgrywek. Jeśli pokochacie tę grę zbyt mocno to może się okazać, że pozostanie Wam samodzielnie odtwarzanie bloczków lub ich kserowanie.

“Kości obfitości” zagwarantują przyjemną rozgrywkę, mało tego, dzięki nim tradycyjna zapomniana już przez wielu gra zyskała nowe życie. Dlatego polecam tę grę wszystkim, także tym, którzy nie znają gier w kości.

Pamiętajcie, że to moje własne przemyślenia, które koniecznie zweryfikujcie i dajcie znać co myślicie o tej grze.

Na koniec kilka informacji o grze:

Wydawnictwo: Board&Dice
Autor: Danny Devine
Liczba graczy: 2-4
Wiek: 8+
Cena: ok. 59 zł

Możecie ją kupić tutaj

Serdecznie dziękuję Wydawnictwu Board&Dice za przekazanie egzemplarza recenzenckiego gry!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Top W Roli Mamy na Facebooku