Była sobie rzeka. Recenzja książki Diane Setterfield

Tytuł: Była sobie rzeka
Autor: Diane Setterfield
Wydawnictwo: Albatros
Ilość stron: 480
Oprawa: twarda

Była sobie rzeka to książka idealna na długie wieczory lub wolny weekend, który można poświęcić wyłącznie czytaniu. Nie tylko ze względu na to, że jest obszerna, ale przede wszystkim przez to, że tabun myśli, jakie przetaczają się po głowie w trakcie lektury wymaga porządkowania na bieżąco. Ale po kolei!

Była sobie rzeka to historia jakich mało. Porywająca, trzymająca w napięciu i momentami nieco upiorna. Trzy rodziny po stracie dziecka. Trzy różne, dramatyczne historie. 

Do gospody „Pod Łabędziem”, położonej niedaleko Tamizy dosłownie wpada nieznajomy, ranny mężczyzna, trzymający w ramionach martwe dziecko. Dziewczynką zajęła się Rita, kobieta biegła w sztuce medycznej, która stwierdziła zgon dziecka. Ale coś się stało, czego nie można wyjaśnić – ta martwa, wyłowiona zbyt późno z rzeki dziewczynka, ożyła. Dziewczynka z pustym wzrokiem, włosami bez połysku i ponoć bez własnego odbicia w tafli wody. 

Mała od chwili ożywienia nie wymówiła ani słowa, często wyglądała jak lalka, ze wzrokiem utkwionym w dal. Lekarze przewidywali, że trzeba czekać nawet i 6 miesięcy po odnalezieniu, by Amelia – Nie Amelia, która trafiła do swoich rodziców, odzyskała mowę i dawne zachowania. Ale coś było nie tak, coś wisiało w powietrzu – jak zwykli mawiać miejscowi.

Cudowne uratowanie małej miało niezwykłą siłę rażenia. Wywołało wiele pytań, wiele wątpliwości i obaw. To wszystko było  niczym wyjęty z dołu kamyk, który uruchamia lawinę. Zaczyna się dziać dużo, bo w końcu historia dziewczynki dotyczy trzech rodzin. Dziecko wywróciło wszystko do góry nogami, układając na nowo rzeczywistość wielu osób, w sposób dziwny, niepokojący i nieprzewidywalny. 

Autorka w sposób perfekcyjny zaplanowała historię, nasycając ją ogromem porywających zdarzeń. Nie da się przysypiać nad historią, bo tu non stop coś się dzieje. Historie toczą się w różnych miejscach i dotyczą kilku powiązanych ze sobą bohaterów. A za każdym z nich ciągną się jakieś demony, poczucie pustki, smutek, ale i podłość, węszenie za zyskiem, parcie do przodu po to, czego się tak bardzo pragnęło. 

Autorka, Diane Setterfield, poprowadziła akcję po mistrzowsku, z doskonałą precyzją i dbałością o szczegóły. Czytelnie przedstawiła bohaterów, dając wyraźnie do zrozumienia, w którym momencie dany wątek jest szczególnie istotny dla opowieści. Wykorzystała zabieg retrospekcji, czyli sięga wstecz historii, by wyjaśnić pewne zawiłości, podkreślić znaczenie różnych wydarzeń. I udało się jej to znakomicie, po prostu nie da się tu do czegokolwiek przyczepić. Nie wspominając już o tym, że sama historia opowiedziana jest obrazowo, niczym baśń dla dorosłych. Mogłabym sobie wyobrazić ją w wersji audiobooka, czytanego spokojnym i tajemniczym głosem. Jest tu coś hipnotyzującego, choć momentami można odnieść wrażenie, że także tajemniczego, wręcz złowrogiego. A na końcu…. 

A żeby wiedzieć, co na końcu, to musicie całość przeczytać sami. Nie będziecie zawiedzeni, tak sądzę.  

Przeszły mnie ciary. Piękna proza, chwilami może odrobinę fantastyczna, ale czy naprawdę niemożliwa? Kwestia interpretacji. 

 

Dziękuję Wydawnictwu Albatros za przekazanie egzemplarza recenzenckiego książki  

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close