Czy dzieci powinny wierzyć w Boga?

Uwielbiam górskie wspinaczki, choć czasem z wielkim trudem zdobywam szczyt, łapiąc jakby ostatni dech w piersi. A potem czuję niesamowity pokój w sercu i duszy, radość z przezwyciężenia swoich słabości, oraz czuję, że nie jestem sama, że jest coś więcej, że jest ktoś więcej – i nie piszę tutaj o towarzyszu wspinaczki.

Żyjemy dziś w świecie pełnym hałasu, w nieustannym pośpiechu i odnoszę wrażenie, że zapominamy, by zatrzymać się na moment. Chyba boimy się samotności, pozostania choć na chwilę samym ze swoimi myślami, lękami, troskami. Szkoda, bo ten czas osamotnienia bywa uzdrowicielski dla naszej duszy, gdy zdajemy sobie sprawę, że jest coś ponad tym światem, niejaka siła wyższa. Dla jednych Matka Natura, dla innych Bóg, Elohim, Jahwe, Jezus, a dla innych wszechświat rządzony prawami fizyki i nauki.

Czy zastanawialiście się dlaczego dzieci z dużą łatwością i naiwnością wierzą w krasnoludki, elfy, wróżki, itp. Czy dzieci powinny wierzyć w Świętego Mikołaja, Wielkanocnego Zajączka, czarodziejów? Czy powinny wierzyć w Boga, Matkę Naturę…?

Duchowość dziecka jest czymś naturalnym. Każdy z nas się z nią rodzi. Myślenie magiczne, artyficjalizm, animizm, czy naiwność teorii jest naturalnym procesem poznawczym dzieci w wieku 2 do 7 lat, wg Jeana Piageta. Natomiast wg najnowszych amerykańskich badań zespołu dr Lisy Miller, nasze dzieci mają wrodzoną duchowość, “która jest największym źródłem ich psychicznej sprężystości jako istot ludzkich”.

Warto zaznaczyć, że nie jest ona ściśle powiązana z przynależnością do jakiejkolwiek religii. Duchowość koncentruje się  na “wewnętrznym odczuwaniu żywej relacji z wyższą siłą (Bogiem, naturą, duchem, Wszechświatem…)”.

Książka “Czy dzieci powinny wierzyć w Boga” autorstwa dr Lisy Miller przekonuje, że nie należy obawiać się duchowości naszych dzieci, ich wiary w siłę wyższą. Wręcz odwrotnie pokazuje, jakie ma duże znaczenie w rozwoju dziecka, oraz w jego rozwoju zdrowia psychicznego. Książka dzieli się na dwie wyraźnie części.

Pierwsza dotyczy dzieciństwa, pielęgnacji i rozwoju w poczuciu obecności siły wyższej, o tym jak istotne jest tworzenie przestrzeni duchowego rodzicielstwa, jak rozmawiać z dziećmi o miłości, śmierci. Pamiętajmy, że małe dziecko ufa nam bezgranicznie, wierząc, że jesteśmy wszechwiedzący, niczym superbohaterowie. Autorka wskazuje, aby w pielęgnacji rozwoju duchowości dziecka opierać się na 6 filarach – jednym z nich jest duchowy kompas dziecka.

Druga część skupia się na okresie dojrzewania i tym co robić dalej. Autorka nie boi się otwarcie pisać o depresji rozwojowej wśród nastolatków, ale także ukazuje ścieżki, które pomogą rodzicom w tych trudnych chwilach. Dr Lisa Miller w swojej książce przedstawia wiele przykładów, które nie są oderwane od rzeczywistości.  Na zakończenie prezentuje siedem dobrych rad, które pomogą stworzyć przestrzeń dla duchowego rodzicielstwa, bo to rodzina jest najważniejsza.

Jeśli nadal nie wiesz, czy warto sięgnąć po tę książkę, podaję nieco statystyki.

Z przeprowadzonych badań wynika, że dzieci, które rozwijają się aktywnie duchowo są:

  • o 40% mniej narażone na uzależnienia
  • o 60% rzadziej popadają w depresję jako nastolatki
  • 0 80% rzadziej nawiązują ryzykowne kontakty seksualne
  • a przede wszystkim tworzą głębokie i silne  relacje z bliskimi.
Tytuł: Dlaczego dzieci powinny wierzyć w Boga
Autor: dr Lisa Miller
Oprawa: twarda
Liczba stron: 400
Wydawnictwo: Wydawnictwo Samsara
Rok wydania: 2016

 

Dziękuję Wydawnictwu Samsara za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego książki.

  1. No to czeskie dzieci maja prze..lone.

    1. Agnieszka Jelinek

      Ciekawostką jest to, że nie ma znaczącej różnicy w rozwoju duchowości dziecka przynależącego do jakiejkolwiek religii, a dzieckiem rodziców ateistów.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Zobacz kolejny produkt z naszego katalogu

“To normalne” – czy aby na pewno?

Tytuł: To normalne
Autor: Enrico Gnaulati
Oprawa: Miękka
Liczba stron: 320
Wydawnictwo: Znak literanova
Rok wydania: 2016

Tym razem nie przedstawię wam, moi mili, zwykłej recenzji. Wynika to z faktu, że opowiedzieć zamierzam o książce, która ma sporo do przekazania nam, rodzicom (nie)grzecznych dzieci. Trochę trwało, zanim ją przeczytałam i nawet nie chodzi to o te ciut ponad 300 stron, a o fakt, że nie da się przejść marszem przez kolejne akapity, nie zastanawiając się nad ich treścią.

„To normalne” autorstwa Enrico Gnaulati, jest podręcznikiem dla rodzica, ale myślę, że również dla nauczyciela — wychowawcy, który zetknął się z przypadkiem tzw. trudnego dziecka. Bardzo mi zależało, by móc przeczytać tę książkę z jednego, arcyważnego powodu. Jestem mamą (nie)grzecznego dziecka! Lub raczej jestem mamą małego indywidualisty, żywego chłopca, któremu nie powinno się wmawiać złego zachowania, a przy okazji mi samej — niewłaściwego wychowywania.

Osobisty rys w historii

Mój starszy syn, w dobrej wierze ciągany był po psychologach, nawet zaliczyliśmy rodzinną terapię. Pamiętam, jak w przedszkolu skarżono się na jego zachowanie, ja sama miałam dość tego, co wyczyniał w domu (wystarczy wspomnieć dzikie histerie, Bóg raczy wiedzieć o co, w środku nocy), więc z radością złapałam go za rączkę i zaciągnęłam do poradni psychologicznej.

A tam czekała nas niespodzianka! Praca nad nami — rodzicami, którzy nakręceni przez resztę społeczeństwa mieli zbyt wysokie wymagania, którym dzieciak nie mógł podołać. Przyznam, że byłam zawiedziona, kiedy psycholożka powiedziała mi „, ale z pani synem jest wszystko w porządku, on taki po prostu jest, indywidualista”. Byłam trochę niepocieszona, bo sugerowane nam wcześniej ADHD czy Asperger ułatwiłyby w pewien sposób życie z „takim” dzieckiem. A tu klops, no bo dziecko specyficzne, ale nie nadające się okiem fachowca do terapii pod kątem zaburzeń. Zaburzeń brak, problem pozostał, co tu robić? Nie zrobiliśmy nic ponad to, że uzbroiliśmy się w cierpliwość… I co? O tym za chwilę.

Trzy lata od przerwania terapii, trzymam w ręku wspomnianą książkę „To normalne”. Przyznam, że otwierałam jej stronice z drżeniem serca. A następnie czytałam linijki, akapity, strony, by stwierdzić, że nasza psycholożka miała rację, co udowodnił Enrico Gnaulati, autor poradnika.

Słowo o autorze

Autor „To normalne” zna się na rzeczy. Jest doktorem psychologii i psychoterapeutą z wieloletnim doświadczeniem w pracy z dziećmi i młodzieżą. Podczas swojej bogatej praktyki,  zauważył, że do jego gabinetu zaczęło trafiać coraz więcej pacjentów z poważnymi diagnozami – ADHD, autyzm, choroba dwubiegunowa. Zmusiło go to do poszukiwań przyczyn takiego stanu rzeczy, bo czym różnią się dzieci dzisiejsze od tych sprzed kilkunastu lat, skoro teraz jest takie zatrzęsienie dzieci w gabinetach psychologów i psychiatrów?

Doktor — nie jakiś szarlatan — skupił się na udowodnieniu, że odpowiedzialność za wysyp wszelkich „dys” i innych nieprawidłowości, w małym stopniu zależy od samych pacjentów. Gnaulati przytoczył ogrom amerykańskich badań, dotyczących zachowania młodszych i starszych dzieci, dziewczynek i chłopców, które pokazują, że zaskakująco często diagnoza stawiana jest na wyrost, z braku innego pomysłu na pomoc dziecku. Nie będę weryfikować podanych badań ani teorii, że lekarze chętnie stawiają diagnozy, wypisując środki uspokajające po układach z koncernami farmaceutycznymi, bo nie mam wiedzy w tej materii. Może to prawda, a może jedynie teoria spiskowa, bo temat jest śliski, podobnie jak ze szczepionkami. Ale czytając ogrom opisanych przez lekarza przypadków dzieciaków i całkiem wyrośniętej młodzieży, której pomagał, dostrzegam głęboki sens w tym, co chce on przekazać nam, rodzicom.

Skoro nie „niegrzeczne” to jakie są w końcu te dzieci?

Nie licząc prawdziwych przypadków zaburzeń u dzieci, bo tych autor nie neguje, są dzieci — mali indywidualiści, niezrozumiani, wepchnięci w wygodny schemat ADHD. Przyczyny tego są zaskakujące — wpływ mediów i kreowanie wizerunku dziecka “idealnego”, dążenie rodziców do perfekcji za którą dziecko nie nadąża, tępienie instynktownych chłopięcych zachowań (np. siłowe przepychanki, zabawa w “strzelanki”) i wciskanie ich w ramy zachowania godnego dziewczynek. A chłopiec jest tylko chłopcem, musi tego doświadczyć, zrozumieć i z naszą pomocą odróżnić dobro od zła.

Często zapominamy, że chłopcy w rozwoju emocjonalnym, pozostają w tyle za koleżankami, ale wymagamy od nich przestrzegania tych samych zasad w ten sam sposób. Dla naszej wygody, bo rodzina, sąsiedzi, instytucje oceniają poprzez pryzmat dzieci nas samych. A kto lubi być oceniany źle?

Więc wymagamy, sztorcujemy zabraniamy, dla własnej wygody. Dziecko musi odreagować to, co nie jest po drodze z jego naturą i zaczynają się problemy… Podobnie jak presja wywierana na dziecku, zła dieta czy niedostatek snu również dokładają cegiełkę do powstawania problemów, lub je nasilają.

Właśnie to i jeszcze kilka innych rzeczy pokazuje czarno na białym dr Gnaulati. Chcecie, nie wierzcie badaniom, wątpcie w teorię farmaceutycznego spisku, ale po przeczytaniu tej lektury, raz jeszcze przyjrzyjcie się swoim dzieciom i sobie samym. I co? Ja trzy lata po przerwanej terapii wiem, że moje dziecko jest całkiem normalne.

Sięgnijcie śmiało po poradnik

Poza tym, co poruszyłam wyżej, poleciłabym tę książkę z jeszcze jednej przyczyny – autor nie skupia się w niej jedynie na udowodnieniu swojej tezy, że z dzieci normalnych robimy nienormalne. Znajdziecie tu konkretne przykłady i działania, które pomogą w odniesieniu do treści książki, wprowadzenie w wasze życie zmian, które ułatwią współpracę na linii dorosły – dziecko i pozwolą bez większego uszczerbku dla obu stron, przetrwać niełatwy czas.

Mam nadzieję, że poradnik ukoi nie tylko moje obawy, ale również innych rodziców. Sięgnijcie po “To jest normalne”, a jak wam się nie spodoba wyjaśnienie problemu, wtedy możecie wybrać się na terapię. Zawsze pozostaje opcja do wyboru. To już coś.

Dziękuję wydawnictwu Znak Literanova za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego ksiażki

  1. Tak samo dotyczy dziewczynek.Kiedys dzieci duzo wiecej spędzały czasu “na placu”(na dworze lub na polu) wśród rowiesników.Teraz w domu z rodzicami.A rodzicom potrzebny święty spokój po cięzkim dniu w pracy.I stad te frustracje przede wszystkim u dorosłych. ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Top W Roli Mamy na Facebooku