J. D. Robb Śmierć i mrok

Tytuł: Śmierć i mrok

Autor: J. D. Robb

Rok wydania: 2019

Liczba stron: 384

Oprawa: Miękka

Wydawnictwo: Edipresse

 

Misternie skonstruowana fabuła kolejnej, czterdziestej szóstej już części serii, którą niegdyś stawiano w dziale fantastyki. Faktycznie, ponad dwadzieścia lat temu, gdy wyszła pierwsza część, rzeczywistość opisana w roku 2059 mogła zaskakiwać. W pozycji „Śmierć i mrok” mamy rok 2061 i szczerze mówiąc, nie ma się czym szokować. No, może poza latającymi samochodami, bo nawet ruchome chodniki już wymyślono i całkiem sprawnie działają. Ukłony dla autorki, bo całkiem trafnie przewidziała rozwój technologii mobilnych, o których w połowie lat dziewięćdziesiątych nawet się nie szeptało.

Czy za czterdzieści lat ludzie będą inni niż współcześni? Zdaniem autorki nie. Zmienią się normy społeczne, pewne wzorce zachowań, priorytety, ale uczucia i namiętności, jakie targają ludźmi od tysiącleci, pozostaną bez zmian. Miłość, zazdrość i nienawiść nadal z takim samym skutkiem będą popychać do zbrodni.

Główna bohaterka, Eve Dallas, jest porucznikiem i szefem wydziału zabójstw nowojorskiej policji. Bezgranicznie oddana swojej pracy potrafi nie spać i nie jeść, jeśli akurat jest na tropie mordercy. Partneruje jej detektyw Delia Peabody, wpatrzona w swoją mentorkę jak w obrazek, bystra i inteligenta. Razem stanowią duet znakomity. Smaczku dodaje fakt, że mężem Eve Dallas jest tajemniczy Roarke, człowiek bez imienia, bajecznie bogaty, niesamowicie inteligentny i chętny do wtrącania się w sprawy policji. Wiecie, taki facet ideał, który nie ma prawa istnieć. Ilość rzeczy, które ma na głowie jest tak olbrzymia, że musiałby istnieć chyba w stu egzemplarzach, żeby to ogarniać. Ale przymknijmy oko na tę niedorzeczność, on naprawdę daje się lubić.

Intryga, wokół której osnuta jest ta akurat część, jest jednocześnie prosta i zakręcona. Morderca działa według określonego schematu. Po kolei odtwarza zbrodnie opisane w książkach wziętej amerykańskiej pisarki. Niby nic, ale jeśli weźmiemy pod uwagę, że… mamy w ręku książkę wziętej amerykańskiej pisarki (J. D. Robb to pseudonim Nory Roberts), której motywem przewodnim jest zbrodnia, to lektura zaczyna wyglądać inaczej. Nie mogłam się nie uśmiechnąć, gdy Eve zapewniała, że jest prawdziwym człowiekiem, a nie bohaterem powieści ; – )

Śledztwo będzie burzliwe i drobiazgowe. Chwilami nawet bardzo drobiazgowe. Nie wiem, jak autorka to robi, ale nawet jak opisuje żmudną policyjną robotę, to i tak jest ciekawie. Zakończenia nie zdradzę, doczytajcie sobie.

Dla tych, którzy nie czytali poprzednich części:

Nie musicie się martwić. J.D. Robb tak to sprytnie wymyśliła, że nie trzeba czytać po kolei, żeby świetnie orientować się w fabule. W tej książce, jak i w poprzednich, znajduje się charakterystyka bohaterów, w żadnym momencie nie poczujecie się zagubieni. I chociaż poszczególne pozycje są ze sobą powiązane chronologicznie, to jednak prywatne sprawy bohaterów są na drugim, a może i na trzecim planie. Na pierwszym zawsze jest śledztwo i to właśnie dzięki temu każda powieść stanowi spójną całość niezależną od poprzedniej i następnej.

Dla starych znajomych Eve i Roarke’a:

Nowe wydawnictwo i nowy tłumacz to pierwsze, co na pewno wpadnie Wam w oko. I nie będę ukrywać – to się czuje. Leciutko, ale jednak. I chociaż na początku miałam opory, bo przyzwyczaiłam się do tłumaczeń Bogumiły Nawrot, to muszę przyznać, że Sylwia Chojnacka podołała niełatwemu zadaniu. Zachowała klimat znany z poprzednich książek, chociaż nie uniknęła drobnych wpadek („kawa podana przez autokucharza”… serio?). Na pewno zauważycie też, że tytuł jest niejako odwrócony, w końcu przyzwyczailiśmy się, że to śmierć za każdym razem jest drugim członem.

Jednak to, co najważniejsze, pozostało bez zmian. Bohaterowie zostali nakreśleni niemal według tego samego szablonu, tu tłumaczenie na szczęście nic nie zmieniło. Nie są obcy, nadal są jak starzy, dobrzy znajomi. Chociaż tak dla ścisłości: nie wszystkich spotkamy. Na przykład nie będzie Summerseta…

Aha, słownictwo jest momentami bardziej dosadne, ale trudno wyczuć, czy to robota tłumaczki, czy autorki. Niemniej jednak mam wrażenie, że w poprzednich częściach było mniej bluzgania ;-)

 

Dziękuję Wydawnictwu Edipresse za przekazanie egzemplarza recenzenckiego. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close