Jano i Wito w mieście. Recenzja książki

„Jano i Wito w mieście” to książka, która wyjątkowo mnie zainteresowała z powodu osobistych doświadczeń. Mój najstarszy syn miał ogromne kłopoty, by zacząć mówić. Rozkręcił się nam dopiero w wieku 4 lat, po wytężonej pracy z logopedą. Szczęśliwie od urodzenia czytałam mu książeczki, gdy młody zaczął gadać, mógł pochwalić się bogatym słownictwem.

Z drugim synem miałam sytuację odmienną – pierwsze proste słowa zaczęły się pojawiać po 8 miesiącu życia, a proste zdania po 14 miesiącu. I to było cudowne, że gadał jak najęty sam z siebie. Moja trzecia pociecha najpewniej idzie w ślady najstarszego brata, bo mimo ukończonych dwóch lat zupełnie mówi, nie licząc trzech prostych słów i czegoś tam po swojemu. Do logopedy wybiorę się niebawem, a tymczasem, żeby nie marnować okazji do “podkręcenia” chęci Olka do mówienia, szukałam dla niego książeczek, które mi to zadanie ułatwią. Tym sposobem trafiła do mnie książeczka “Jano i Wito w mieście”.

“Jano i Wito w mieście” to kartonowa książeczka, dedykowana najmłodszym czytelnikom. Stworzyła ją logopedka, Wiola Wołoszyn, która postarała się, by poza opowiedzianą historią, znalazły się elementy zachęcające dziecko do powtarzania dźwięków. Szczerze mówiąc, wydawało mi się, że Aleksander się nie skusi na współpracę, a tu taka niespodzianka! Nie tylko słucha historii Jana i Wita, ale i jak nigdy powtarza za mną dźwięki prezentowane w książeczce.

Sama opowiastka jest krótka, mówi o Janie i Wicie, którzy wraz z tatą zgubili bilet, a chcieli skorzystać z komunikacji miejskiej. Oni, goniąc za biletem, mimochodem zauważają elementy życia toczącego się w mieście i poznają różnego rodzaju dźwięki – m.in. pociągu, karetki, kruka, kasownika do biletów czy dzwonu na wieży kościelnej. Dźwięki ponawiane są w linijkach tekstu kilkukrotnie, więc chciał nie chciał, dziecko może się z nimi osłuchać i je zapamiętać. Olkowi tak się spodobało, że sam pokazuje palcem i wydaje odpowiedni dźwięk. A co strona, to inne odgłosy miasta, więc jest ciekawie i różnorodnie. Bardzo fajne są także elementy sensoryczne, czyli wytłoczenia na biletach, które gonią chłopcy. Dziecko może zauważyć, dotknąć paluszkiem i wyróżnić je z całości obrazka.

Dzieci, czy to małe, czy duże, nie lubią, gdy rodzic na nie naciska. To powoduje, że “Jano i Wito w mieście” jawią mi się jako klucz do Olka, bo gdy dotąd prosiłam go, by coś powtórzył, milczał jak zaklęty i kręcił głową na “nie”. Tymczasem podczas lektury książeczki nawiązuję interakcję z synem, co bardzo, ale to bardzo mnie cieszy. Jeśli więc macie ze swoimi pociechami taki kłopot, koniecznie wypróbujcie na nich przygody Jana i Wita.

Autorzy:Wiola Wołoszyn, Przemek Liput (ilustr.)
Kategorie:Książki / dla dzieci / 3-5 lat
Typ okładki: okładka twarda
Wydawca: Mamania
Wymiary: 21×21
Ilość stron: 26

Dziękuję wydawnictwu Mamania za przekazanie egzemplarza recenzenckiego książki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close