Młyn nad Czarnym Potokiem

tytuł: Młyn nad Czarnym Potokiem
autor: Anna Szepielak
liczba stron: 480
kategoria: literatura obyczajowa
wydawnictwo: Filia

Młyn nad Czarnym Potokiem Anny Szepielak to pierwszy tom z cyklu Saga małopolska. Zaintrygowała mnie zapowiedź z okładki i z przyjemnością zasiadłam do lektury. I od razu po jej zakończeniu, na gorąco, chcę podzielić się z Wami moimi odczuciami.  

Młyn nad Czarnym Potokiem to historia Marty – młodej, bezrobotnej mamy i niespełnionej małżonki, która staje przed koniecznością wyjazdu swojego męża za granicę. W małżeństwie Marty i Adama od dawna nie iskrzy, pojawiają się kłopoty z porozumieniem, narastają frustracje. Wyjazd może spowodować, że małżonkowie będą mieli szansę za sobą zatęsknić, lub wręcz przeciwnie – zrozumieją, że bez siebie jest im lepiej. Marta, poniekąd zostawiona sama sobie, wraz z pięcioletnią córką postanowiła wyjechać do rodziców, do małego miasteczka, w którym czuła się kiedyś szczęśliwa. I pewnie jej życie trwałoby w marazmie bez zmian i bez perspektyw, gdyby nie niespodziewany przyjazd rodziny ze strony matki i kwestia starego, nieczynnego od wielu już lat młyna nad Czarnym Potokiem. On kryje w sobie tajemnicę, która strzeżona jest przez starszych członków rodziny. A przyjazd Amerykanek o polskich korzeniach spowoduje, że cienie przeszłości przesłonią spokój rodziny.

Oczywiście nie będę Wam streszczać książki, bo nie o to tu chodzi. Bardziej chcę się podzielić odczuciami, jakie towarzyszyły mi podczas lektury. Muszę przyznać, że autorka – Anna Szepielak – pisze w sposób bardzo przystępny, wciągający. Jak tylko usiadłam do książki, od razu machnęłam ponad 100 stron, tak płynnie szło mi czytanie. Lekko i bardzo przyjemnie. Myślę, że w tej historii każda z nas odnajdzie własne myśli, smutki i radości. 

Sama historia jest przyjemna, ale…. No właśnie, tu jest największy minus Młyna nad Czarnym Potokiem – potencjalnie dobra książka została przegadana, historia rozwleczona, aż ¾ akcji dzieje się, można by rzec – w jednym miejscu i czasie – więc siłą rzeczy brakuje pewnej dynamiki. W zasadzie dopiero pod koniec sięgamy głębiej po tajemnice, a wcześniej wczytujemy się w codzienne życie Marty, bez zaskakujących czy błyskotliwych momentów, bez nawet mentalnej rewolucji, której można by się po niej spodziewać. A Marta to bez wątpienia mądra kobieta, niestety bardzo nijaka. Koloryt do historii wprowadza szczęśliwie Grażynka, przebojowa siostra Marty, którą mogę nazwać żywiołem. Chciałabym mieć taką Grażynkę we własnej rodzinie! Chwała także za intrygującą tajemnicę młyna i próbę rozwikłania jej przez bohaterkę.

I to mi się gryzie okropnie, bo pani Szepielak bez wątpienia ma bardzo dobry warsztat i pisze tak, że ja poczułam się tak, jakbym sama siedziała przy stole, przy którym Marta i jej mama przygotowywały posiłki. Z kart książki bije takie fajne rodzinne ciepło – dzięki temu klimatowi uciekłam kilka razy myślami w kierunku moich rodzinnych stron. Natomiast brak jakiejś iskry w tej historii w pewien sposób ją zubożył. I cóż więcej mogę Wam powiedzieć? Na pewno sięgnę po inną książkę autorki – bardzo chcę, by zaczarowała mnie ona tak, jak zapewne potrafi to zrobić. A Wam, mimo wszystko, polecam sięgnięcie po Młyn nad Czarnym Potokiem, żebyście sami zdecydowali, czy to historia, jakich wiele, czy raczej coś, co jednak trafi do Waszej wyobraźni.

Dziękuję wydawnictwu Filia za przekazanie egzemplarza recenzenckiego książki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close