Patykot. Koty w mieście

Autor: Tom Watson

Tytuł: Patykot. Koty w mieście.

Oprawa: Miękka

Liczba stron: 191

Rok wydania: 2019

Wydawnictwo: Mamania

 

– Dziecko daj mi tego Patykota. Muszę go przeczytać i napisać recenzję.

– Ale ja jeszcze nie skończyłam.

– Potem dokończysz. Zresztą może mi wystarczy połowa. Oddam ci wieczorem.

– No dobra. Tylko mi zakładki nie wyjmij. Będziesz się śmiała. Zobaczysz. To jest bardzo śmieszna książka.

 

Naprawdę było tak:

Przeczytałam Patykota od deski do deski. W godzinę. Może nawet mniej. Bo to wcale nie jest długa książka. Co jest plusem, bo dzieci wolą niedługie książki. Ma duży druk i poziome kreski po każdej linijce. Coś jakby zeszyt w jedną linię. Co mnie osobiście nieco irytowało, ale domyślam się, że początkującym czytelnikom bardzo pomaga. Przypomniało mi się, jak Duśka czytała, przykładając zakładkę do książki, bo jej oczy uciekały i linijki się myliły. Już z tego wyrosła, ale widać autor albo wydawca Patykota wziął to pod uwagę. Te poziome kreski i duże litery sprawiają, że czyta się naprawdę szybko i lekko. Uzupełnieniem są zabawne czarno-białe grafiki.

Nie śmiałam się tak często, jak Duśka, co mnie nawet trochę martwiło. Widać zestarzałam się i poczucie humoru mi siadło. Ale nie raz i nie dwa uśmiechnęłam się pod nosem, czytając o abstrakcyjnych pomysłach Edyty i Patykota. Pewnie w tych miejscach Duśka dusiła się ze śmiechu.

Kim są główni bohaterowie? W mojej wyobraźni Edyta jawi się jako rasowa blondynka. Taka, co to sama niczego nie wymyśli, za to chętnie kradnie cudze pomysły. Przy tym jest pełna wdzięku, urody i pewności siebie. Mężczyźni na jej widok tracą głowę i przymykają oczy na jej niekonsekwentne zachowania. Edyta lubi czuć się ważna nawet wtedy, gdy tak naprawdę nie ma nic do zaoferowania. Denerwująca, co nie? No ale ten jej wdzięk przebija wszystko. Polubicie ją.

Patykot jest całkowitym przeciwieństwem Edyty. Inaczej by z nią nie wytrzymał. Dzielnie znosi jej humory, dostosowuje się do jej niezrozumiałych rytuałów, przyjmuje za dobrą monetę najgłupsze nawet tłumaczenia. Jest dżentelmenem. Bardzo empatycznym dżentelmenem, co pociągnie za sobą szereg niesamowitych zdarzeń. Nie powiem Wam jakich. Może dzieci pożyczą Wam książkę.

Nie wczytałam się dokładnie, gdzie dzieje się akcja książki. Właściwie może dziać się wszędzie. To nie ma znaczenia. Możecie sobie sami ustalić albo wymyślić. Za to powiem Wam, że cała historia rozegrała się jednego dnia. Słonecznego. Co akurat miało znaczenie. Bo przyjemniej patrzeć na niebo niż na chmury.

Aha. Domyśliliście się, że Edyta i Patykot to koty, prawda?

 

Dziękuję Wydawnictwu Mamania za przekazanie egzemplarza recenzenckiego.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close