Poryw – Kinga Wójcik

Tytuł: Poryw
Autor: Kinga Wójcik
Oprawa: Miękka
Liczba stron: 495
Rok wydania: 2020
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Samotna kobieta w barze albo szuka przygody na jedną noc, albo przychodzi się upić z rozpaczy. W przypadku Leny Rudnickiej prawdziwa jest ta pierwsza wersja. Lena wchodzi do irlandzkiego pubu, żeby zapolować na jakiegoś Bogu ducha winnego, samotnego i równie zdesperowanego co ona, mężczyznę. Ma być podniecająco, ekscytująco i jednorazowo. Bo, jak się niedługo potem okaże, Lena jest mężatką. Tu autorka wprowadziła pierwsze elementy równouprawnienia do literatury: skoro żonaci mężczyźni mają prawo do jednorazowych wyskoków, to zamężne kobiety też, prawda? Jak się później okaże, działania Leny podyktowane są czymś więcej niż potrzebą chwilowego zastrzyku adrenaliny i endorfin.

Lena jest też policjantką. Bardzo dobrą policjantką śledczą, której komendant oddaje pod opiekę praktykanta – swojego syna. I chociaż on sam sądzi, że przedstawia dwójkę obcych sobie ludzi, Lena i Marcel dobrze pamiętają, jak wyglądało ich pierwsze spotkanie. Spotkanie, o którym w bieżących okolicznościach, oboje woleliby zapomnieć.

Lena wygląda na twardą policyjną sukę, całkowicie pozbawioną emocji. Za to jest obdarzona niezwykłym zmysłem obserwacji, potrafi zauważyć i zanalizować dosłownie wszystko. Rzadko się myli. Marcel za to ma w sobie dużo empatii, talentu do policyjnej roboty raczej nie przejawia. Chyba trudno o dwójkę gorzej dobranych partnerów. Mimo to jakoś się dogadują i wspólnie rozpoczynają poszukiwania zabójcy niejakiego Klemensa Chmielnego, przykładnego męża i nudnego księgowego. Kto i po co miałby zabijać człowieka, który przysłowiowej muchy by nie skrzywdził? I czy śmierć samotnej matki mieszkającej na skraju podłódzkiej wsi ma ze śledztwem cokolwiek wspólnego?
Lista potencjalnych podejrzanych jest całkiem długa, począwszy od żony Klemensa, poprzez pracowników prowadzonego przez nich hotelu, skończywszy na rodzicach zamordowanego. A przecież zabójstwa dokonano w parku, nie można więc wykluczyć, że był to typowy napad rabunkowy. Przy tym wszystkim Lena walczy z własnymi demonami i nawracającym bólem barku, który każe jej sięgać po coraz mocniejsze tabletki przeciwbólowe. A te, jak wiadomo, nieco zaburzają pracę umysłową.

Kinga Wójcik dobrze odrobiła lekcje z pisania powieści sensacyjnych. Poryw naprawdę porywa. Trudno zgadnąć czym, bo akcja nie jest jakoś szczególnie burzliwa. Raczej toczy się powoli i jest dobrze opisana. Żadnego chodzenia na skróty, żadnych niedopowiedzianych wątków, żadnego lukrowania rzeczywistości. Poszczególne fragmenty układanki nie wskakują na swoje miejsce od pierwszych do ostatnich stron. Raczej błądzą, są dopasowywane w różnych miejscach, by zaraz potem przenieść się w inne. Wodzą czytelnika za nos, podsuwając mu kolejnych kandydatów na morderców. Tak, to z pewnością nie jest łatwa układanka, ale właśnie przez to, albo może dzięki temu, tak bardzo ekscytująca. To powieść, która zaskoczy nie raz i nie dwa, zarówno w kwestii prowadzonego śledztwa, jak i prywatnego życia bohaterów.

Smaczku całości dodaje fakt, iż mąż Leny jest prokuratorem i to on nadzoruje prowadzone przez Lenę i Marcela śledztwo. Oczywiście, jak to prokurator, dąży do szybkiego zamknięcia sprawy i postawienia winnych w stan oskarżenia. Lena natomiast ma na pracę policyjną zupełnie inne spojrzenie. Ona chodzi swoim drogami niczym kot, nie cierpi pisania raportów, za to doskonale czuje się w terenie. Ma własne sposoby prowadzenia śledztwa i we wszystkim węszy drugie dno. Doprawdy trudno o bardziej podejrzliwą kobietę! Niczego nie bierze za dobrą monetę i w nic nie wierzy. Stąd też tarcia na polu służbowym z własnym mężem, który prezentuje zupełnie inne poglądy. Skoro podejrzany sam się przyznaje, to czemu mu nie wierzyć? Skoro widać, że coś jest białe, to niby po co sprawdzać, czy aby czasem nie jest czarne?

Mimo dość opryskliwego usposobienia komisarz Lena Rudnicka daje się lubić. Trudno nie docenić jej poświęcenia i samozaparcia w dążeniu do prawdy. Pewnie dlatego dostała pod opiekę Marcela, którego ma szkolić, a któremu bezczelnie wypala papierosy. Jego samego raczej lekceważy, traktując po trosze jak chłopca na posyłki, aczkolwiek nie można nie zauważyć, że docenia jego niektóre pomysły. Niektóre. Bo też i sam Marcel widzi, że dużo jeszcze musi się nauczyć, jeśli faktycznie chce być policjantem.

Dla kogo jest Poryw? Myślę, że ta książka znajdzie bardzo szerokie grono czytelników. Powiem Wam nawet w tajemnicy, że tak mnie urzekła, iż poszłam do księgarni po drugą część – Spektakl. Na pewno zainteresują się nią wszyscy miłośnicy powieści sensacyjnych niezależnie od płci i wieku. Treść momentami jest dosadna, ale brutalna nie jest, więc i starsza młodzież z powodzeniem może po takową literaturę sięgnąć. To też pozycja warta polecenia wszystkim tym, którzy lubią wskoczyć pod kocyk i na dłużej zanurzyć się w lekturze. Na pewno nie będą się nudzić. Myślę, że miłośnicy skomplikowanych związków damsko-męskich z delikatnym wątkiem psychologicznym także znajdą coś dla siebie.

Dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka za przekazanie egzemplarza recenzenckiego.

PS. Aha, nie próbujcie czasem nazywać Leny Magdaleną albo Magdą. Od razu Was zastrzeli!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close