Rebeka

Tytuł: Rebeka
Autor: Daphne du Maurier
Kategoria: Thriller psychologiczny / literatura piękna
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 448

Rebeka należy do książek, które po prostu trzeba przeczytać. Bez kłopotu znalazłam dla niej miejsce na mojej półce z bestsellerami, które nie zawodzą czytelnika. Jest pasjonująca, tajemnicza i włącza swego rodzaju czujność na to, co może się wydarzyć. Wcale nie dziwię się, że inspirowała Alfreda Hitchcocka i Stephena Kinga w ich twórczości.

Rebeka to thriller psychologiczny, który pochłonęłam na raz. Nie mogłam się oderwać od lektury, zarówno ze względu na cudownie oplatający wyobraźnię język, postaci bohaterów, jak i samą historię. Niby nic tu nie dzieje się jakoś specjalnie dynamicznie, ale aż nie sposób utrzymać rąk, by nie próbowały obrócić kolejnej kartki. 

A rzecz ma się oryginalnie, ponieważ stajemy twarzą w twarz z młodą, niedoświadczoną i nieśmiałą kobietą — główną bohaterką — bez znajomości jej imienia. W całą historię opowiedzianą w pierwszej osobie wchodzimy z jej perspektywy. I tak prowadzi nas do samego końca.

Główną bohaterkę poznajemy w trakcie pobytu na Riwierze Francuskiej. Jest ona święcie przekonana, że towarzyszenie pani van Hopper za pieniądze to najlepsze, co jej się mogło w życiu przydarzyć. To nie dziwi, zważywszy na to, że nie może pochwalić się nadmiarem pieniędzy i pewności siebie. Poznanie zamożnego i przystojnego  wdowca, Maxima de Wintera, daje dziewczynie nadzieję na to, że może być inaczej, może nawet lepiej. Nad bohaterką roztacza się ciekawa perspektywa wejścia w pewien układ. Maxim proponuje jej małżeństwo w zamian za towarzystwo w posiadłości Manderley. Mimo wielkiej niewiadomej bohaterka przystaje na propozycję, która w każdym względzie wygląda na lepszą, niż obowiązująca ją umowa z panią van Hopper. I nawet chwile, w których twarz Maxima zachmurzała się na tylko jemu znane wspomnienia, nie były wystarczające, by zaniechać zawarcia małżeństwa. 

To, że coś wisi w powietrzu, czuć od razu. To, że nie ma od pierwszej chwili wielkiej miłości, widać jak na dłoni. Jednak z jakiegoś powodu Maxim namawia dziewczynę na wspólne życie. Miało być pięknie, tymczasem z chwilą przyjazdu młodej pary do Manderley kończy się sielanka. Każdy wie, że de Winter ożenił się zaledwie w dziewięć miesięcy po śmierci pierwszej, ukochanej żony, Rebeki. Jawiła się ona jako chodzący ideał, nieodżałowany po tragicznej śmierci w niewyjaśnionych okolicznościach. Trudno się dziwić, że podziwiana przez wszystkich kobieta, niezwykle piękna, obyta i czarująca, będąca duszą towarzystwa, nie mogła zostać zapomniana przez jej otoczenie. Widać to w relacjach z rodziną i znajomymi, nie wspominając o mieszkańcach domu. Mur niechęci, jaki spotkał drugą panią de Winter po przyjeździe, wyraźnie dał jej do zrozumienia, że nie jest tu pożądanym gościem. Ona sama czuła, że w tych starych murach kryje się coś, z czym nie wygra — cień Rebeki. W dodatku uświadomiła sobie poniewczasie, że nie zna Maxima i że jest coś, czego on nie chce, lub nie może jej powiedzieć. Odizolowana od świata, bez przyjaciół i z niesprzyjającą jej panią Danvers, druga pani de Winter miała powody, by zachowywać daleko idącą ostrożność. Szczególnie pani Danvers dbała o to, by ducha Rebeki, jej ukochanej pani, zatrzymać w starym domu.

Gdy młoda mężatka postanowiła odkryć, kim była Rebeka i co mogło się z nią stać, los rozdał karty znacznie odważniej i o wiele bardziej dramatycznie, niż mogła to sobie wyobrazić. 

No cóż, Rebeka pochłonęła mnie bez litości. Nawet teraz, pisząc tę recenzję, poczułam ten dreszcz niepokoju, choć przecież znam zakończenie. Ale w tej historii jest tak wiele niewiadomych, jest tak przesycona tajemnicą i emocjami, że nie sposób było się od niej ot tak odłączyć.

Muszę przyznać, że autorka, Daphne du Maurier, przed ponad osiemdziesięcioma laty stworzyła znakomity dreszczowiec. Tu wszystko jest dograne perfekcyjne. Od złożoności postaci i zmian w nich zachodzących, przez rozwój wydarzeń, po dopięcie całej historii. Po prostu nie ma się tu do czego przyczepić, wypunktować niedoskonałości — książka jest świetna! Chciałabym Was zachęcić do sięgnięcia po nią, bo naprawdę warto. 

P.S. Tak na marginesie dodam, że Netflix zajął się remakiem wcześniejszych ekranizacji Rebeki (choćby wspomniany Hitchcock w 1940 r.), który można obejrzeć na platformie. 

 

Dziękuję Wydawnictwu Albatros za przekazanie książki do recenzji 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close