Statystycznie rzecz biorąc. Czyli ile trzeba zjeść czekolady, żeby dostać Nobla

Tytuł: Statystycznie rzecz biorąc. Czyli ile trzeba zjeść czekolady, żeby dostać Nobla
Autor: Janina Bąk
Liczba stron: 319
Oprawa: miękka
Rok wydania: 2020
Wydawnictwo: WAB

Czy jedzenie czekolady ma coś wspólnego z otrzymaniem Nagrody Nobla? W pierwszym odruchu każdy popuka się w głowę, ale… wiecie, że na ten temat prowadzono całkiem poważne badania naukowe? Szczerze mówiąc, myślałam, że naukowcy zajmują się poważniejszymi aspektami naszego życia, no ale najwyraźniej się myliłam.

Janina Bąk, autorka bloga Janina Daily, popełniła książkę pod nic niemówiącym tytułem: Statystycznie rzecz biorąc. Czyli ile trzeba zjeść czekolady, żeby dostać Nobla. Jako że autorka dała się poznać w internecie z niebagatelnego słownictwa i oryginalnych skojarzeń, nie ukrywam, że na tę książkę czekałam z dużą niecierpliwością. Co tu ukrywać: po prostu chciałam się pośmiać. Liczyłam na lekką, łatwą i przyjemną lekturę.

Jak było w rzeczywistości? Co do śmiechu, to owszem, śmiałam się tak, że moje dziecko w końcu zapytało, o co chodzi z tą Janiną, że ja się tak śmieję. No bo książka jest śmieszna. Naprawdę jest. Ale też jest poważna, bo porusza całkiem poważne tematy, na przykład jak dajemy się manipulować źle zrobionymi wykresami statystycznymi i dlaczego w ogóle te wykresy są robione źle. Albo dlaczego ufamy samozwańczym znachorom. Nie ukrywam, na wiele rzeczy otworzyły mi się oczy i ma to taki efekt, że boję się otwierać rankingi wyborcze i doniesienia na temat koronawirusa. A bo ja wiem, jak i po co zmanipulowano te statystyki? ;-) Dobra, puszczam do Was oko, ale tak całkiem do śmiechu mi nie jest.

Janina Bąk jest fanką statystyki. Mało tego, wykładała ten przedmiot przez dziesięć lat i to nie byle gdzie, bo w Irlandii. Wyraźnie widać, że temat ją kręci. Stąd w książce cała masa wiedzy tajemnej, którą zrozumieć mogą tylko studenci i naukowcy. Albo ci, którzy chcą się uczyć, bo książka śmiało może służyć za uzupełnienie nudnych podręczników. Do mnie stosunkowo szybko dotarło, że skoro dwadzieścia pięć lat wcześniej totalnie nie udało mi się zrozumieć, o co tak naprawdę w tej statystyce chodzi, to i teraz też nie zrozumiem. Przestałam się starać i stricte naukowe fragmenty traktowałam po prostu jak opisy przyrody. Przykro mi, ale nie zapamiętałam, co to jest korelacja, chociaż wiem, że Janina tłumaczyła to kilka razy. Tłumaczyła też, że statystyka nie kłamie, tylko ludzie kłamią, wykorzystując statystykę, ale czy to nie to samo?

Żeby nie było, że słodzę i cukruję koleżance blogerce (która tej recenzji pewnie nie przeczyta, bo trudno ją potraktować narzędziami statystycznymi), muszę powiedzieć, że mocno mnie denerwowały przypisy. Nie żeby były nudne albo niepotrzebne. Wręcz przeciwnie. Ale było ich dużo i były długie, a ja nie lubię skakać po stronie z góry na dół i z powrotem do góry, bo to wybija z rytmu. Poza tym, jak na mój gust, te gwiazdki zwiastujące przypisy, były za małe i często je przegapiałam. Może faktycznie pora zmienić okulary, ale czy nie dałoby rady tych przypisów wtrącić w treść choćby w nawiasy kwadratowe albo wydrukować inną czcionką? No ale to tak na marginesie.

Dla kogo jest książka Janiny? Dla wszystkich. Serio. Dla pasjonatów nauką i tropicieli absurdów. Dla ludzi, którzy lubią poważne rzeczy podane w przystępny sposób. W końcu dla takich jak ja, którzy chcieli się pośmiać. I jeszcze dla dzieci, które pytają: „Mamo, nie masz ochoty na czekoladę, jak czytasz Janinę?”. Miałam…

Dziękuję Wydawnictwu WAB za przekazanie egzemplarza recenzenckiego

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close