Wyspa Camino

 

Tytuł: Wyspa Camino

Autor: John Grisham

Rok wydania: 2019

Liczba stron: 367

Oprawa: Miękka

Wydawnictwo: Albatros

John Grisham, moja wieloletnia literacka miłość, właśnie popełnił kolejną powieść – „Wyspa Camino”. Popełnił, bo trudno mi wyobrazić sobie, żeby ze „zwykłego pisania” wynikło coś takiego. Tego nie powinno się czytać, tego powinno się słuchać, najlepiej wprost z ust autora. To jedna z tych książek, które obowiązkowo wymagają cieplutkiego koca i kubka gorącej herbaty. Oraz kilku godzin spokoju, bo TAKICH książek nie czyta się kawałkami. Pochłania się je w całości.

Pozornie nie ma tu nic oryginalnego – ot, kradzież bezcennych rękopisów i próba ich odzyskania przez FBI i towarzystwo ubezpieczeniowe, które zmuszone do wypłaty horrendalnego odszkodowania stanie na skraju bankructwa. Temat może i nienowy, ale w literaturze nie liczy się sam temat. W literaturze liczy się ujęcie tematu i przedstawienie go czytelnikowi. I w tym momencie moi drodzy czapki z głów przed mistrzem.

John Grisham już swoją pierwszą książką „Czas zabijania” (swoją drogą majstersztyk, przeczytajcie koniecznie!) udowodnił, że nie zamierza się podlizywać czytelnikom. Trzeba przyznać, że wykazał się nie lada odwagą – nikomu nieznany debiutant wyznaczył całkiem nowe standardy amerykańskiej literatury. Odtąd nic już nie było i nie jest takie samo. Niestety nie uniknął wzlotów i upadków. Po spektakularnych dziesięciu powieściach przyszedł czas na, nie boję się tego słowa: szmirę. Na szczęście ten etap wielki z wielkich ma za sobą. Teraz jest już na tyle bogaty i niezależny, że może pisać, co chce i kiedy chce. I powiem Wam, że to widać w jego książkach. Bez spinania pośladków, spokojnie prowadzi czytelnika przez kolejne rozdziały książki. Niby od niechcenia, bez dramatycznych zwrotów akcji, tylko gdzieś z tyłu głowy napięcie rośnie coraz bardziej, a od książki nie sposób się oderwać. Tak właśnie czyta się „Wyspę Camino”. Bo jak tu przejść obojętnie wobec faktu, że przedstawiony nam jako całkiem miły i sympatyczny bohater, nagle być może okaże się kimś zupełnie innym? Być może, bo ktoś coś niby wie, niby nie wie, podejrzewa, chce się upewnić, a w ogóle to jest kilka innych tropów. Do końca książki będziecie się zastanawiać, czy to on, czy jednak nie on, a autor będzie grał z Wami w kotka i myszkę. Więcej Wam nie zdradzę. Powiem tylko, że w mojej prywatnej ocenie książka dostaje dziesięć gwiazdek na pięć możliwych. Wiecie – ja wiedziałam, że to będzie perełka, w końcu to Grisham. Ale nawet ja nie spodziewałam się czegoś takiego. „Wyspa Camino” urzekła mnie, wciągnęła, pochłonęła i wzięła w niewolę od pierwszej do ostatniej strony.

Przy okazji autor odsłania kulisy życia pisarzy w USA. Nie wiem, czy faktycznie wygląda to tak, jak opisał, ale jeśli tak, to… Trochę inaczej to sobie wyobrażałam :P Trzeba przyznać, że John Grisham wykazał się tu niesamowitym poczuciem humoru. I może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że z wykształcenia jest prawnikiem i przez wiele lat pracował w zawodzie. A legenda głosi, że amerykańscy prawnicy są wyprani z poczucia humoru…

 

Dziękuję Wydawnictwu Albatros za przekazanie egzemplarza recenzenckiego.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close