Wyszedł z siebie i nie wrócił. Recenzja książki Tomasza Jastruna

Tytuł: Wyszedł z siebie i nie wrócił
Autor: Tomasz Jastrun
Kategoria: litertura piękna
Wydawnictwo: Czarna Owca
Ilość stron: 192
Oprawa: twarda

“Wyszedł z siebie i nie wrócił” to druga książka Tomasza Jastruna, która zagościła na mojej półce. Pierwsza, “Opiłki i okruszki” chwyciła mocno moje myśli i nie chciała puścić. Wciągnęłam się w nią aż do bólu, uznając talent autora. Aż nie do wiary, że wcześniej to nazwisko po oczach mi się nie obiło. Okazało się, że to miłość od pierwszego przeczytania, a druga książka, wydana ciut wcześniej niż wspomniane “Opiłki i okruszki”, umocniła we mnie zamiłowanie do prozy tego autora. 

A teraz do rzeczy. 

“Wyszedł z siebie i nie wrócił” to książka przepełniona ironią, chwilami nawet cynizmem, ale w bardzo ciekawym wydaniu. Główny bohater, tytułowy Franciszek, ma już swoje lata, życie przeciekło mu przez palce, i mimo że jeszcze nie stoi nad grobem, już mu wszystko zbrzydło. Patrzy na siebie z niesmakiem i się zastanawia. Myśli dużo, przeżywa intensywnie, prowadząc swoim śladem czytelnika. Nic niezwykłego, bo artyści, do których bez wątpienia on się zalicza, mają głęboką wrażliwość. Jednak franciszkowa wrażliwość została mocno nadszarpnięta przez życie i teraz bohaterowi bliżej do uszczypliwości i nieustannej irytacji. 

No bo jak być zadowolonym, skoro twarz i ciało nie te, jakby obca powłoka, żona ta sama, ale też jakby inna, najpewniej alkoholiczka, na co pełni dowodów bohater nie ma. Do tego wkurzający brat, który ledwie cieniem pojawia się w książce, ale ciśnienie podnosi bohaterowi do granic. Obrazy, które maluje też wychodzą niedosteteczne, nie takie, jakich by sobie życzył. Brak uznania wśród znawców tematu także nie pomaga. Nic więc dziwnego, że bohater obijający się pomiędzy sobą, żoną, polityką i męczącą codziennością, wyszedł z siebie i nie wrócił. 

Oczywiście nie opowiem Wam biegu historii, nie wyjawię, jak to Franciszek wyszedł z siebie. Ale powiem Wam jedno – Jastrun pisze hipnotyzująco, aż się chce podążać za bohaterem i podglądać jego zmagania z życiem. Jest wiele emocji, bo znalazł się on w złym momencie życia, który, nota bene, czeka każdego z nas. Ale autor upchnął tu taki ładunek wspomnianej ironii, wręcz cynizmu, wisielczego humoru w osądzaniu siebie i innych, że momentami nie sposób się nie uśmiechnąć.  

A wiecie, co Wam jeszcze na koniec powiem? Że wszyscy kiedyś będziemy Franciszkami, tylko jeden wdepnie i ugrzęźnie na amen, a drugi ruszy w dalszą drogę, unikając zgorzknienia. 

Pozostaję w zachwycie nad prozą Tomasza Jastruna – mnie wręcz uzależniła i z rozkoszą umoszczę się w głowie kolejnego bohatera. 

P.S. Wiecie, z czym mi się to, koniec końców, kojarzy? Z Dniem świra i Adasiem Miauczyńskim! Niby śmieszno, a smutno. Lub odwrotnie. Oczywiście historie odmienne, ale klimat ten sam. Jeszcze raz serdecznie polecam!

 

Dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca za przekazanie egzemplarza recenzenckiego książki 

Jedna odpowiedź do “Wyszedł z siebie i nie wrócił. Recenzja książki Tomasza Jastruna”

  1. Edyta pisze:

    Będę musiała po nią sięgnąć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close